Gra szczegółów


Końcówka 2014 r., ciemny wieczór. Dzwoni telefon: w górach zaginęło trzech turystów z Mysłowic. Wyszli zbyt późno ze schroniska? Zaskoczyła ich noc albo głęboki śnieg? Nieistotne. Ważne, by ci, którzy ruszają na pomoc, wiedzieli, jak szukać, by znaleźć. I pomóc.

W nocy z 28 na 29 grudnia temperatura sięga -13°C. Odczuwalna – znacznie poniżej -20°C. Kwadrans po 19.00 centrala beskidzkiego oddziału GOPR dostaje zgłoszenie o zaginięciu trzech osób w masywie Babiej Góry. Załamała się pogoda, nie mogą odnaleźć szlaku. Dziesięciu ratowników rusza w góry. Warunki pogodowe – ciężkie. Trzydzieści centymetrów śniegu, wciąż pada i mocno wieje. Gdy udaje się odnaleźć turystów, jeden z nich jest już w głębokiej hipotermii. Pięć minut po 23.00 dochodzi do zatrzymania krążenia.

Pacjent po resuscytacji trafia na oddział Centrum Leczenia Hipotermii Głębokiej w krakowskim szpitalu im. Jana Pawła II. Temperatura głęboka ciała 22°C. Łączny czas zatrzymania krążenia – 150 minut. Dzięki profesjonalnej akcji ratunkowej i współpracy beskidzkiego GOPR-u z lekarzami 29-letni Wojtek zostaje odratowany.

Szczęście? A może jednak wiedza?

Podręcznik z 1983 r.

By zostać ratownikiem GOPR I stopnia, trzeba poświęcić od dwóch do pięciu lat na szkolenia. Żeby zdobyć kwalifikacje do pełnienia funkcji starszego instruktora ratownictwa górskiego – minimum dziesięć. Kandydatów na ratowników czeka najpierw egzamin wstępny, który składa się z części praktycznej i teoretycznej. Pomyślnie zdany gwarantuje udział w kursie BHP i cyklu szkoleń, m.in. z letnich i zimowych technik transportu, poruszania się po terenie, zasad asekuracji, nocnych akcji ratowniczych. Ochotnik musi udowodnić, że potrafi poruszać się po górach, że zna narzędzia i mechanizmy, które umożliwią mu skuteczne udzielenie pomocy.

– Ratownictwo górskie to dziedzina interdyscyplinarna – mówi Rafał Chrustek, starszy instruktor z podhalańskiego oddziału GOPR. – Skuteczny ratownik umie doskonale jeździć na nartach, skuterem śnieżnym, kładem, zna zasady współpracy ze śmigłowcem, obsługuje detektory lawinowe. Praktyka w tej dziedzinie jest niezwykle ważna, ale podstawą jest teoria – zaznacza.

Materiałów teoretycznych do nauki ratownictwa przez lata nazbierało się sporo, ale były rozproszone. Trzeba było je uporządkować. – Z zamiarem opracowania nowego podręcznika nosiliśmy się od kilkunastu lat. Dotychczas używany powstał w 1983 r. – mówi Jacek Dębicki, naczelnik GOPR. Ratownicy marzyli jednak również o czymś bardziej nowoczesnym – internetowej platformie e-learningowej.

Z pomysłem platformy jako pierwszy styka się Patryk Ceran, specjalista od środków unijnych w grupie podhalańskiej GOPR, podczas stażu ratowniczego w Niemczech, organizowanego w ramach programu Leonardo da Vinci. Idea stworzenia profesjonalnego narzędzia dla polskich służb wraca kilka lat później, podczas rozmowy z Rafałem Chrustkiem w trakcie warsztatów ratowniczych w Rumunii. W końcu pojawia się konkretny plan i pomysł na jego sfinansowanie – w ramach programu Erasmus+ Kształcenie i szkolenia zawodowe.

