Chcesz? To znaczy, że możesz


Kim jest wolontariusz? Człowiekiem, który może coś zrobić. Nie musi – ale chce. Radość życia, zresztą nie tylko wolontariusza, rodzi się właśnie z tego: chcę! Jestem wolnym człowiekiem, nie pozwalam na to, by mnie do czegoś zmuszano, nie dam się porwać prądowi świata, bo chcę go zmieniać

Tak myśli wolontariusz i dlatego zaczyna działać oraz szukać ludzi podobnych do siebie. Brzmi to wszystko może trochę pompatycznie, ale człowiek młody jest gotów góry przenosić i świat układać po swojemu. Z czasem mu trochę przechodzi, nigdy jednak do końca. Dlatego wolontariat to pomysł na aktywność dla każdego: młodego, starszego i tego jeszcze bardziej starszego.

Ponieważ coraz bliżej mi do tych bardziej starszych (albo mniej młodych), nie do końca jestem w stanie przypomnieć sobie, kiedy właściwie zaangażowałem się w pierwszą wolontariacką pracę. Najprawdopodobniej była to jakaś harcerska akcja. Pewnie – proszę się nie śmiać – zbieranie makulatury lub butelek. Dochód z ich sprzedaży trafiał na fundusz wspierający tych, których nie było stać na wyjazd na obóz. W końcu misją harcerzy jest pomagać innym.

Z czasem ten styl działania wszedł mi w krew. Stąd zapewne moja pierwsza – już poważna – robota, czyli funkcja naklejacza (czy wyklejacza, sam nie wiem, jak to się nazywa) plakatów przed wyborami do Sejmu w 1989 r. Ależ to były emocje! Można było robić rzecz zakazaną, a dobrą. Wieszanie nocą antykomunistycznych plakatów po nielegalnym wymknięciu się z internatu przy LO w Bieczu było fascynujące!

Do tego duma, gdy okazało się, że milicjanci nie są w stanie wejść na słup telegraficzny do wysokości, na której bez sprzętu powiesiliśmy nasz plakat z wielką literą „V”. Wolontariat to nie nuda – to ryzyko, emocje, czasami porażki, ale częściej zwycięstwa. To po prostu prawdziwa szkoła życia – uczy więcej niż najwyższa ze szkół wyższych. Wiem coś o tym jako wykładowca, a dzisiaj także wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego. Dobrze byłoby, gdyby polskie szkoły i uczelnie zwracały więcej uwagi na aktywność pozalekcyjną uczniów i studentów.

Z wolontariatem trzeba uważać, bo nigdy nie wiadomo, jak może się skończyć. Na studiach razem z przyjaciółmi tworzyliśmy Klub Jagielloński – niezależną, samodzielną organizację studencką, dziś dynamicznie rozwijaną przez kolejne generacje studentów, którym chce się robić coś więcej niż tylko uczyć. Moim pierwszym zadaniem w Klubie, na początku lat 90., było prowadzenie tak zwanego podstolika (bo w Krakowie wszystko się dzieje przy lub pod kawiarnianym stolikiem), zajmującego się wypracowaniem przyszłościowej reformy… szkolnictwa wyższego. W życiu nie pomyślałbym, że będę się tym kiedyś zajmował na serio i to jako urzędnik państwowy. Zanim do tego doszło, przez jedenaście lat współpracowałem z wolontariuszami w Instytucie Tertio Millennio, popularyzującym nauczanie Jana Pawła II. Od niego uczyliśmy się, że działać trzeba do końca i dobrze wykorzystywać każdą chwilę życia.

Szukacie przygody, wyzwań, prawdziwych przyjaźni, chcecie, by życie Was zaskoczyło – to nie narzekajcie, zaangażujcie się w wolontariat i nie pękajcie!