Słowa stają się ciałem


Zmienia życie, otwiera umysły – to hasło programu Erasmus+ po raz kolejny przypominaliśmy podczas gali obchodów 30-lecia programu. Pusty frazes? Nic z tych rzeczy. To hasło po prostu sprawdza się w praktyce.

Program Erasmus+ nie jest bowiem celem samym w sobie. Ma wspierać zmiany w edukacji i pomagać młodym ludziom w osiąganiu sukcesów. Doskonale pokazują to teksty w tym wydaniu „Europy dla Aktywnych”. Dzięki projektom job shadowing (o których piszemy w artykułach Podglądaj i podaj dalej oraz Job shadowing, czyli nie taki diabeł straszny) nauczyciele mają szansę zobaczyć, jak wygląda nauczanie w innych krajach Europy. A dzięki zagranicznym stażom uczniowie i studenci poznają nowe trendy w swoich branżach i rozwijają kompetencje miękkie (więcej w artykule Studenci dobrze przygotowani do kariery). W efekcie – łatwiej jest im spełnić oczekiwania pracodawców. Właśnie o tym – i o konieczności poprawy współpracy szkół z biznesem – dyskutowaliśmy podczas listopadowego Kongresu 590 w Rzeszowie. Debata z udziałem biznesmenów, ekonomistów i przedstawicieli MEN przyniosła wiele ważnych wniosków. Obszerne fragmenty dyskusji znajdziecie Państwo w artykule Skazani na współpracę.

Unijne projekty dają też okazję, by wesprzeć uczniów o mniejszych szansach. Doskonale nadaje się do tego choćby program eTwinning. Doroczne spotkanie osób zaangażowanych w jego realizację pokazało, że zdalna współpraca szkół oparta o wykorzystanie technologii ICT to wspaniała przestrzeń, by zauważyć potrzeby osób z problemami w nauce czy z niepełnosprawnością oraz promować i właściwie pojmować włączenie społeczne. Czym różni się ono od dobrze znanej integracji? O tym w artykule Integracja to za mało.

Programy UE zmieniają też przestrzeń wokół nas. Przez ostatnie 20 lat robili to ochotnicy zaangażowani w Wolontariat Europejski, od połowy przyszłego roku zadanie przejmą członkowie Europejskiego Korpusu Solidarności (artykuł Pomysł z nutą EKStrawagancji). Trzymam za nich kciuki, a Państwa zapraszam do lektury. Przekonajmy się razem, że Erasmus+ zmienia życie i otwiera umysły.

Pomysł z nutą EKStrawagancji


Europejski Korpus Solidarności (EKS) nie ruszy – jak wcześniej planowano – w styczniu 2018 r. Mimo wielomiesięcznych dyskusji na poziomie Komisji Europejskiej nie doszło do porozumienia co do ostatecznego kształtu nowej inicjatywy.

Jeszcze pod koniec listopada wszystko wydawało się jasne: Europejski Korpus Solidarności – nowa inicjatywa Komisji Europejskiej – miała dawać możliwość realizacji działań opartych na wolontariacie lub projektów o profilu zawodowym. Młodzi ludzie mieli zyskać możliwość angażowania się w charakterze wolontariuszy, pracowników lub stażystów w organizacjach działających w tzw. sektorze solidarności, w kraju lub za granicą. Powrócić miały również znane beneficjentom programu „Młodzież w działaniu” inicjatywy lokalne, tym razem pod szyldem Projektów Solidarności. Wydawało się, że taki kształt programu będzie miał więcej zwolenników niż przeciwników i ruszy od 1 stycznia 2018 roku. Tak się jednak nie stanie.

Które kwestie wzbudziły kontrowersje?

Przede wszystkim pomysł, by Europejski Korpus Solidarności objął – oprócz wolontariatu – fundusze na miejsca pracy i staże. Takiego rozwiązania program edukacji pozaformalnej skierowany do młodzieży nigdy jeszcze nie oferował. Wprowadzenie filaru zawodowego do EKS umożliwiłoby młodym Europejczykom zdobycie cennego doświadczenia, rozwijanie kompetencji i umiejętności w sferze solidarności społecznej. Jednak środki, które zaplanowano na filar zawodowy są zbyt małe, aby działanie to miało istotny wpływ na rynek pracy i młodzież. Krytykowane są również wymagania programu wobec organizacji oferujących miejsca pracy i stażu – określa się je jako niewspółmierne do poziomu proponowanego dofinansowania projektów.

