Rozwiązywanie zadań nie ma sensu


O dwutlenku węgla w Coca-Coli i metalach ciężkich w przydrożnych roślinach opowiada profesor Tadeusz Wibig, laureat nagrody Popularyzator Nauki 2017.

Czy fizyka da się lubić?

Z zasady młodzi ludzie nie lubią fizyki od samego początku, bo rozwiązywanie zadań jest skomplikowane i właściwa odpowiedź rodzi się w bólach. Ale gdyby przyjrzeć się dzieciakom w przedszkolu, to one są zachwycone, gdy pokazuje się im ciekawe rzeczy – jak coś się zsuwa, coś nie spada, coś się unosi. Mam nieodparte wrażenie, że chcą się wtedy czegoś nauczyć. Rozwiązywanie zadań, na dobrą sprawę, nie ma najmniejszego sensu. Kiedyś nauka fizyki miała praktyczniejszy wymiar. Człowiek uczył się w szkole, jak naprawić na przykład kuchenkę elektryczną, gdy przepali się spirala. A kto dziś wie, jak działa kuchnia indukcyjna?

W jaki sposób można pokazać piękno fizyki?

Powołałem do życia projekt lekcji objazdowych Fizyka w drodze. Jest skierowany głównie do dzieci i młodzieży z mniejszych miejscowości. Zabieram sprzęt do wykonywania doświadczeń i jadę do szkoły. Dzieciaki eksperymentują. Dostają do ręki na przykład miernik elektryczny i mierzą napięcie, natężenie, potem dzielą jedno przez drugie, coś im wychodzi, robią wykresy. Wreszcie mają prawdziwą fizykę. Miałem nadzieję, że nauczyciele podchwycą pomysł i w kolejnych latach będą przeprowadzać te same doświadczenia z następnymi rocznikami. Niestety… Ale może to wina założeń programowych i braku czasu na podobne eksperymenty.

Miłością do doświadczeń zaraził Pan Profesor również dzieci z Tajlandii…

Wszystko zaczęło się od spotkania pewnego naukowca z Kazania. Okazało się, że uczelnia, na której pracował, posiada spektrometr rentgenowski, którego nie używa. Wtedy razem z moją doktorantką z Tajlandii wpadliśmy na pomysł przeprowadzenia wraz z uczniami badań zawartości metali ciężkich w roślinach przydrożnych. Potem co prawda okazało się, że rosyjski spektrometr będzie jednak niedostępny, ale projekt się powiódł – z pomocą przyszli przyjaciele fizycy z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego z Kielc, którzy udostępnili nam swoje laboratorium. Zarejestrowane w projekcie szkoły miały za zadanie zebrać próbki traw po obu stronach wybranej przez siebie drogi, w określonych trzech odległościach od niej. Moja doktorantka wykonała gigantyczną pracę, a do projektu włączyła się też młodzież z jej kraju. Badała zawartość metali ciężkich w roślinach rosnących w zbiornikach wodnych. Prezentowaliśmy wyniki na międzynarodowych konferencjach naukowych i budziły tam spore zainteresowanie.

Proszę opowiedzieć, jak powstał cykl opowiadań o Hieronimie, popularyzujący z kolei matematykę?

Do współpracy zaprosiło mnie łódzkie radio internetowe. Co tydzień w poniedziałek wieczorem przedstawiałem jedną historię, która w zabawny, nieskomplikowany sposób omawiała konkretne pojęcia i twierdzenia matematyczne: skąd wiadomo, że 2+2=4, czym są liczby naturalne, co to są kwaterniony i kiedy liczba jest liczbą Smitha. Z czasem audycja uległa metamorfozie. Do prezentowanych historyjek dołączyłem przegląd informacji na temat tego, co ciekawego wydarzyło się w fizyce w ostatnim tygodniu.

Jest Pan opiekunem konkursu Fizyka da się lubić. Jak on wygląda w praktyce?

Autorem idei konkursu jest profesor Edward Kapuścik, ja prowadzę go od dziesięciu lat. Składa się z części eksperymentalnej oraz literackiej – eseju. Jeśli chodzi o część eksperymentalną, to uczestnicy otrzymują dość proste narzędzia: szpulkę nici, stoper, linijkę itp. i mają samodzielnie wymyślić sposób na dokonanie konkretnych pomiarów, na przykład prędkości dźwięku, czy zmierzyć zawartość dwutlenku węgla w puszce Coca-Coli. Dzięki konkursowi co roku około dwustu dzieciaków bliżej zapoznaje się z fizyką.

Jakie ma Pan plany związane z popularyzacją nauki?

Chciałbym, aby powstało coś w rodzaju radiowego uniwersytetu. Miałby różne wydziały: fizyki, biologii, matematyki, filologiczny. Trwają rozmowy na ten temat.

Rozmawiała Marzena Indra

Fot. archiwum T. Wibiga