Skazani na współpracę


Jeśli pracodawcy nie zaangażują się w usprawnianie szkolnictwa zawodowego, niedługo nie będą mieli ludzi do pracy – uznali uczestnicy panelu dyskusyjnego zorganizowanego w trakcie Kongresu 590 w Rzeszowie.

W debacie udział wzięli: sekretarz stanu w Ministerstwie Edukacji Narodowej Marzena Machałek [MM], dyrektor Światowego Centrum Słuchu prof. Henryk Skarżyński [HS], prezes Fabryki Mebli Forte Maciej Formanowicz [MF], p.o. zastępca dyrektora Departamentu Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego w MEN Maciej Bartosiak [MB], partner w EY Paweł Tynel [PT] oraz dr Paweł Poszytek, dyrektor generalny Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji [PP]. Dyskusję prowadził zastępca redaktora naczelnego „Dziennika Gazety Prawnej” Marek Tejchman [MT]. Oto obszerne fragmenty dyskusji.

MT: Pani Minister, za piękną tezą mówiącą o tym, że trzeba dobrze zorganizować współpracę między przedsiębiorcami a szkolnictwem zawodowym stoi konkretne, trudne zadanie, które w dodatku cały czas się zmienia. Jakie jest spojrzenie Ministerstwa Edukacji Narodowej na ten problem?

MM: Jak wiemy, by uwolnić polski potencjał gospodarczy, potrzebni są fachowcy. Jednocześnie jednak trzeba jasno powiedzieć, że polskie szkolnictwo zawodowe potrzebuje pracodawców. Powiedziałabym nawet: pracodawcy są potrzebni od zaraz. Potencjał jest duży: z kształcenia zawodowego korzysta w Polsce 58 proc. młodzieży. Czy to jest mało? Nie sądzę – to dobre proporcje, nie wiem, czy nie lepsze niż w Niemczech. Ale jednocześnie ok. 40 proc. absolwentów dotychczasowych szkół zawodowych zasilało urzędy pracy. To oznacza, że ministerstwo nie zbudowało mechanizmów gwarantujących, by to kształcenie zawodowe było skuteczne. Wiemy, że trzeba to zmienić. Ale samo ministerstwo – bez resortów gospodarczych i przedsiębiorców – tego nie zrobi. Możemy być instytucją, która wspiera, koordynuje, wyznacza ramy, ale dominującymi partnerami powinni być pracodawcy. Dlatego pierwszym elementem zmian będą seminaria z udziałem przedstawicieli poszczególnych branż. Musimy budować świadomość, że tylko współpraca da efekty. Mamy przecież wspaniałe przykłady tego, jak przedsiębiorstwa wchodzą do szkół – finansują czy współfinansują klasy, pomagają, tworzą miejsca pracy. I bardzo dobrze: niech kształcenie odbywa się w rzeczywistych warunkach pracy. Bo jeśli inwestujemy w park maszynowy, to trzeba też zainwestować w człowieka. Ale to pracodawcy najlepiej wiedzą, jakiego człowieka potrzebują, jakie kompetencje powinien mieć, jaki powinien być dla niego egzamin. Jeśli jeszcze pracodawcy zaangażowaliby się w przeprowadzanie egzaminów i odbywałyby się one w rzeczywistych warunkach pracy, to byłby prawdziwy konkret.

MF: Pierwszą rzeczą, którą musimy sobie powiedzieć jest to, że my, pracodawcy, potrzebujemy ludzi. 60 proc. przedsiębiorstw ma braki w zatrudnieniu, a 30 proc. przedsiębiorstw ogranicza produkcję, bo nie może skompletować załogi. To, co powiedziała pani minister, to prawda, ale prawda warszawska. Na prowincji nie zawsze to tak wygląda. System dualny funkcjonuje wtedy, gdy dyrektorzy szkół są zaangażowani w jego tworzenie. Oni muszą być bardziej otwarci na współpracę! Obecnie jest tak, że gdy dyrektor wykazuje samodzielność – to sobie radzi, a gdy jest bardziej „święty”– to sobie nie radzi i czeka na uregulowania prawne.

MM: Dlatego właśnie będziemy organizować Zawodowy Kongres Powiatów. Chcemy przekonać samorządowców, powiedzieć im: jeśli nie zainwestujecie w szkolnictwo zawodowe, które jest potrzebne, a przeznaczycie pieniądze na kształcenie w zawodach, które są niepotrzebne, to będziecie dostawali mniej środków. Ustawa, którą lada chwila podpisze prezydent, wyraźnie to precyzuje: uzależnia subwencje od trafności kształcenia.