Wątpliwości budzi również fakt, że Komisja nie wprowadziła w podstawie programowej ścisłych definicji, umożliwiających rozgraniczenie pracy w charakterze wolontariusza i pracownika. W dokumentach znalazły się tylko ogólne stwierdzenia, co – zdaniem krytyków – dałoby pole do stosowania tych form niezgodnie z ich przeznaczeniem, np. przez wprowadzenie do organizacji wolontariusza, który wyręczałby w obowiązkach zwykłego pracownika.

Jest też inny problem prawny. W przypadku miejsc pracy unijne regulacje muszą uwzględniać specyfikę krajowych przepisów prawa pracy. Tymczasem okazało się, że wprowadzenie filaru zawodowego w proponowanej formie w niektórych państwach byłoby niemożliwe, np. ze względu na brak w krajowym prawodawstwie pojęcia „staż”. Wydaje się, że Komisja Europejska nie sprawdziła dokładnie, jakie konsekwencje na gruncie prawa państw członkowskich może mieć wprowadzenie tego formatu. W dodatku próbowano oprzeć jego funkcjonowanie na zasadach takich jak w Wolontariacie Europejskim, przewidując np. wymóg uzyskania akredytacji przez organizacje oferujące miejsca pracy/stażu, oraz szkolenia dla stażystów podobne do tych planowanych dla wolontariuszy.

Wprowadzenie do programu ścieżki zawodowej wydaje się najbardziej gorącą kwestią dyskutowaną w Brukseli. Mimo że sama idea jest dobra, być może sposób i charakter proponowanych rozwiązań nie zostały do końca przemyślane, a wątpliwości przeważyły możliwe korzyści.

Inną kwestią, która wzbudziła dyskusję, jest umożliwienie finansowania działań krajowych w zakresie wolontariatu, pracy i staży. Argumentów „za” nie brakuje: przedsięwzięcia takie pomogłyby w integracji młodzieży z mniejszymi szansami, która jest ważną grupą docelową programu. Rozwiązanie to byłoby dobre szczególnie dla państw, które borykają się z problemem imigracji – jest w nich dużo młodych ludzi, dla których nie ma żadnej oferty. Ich udział w wolontariacie, czy możliwość pracy i stażu pod szyldem Europejskiego Korpusu Solidarności z pewnością pomógłby w lepszej integracji.

Z drugiej strony istnieje jednak obawa, że w niektórych państwach program finansowałby tylko działania krajowe, a tym samym straciłby swój europejski wymiar. W krajach, w których nie ma narodowego programu wolontariatu, np. w Polsce, organizacje mogłyby potraktować EKS jak źródło finansowania działań krajowych, jako łatwiejszych w realizacji.

Ostatnim tematem, który poróżnił ekspertów jest zasięg geograficzny programu, a więc ograniczenie go tylko do krajów Unii Europejskiej. Wolontariat Europejski, na którym bazuje Europejski Korpus Solidarności jest programem otwartym na wiele regionów, w których wolontariusze mogą realizować swoje działania. Jest to widoczny i rozpoznawalny program europejski realizowany od 20 lat w wielu państwach Europy, Basenu Morza Śródziemnego, Europy Wschodniej i Kaukazu, a także w Azji i Ameryce Południowej. Korpus – według planów – miał stać się programem czysto europejskim.

Co dalej?

