Ani mru-mru!


Co się stanie, jeśli zamiast na rozgłos postawimy na skromność i prostotę? – czyli o upowszechnianiu rezultatów projektów z przymrużeniem oka.

Pojawiają się tu i ówdzie twierdzenia, że warto, a nawet należy, dzielić się tym, co nam się udało i z czego jesteśmy dumni. Uczymy się dzięki temu wyrażania i prezentowania siebie, a także tego, jaki mamy potencjał i co jest naszą mocną stroną. Tym samym budujemy wiarę we własne możliwości. Postawę taką promują nie tylko psychologowie, ale także twórcy edukacyjnych programów, takich jak Erasmus+. Zachęcają oni, by dzielić się osiągnięciami i rezultatami naszych projektów i szeroko je upowszechniać.

Świadoma tych argumentów, mając doświadczenia z realizacji kilkudziesięciu inicjatyw, chcę zadać, przewrotne być może, pytanie: a co gdyby zamiast tego postawić na skromność? Na prostotę i umiarkowanie? Bo czy naprawdę wszyscy muszą wiedzieć o naszym projekcie i o jego rezultatach? Czy musimy ogłaszać je wszem i wobec? Czy musimy zamęczać innych naszymi sukcesami? Zanudzać naszymi dokonaniami? Naprzykrzać się, suszyć głowę i wiercić dziurę w brzuchu?

Bo niby po co? Eksperci twierdzą, że upowszechniając rezultaty, zwiększamy wpływ projektu i jego oddziaływanie na innych ludzi, grupy, organizacje i społeczności. Poznając nasze osiągnięcia, inne osoby i instytucje będą mogły korzystać z nich w swoich działaniach. To z kolei pomoże nam zaistnieć nie tylko w miejscowości, w której żyjemy, ale także szerzej – na arenie międzynarodowej, w różnych sieciach czy bazach danych (jak choćby platformie rezultatów projektów Erasmus+). Ponadto dzielenie się rezultatami projektu i ich upowszechnianie może motywować i inspirować zarówno nas samych, jak i innych do realizacji nowych przedsięwzięć. Dzięki temu promujemy też finansujący nas program Erasmus+ i możliwości, jakie oferuje. A wszystko po to, by poprzez te różnorodne działania zmieniać świat na lepsze.

Brzmi dobrze, ale pamiętajmy, że tu właśnie mogą zacząć się kłopoty. Ludzie, którzy dowiedzą się o naszym projekcie, będą chcieli wiedzieć więcej. Zaczną pytać, pisać maile, będą chcieli wykorzystać zgromadzoną przez nas wiedzę, narzędzia i materiały. Staniemy się rozpoznawalni w społeczności, a może i poza nią. Będziemy musieli chodzić na spotkania, opowiadać, prezentować, dzielić się, odpowiadać na setki pytań. Może zaproponują nam kolejną współpracę i udział w nowych projektach i przedsięwzięciach. Pojawią się kolejni partnerzy i propozycje wspólnego działania. A to oznacza kolejną porcję pracy!

Dlatego właśnie, świadomi rezultatów naszego projektu, powinniśmy jednocześnie dobrze ich strzec i zdecydowanie unikać określonych zachowań. Jakich szczególnie? Przede wszystkim tego, co ma największą moc oddziaływania, czyli spotkań z ludźmi – przedstawicielami innych grup i organizacji, nauczycielami, rodzicami, lokalnymi politykami itp. – rozmów, prezentacji, konsultacji itd.

komiks

Dobrze będzie również unikać tematu projektu w dyskusjach z członkami naszej grupy czy organizacji, a nawet w prywatnych rozmowach. Marketing szeptany ma dużą moc – może się łatwo roznieść! Należy unikać większych i mniejszych akcji informacyjnych pokazujących, czego dokonaliśmy. Żadnych artykułów do lokalnej prasy (tym bardziej do takiej o większym zasięgu!) czy specjalistycznych magazynów, dzięki którym inni poznaliby nasze osiągnięcia. Oczywiście radio czy telewizja także odpadają. Żadnych newsletterów. Opis indywidualnych i grupowych osiągnięć uczestników i uczestniczek oraz zdobytych przez nich kompetencji, w formie raportów, dzienników czy cytatów trzymamy głęboko w archiwach.

Ludzie, którzy dowiedzą się o naszym projekcie, będą chcieli wiedzieć więcej. Zaczną pytać, pisać maile, będą chcieli wykorzystać zgromadzoną przez nas wiedzę.

Podobnie z opracowanymi przez nas podręcznikami, programami nauczania, metodami, publikacjami, broszurami, biuletynami, narzędziami edukacyjnymi, a także sprawozdaniami z badań, przewodnikami na temat dobrych praktyk, studiami przypadków, konkluzjami i rekomendacjami – w żadnym wypadku nie wysyłamy ich do partnerów projektowych, do innych grup i organizacji, szkół czy instytucji publicznych! To, co wydrukowane chowamy do szafy lub szuflady. Klucz najlepiej wyrzucić.

Dane w formie elektronicznej trzymamy w zamkniętych dla innych archiwach. Pod żadnym pozorem nie dzielimy się nimi, nie wysyłamy, nie informujemy. To owoc naszej pracy. I tylko dla nas. Filmy i zdjęcia pozostawiamy tylko do naszego wglądu, bez publikowania gdziekolwiek. Stronę internetową projektu najlepiej zamknąć po jego zakończeniu. Jeszcze gorliwiej warto unikać wszelkich kreatywnych akcji, które łatwo przyciągają uwagę – żadnych happeningów, flash mobów czy wystaw fotografii na rynku. Jeśli natomiast zostaniemy już przymuszeni do zrobienia którejś z tych rzeczy, należy maksymalnie ograniczać zasięg ich oddziaływania i tworzyć materiały mało atrakcyjne, tak by nikogo nie zainteresowały i by nikt nie zechciał z nich korzystać.

Dzięki takim działaniom mamy pewność, że będziemy we własnym gronie, w ciszy i spokoju cieszyć się naszym przedsięwzięciem i jego rezultatami. Nikt nam głowy nie będzie zawracał, a nasz projekt pozostanie tylko nasz.

Nikomu zupełnie niepotrzebny.

Zapisz