MF: Ale jest i drugi problem: problem lojalności. My kształcimy młodych ludzi, co wymaga sporych nakładów, a oni kończą szkoły i… jadą do Niemiec. W mojej firmie musieliśmy wprowadzić system lojalnościowy, bo inaczej cała ta współpraca nie miałaby sensu. Staramy się stwarzać takie warunki, by młodzi ludzie chcieli u nas pracować. Stosujemy przede wszystkim pozapłacowe instrumenty – np. tworzymy przyzakładowe przedszkola, bo to jest element, który wiąże pracowników z naszą firmą i zniechęca do emigrowania.

PP: Pan prezes wspomniał o wyjazdach młodych Polaków – to jest ciekawy problem. Fundacja Rozwoju Systemu Edukacji, którą reprezentuję, finansuje w ramach funduszy europejskich – głównie programu Erasmus+ – sporo zagranicznych praktyk dla polskiej młodzieży. Zakres programu jest duży: średnio w Europie z unijnych staży zawodowych korzysta 3,7 proc. młodzieży. W Polsce jest to aż 10 proc. – przede wszystkim dlatego, że projekty finansujemy również z funduszy strukturalnych, co jest ewenementem w skali Europy. Plany Komisji Europejskiej przewidują, że w nowej perspektywie budżetowej średni odsetek uczestników staży zawodowych ma wzrosnąć do prawie 7 proc. My, jak widać, już mamy wyniki lepsze od tych planów. Jakie są efekty? Przyznaję – z jednej strony to, że młodzi jadą na staże i zdobywają doświadczenie międzynarodowe może ułatwiać im wyjazd na stałe. Ale drugiej strony – te wyjazdy są bardzo potrzebne w kontekście nabywania kompetencji miękkich. Młodzi uczą się pracy w grupie międzynarodowej, szlifują języki obce, poznają problemy zawodowe z innej perspektywy, doświadczają najnowszych technologii. A to przecież też są kompetencje bardzo potrzebne pracodawcom.

PT: Faktycznie, fundusze unijne otworzyły bardzo dużo okazji do organizowania szkoleń czy programów współpracy między przedsiębiorcami. Ale ja mam wrażenie, że tu wcale nie chodzi o pieniądze. One się znajdą – można je pozyskać zarówno ze źródeł europejskich, jak i od przedsiębiorców. Żeby była jasność: nie uważam, że firmy powinny finansować szkolnictwo zawodowe, myślę tylko, że w obecnej sytuacji nie mają wyjścia. Ważniejsze od samych pieniędzy jest wypracowanie odpowiedniego modelu współpracy. Jest kilka ciekawych programów – np. K2, realizowany w ramach Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej – w których nacisk położony jest m.in. na kształcenie… nauczycieli. Tak, jak powiedział pan prezes Formanowicz – jeśli przedstawiciele szkół będą chętni, to wszystko lepiej pójdzie. Z nauczycielem, który rozumie, po co to się wszystko robi, łatwiej jest prowadzić współpracę. Jeśli zaś chodzi o lojalność, moja firma – EY – zatrudnia rocznie ponad 150 osób. By znaleźć kandydatów, robimy dokładnie to samo, co Forte: mamy np. program współpracy ze Szkołą Główną Handlową. Liczymy, że młodzi ludzie zatrudnią się u nas i nie odejdą po dwóch latach. Moim zdaniem, jedynym sposobem, by zatrzymać pracowników w Polsce jest po prostu tworzenie dobrze płatnych, atrakcyjnych miejsc pracy w dobrym otoczeniu. Ludzi nie zwiążemy z firmami żadnym przepisem. Oni muszą chcieć tu zostać i mieć poczucie, że nie marnują czasu.

MF: To prawda. Trzeba sobie jasno powiedzieć: Polska przestała być krajem taniej siły roboczej. My musimy płacić więcej, by mieć ludzi do pracy. Mechanizacja, robotyzacja – piękne słowa, ale te procesy będą trwały. Jeden robot zastępuje ośmiu ludzi, ale kosztuje 250 tys. euro. Przy skokowym wzroście płac – a mówimy obecnie o różnicach cztero-, pięciokrotnych – 70 proc. gospodarki polskiej stanie się jednak niekonkurencyjna! Do tego nie można dopuścić. Możliwe są za to pewne mechanizmy ograniczające emigrację. Nie bardzo na przykład rozumiem, dlaczego Polska nie bierze opłat za studia, mam też wrażenie, że obniżenie wieku emerytalnego nie było do końca przemyślane. Mam teraz podania od stu osób, które chcą odejść na emeryturę, osób wykształconych, które nie wyjechałyby już za granicę. Dla mnie to duża strata.