Czy zatem przyszłość Europejskiego Korpusu Solidarności jest zagrożona? Kiedy organizacje i młodzież będą mogły korzystać z nowej inicjatywy? Nie jest źle. Mimo że oficjalne uruchomienie programu nastąpi nie wcześniej niż w połowie 2018 r., projekty pod szyldem Europejskiego Korpusu Solidarności będą realizowane w ramach Erasmusa+ – tam bowiem zostaną przetransferowane środki przeznaczone na Korpus. Możliwa będzie realizacja projektów wolontariackich z udziałem państw Unii Europejskiej. Jak dokładnie będzie wyglądał nowy wolontariat w ramach Erasmusa+, tego jednak nie wiadomo. Mamy nadzieję, że organizacje będą mogły ze spokojem zaplanować swoje działania na 2018 r. z wykorzystaniem środków przeznaczonych na Europejski Korpus Solidarności, bazując na rozwiązaniach stosowanych w Wolontariacie Europejskim. Komisja Europejska natomiast dobrze wykorzysta czas, aby dopracować ostateczny kształt nowego programu. Mimo wszystkich pojawiających się wątpliwości na start EKS czekamy z dużą niecierpliwością.

Po co nam EKS?

Celem Europejskiego Korpusu Solidarności jest zwiększenie zaangażowania osób młodych i organizacji w dostępne działania solidarnościowe wysokiej jakości, będące jednym ze sposobów wzmocnienia spójności i solidarności w Europie, wspierania społeczności oraz reagowania na wyzwania społeczne.

Jakie plany miała Komisja (stan na początek grudnia 2018 r.)

Wolontariat w ramach programu Erasmus+:

  • środki finansowe z Erasmusa+ pomniejszone o środki przekazane na Europejski Korpus Solidarności;
  • wiek uczestników 17-30 lat;
  • działania indywidualne i grupowe;
  • współpraca tylko z sąsiadującymi krajami partnerskimi i krajami programu nienależącymi do UE.

Wolontariat w ramach Europejskiego Korpusu Solidarności:

  • środki pozyskane w większości z innych programów (głównie z Erasmusa+ i Europejskiego Funduszu Społecznego);
  • działania tylko z krajami członkowskimi UE;
  • wiek uczestników 18-30 lat;
  • znak jakości – nowy system akredytacji (dwie role: organizacja goszcząca i wspierająca);
  • platforma PASS;
  • uczestnicy projektów zrzeszeni w międzynarodowej społeczności.

Podróż za jeden projekt


– Dzięki wyjazdom na Erasmusa oraz Wolontariat Europejski moje życie wygląda zupełnie inaczej. To podczas tych podróży nauczyłam się kultury dyskusji – mówi Natalia Skoczylas, aktywistka, dziennikarka i podróżniczka.

Podobno jesteś nadpobudliwa ruchowo i intelektualnie…

Tak mówią (śmiech). Skończyłam politologię na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Studiowałam też filologię niderlandzką na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim i socjologię na Uniwersytecie Śląskim, ale żadnego z tych kierunków nie ukończyłam, bo wyjechałam.

Na Erasmusa?

Tak. To było na trzecim roku studiów. Pamiętam dzień, w którym szłam uczelnianym korytarzem i zobaczyłam na tablicy ogłoszenie o naborze. Spojrzałam na listę dostępnych krajów: Hiszpania, Czechy, Francja, Włochy, Niemcy i Islandia. Ten ostatni szczególnie mnie zainteresował, bo od 18. roku życia jestem dziennikarką muzyczną, a Islandia to jedno z tych państw, w których funkcjonuje fantastyczna scena muzyczna. Wiele zespołów stamtąd uwielbiam i słucham ich od lat. Poszłam na rozmowę kwalifikacyjną. Były dwa miejsca na wyjazd do Islandii i dwie chętne osoby, więc żadnej konkurencji. Reszta chciała jechać do Pragi albo gdzieś do Hiszpanii. Zupełnie nie wiem, dlaczego.

Jak przygotowywałaś się do wyjazdu?

Islandia to kraj, którego nie znał prawie nikt z moich znajomych, więc trudno było zasięgnąć wiedzy (śmiech). Miałam jednak szczęście, bo na wyspie mieszkała siostra koleżanki, z którą w tamtym czasie pracowałam w radiu. Podpytałam ją tylko o podstawowe rzeczy, a później spakowałam walizkę i pojechałam.

Jakie były Twoje pierwsze wrażenia po przyjeździe?