Podstawą do ubiegania się o wsparcie są długoletnie partnerstwa zagraniczne: z austriacką służbą Bergrettung Tirol i niemieckim Bergwacht Berchtesgaden. Strategicznym partnerem projektu zostaje krakowska Akademia Górniczo-Hutnicza, obejmując pieczę nad budową platformy, rozwojem jej funkcjonalności i profesjonalnym przygotowaniem materiałów dydaktycznych.

Siła we współpracy

Dwuletni projekt E-learning skutecznym narzędziem podnoszenia kwalifikacji ratowników GOPR okazuje się pierwszym tego rodzaju przedsięwzięciem w naszym kraju i jednym z nielicznych w Europie. W jego ramach powstaje nie tylko podręcznik do szkolenia ratowników górskich, ale też platforma e-learningowa – baza wiedzy, obejmująca kursy doskonalenia na trzech stopniach zaawansowania z dziesięciu działów tematycznych oraz filmy instruktażowe i materiały graficzne.

Dzięki niej każdy ratownik może w dogodnym dla siebie czasie i miejscu zdobywać wiedzę: od ratownictwa medycznego, przez lawinowe, po zasady współpracy ze śmigłowcem, poszukiwania osób zaginionych czy ratownictwo rzeczne.

Polacy, Niemcy i Austriacy nad platformą pracowali wspólnie – u każdego z partnerów zorganizowano warsztaty. Ich pierwsza edycja odbyła się w Niemczech. Program przygotowany przez Bergwacht Berchtesgaden opierał się na dwóch filarach: wzajemnym poznaniu systemów ratownictwa medycznego, ścianowego, śmigłowcowego i jaskiniowego oraz wypracowaniu metody na przedstawianie materiału teoretycznego na platformie w sieci. Pół roku później służba austriacka zajęła się na warsztatach m.in. ratownictwem lawinowym, zimowym ratownictwem ścianowym, zimowym transportem poszkodowanych i bezpiecznym poruszaniem się w terenie eksponowanym i lodowcowym.

Cykl warsztatów zamykało spotkanie zorganizowane przez rodzimy GOPR w Szczawnicy. Ratownicy poznali techniki ratownictwa na rzekach górskich, ratownictwa z powietrza oraz metody i sposoby poszukiwań osób zaginionych w górach. – Cel ratownictwa górskiego jest wszędzie ten sam, ale warunki różne – komentuje Kuba Radliński, starszy instruktor z Grupy Podhalańskiej. – Nasze góry to zupełnie inna historia niż Tyrol. Inne góry to i zróżnicowane techniki stosowane w ratownictwie na tym terenie, i inny sprzęt. Dlatego pomysł organizowania warsztatów niósł ogromną wartość dla każdej ze stron – dodaje.

W Polsce miłośnicy gór, którym przydarzył się podczas wędrówki nieszczęśliwy (lub zawiniony) wypadek, nie muszą płacić za akcję ratunkową. Inaczej rzecz wygląda na Słowacji. Nawet za niewielką akcję ratunkową zapłacimy tam od 500 do nawet 2000 euro. Gdy do poważnego wypadku dojdzie w górach Austrii – np. złamania kości piszczelowej czy strzałkowej – za akcję możemy zapłacić (w przeliczeniu) nawet do 60 tys. złotych. W Polsce konsekwencji nie ponosi się nawet za tak szalone pomysły, jak zabranie pięcioletniego dziecka na Orlą Perć. Choć koszty ratownictwa są ogromne – akcja z użyciem śmigłowca może kosztować do 100 tys. zł.

Efekt jest do przewidzenia: goprowcy mają więcej pracy. Ale nie narzekają – robią, co do nich należy. I z każdym rokiem chcą robić to skuteczniej. Tak, by każdy zagubiony w górach – jak Wojtek w mroźną, grudniową noc – miał szansę pozostać wśród żywych.

Więcej szczegółów na temat projektu na stronie www.gopr.pl/gopr/erasmus.