Znajdźmy w szkołach czas na kreatywność i błądzenie


Z Teodorem Sobczakiem, liderem Fundacji Innowatorium, propagującym alternatywne metody edukacyjne m.in. dzięki wsparciu programu Erasmus+, rozmawia Beata Maluchnik.

Tradycyjny wykład niesie ze sobą tonę wiedzy suchej jak wiór. Gra symulacyjna pozwala tymczasem zdobywać realne umiejętności!

Szkolisz i aktywizujesz ludzi w różnym wieku. Uważasz, że jako Polacy jesteśmy aktywni?

Wobec rodziny, przyjaciół – tak. W wyrażaniu ogólnych idei też. Każdy ma swoje zdanie na temat aktualnej sytuacji politycznej, wielu chętnie bierze udział w masowych marszach. Ale już zabranie głosu podczas obrad rady miasta, udzielanie się w organizacji pozarządowej, działanie na rzecz społeczności lokalnej – do tego wielu chętnych niestety nie ma.

Szwankuje komunikacja międzyludzka czy to raczej brak konkretnych umiejętności?

Brak umiejętności – nie, raczej brak pewności siebie. I bariery instytucjonalne. Bardzo często, zwłaszcza w małych miejscowościach, ludzie tworzą stowarzyszenia, ale często ich nie rejestrują, bo przecież „księgowość, sprawozdania…”. I może słusznie, bo biurokracja wcale nie jest potrzebna – trzeba zadać sobie pytanie, czy oficjalne stowarzyszenie w ogóle ułatwi nam dojście do celu. Czasem wystarczy np. ogólnodostępny portal, dzięki któremu można łatwo przeprowadzić zbiórkę dla potrzebującej osoby.

Odpowiednie narzędzie załatwi sprawę?

Nie ma uniwersalnego sposobu na zaktywizowanie każdej grupy ludzi, ale wiem z doświadczenia, co może być skuteczne, zwłaszcza wśród młodych. Podczas naszego [Fundacja Innowatorium – przyp. red.] projektu dla szkół średnich Wiem, dlaczego wybieram wpadaliśmy do klasy, rozkręcaliśmy grę i pompowaliśmy dzieciaki energią, mówiąc im: Yes, you can! Potem następowało zadanie: Zróbcie coś fajnego, żeby nakłonić ludzi do wzięcia udziału w wyborach, mając na to 500 zł ze środków Funduszu Inicjatyw Obywatelskich. Pomysły się posypały! Oczy świeciły się nie tylko uczniom, ale też ich nauczycielom.

Nakręcał ich cel, jakim było głosowanie czy samo działanie?

Oczywiście, że działanie! Głosowanie miałoby ich nakręcać? [śmiech]

A dlaczego nie? Są kraje, takie jak Szwecja, gdzie dla większości obywateli wczesny niedzielny poranek w dniu głosowania to idealny moment, żeby ruszyć do lokalu wyborczego.

To zinternalizowany przymus wyborczy, którego my nie mamy. W przypadku naszych dzieciaków to był po prostu fun, a cel edukacyjny, jakim był aktywny udział w wyborach, realizował się przy okazji. Temat może być dowolny, liczy się forma. A formą, którą ja wybrałem są właśnie gry symulacyjne.

Czyli co?

Zestawmy ze sobą tradycyjny wykład i grę symulacyjną. Pierwszy niesie ze sobą tonę wiedzy suchej jak wiór. W przypadku gry, wiedzy jest mniej, ale tu możemy mówić o uczeniu się realnych umiejętności. Forma jest chwytliwa, więc treść jest szybko przyswajana. Jestem pewien, że te dzieciaki po osiągnięciu pełnoletniości pójdą do wyborów, a w międzyczasie zorganizują pięć innych akcji pieczenia babeczek dla lokalnych seniorów.

Skoro dla nich to tylko fun, to skąd ta pewność, że wejdzie im to w krew?

Oczywiście, ci młodzi ludzie mogą jeszcze wielokrotnie zmienić przekonania, zrazić się do demokracji, stwierdzić, że ich głos nic nie znaczy. Ale z tego rodzaju wątpliwościami gry też się rozprawiają. Podczas naszych szkolnych spotkań rozmawialiśmy o tym, ile głosów trzeba, by zostać radnym. I młodzi stwierdzili, że mogliby na poczekaniu skrzyknąć ich trzy razy więcej. To im unaoczniło wagę każdego głosu, zwłaszcza na szczeblu lokalnym.

