Mieć otwartą głowę i chłonąć!


Rozmowa z Moniką Mrówczyńską – trenerką, pilotką wycieczek i akredytorką Wolontariatu Europejskiego. 16 lat temu wyjazd do Niemiec w ramach EVS-u zadecydował o jej karierze zawodowej

Jesteś jedną z pierwszych osób, które wyjechały z Polski na Wolontariat Europejski. To był rok 2000, EVS w Polsce dopiero wystartował. Jak w ogóle się o nim dowiedziałaś?

Skończyłam studia i nie bardzo wiedziałam, co robić. Przez przypadek natknęłam się na Fundację Borussia. Chciałam gdzieś wyjechać, żeby szlifować język angielski, najlepiej do Irlandii. Borussia szybko się ze mną skontaktowała – nie mieli żadnych partnerów w Irlandii, ale była możliwość wyjazdu do Niemiec, do Drezna. Pomyślałam: czemu nie? Niech będą Niemcy, jadę! Fundacja Borussia zorganizowała w Polsce spotkanie dla wolontariuszy, przygotowała nas do wyjazdu i pozytywnie nastawiła.

Czy wolontariat okazał się – tak jak obiecywano w Fundacji Borussia – pozytywnym doświadczeniem? Czy nie miałaś problemów z zaaklimatyzowaniem się, z językiem obcym?

Przez to, że nie miałam pomysłu na siebie – miałam bardzo otwartą głowę. Myślałam: co się wydarzy, to się wydarzy. Na miejscu poznałam mnóstwo innych fajnych wolontariuszy, zaprzyjaźniłam się z Francuzką, z którą mieszkałam. Sama organizacja goszcząca okazała się fantastyczna – od razu wciągnęli mnie do pracy, ale wprowadzali stopniowo, pod okiem fachowców. Moje obawy, czy sobie poradzę, szybko się rozwiały.

Miałam też mocne wsparcie językowe. Kiedy pracowałam z większą grupą, i do tego w obcym języku – po niemiecku – to jak tylko zaczynałam się plątać, któryś z pracowników organizacji przejmował pałeczkę. Później mi tłumaczył, gdzie się zgubiłam, a co zrobiłam dobrze – zawsze dostawałam informację zwrotną. To było bardzo rozwijające, a toczyło się tak miękko i powoli, że sama nie zauważyłam, kiedy zaczęłam swobodnie pracować z grupami. Ta swoboda w pracy z grupą i w mówieniu w obcym języku przełożyła się na to, co zaczęłam robić po EVS-ie.

No właśnie – co było później? Wróciłaś do Polski i…?

Pamiętam, że z Fundacji Borussia wyjechało wtedy 6 czy 7 osób. Po powrocie do Polski wszyscy się zdzwoniliśmy, spotykaliśmy się. Chyba nie mogliśmy całkowicie wrócić do rzeczywistości po tej przygodzie EVS-u. Aż dostaliśmy z FRSE zaproszenie na seminarium podsumowujące projekty Wolontariatu Europejskiego. I na tym spotkaniu doszliśmy do wniosku, że nie ma co siedzieć z założonymi rękami, dobrze byłoby coś zrobić. Padł pomysł, żeby skrzyknąć innych byłych EVS-owców i jako grupa przekazywać ludziom, że jest taka wspaniała możliwość wyjazdu.

Potem znaleźli mnie wolontariusze z Niemiec, którzy byli w Polsce. Oni rozkręcali polsko-niemieckie stowarzyszenie Horyzont – sieć wolontariuszy dla dialogu polsko-niemieckiego. I zaczęłam z nimi współtworzyć tę organizację. Zarejestrowaliśmy się w Berlinie, ale moim marzeniem było stworzenie czegoś takiego w Polsce.

I to marzenie się spełniło, powstało stowarzyszenie Trampolina.

Impulsem do stworzenia Trampoliny były moje doświadczenia w stowarzyszeniu Horyzont, ale też spotkania z byłymi wolontariuszami i poczucie, że chcemy dzielić się naszą wiedzą. A dodatkowo Komisja Europejska wyraziła chęć wsparcia struktur byłych wolontariuszy EVS we wszystkich krajach Unii. To nas zmobilizowało. I w ten sposób na początku czerwca 2005 r. odbyło się zebranie założycielskie Trampoliny.

Organizowaliśmy seminaria na temat zarządzania projektami i ludźmi, szkolenia z PR, warsztaty artystyczne. Namawialiśmy do współpracy inne organizacje, przekonując je, żeby przyjmowały do siebie wolontariuszy z zagranicy.

A jak to się stało, że zostałaś trenerką, a potem akredytorką przy Narodowej Agencji? Sama wpadłaś na ten pomysł?

Zaczęłam jeździć na wymiany polsko-niemieckie jako tłumaczka. Stwierdziłam po jakimś czasie, że to nuda tylko tłumaczyć, że ja bym chciała poprowadzić jakiś warsztat, bo przecież umiem to robić. I udało się. W pewnym momencie jakieś stowarzyszenie zgłosiło się do mnie, że oni mi za to zapłacą. Byłam totalnie zaskoczona! Okazało się, że mogę w ten sposób zarabiać na życie i – co ważniejsze – że mam z tej pracy ogromną radość.

W 2005 r. szefem programu Wolontariat Europejski w polskiej Narodowej Agencji był Bartek Mielecki, który zaproponował mi, żebym zgłosiła się na konkurs na akredytorów EVS-u. To w Polsce dopiero raczkowało. I znowu pomyślałam: czemu nie? I tak jest do dziś – akredytuję organizacje, które chcą wziąć udział w Wolontariacie Europejskim, jestem w grupie trenerów polskiej Narodowej Agencji. I pracuję z niemieckimi grupami turystycznymi przyjeżdżającymi do Polski – jest to zupełnie inna branża, komercyjna, ale cały czas wykorzystuję to, czego wcześniej się nauczyłam, jeszcze podczas mojego wyjazdu na wolontariat do Drezna.

I już na koniec – co powiedziałabyś młodym ludziom, którzy zastanawiają się, czy wziąć udział w EVS?

Jeśli nie wiesz, co robić, albo wręcz przeciwnie – masz tysiąc pomysłów na to, co robić, i nie masz pojęcia, który wybrać, to jedź na Wolontariat Europejski! Tylko najważniejsze – trzeba jechać z otwartą głową, z chęcią poznania nowych ludzi. Otworzyć się i chłonąć, rozwijać kontakty międzyludzkie! Taki wyjazd może zaważyć na dalszej ścieżce zawodowej, jak to miało miejsce w moim przypadku. Wszystko zaczęło się od EVS-u!

Rozmawiała Weronika Walasek-Jordan