Reykjavik jest pięknym, ale malutkim miastem. Myślę, że gdybym teraz tam wyjechała, to miałabym inne odczucia niż wtedy. To było pierwsze miejsce za granicą, w którym mieszkałam. Nie miałam jeszcze wtedy porównania. Islandia była dla mnie egzotyczna. Niesamowite morze, zupełnie inna przyroda, płaski krajobraz ze skałami, żadnych drzew, tylko gejzery, wodospady, lodowce. To wszystko było magiczne i zupełnie inne niż to, co się widzi w Europie.

Tamtejszy uniwersytet okazał się naprawdę świetny. Miałam wolną rękę przy wyborze przedmiotów. Mogłam studiować rzeczy trochę mniej związane z programem, który miałabym w tym samym czasie na UMCS w Lublinie. Wybrałam socjologię, a konkretnie teorię i praktykę ruchów społecznych. W mojej grupie było wielu Niemców. Wtedy po raz pierwszy zobaczyłam na własne oczy, jak wygląda kultura rozmowy. Na zajęcia mieliśmy zadane konkretne lektury do przeczytania i całe półtorej godziny dyskutowaliśmy. Niemcy są bardzo zaangażowani: potrafią protestować, mają dobrze rozwinięte i świadome społeczeństwo obywatelskie. To było doświadczenie, które mnie uformowało.

Czułaś, że rozwijasz się naukowo?

Bardzo. Miałam zajęcia o metropoliach z kanadyjskim profesorem, który zaraził mnie pasją do tego zagadnienia. Postanowiłam napisać pracę magisterską o Berlinie. Nie pamiętam, dlaczego wybrałam akurat to miasto. Gdy po powrocie powiedziałam o tym mojemu promotorowi z UMCS – który jest jedną z najbardziej otwartych i ciekawych osób, jakie znam – stwierdził, że skoro chcę pisać o stolicy Niemiec, to powinnam tam pomieszkać. Pojechałam autostopem. Miał być tydzień, a skończyło się na miesięcznym pobycie. Mieszkałam kątem u znajomych, jeździłam na rowerze, eksplorowałam miasto i pisałam.

Wyjazdy do Islandii i Niemiec obudziły w Tobie podróżniczkę?

Po obronie pracy magisterskiej pojawiło się pytanie, co robić dalej. Pomyślałam: „Skończyłaś politologię na UMCS-ie, będzie ciekawie” (śmiech). Pojechałam na koncert do Krakowa i spotkałam kolegę, który podsunął mi broszurę na temat Wolontariatu Europejskiego (EVS) i poradził: „Jak nie wiesz, co zrobić z życiem, to tutaj masz podpowiedź”. Rzuciłam więc drugie studia i pojechałam na wolontariat do Włoch. Mieszkałam tam dziewięć miesięcy. W międzyczasie dostałam się na doktorat na UMCS. Zapytałam mojego profesora, czy chce, żebym została jego doktorantką. Odpowiedział, że tak, ale jednocześnie wie o moim intelektualnym ADHD i daje głowę, że za rok zadzwonię do niego z informacją, że jestem w Brazylii. I co on wtedy ze mną zrobi? I tak się stało, ale nie była to Brazylia. Doktorat rzucałam z Paryża.

Ale zanim to zrobiłaś, był jeszcze staż, czyli Erasmus Internship…

…w Słowenii. Mieszkałam tam sześć miesięcy i pracowałam dla Muzeum Architektury i Designu. Później był kolejny projekt – w ramach programu „Młodzież w działaniu”, który umożliwiał wyjazdy młodym ludziom pracującym w organizacjach pozarządowych. Właśnie wtedy wyjechałam do Paryża. Pracowałam tam zdalnie dla brukselskiej organizacji EdgeRyders, z którą związałam się jeszcze podczas mojego EVS-u we Włoszech. Dzięki niej w 2015 r. wyjechałam do Nepalu, gdzie przez kilka miesięcy byłam konsultantką ONZ.

I gdzie przeżyłaś trzęsienie ziemi.

