Człowieku, bądź obywatelem!


Tylko ktoś, kto wierzy w siebie jest w stanie zachęcić innych do działania i rozwoju. Na Podlasiu robią wszystko, by młodzieży z ikrą nie zabrakło.

Zaczyna się od integracji. Trzydzieści młodych osób zebranych z całego Podlasia w sali Urzędu Marszałkowskiego w Białymstoku dostaje do ręki kartki. Zadanie jest proste – napisać odpowiedzi na dwa pytania: „Co mogę ci zaoferować?” i „W czym potrzebuję pomocy?”. Uczestnicy – głównie licealiści (dwójka przyjechała wprost z egzaminów maturalnych) – nie mają wyboru. Choć część z nich widzi się po raz pierwszy, podchodzą do siebie i zaczynają rozmawiać. Zastanawiają się, jakimi umiejętnościami mogą się podzielić, a jakich jeszcze im brakuje. To doskonały trening pewności siebie przed tym, co ich czeka: trzydniowym seminarium dla członków Rad Młodzieżowych z Podlasia.

Za rozwijanie Rad w tej części Polski zabrali się dwa lata temu Wojciech Pappai i Karolina Frąckiewicz, na co dzień pracujący w Stowarzyszeniu Międzynarodowej i Międzykulturowej Wymiany ANAWOJ. Cel był jasny: budować postawy obywatelskie wśród młodych ludzi z regionu. W projekcie Wspólna sprawa – wspólny głos miało wziąć udział sześć gmin z północno-wschodniej Polski, ale szybko okazało się, że musi ich być 12 – tak duże było zainteresowanie. Sukces sprawił, że przedsięwzięcie Wojtka i Karoliny zostało zgłoszone do konkursu Eurodesk Award 2017.

Teraz pomysłodawcy postanowili pójść za ciosem. Wykorzystali Europejski Tydzień Młodzieży, by zorganizować seminarium dla młodych reprezentantów rad z: Łomży, Suwałk, Grajewa, Siemiatycz, Michałowa, Dziadkowic i Dąbrowy Białostockiej. To właśnie ci młodzi ludzie spotkali się w Białymstoku. Postanowiłam ich odwiedzić.

Sami będą się rozglądać

Po integracji w stolicy Podlasia wsiadamy do autokaru. Jedziemy 30 km za Białystok, do ośrodka z Waliłach. Trwa wieczorne spotkanie, prowadzone przez Marię i Cristinę – uczestniczki Wolontariatu Europejskiego. Licealiści i gimnazjaliści mają okazję poćwiczyć angielski, a przy tym dobrze się pobawić. Ja w tym czasie rozmawiam z Jarosławem Budnikiem, dyrektorem Zespołu Szkół w Dąbrowie Białostockiej. Unika odpowiedzi na pytanie, jak być dobrym liderem dla młodzieży. W końcu jednak przyznaje: – Trzeba zacząć od budowania poczucia wartości. Tylko dowartościowany człowiek ma ochotę myśleć, jak pomagać innym.

Poczucie własnej wartości w dużej mierze opiera się na świadomości własnej wiedzy, talentów i ograniczeń. Właśnie dlatego w programie seminarium są spotkania z różnymi gośćmi, dzięki którym młodzi mają poszerzyć m.in. wiedzę o świecie. Najpierw jednak dyskutują we własnym gronie o aktywności ludzi pochodzących z różnych środowisk. Na przykład emerytów. Pierwsze skojarzenie? – Mają dużo wolnego czasu – pada z sali. Co młodzi mogą im zaproponować? – Naukę poruszania się po nowych technologiach – słychać odpowiedź.

W samo południe do sali wchodzą: Leszek Gryc z Urzędu Miejskiego w Michałowie, przedstawiciel Stowarzyszenia Pomocy Rodzinie i Zagrożonym Wykluczeniem Społecznym Lepsze jutro, Maria Giegiel ze Stowarzyszenia Aktywny Senior i redaktor naczelna „Wiadomości Gródeckich” Dorota Sulżyk. Jest też przedstawiciel Grupy Samopomocowej AA. Przez następną godzinę opowiadają, na czym polega ich działalność. Młodzi dowiadują się, jak bardzo… zajęty może być emeryt. – Ja nie wiem, czy u starszej pani znajdzie się w grafiku miejsce dla mnie. Ona chodzi z kijkami, na zumbę i do opery… – mówi po spotkaniu jeden z zaskoczonych licealistów.

