Czapki z głów


Dwa lata temu pięć europejskich uczelni wojskowych rozpoczęło prace nad ujednoliconym, semestralnym programem nauczania. Nikt się wtedy nie spodziewał, że efekty mogą przerosnąć oczekiwania.

Rozmowa z Anną Zamiar-Ziółkowską, koordynatorką projektu Creating international semester regarding military education needs for future officers in Europe z ramienia Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Lądowych im. gen. Tadeusza Kościuszki we Wrocławiu

W jaki sposób narodził się pomysł?

Uczelnia, którą reprezentuję, jest członkiem forum uczelni wojskowych, tzw. International Military Academic Forum, w skład którego wchodzą także akademie z: Czech, Węgier, Austrii i Rumunii. W minionych latach współpracowaliśmy w ramach programu Erasmus+, ale z uwagi na specyficzny, wojskowy charakter szkół, studentom nie było łatwo z niego korzystać. Między uczelniami istnieją znaczne różnice programowe, np. nasz program charakteryzuje duża liczba zajęć specjalistycznych. Wpadliśmy więc na pomysł nawiązania współpracy nad stworzeniem wspólnego programu kształcenia dla studentów studiów I stopnia.

Jaki był cel prac?

Chodziło nam o stworzenie jak największej liczby modułów kształcenia, które można by uznać za wspólne dla przyszłych oficerów UE, i które składałyby się na program ujednoliconego semestru kształcenia międzynarodowego. Chcieliśmy, by uruchomienie tego programu – mniej więcej na tych samych poziomach studiów – umożliwiło studentom swobodny przepływ między uczelniami i realizowanie w tym samym momencie tego samego programu, bez konieczności późniejszego nadrabiania różnic.

Czy program już działa?

Każda uczelnia wdraża go w swoje narodowe programy kształcenia w miarę swoich możliwości. Nasi partnerzy z Rumunii przeszli już akredytacje, my również wpisaliśmy wszystkie dziewięć modułów w program kształcenia na kierunku Dowodzenie.

Zaletą programu jest fakt, że jego poszczególne moduły można wykorzystywać samodzielnie, dlatego też te uczelnie, które nie są w stanie przyspieszyć procesów akredytacyjnych, zaimplementowały po trzy, cztery moduły, a w kolejnych latach akademickich przewidują dołączenie kolejnych. W przyszłości w programach nauczania pojawią się też okienka mobilnościowe, by w trakcie II semestru II roku studiów licencjackich studenci mogli swobodnie zmieniać uczelnie.

Czy podczas realizacji projektu mieli Państwo słabsze momenty?

Najtrudniejsze było koordynowanie prac pięciu uczelni. Dobrze się znaliśmy, ale pogodzenie różnych pomysłów, punktów widzenia i systemów prawnych było sporym wyzwaniem. Druga kwestia to komunikacja w języku obcym. Dużo czasu spędzaliśmy nad tym, by dookreślić ustalenia i w podobny sposób je rozumieć i opisywać.

Projekt się skończył – co teraz?

Nowy projekt (śmiech). Tuż po zakończeniu pierwszego, od razu rozpoczęliśmy kolejny. Uznaliśmy, że pięć uczelni w jednej inicjatywie to jednak sporo, więc do tego przedsięwzięcia zaprosiliśmy tylko dwie akademie – z Grecji i Portugalii. Wspomagać nas będą Włosi i Amerykanie. Nowa inicjatywa nosi tytuł International Military Leadership Academy. Zwieńczeniem projektu będzie kilka modułów, poprzez naukę których studenci będą mogli rozwijać swoje kompetencje przywódcze. Oficer to ktoś, kto musi przewodzić, dlatego chcemy te kompetencje rozwijać tak, by absolwenci naszych uczelni mogli je wykorzystać w wielokulturowym środowisku.

W Pani głosie słychać entuzjazm.

To prawda. Zależy nam na tym, aby młodym ludziom, którzy podejmują studia wojskowe, ułatwić zdobywanie międzynarodowego doświadczenia. Wszyscy widzimy, jak niebotycznie rozwijają się ich kompetencje po trzech czy czterech miesiącach spędzonych na wymianie studenckiej za granicą. Dążymy do tego, by Europa stawała się jednym organizmem. Myślę, że na poziomie naszych uczelni już udało się to osiągnąć.

Rozmawiała Marzena Indra