Gry bez wątpienia wyrabiają w uczniach ponadprzedmiotowe umiejętności, ale każdy nauczyciel zapyta Cię teraz, jak w ten sposób przerobić materiał wynikający z Podstawy programowej.

Ano właśnie. Wszyscy nauczyciele muszą wypuścić na rynek ucznia, który wie „odtąd-dotąd”, który musi mieć konkretne wyniki. Mało czasu, dużo materiału do przerobienia. W szkole musi znaleźć się miejsce na kreatywność, eksperymentowanie i błądzenie. Ale tu żadna reforma nie da rady. Tu potrzebna jest rewolucja.

Brawurowa wizja…

Dlaczego by zamiast nudnego szkolnego apelu nie zrobić rekonstrukcji Targowicy lub gry negocjacyjnej, symulującej obrady Sejmu Wielkiego? Przebrać się w stroje z epoki i odegrać na żywo lekcję historii? Zaangażowanie uczniów gwarantowane.

A lekcje historii i stary, dobry WOS?

Stary, owszem. Czy dobry?

Niedobry WOS, który zgodnie z Podstawą programową realizuje hasła, wpisane również w Wasze gry: społeczeństwo obywatelskie, działanie na rzecz wspólnoty…

Uczniowie na WOS-ie uczą się głównie teorii. A cykl Kolba, na którym opieramy gry, łączy aż cztery elementy: teorię, jej zastosowanie, zdobywanie doświadczenia i wyciąganie wniosków. I w tym właśnie w dużej mierze tkwi siła gier – dają możliwość stworzenia „bezpiecznej bańki”, czyli symulowanego świata, w którym możemy robić, co chcemy: błądzić, wycofać się z niego w dowolnym momencie i, co bardzo ważne, wspólnie wyciągać z tego wnioski.

W Waszej flagowej grze, SmileUrbo, uczestnicy decydują o wprowadzeniu upraw GMO lub podjęciu poważnych inwestycji.

Już w pierwszej rundzie dostają masę materiałów, które muszą poznać, żeby pójść dalej. Działają jak sieć neuronów – wszyscy niosą jakieś informację, które muszą sobie przekazać, żeby szybko podjąć dobrą decyzję. Wykorzystując swoją własną wiedzę i przekonania, budują argumenty. To negocjacyjna gra „kotłowa”, w której jest wiele stron, a wszystko dzieje się naraz, jak w bulgoczącym kotle. W takim układzie, siłą rzeczy, przewagę mają ci, którzy najbardziej się z innymi komunikują, więc introwertycy mają tu nieco pod górkę. Ale nie unikną komunikacji.

Czy to idealne narzędzie?

Nie, nasza gra nie jest narzędziem idealnym. Żeby zrealizować wszystkie jej założenia, trzeba ciągłości, cykliczności, a to wymaga czasu i pieniędzy, takich, jak np. grant z Erasmusa, który pozwolił nam grę rozwinąć.

Przekonaliście FRSE, przekonajcie i resztę.

Konkurencja jest zabójcza. Stajesz w szranki z całą masą innych potrzebnych projektów. Gry nie są tak ważne jak np. szkolenie seniorów w zakresie korzystania z komputerów. Co też zresztą robimy! Kiedyś zobaczyłem, jak zacząwszy od zera, po pół roku szkoleń jedna z naszych seniorek swobodnie zadzwoniła na Skype do drugiej, by uzgodnić, którą włóczkę kupić na Allegro na Kółko Różańcowe. Wtedy poczułem, że moja praca ma sens.

Teodor Sobczak i Erasmus+

Najważniejszym projektem zrealizowanym przez Teodora Sobczaka i jego fundację było przedsięwzięcie pn. Stymulowanie aktywnego udziału młodych ludzi w życiu demokratycznym dzięki rozwojowi innowacyjnego narzędzia edukacyjnego SmileUrbo. W ramach projektu rozwinięto mechanikę gry SmileUrbo, służącej do nauki sześciu kompetencji: aktywnego i świadomego udziału w procesach demokratycznych; przedsiębiorczości i podejmowania decyzji ekonomicznych gwarantujących zrównoważony rozwój; budowania kapitału społecznego i pracy w grupie; zarządzania czasem; negocjacji i komunikacji interpersonalnej. Przedsięwzięcie zrealizowano w ramach akcji 2 Partnerstwa strategiczne w sektorze Młodzież.