Później okazuje się, że młodym zdarza się myśleć stereotypowo również o innych sprawach. Oczy otwiera im na przykład Leszek Gryc. Opowiada o swoim zaangażowaniu w prace organizacji pozarządowej, zajmującej się pomocą żywnościową. Jak mówi, nauczył się rozpoznawać różne rodzaje niedostatku i traktować każdego potrzebującego indywidualnie. Podłoże biedy może być bowiem bardzo skomplikowane. – Nie mogę oceniać człowieka po tym, czy zgromadził w domu cenne przedmioty. On teraz stoi przede mną i prosi o żywność. Może był taki moment, że mu się finansowo wszystko posypało i obecnie nie ma co jeść, a te przedmioty to symbol dobrych czasów, które dawno minęły? – tłumaczy.

Młodzi słuchają też historii choroby przedstawiciela Grupy Samopomocowej AA. Nie nakłania ich do całkowitej abstynencji. Chce tylko, by wiedzieli, jak to u niego ewoluowało – od czego się zaczęło, a na czym skończyło. Chce uwrażliwić na rozpoznawanie sygnałów, które świadczą o tym, że człowiek ma problem. Przestrzega przed wyśmiewaniem i wykluczaniem kolegów, którzy nie chcą pić na imprezach.

Żadna z rozmów nie jest prowadzona w tonie starsi wiedzą lepiej. Leszek Gryc przyznaje, że spotkanie z licealistami i gimnazjalistami uzmysłowiło mu, że jeszcze bardziej musi starać się rozmawiać z młodymi ludźmi po partnersku.

Dobre chęci

Podczas obiadu dosiadam się do grupy z Suwałk. Pytam Piotra Wasilewskiego, przewodniczącego tamtejszej Młodzieżowej Rady Miasta, skąd w nim chęć do działania na rzecz lokalnej społeczności. Mówi, że jego mama skończyła matematykę, ale została pielęgniarką, bo chciała pomagać ludziom. Jego koleżanka Patrycja Ołów też gen aktywności odziedziczyła – wielkim społecznikiem był jej dziadek.

Piotr i Patrycja opowiadają również o trudnych doświadczeniach – o pierwszej akcji, jaką zorganizowali pod szyldem Rady. Rozesłali po szkołach ankietę dotyczącą lokalnego ośrodka kultury. Jej wyniki pokazały, że ośrodek źle się promuje, że samo rozwieszanie plakatów nie wystarcza. Lokalna gazeta napisała: „Młodzieżowa Rada Miasta pogrążyła ośrodek kultury”.

– A to wcale nie chodziło o pogrążenie, my chcieliśmy pomóc! Zbieraliśmy np. informacje o zdolnych uczniach, którzy dają tam koncerty, a ich szkoły nic o tym nie wiedzą. Na koniec ośrodek kultury był nam bardzo wdzięczny – mówi Piotr.

Jego kolega Piotr Staszkiewicz wspomina natomiast historię udziału w akcji Szlachetna Paczka. Zebrali pieniądze, chcieli kupić pralkę dla wdowca. Okazało się, że sprzedawca ich oszukał – sprzęt był zepsuty, mieszkanie obdarowanego zostało zalane. Stresu było dużo, ale wspólnym wysiłkiem w ciągu doby udało się znaleźć pralkę z ogłoszenia „Oddam w dobre ręce”. Sytuacja została ekspresowo opanowana.

Rozmowie przysłuchuje się Emilia Trochimowicz, współorganizująca Radę w swojej maleńkiej miejscowości. Żali się, że urzędnicy nie traktują jej działań poważnie. Jeden z jej rówieśników natychmiast rzuca garścią dobrych pomysłów: – Nas też nie traktowali poważnie na początku, ale małymi krokami uda wam się to zmienić. Zaproście urzędnika na wasze spotkanie. Poczuje się wyróżniony i potem będzie waszym ambasadorem – doradza.

Słucham tych rozmów i czuję, że seminarium doskonale spełnia swoją rolę. Wymiana wiedzy i doświadczeń odbywa się dosłownie na moich oczach. Za tę inicjatywę Wojtek i Karolina też powinni dostać nagrodę.

Fot. Daniel Abramowicz