Matura to bzdura, a Europass to rura?


Gdy jeden z uczestników mojej krótkiej uczniowskiej sondy pomylił Europass z Nord Streamem, zastanawiałem się, czy nie przerwać badania. A przecież ten dokument w Europie naprawdę się przydaje

– Dopóki część izb rzemieślniczych w Polsce będzie wydawała dokumenty Europass z automatu wszystkim, którzy zdali egzamin – a nie tylko tym, którzy o to poproszą, dopóty nie dowiemy się, czy dokumenty te zyskują prestiż i uwagę – stwierdza Józef Jacek Hordejuk

Od marca 2013 r., gdy izby rzemieślnicze zyskały prawo wystawiania suplementów do świadectw czeladniczych i dyplomów mistrzowskich, zainteresowanie tymi dokumentami rośnie. Generalnie – przynajmniej w Białymstoku – wciąż jednak jest niskie. W miejscowej Izbie Rzemieślniczej i Przedsiębiorczości wydano dotychczas niespełna 500 suplementów, co znaczy, że postarało się o nie zaledwie 20 proc. kandydatów. Dlaczego tak mało?

Może dlatego, że młodzi ludzie o suplementach nie wiedzą – pomyślałem i na potrzeby tego artykułu przeprowadziłem sondę wśród młodzieży. Skupiłem się na: osobach uczących się w rzemiośle w systemie umowy o pracę w celu nauki zawodu, uczniach Ochotniczych Hufców Pracy, kandydatach przystępujących do egzaminu czeladniczego oraz lokalnych pracodawcach. Dla ułatwienia pytałem o dokumenty, z których zainteresowani potencjalnie mogą korzystać najczęściej, czyli o dokument dla absolwentów kształcenia zawodowego oraz Europass-Mobilność.

Jaki był wynik? Jeden z uczestników kursu zawodowego upierał się, że Europass to inna nazwa rurociągu Nord Stream. Spora grupa sądziła, że jest to rodzaj dokumentu podróży. Nawet ci, którzy wiedzieli, o co chodzi, potwierdzali, że w szkole o Europassie się nie mówi, choć powinien być to częsty temat np. na lekcjach przedsiębiorczości czy różnych zajęciach w III klasie szkoły branżowej I stopnia. Wówczas to bowiem znaczna część młodzieży podejmuje decyzję o podjęciu pracy.

Czy warto uczyć o Europassie? Warto – choć uczciwie trzeba przyznać, że rodzimi przedsiębiorcy tematu raczej nie doceniają. – Teraz jakieś szkoły każdy ukończył, każdy przedstawia rozbudowane CV. Ale mnie interesuje, czy w trakcie praktyki w zakładzie rzemieślniczym dany kandydat dał się poznać jako pracownik sumienny czy leser. Z papierów tego nie wyczytam – argumentował jeden z moich rozmówców. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja z pracodawcami zagranicznymi, o czym świadczą np. historie Polaków szukających zatrudnienia w Anglii, Niemczech czy Belgii. Dla przykładu – w tym ostatnim kraju przez wiele lat kontestowano „zawartość” zawodu technolog robót wykończeniowych w budownictwie. Obecnie w Polsce egzaminowane w nim są osoby dorosłe (zawód z klasyfikacji rynku pracy), zaś absolwenci szkół zawodowych otrzymują po zdanym egzaminie tytuł czeladnika w zawodzie monter zabudowy i robót wykończeniowych w budownictwie. Powoduje to w Belgii problemy z właściwym rozumieniem zakresu opanowanego zawodu. Tłumaczenie świadectwa, jego legalizacja w Ministerstwie Spraw Zagranicznych (tzw. apostille) to za mało. Dopiero szczegółowy opis opanowanych umiejętności i kompetencji zawarty w Europassie rozwiewa wątpliwości belgijskich pracodawców.

Europass pozwala też uniknąć innego rodzaju niespodzianek – gdy okazuje się, że polski zawód ma uboższe kwalifikacje niż niby identyczny istniejący za granicą. Tak jest np. w przypadku mechanika pojazdów samochodowych. W Niemczech zawód ten został wzbogacony o kwalifikacje elektromechanika, tymczasem opis zawodu w suplemencie do polskiego świadectwa czeladniczego czy dyplomu mistrzowskiego nie zawiera tego elementu. Pracodawca niemiecki łatwo więc ustali, że posiadane przez kandydata kwalifikacje nie są tożsame z niemieckimi. Podobnie sprawa wygląda z fryzjerem. Za Odrą w ramach nauki tego zawodu uczy się także wizażu, stylizacji itp. W naszym Europassie zapisów o tych kwalifikacjach nie ma, gdyż po prostu nie są one uczone.

Konkludując – musimy więcej i częściej mówić o zaletach dokumentów Europass. Równocześnie jednak należy monitorować, czy te działania są skuteczne. I to już kamyczek do naszego – izb rzemieślniczych – ogródka. Dopóki część izb będzie wydawała dokumenty Europass z automatu wszystkim, którzy zdali egzamin – a nie tylko tym, którzy o to poproszą, dopóty nie dowiemy się, czy dokumenty te zyskują prestiż i uwagę, czy też może lądują zapomniane na dnie szafy.

Fot. archiwum autora