Dlaczego jest potrzebna reforma edukacji


Rząd premier Beaty Szydło zaakceptował zmiany w systemie edukacji, a ekspertom udało się zakończyć prace nad Podstawami programowymi, niezbędnymi przy zmianie struktury szkół. Choć reforma przygotowana przez minister Annę Zalewską wydaje się być przesądzona, wciąż nie ustają dyskusje wokół niej. Jakie są powody zmian? – pytają sceptycy. Warto je jeszcze raz przypomnieć.

Dlaczego przeprowadzamy reformę? Przede wszystkim po to, by naprawić błędy poprzedników, ograniczające potencjał polskich szkół. Prosty przykład – licea. Moim zdaniem jednym z największych błędów minister Katarzyny Hall – nie bałabym się nawet nazwać go zbrodnią – była zmiana Podstawy programowej i wczesne profilowanie liceów. Teraz naszym celem jest powrót do dobrego, proakademickiego kształcenia ogólnego i dlatego właśnie przywracamy czteroletnie licea. Gdybyśmy tego nie zrobili, mielibyśmy coraz gorzej wykształconą młodzież.

Idźmy dalej: dlaczego likwidujemy gimnazja? Bo nie spełniły swej podstawowej roli, czyli nie wyrównywały szans. Powstały szkoły lepsze i gorsze, byli nawet tacy rodzice, którzy zmieniali meldunek, by posłać dzieci do lepszej placówki. Na gimnazja narzekali wszyscy.

A dlaczego zmieniamy szkoły podstawowe? Po pierwsze, chcemy odpowiednio podejść do możliwości intelektualnych sześciolatków – dlatego znieśliśmy dla nich obowiązek szkolny, wprowadzając Podstawę programową już dla zerówek. Po drugie – chcemy odejść od infantylizacji nauczania przedmiotowego. Wprowadzanie przedmiotów w nauczaniu małych, niedojrzałych jeszcze dzieci nie ma sensu. Po trzecie: wracamy do kształcenia spiralnego – to, czego dzieci uczą się w podstawówce, będą powtarzać w szerszym zakresie w liceum.

Oczywiście, tworząc 8-letnie szkoły podstawowe musimy liczyć się z tym, że znów dzieci 7-letnie będą pod jednym dachem z 15-letnimi. Cóż, każda zmiana ma wady i zalety. Wierzę, że ten problem da się rozwiązać – dzieci starsze i młodsze można od siebie odseparować tak, jak dzieje się to obecnie w tysiącach zespołów szkół.

Kolejny element zmian to szkoły zawodowe. Co by się stało, gdybyśmy nie zaczęli ich reformować? Dalej cieszyłyby się niezasłużoną złą opinią. Wprowadzenie szkół branżowych ma, po pierwsze, zmienić te niekorzystne skojarzenia, a po drugie, podnieść poziom i lepiej dopasować program do potrzeb pracodawców. Szkoły branżowe mają uczyć nie tylko samego zawodu, ale także kształtować etos pracy.

Można zapytać – czy szkoła lubi zmiany? Nie lubi – wiem o tym. Ale świat się przecież zmienia bez przerwy – jak więc zmiany mogą szkołę ominąć? Ciągłe modyfikowanie programu i metod nauczania jest wpisane w charakter szkolnictwa. W przypadku reformy przygotowanej przez minister Annę Zalewską jestem przekonana, że to nie jest „zmiana dla zmiany” – ale zmiana wynikająca z obserwacji i badań. Skoro pokazują one, że np. gimnazja się nie sprawdziły, skoro rodzice na nie narzekają, a większość gmin zdecydowała się połączyć podstawówki i gimnazja w zespoły szkół – to takie fakty trzeba brać pod uwagę.