A czemu nie?


Jest autorem jednego z trzydziestu najbardziej wpływowych blogów w kraju – i jedną z pięćdziesięciu najbardziej kreatywnych osób w biznesie (według magazynu Brief). A przy tym stypendystą Erasmusa. Poznajcie Andrzeja Tucholskiego.

Na Twoim blogu andrzejtucholski.pl przeczytałam, że jesteś fanem strategii projektowania udanego życia. Da się fajne życie zaprojektować?

Da się zaprojektować takie podejście, aby w życiu było fajnie.

A fajne życie to?

Dla mnie to życie spokojne, w którym nie ma pośpiechu, deadline’ów, w którym robię to, co chcę, z ważnych dla mnie powodów i z ludźmi, których lubię.

Co robić, by taki stan osiągnąć?

Bardzo wielu ludzi chce mieć takie życie, ale błąd, który popełniamy – sam też się regularnie potykam – to próba zaprojektowania na przykład idealnego dnia. W praktyce coś takiego nie istnieje. Mój plan na dany dzień ma sens tylko rano, bo potem wszystko leci w kulki. Zawsze pojawi się coś, co będzie wymagało dodatkowej uwagi.

Walka z nieuchronnym frustruje, dlatego w pewnym momencie – kiedy zacząłem się interesować filozofią, natrafiłem na stoicyzm, listy Seneki, rozważania Marka Aureliusza – postanowiłem działać inaczej. Teraz planuję, na przykład, tylko 60 proc. czasu dnia. Albo zawsze zakładam, że któryś z obowiązków zajmie mi 150 proc. przeznaczonego czasu. Albo mam przygotowanych tyle tekstów i filmów na bloga, by nie przejmować się przesunięciami w produkcji nowych.

Wierzę, że jak będzie się miało kilka takich systemów operacyjnych w głowie, to można sobie poprawić samopoczucie, być spokojniejszym, szczęśliwszym. Człowiek mniej się spina. Choć, oczywiście, każdy inaczej rozumie definicję szczęścia (śmiech).

A prowadzenie bloga daje Ci szczęście? Po co go założyłeś?

Zacząłem go prowadzić po pierwsze dlatego, że musiałem z powodów osobistych spędzić całe wakacje w domu. A po drugie, bardzo chciałem się realizować. Gdy wysyłałem propozycje stażu i przykładowe artykuły do różnych redakcji, wszyscy byli na tak. Ale kiedy zauważali, że mam 18 lat, przerywali kontakt. Założyłem więc bloga. Dopiero po dwóch-trzech latach zorientowałem się, ile osób go czyta.

Blog to nie tylko blog, ale też Sekretna kawiarnia, Tajemna lista

Staram się, by blog to było coś więcej niż sama strona w necie. Tajemna lista to newsletter, forma komunikacji ze mną dla ludzi, którzy nie chcą śledzić nowinek w serwisach społecznościowych. Sekretna kawiarnia to zamknięta grupa na Facebooku, w której nie ma ludzi przypadkowych. Zasady są jasne: nie można tam hejtować, trollować, nie ma wulgaryzmów. Są tam dzieciaki, które umawiają się na odrabianie prac domowych, mam też w tej grupie rodziców, którzy przyznają, że dzięki niej lepiej zrozumieli swoje pociechy. Jest ogromna liczba maturzystów, jest dużo ludzi po studiach. Są maniacy seriali. I wszyscy czują się bezpiecznie.

Blog pewnie pochłania Ci sporo czasu, wystarcza go na inne projekty?

Gdybym zajmował się jednym zagadnieniem, to w wyimaginowanej karierze pewnie byłbym już o wiele dalej. Ale moją specjalnością i największą pasją jest interdyscyplinarność: prowadzę konferencje, szkolenia, warsztaty o różnej tematyce. Bywa, że przez połowę roku zajmuję się socjoekonomią, a przez kolejne pół interesuję tym, jak się pisze scenariusze. A potem zapoznaję się z tematyką destabilizacji Azji i Bliskim Wschodem…

Skąd w takim razie decyzja o wyjeździe na Erasmusa?

To była decyzja intuicyjna. Często moim motorem działania jest pytanie: „A czemu nie?”. Nie trzeba od razu znać wszystkich odpowiedzi. Dopiero na miejscu zrozumiałem, czemu może być fajnie. Miałem okazję spotkać profesorów, którzy zmienili mój sposób postrzegania życia, miałem także czas na pisanie bloga. To dzięki studiom w Portugalii nauczyłem się, czym jest otwarte myślenie i co to znaczy być członkiem większej, światowej społeczności.

Intuicja nie zawiodła.

Zdecydowanie! Pojechałem do kraju, który nic mi nie mówił, studiować rzeczy, co do których nie miałem pewności, że je w przyszłości wykorzystam, a wróciłem nie tylko z masą wrażeń, ale z dużo większą wiedzą na temat samego siebie. I jeszcze silniej wierzę w robienie rzeczy bez początkowego planu. Warto planować nie tyle życie, co podejście do życia.

Rozmawiała Marzena Indra
Fot. archiwum prywatne