Drobny incydent (śmiech). Po powrocie pojechałam na tygodniowy trening na Cypr z programu Erasmus+. Poznałam tam mojego chłopaka i zamieszkałam razem z nim po tureckiej stronie wyspy. Cały czas pracowałam zdalnie dla EdgeRyders: opisywałam historie aktywistów, pomagałam organizować wydarzenia, pisałam wnioski o kolejne projekty. Kilka miesięcy temu dostałam stypendium w Indonezji i teraz wykładam na uniwersytecie we wschodniej Jawie. Uczę tam urban politics i wprowadzenia do nauki o rządzeniu. To prywatna uczelnia muzułmańska, więc większy nacisk położony jest np. na ubiór niż na uczenie. Indonezyjczycy są kolektywni, nie ma tam indywidualizmu i krytycznego myślenia. Jest za to dużo patriotyzmu i jawajskocentryzmu, co na archipelagu składającym się z 17 tys. wysp, tysięcy języków i setek kultur jest problematyczne.

Wróćmy więc do Polski – jak myślisz, dlaczego wielu naszych studentów nie chce wyjeżdżać na Erasmusa?

Trudno mi oceniać, bo większość osób, które ja poznaję, to podróżujący, stypendyści, aktywiści… Może ludzie, zupełnie niesłusznie, nie widzą wartości w takich wyjazdach? Nie rozumieją, co mogłyby im dać. W ciągu pięciu lat moich studiów tylko dwie osoby – ja i jeden z kolegów – wyjechały na Erasmusa. Ze 150 osób tylko dwie skorzystały z tego programu. Powodem mogą być stosunkowo niskie stypendia i bariera językowa. Młodzi nie chcą podejmować ryzyka.

Dlaczego warto wyjechać?

Mnie wyjazdy otworzyły na mnóstwo nowych rzeczy. To był przełom. Moje życie wygląda dziś zupełnie inaczej właśnie dlatego, że wyjechałam na pierwszego Erasmusa do Islandii. Wtedy uformowały się moje naukowe zainteresowania. Znalazłam coś nowego, świeżego, bardzo ciekawego. Nauczyłam się kultury dyskusji, o czym już mówiłam. Zobaczyłam, w jak odmienny sposób ludzie są edukowani w innych krajach.

W którym z nich najwięcej się nauczyłaś?

Nie da się tego ocenić. Mieszkanie w Azji jest ciekawe, zupełnie inne od życia w Europie. Podczas pobytu w sześciu krajach Starego Kontynentu wiedziałam, czego się spodziewać, jak się przemieszczać, było dużo łatwiej niż tutaj. W Azji widzisz biedę, której nie potrafiłabyś sobie wyobrazić. To odciska piętno, zmienia sposób myślenia o świecie. Poznajesz zupełnie inną kulturę: nieznane religie, tradycje. To poszerza horyzonty. Pozwala wyjść z własnych ograniczeń małego świata, w którym często żyjemy.

Jak szukać projektów umożliwiających wyjazd za granicę?

Najlepiej zacząć od wolontariatu. Przed 30. rokiem życia praktycznie każdy może wyjechać i spotkać innych młodych ludzi, którzy podpowiedzą, co innego jest jeszcze „do zdobycia”. Warto zaglądać też na grupy na Facebooku, strony Eduactive, Youth i programu Erasmus+.

Co po powrocie z Indonezji? Jakie są Twoje plany?

Jeszcze nie wiem (śmiech). Na pewno dalej będę współpracować z moją organizacją z Brukseli. Zahaczę się w Berlinie, gdzie obecnie mieszka mój chłopak. Poza tym już rozglądam się, gdzie by pojechać. Jest kilka opcji. Muszę zmienić kontynent. Czas na Afrykę albo Amerykę Południową. Jest szansa na wyjazd do Etiopii i pracę w parku narodowym.

Czy kiedyś w ogóle osiądziesz w jednym kraju?

