Brexit – ruszyła maszyna po szynach


Zeszłoroczne referendum było kompletną porażką! – grzmi rektor Uniwersytetu w Oxfordzie Chris Patten. Ale biegu wydarzeń już nie odwróci – negocjacje w sprawie Brexitu ruszyły. Czy studenci mają się czego bać?

Pierwsze tygodnie negocjacji w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej były wyjątkowo burzliwe. Najpierw brytyjska premier starła się z przywódcami Unii, a potem zarządziła przedterminowe wybory, które miały wzmocnić jej pozycję. Dziś wiadomo już, że plan się nie udał – Partia Konserwatywna straciła większość w parlamencie. Zdaniem komentatorów oznacza to, że tzw. twardego Brexitu – obejmującego np. zamknięcie rynku pracy dla obywateli UE – nie będzie. Wybory pokazały, że znacząca część elektoratu chce zachowania ściślejszych związków z Unią. Pewne wciąż jest jednak tylko jedno – Wielka Brytania opuści Unię najpóźniej 29 marca 2019 r.

W przedwyborczym gąszczu emocjonalnych wypowiedzi i obietnic zupełnie zniknęła sprawa przyszłości współpracy akademickiej i warunków studiowania na Wyspach. Czy upadek idei twardego Brexitu to dla studentów dobra wiadomość? Jaki w ogóle jest najbardziej prawdopodobny scenariusz?

Najłatwiej przewidzieć przyszłość współpracy w ramach programu Erasmus+. Wielka Brytania pozostanie jego uczestnikiem do roku 2020. Projekty trwające i zgłaszane w tym i przyszłym roku nie są zagrożone, nawet te z terminem zakończenia po ostatecznym wyjściu tego kraju z UE. Erasmus+ może jednak oberwać rykoszetem – Wielka Brytania zapowiada bowiem zmniejszenie w 2019 r. wpłat do unijnego budżetu. Gdyby te zapowiedzi stały się faktem, Unia mogłaby być zmuszona do cięcia wydatków, m.in. na programy edukacyjne i młodzieżowe.

Trudniej jest określić przyszłość tzw. free moverów. Z wypowiedzi szefów brytyjskich uczelni wynika, że Wielka Brytania dalej będzie zabiegać o najzdolniejszych studentów ze świata – nie tylko z UE. Pod znakiem zapytania stoi jednak to, czy po Brexicie będą oni traktowani tak samo, jak studenci miejscowi. Być może będą musieli pogodzić się z wyższym czesnym, utrudnionym dostępem do stypendiów czy ograniczeniem możliwości podejmowania pracy. – Jak przy każdym rozwodzie, najbardziej ucierpią „dzieci” – mówi rektor Oxfordu Chris Patten.

Można mieć nadzieję, że po 2020 r. lukę po Erasmusie+ wypełnią nowe inicjatywy. Na przykład ta, o której w marcu w Warszawie – również w imieniu innych brytyjskich uczelni – mówił Dominic Shellard z De Montfort University (DMU) z Leicester [cały wywiad – obok].

Zamiar kontynuacji współpracy akademickiej potwierdza też Simon Gammell, szef polskiego oddziału British Council. – Mimo dzisiejszej niepewności, nie w głowie nam zrywać jakiekolwiek europejskie partnerstwa edukacyjne czy kulturalne. Przed naszą instytucją stoi duże wyzwanie: dążyć do dalszego udziału Wielkiej Brytanii w takich mechanizmach, jak Horizon 2020 i Erasmus+.

Eksperci nie mają wątpliwości – dopóki w dostępie do brytyjskich uczelni nic się nie zmieniło, każdy, kto może, powinien spróbować swoich szans na Wyspach. Michał Papała, od dwóch lat studiujący na DMU i kierujący w Leicester Stowarzyszeniem Polskich Studentów, mówi wprost: – Jeśli myślisz o studiach w Wielkiej Brytanii, to go for it!

Michał pracuje w agencji Smart Projects pomagającej tym, którzy chcieliby rozwinąć skrzydła, ale nie do końca wiedzą jak. Według niego, młodzi ludzie w Polsce nie są świadomi stojących przed nimi możliwości. Zakładają, że studia w UK są tylko dla bogatych, a wyjazd na własną rękę to ogromne ryzyko. – Decyzja o wyjeździe zdecydowanie zmieniła moje życie! – podkreśla M. Papała. – Korzystajcie, póki można!

Wypowiedzi zebrano podczas warszawskiego spotkania w ramach kampanii #LoveInternational prowadzonej przez De Montfort University w Leicester.

fot. Number10/flickr.com/CC