Uczniowie na pełen etat


Pięć minut sławy przeżyło ostatnio kilka polskich szkół, które zrezygnowały z zadawania dzieciom prac domowych. Dobrze zrobiły czy źle?

Opublikowane wiosną tego roku wyniki badań PISA 2015, poświęconych m.in. samopoczuciu uczniów, wskazują, że 15-latkowie z krajów OECD przeznaczają średnio 17 godzin w tygodniu na odrabianie lekcji i pokrewne temu czynności. Z kolei z danych sieci Eurydice dotyczących czasu nauczania w szkołach w Europie dla tego samego roku i tej samej grupy wiekowej wynika, że młodzi średnio spędzają w ławkach ok. 26 godzin tygodniowo. Razem daje to aż 43 godziny w tygodniu na zajęcia związane ze szkołą – to więcej niż wynosi typowy tydzień pracy osoby dorosłej zatrudnionej na pełen etat. Czy nie można by dzieciom nieco ulżyć?

Korzyści ze ślęczenia nad podręcznikami po lekcjach nie wskażą zapewne fińscy nauczyciele… bo oni prac domowych zasadniczo nie zadają. W systemie edukacji uznawanym na całym świecie za modelowy edukatorzy wydają się przekonani, że mniej znaczy więcej – i oszczędzają swoim uczniom testów, długich godzin w ławce i właśnie zadań domowych. – Dzieci muszą mieć czas na bycie dziećmi, na cieszenie się życiem – przekonuje w filmach na YouTube była fińska minister edukacji Krista Kiuru. Co ciekawe, mimo tak łagodnego traktowania uczniowie w tym kraju od kilkunastu lat osiągają najlepsze wyniki w międzynarodowych testach.

Czy sukces fińskiego modelu można jednak uznać za rozstrzygający? Nie tak od razu. Pewien znany amerykański rysownik Bill Waterson, sięgając pamięcią do czasów szkolnych, stwierdził: – Odrabiając zadania domowe, posiadłem dwie umiejętności, które będę wykorzystywał do końca życia: negocjowania i prokrastynacji.

Zwolennicy prac domowych powiedzieliby, że pomylił jajko z kurą – ich zdaniem to nie prace domowe są przyczyną prokrastynacji, ale ich brak. Eksperci popierający zadawanie do domu przekonują bowiem, że odrabianie lekcji wyrabia w młodych ludziach odpowiedzialne podejście i obowiązkowość. – Praca domowa pozwala dzieciom wypracowywać strategie samodzielnego radzenia sobie z trudnościami, błędami i niepowodzeniami – przekonuje badaczka Janine Bempechat w swojej pracy poświęconej korzyściom wynikającym z odrabiania lekcji.

Samodzielne wykonywanie zadań domowych poza szkołą uczy też zarządzania czasem i procesem nauki. Brak tych umiejętności rzutuje na późniejsze lata nauki, co mogą potwierdzać tendencje wśród dorosłych już studentów – m.in. w osławionej Finlandii i innych krajach nordyckich – do przeciągania studiów w nieskończoność. Według danych Eurydice, uczelnie np. w Danii muszą stosować zachęty, by skłonić młodzież do podejmowania studiów bezpośrednio po szkole średniej (np. rezerwują miejsca i przyznają stypendia tylko osobom poniżej pewnego wieku) i kończenia ich w terminie.

Czy to jednak oznacza, że można już przyznać komuś rację w sporze o zadania domowe? Niekoniecznie. Uczniowie z krajów OECD (choć ogólnie zadowoleni z życia) narzekają bowiem, że prace domowe – podobnie jak sprawdziany – wywołują u nich stres. A badacze potwierdzają korelację między tym czynnikiem a słabszymi osiągnięciami w nauce. Również zwolennicy fińskiej definicji dzieciństwa zauważają, że wskutek zbyt rozbudowanego planu lekcji i nadmiaru prac zadawanych do domu, uczniowie chodzą przemęczeni i zestresowani, zamiast cieszyć się życiem. Są zamknięci w błędnym kole: więcej nauki to więcej nerwów, te zaś tę naukę wydłużają. Problem ten zauważył nawet polski Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak, który zwracając się w tej sprawie do MEN, podkreślił: – Uczniowie są przemęczeni, zniechęceni do zajęć szkolnych, nie mają możliwości odpoczynku oraz szans na realizowanie i rozwijanie pasji. Przeciążenie uczniów zadaniami domowymi negatywnie wpływa na ich relacje z rodzicami, choć zwolennicy prac domowych przekonują, że to właśnie dzięki nim rodzice mogą angażować się w proces uczenia się swojego dziecka.

Być może w tej sprawie – jak w wielu innych – trzeba poszukać złotego środka. Gdzie? Podpowiedź dają badania PISA. Według nich tam, gdzie dzieci i rodzice mają czas na to, by porozmawiać albo zjeść wspólnie posiłek, lepsze są nie tylko wyniki uczniów w testach. Wyższy jest też poziom ogólnego zadowolenia z ich uczniowskiego życia. Może więc zadawać – ale nieco mniej?

Fot. Travis Warren (CC BY-NC 2.0)