Po cichu mam nadzieję, że nigdy nie będzie to konieczne. Zbieram pieniądze, żeby kupić dom, swoje miejsce gdzieś nad morzem, w ciepłym regionie, np. w Ameryce Południowej. Będę mogła surfować i prowadzić hostel. Najlepiej w kooperatywie – z kilkorgiem znajomych, żebyśmy nie musieli być tam cały czas. Podzielimy się dyżurami. Przez resztę roku będę mogła podróżować.

Rozmawiała Martyna Słowik
Fot. archiwum prywatne

Działania i inicjatywy dla aktywnych


Odkryj swój talent!
Europejski Tydzień Umiejętności Zawodowych

Kształcenie zawodowe i edukacja dorosłych były tematami dwóch konferencji zorganizowanych w Warszawie w ramach Europejskiego Tygodnia Umiejętności Zawodowych (20-24 listopada). Eksperci z całego kraju zastanawiali się m.in. nad tym, jak poprawić współpracę szkół i uczelni z biznesem.

Pierwszym akcentem obchodów była konferencja Edukacja z praktyką – partnerstwa na rzecz dualnego kształcenia zawodowego. Spotkanie promowało ideę Europejskiego systemu akumulowania i przenoszenia osiągnięć w kształceniu i szkoleniu zawodowym (ECVET). Uczestnicy dyskusji panelowej – Piotr Bartosiak z MEN, prof. Bolesław Ochodek z PWSZ w Pile, Paweł Salamon z Zespołu Szkół Gastronomicznych w Gorzowie Wlkp. oraz dyrektor generalny FRSE dr Paweł Poszytek nie mieli wątpliwości, że konieczne jest rozwijanie różnych form współpracy między szkołami a biznesem – m.in. klas patronackich. Jak zauważyli, w państwach, w których powszechnie stosuje się tzw. dualny system kształcenia (obejmujący zajęcia u pracodawcy) stopa bezrobocia wśród młodzieży jest niższa niż np. w Polsce.

Drugim elementem obchodów było zorganizowane 21 listopada br. II Forum Edukacji Dorosłych (FED). Do udziału w spotkaniu zaproszono trenerów, edukatorów, naukowców i urzędników, którzy dyskutowali w ramach kilku ścieżek tematycznych: Uczenie się w miejscu pracy, Trenerzy trenerom, Nowe metody nauczania dorosłych i Wsparcie osoby uczącej się.

W przerwie między wystąpieniami uczestnicy forum mogli nauczyć się komunikatów w języku migowym, poznać pomoce wizualne wykorzystywane przez trenerów oraz przetestować pomoce naukowe używane w pracy z dorosłymi. Organizatorem konferencji było Krajowe Biuro Elektronicznej platformy na rzecz uczenia się dorosłych w Europie (EPALE).
Fot. Krzysztof Pacholak

 

Świętowaliśmy 30-lecie programu Erasmus

Blisko dwustu przedstawicieli szkół wyższych, instytucji współpracujących z FRSE oraz studentów wzięło udział w jubileuszowej konferencji 30-lecie programu Erasmus. Marzenia, perspektywy, sukcesy. Wydarzenie odbyło się 24 listopada br. w warszawskim Teatrze Capitol.

Głównym punktem pierwszej części spotkania była debata oksfordzka z udziałem studentów z Erasmus Student Network oraz finalistów I Akademickich Mistrzostw Polski Debat Oksfordzkich. Drużyny zmierzyły się w pojedynku na słowa z tezą: Semestr na Erasmusie to najlepszy semestr w trakcie studiów. Dyskusja nie tylko okazała się atrakcją dla publiczności, miała też walor edukacyjny. Wiele osób wzięło udział w debacie oksfordzkiej po raz pierwszy w życiu. W części popołudniowej konferencji przedstawiono dane statystyczne dotyczące programu Erasmus oraz zaprezentowano jego ojców założycieli: Hywela Ceri Jonesa i Alana Smitha oraz prof. Sofię Acorradi. Goście spotkania wysłuchali również dyskusji panelowej o wpływie Erasmusa na zainteresowania, pasje, ścieżkę kariery i plany życiowe. Stypendyści Erasmusa dynamicznie i z humorem opowiadali o swoich doświadczeniach. Jubileusz był też okazją do podziękowania instytucjom i osobom od lat współpracującym z FRSE. Uroczystość uświetnił koncert stypendysty programu Erasmus Jarka Wista.
DR
Fot. Krzysztof Kuczyk

 

Programowanie na 5!

