Wycisnąć cytrynę do końca


– Do wyjazdu namawiała mnie mama, mówiąc, że taka okazja może się już nie powtórzyć. Myliła się! – wspomina Mateusz Rybarczyk, student Politechniki Koszalińskiej, laureat konkursu na plakat z okazji 30-lecia programu Erasmus.

Mateuszu, gratuluję sukcesu.

Bardzo dziękuję! To dla mnie ogromne wyróżnienie i pierwsza tak prestiżowa wygrana.

Skąd wziął się pomysł na udział w konkursie?

O konkursie dowiedziałem się z internetu. Profesor Monika Zawierowska-Łozińska, wykładająca komunikację wizualną w Instytucie Wzornictwa Politechniki Koszalińskiej, zamieściła informację o tym na Facebooku. A ponieważ jestem stypendystą Erasmusa, idea konkursu była mi bardziej niż bliska.

A jak to się stało, że wyjechałeś na Erasmusa?

O możliwości wzięcia udziału w programie po raz pierwszy usłyszałem, gdy miałem 19 lat i byłem na pierwszym roku studiów. Przyznam, że nie sądziłem, abym miał duże szanse na wyjazd. Bałem się, że to starsi koledzy kończący studia mogą mieć pierwszeństwo. Wybór miejsca, do którego chciałem wyjechać na pół roku, był szybki. Zakładałem, że ma być inaczej niż w Polsce, abym mógł zakosztować innej rzeczywistości. Zdecydowałem się więc na Lizbonę. Kiedy okazało się, że zostałem zakwalifikowany, byłem szczęśliwy. Później przyszedł moment zwątpienia – czy to aby na pewno dla mnie, ale wtedy mocno wsparła mnie moja mama. Namawiała do wyjazdu, tłumacząc, że druga taka szansa może się nie powtórzyć. Myliła się.

?

Nie miała racji, że taka okazja się nie powtórzy. Właśnie wróciłem z czwartego wyjazdu w ramach programu Erasmus+ (śmiech).

Którego?

Czwartego! (śmiech). Czasem sam nie wierzę w to, ile przeżyłem dzięki udziałowi w programie, w to, jakim stałem się człowiekiem. Kiedyś byłem chłopakiem, który usiadłby i się rozpłakał, gdyby zginęła mu walizka na lotnisku. Dzisiaj jestem o wiele dojrzalszy, bogatszy o wiele doświadczeń – zarówno tych dobrych, jak i gorszych, które jednak pozwoliły mi się rozwinąć. Potrafię doskonale poradzić sobie z większymi problemami niż zagubiona walizka (śmiech).

Miło to słyszeć, szczególnie że dokładnie takie są założenia programu. Pozwól, że zapytam więc, gdzie byłeś i co robiłeś?

Po raz pierwszy wyjechałem do Lizbony, na wymianę studencką. Po powrocie pomyślałem, że jeśli tylko się uda, to będę aplikował o kolejną szansę. I właściwie głównym powodem, dla którego rozpocząłem uzupełniające studia magisterskie była chęć ponownego wyjazdu na studia za granicę. Tym razem udało mi się odbyć ich część na partnerskiej uczelni w Palermo. Po powrocie okazało się, że w ramach Erasmusa studenci mogą ubiegać się o stypendium na realizację praktyk zagranicznych. Tak więc mój trzeci i czwarty wyjazd – do Malagi, z którego wróciłem w sierpniu – poświęciłem na zdobywanie doświadczenia w biurze projektowym.

Erasmus to spory kawałek Twojego życia.

Program pozwolił mi rozwinąć skrzydła, dał szansę na lepsze poznanie siebie, nie wspominając już o samej możliwości nauki na zagranicznych uczelniach czy zdobyciu doświadczenia zawodowego. I właśnie dlatego, że Erasmus jest dla mnie tak ważny, wziąłem udział w konkursie na plakat. A że dla mnie jednym z najważniejszych momentów każdego wyjazdu jest czas spędzony na lotnisku, na plakacie są walizki. I skoro to trzydzieste urodziny programu, nie mogło zabraknąć urodzinowego tortu (śmiech).

Jakie masz plany na przyszłość?

Erasmus 5.0 (śmiech). Planuję kolejny, ale ostatni już staż w ramach programu Erasmus+. Skoro mam możliwość, to chcę tę cytrynę wycisnąć do końca!

Rozmawiała Marzena Indra

Fot. Augustyna Grzybowska

Zwycięski plakat Mateusza Rybarczyka w konkursie z okazji 30-lecia programu Erasmus