HS: Skoro nie mamy szans przez najbliższe lata zbliżyć się do zarobków, które są proponowane na Zachodzie, muszą powstawać systemy lojalnościowe – na przykład takie, o jakich mówił prezes Formanowicz. Ich brak jest niezwykle kosztowny, zarówno na etapie szkolenia, jak i po nim. W moim Centrum możemy dziś przyjąć do pracy 15 osób. Ale jeśli mamy je wyszkolić tylko po to, żeby zaraz wyjechały – to nie, dziękuję.

MM: Myślę, że jednym z elementów takiej lojalnościowej umowy mogłyby być stypendia: jeśli pracodawca zapłaci np. uczącemu się w technikum, młody człowiek może się zobowiązać do pracy u niego. Ale tego typu umowy muszą być zawierane poza systemem edukacji.

PT: Miałbym tylko prośbę do ministerstwa, by stymulować współpracę szkół i firm, ułatwiać ją, ale absolutnie nie regulować, nie zarządzać nią. Tam, gdzie jest inicjatywa ze strony przedsiębiorców i przygotowani, otwarci dyrektorzy, z efektów będziemy zadowoleni.

MM: Zgadzam się z tym: jako ministerstwo możemy przekonywać i inspirować, ale nie możemy zadekretować, że pracodawca coś musi.

MB: Rozmawiamy o różnych branżach – medycznej, meblarskiej, finansowej – ale widzę, że problemy są bardzo podobne. Będziemy je rozwiązywać. Wspomniane już seminaria branżowe, które zaczęliśmy organizować od października, dotyczą wszystkich aspektów kształcenia w zawodzie – od przygotowania pracowników, przez organizację kształcenia praktycznego, po egzamin zawodowy i tak ważne elementy, jak promocja czy doradztwo zawodowe. Gdybyśmy chcieli zdecydować o tym wszystkim sami, efekt byłby taki, jak w 2012 r., gdy podjęto reformę kształcenia zawodowego – dokumentację programową napisali wówczas nauczyciele. Teraz, rozmawiając z pracodawcami słyszymy: dlaczego to nauczyciele określili nasze potrzeby? One wcale tak nie wyglądają! Tym razem musimy więc wspólnie dobrze określić efekty edukacji, które chcemy osiągnąć. Zróbmy to raz, a dobrze. Nie możemy sobie pozwolić na to, by znów napisać takie programy nauczania, które za kilka lat będą nieadekwatne do rzeczywistości…

MF: Ależ na pewno będą!

MM: Chodzi o to, by te programy od razu nie okazały się przestarzałe. Mamy świadomość, że za trzy lata możemy być w zupełnie innej rzeczywistości.

MB: Pan prezes Formanowicz poruszył istotną kwestię przekonania do współpracy dyrektorów szkół zawodowych. Myślę, że recepta na to jest bardzo prosta: to rynek wymusi na dyrektorach dostosowanie się do zmian. Przykłady dobrych praktyk pokazują, że współpraca inicjowana przez pracodawcę – nawet jeśli nie od razu udawało się ją nawiązać – przynosi bardzo dobre efekty. Po kilku latach młodzież bije się o to, by dostać się do szkoły współpracującej z przedsiębiorcą. Tak jest np. z Solarisem. O jedno miejsce w klasie prowadzonej we współpracy z tą firmą ubiega się siedem osób.

PP: Myślę, że warto wspomnieć również o kompetencjach miękkich, nie tylko stricte technicznych. Poza tym, że kieruję FRSE, jestem również ekspertem Komisji Europejskiej i współautorem Podstawy programowej do języków obcych. Przy tej okazji miałem wgląd w prace innych kolegów i muszę powiedzieć, że rozwój kompetencji miękkich i generycznych, potrzebnych do tego, by bardzo szybko móc się przekwalifikować, jest w nowej Podstawie programowej mocno wyeksponowany. Praktycznie we wszystkich przedmiotach mocno podkreśla się znaczenie np. pracy projektowej. Pamiętajmy też, że na informatyce wprowadzono podstawy kodowania – wszystko po to, by uczniom łatwiej było nabywać kompetencje z przedmiotów ścisłych.

MM: Podsumowując dyskusję, powtórzę: Ministerstwo nie uważa, że wie, czego i jak uczyć – wiedzą to pracodawcy. Musimy współpracować, słuchać i wspólnie określać kompetencje, zawody przyszłości. Nie ma takiego ministerstwa w Europie, które te rzeczy robi samodzielnie. Nie mamy recepty na mądrość. Mądrością jest słuchanie i współpraca z pracodawcami. I to właśnie będziemy robić.

Fot. archiwum ZSP nr 3 w Krośnie