Krajowe Biuro eTwinning może pochwalić się dużym sukcesem. Pod koniec ubiegłego roku szkolnego zakończyła się pilotażowa kampania promująca naukę kodowania w szkołach. W ramach akcji Programowanie z eTwinning zorganizowano dziesięć seminariów kontaktowych, które przyciągnęły prawie 700 nauczycieli i zaowocowały zarejestrowaniem 266 projektów. Sukcesem było dotarcie do mniejszych miejscowości oraz zachęcenie do udziału w przedsięwzięciu nauczycieli edukacji wczesnoszkolnej. Kampania zakończyła się wrześniową konferencją podsumowującą, połączoną z warsztatami kodowania (nie tylko z komputerem). Podczas spotkania wręczono również nagrody autorom najciekawszych inicjatyw zrealizowanych w trakcie pilotażu oraz zorganizowano dyskusję panelową. Patronat nad Programowaniem z eTwinning sprawowało MEN. Więcej informacji o konferencji na stronie: etwinning.pl.
Fot. Krzysztof Pacholak

Podczas konferencji swoją premierę miała także najnowsza publikacja
(do pobrania ze strony: www.etwinning.pl/programowanie-z-etwinning-publikacja).

 

EDUinspiracje 2017: znamy zwycięzców!

Fundacja Rozwoju Systemu Edukacji rozstrzygnęła kolejną edycję konkursu na najlepsze projekty realizowane w ramach koordynowanych przez nią programów. W kategorii Edukacja szkolna zwyciężył Zespół Szkół nr 7 Szkoła Podstawowa nr 10 im. Marii Konopnickiej w Kaliszu, w kategorii Szkolnictwo wyższe Pomorski Uniwersytet Medyczny w Szczecinie, w kategorii Edukacja zawodowa KIKO Business Solutions Inga Kołomyjska, w kategorii Edukacja dorosłych Stowarzyszenie Rodzin i Przyjaciół Osób Dotkniętych Autyzmem „Szklany Mur”, a w kategorii Edukacja pozaformalna młodzieży – Human Lex Instytut.

Dodatkowo nagrodzono autorów najlepszych projektów w ramach współpracy polsko-litewskiej (Europejskie Centrum Kształcenia i Wychowania OHP w Roskoszy) oraz polsko-ukraińskiej (Powiat Gnieźnieński). Nagrodę za najlepsze przedsięwzięcie wspierane przez Fundusz Stypendialny odebrali przedstawiciele Uniwersytetu Gdańskiego, a za najlepszą działalność w sieci Eurodesk nagrodzono Wyższą Szkołę Gospodarki w Bydgoszczy. Nagrodę z okazji 30-lecia programu Erasmus odebrało Gimnazjum im. Anny Wazówny w Golubiu-Dobrzyniu, a nagrodę z okazji 60-lecia istnienia EFS – I Społeczne Przedszkole im. M. Reja w Kielcach, Państwowe Pomaturalne Studium Kształcenia Animatorów Kultury i Bibliotekarzy we Wrocławiu oraz Uniwersytet Warszawski.

Przyznano również indywidualne nagrody – statuetki EDUinspiratorów. W sektorze Edukacja szkolna nagrodzono Małgorzatę Kulkę (Kraków), w sektorze Edukacja zawodowa wyróżniono Jarosława Jabłońskiego (Ruda Śląska), w sektorze Szkolnictwo wyższe: Grzegorza Mazurka (Warszawa), a w sektorze Edukacja dorosłych – Annę Kwiatkowską (Warszawa). Za projekty realizowane w sektorze Edukacja pozaformalna młodzieży nagrody przyznano Beacie Pererze (Dąbrowa).

W odrębnym konkursie – EDUinspiracje Media – wyróżniono dziennikarzy opowiadających o programie Erasmus+. W kategorii Unijne projekty edukacyjne nagrodę otrzymała Marta Gajda („Ponidzie”), w kategorii Przekraczanie granic – zagraniczne wyjazdy w celach edukacyjnych nagrodzono Polskie Radio Czwórkę, a statuetkę w kategorii Projekty edukacyjne w reportażach odebrała Czesława Borowik (Polskie Radio Lublin). Gala wręczenia nagród odbyła się 7 grudnia br.

 

Polacy pojadą na konkurs

Młodzi polscy fachowcy pojadą na konkurs EuroSkills. Polska wróciła do grona uczestników tego prestiżowego przedsięwzięcia, którego celem jest promowanie rozwoju umiejętności zawodowych.

EuroSkills to organizowana od 2008 r. europejska wersja konkursu WorldSkills, zapoczątkowanego w 1950 r. Odbywa się co dwa lata w jednym z państw członkowskich. Wydarzeniu towarzyszą rozmaite prezentacje, konferencje i seminaria branżowe. Inicjatywa stwarza niepowtarzalną możliwość wymiany doświadczeń, promocji osiągnięć i budowania partnerstw.

We wrześniu 2018 r. w Budapeszcie rywalizować będą ze sobą reprezentanci 28 państw w 36 dyscyplinach. To łącznie ok. 600 zawodników, których oceniać będzie niemal 500 najlepszych w swoich dziedzinach ekspertów z Europy. W polskiej reprezentacji znajdą się młodzi specjaliści od florystyki, gastronomii, fryzjerstwa, murarstwa, mechatroniki oraz tynkarstwa i suchej zabudowy. Koordynatorem wyjazdu będzie FRSE.

 

Uwolnić biznes – FRSE w Katowicach

Jakie są oczekiwania współczesnego rynku pracy? Jakie są pożądane kompetencje i kwalifikacje zawodowe? I co program Erasmus+ może zaoferować gospodarce – zarówno krajowej, jak i zagranicznej? Te i kilkadziesiąt innych kwestii omawiano podczas VII Europejskiego Kongresu Małych i Średnich Przedsiębiorstw (EKMŚP), zorganizowanego w dn. 18-20 października 2017 r. przez Regionalną Izbę Gospodarczą w Katowicach. W spotkaniu wzięło udział ponad 6 tysięcy uczestników z 30 krajów, w tym przedstawiciele FRSE. W trakcie czterech paneli eksperckich przekonywali oni, że by zmienić życie, trzeba otworzyć umysł – na to co nowe, inne, nieznane, a przez to także wzbudzające obawę. Podkreślali też, że kształcenie dualne i inwestowanie w rozwój „zawodowców” (czyli osób kształcących się w szkołach zawodowych), jest drogą do osiągania sukcesów przedsiębiorstw i budowania kompetentnej i lojalnej kadry. Pokazywali również, że pracownicy, którzy skorzystali z europejskich programów edukacyjnych mają szersze horyzonty, nie boją się wyzwań, są otwarci na świat i chcą nadal się rozwijać.
MZ

 

Kształcenie zawodowe na Kongresie 590

Ponad 3500 gości – głównie przedsiębiorców, polityków i samorządowców – wzięło udział w II edycji Kongresu 590 w Rzeszowie. Głównym elementem spotkania były wystąpienia prezydenta Andrzeja Dudy, premier Beaty Szydło i wicepremiera Mateusza Morawieckiego. Zorganizowano również kilkadziesiąt paneli dyskusyjnych. W jednym z nich, dotyczącym współpracy między biznesem a sektorem edukacji, wzięli udział m.in. dyrektor generalny FRSE dr Paweł Poszytek oraz wiceminister edukacji Marzena Machałek. Eksperci nie mieli wątpliwości, że bez aktywnego udziału przedsiębiorców nie uda się podnieść jakości szkolnictwa zawodowego. Przedstawiciele biznesu przekonywali natomiast, że są gotowi do pomocy, ale państwo musi powstrzymać emigrację młodzieży. Partnerem panelu był „Dziennik Gazeta Prawna”.

Nie ma takiego ministerstwa edukacji w Europie, które samodzielnie decydowałoby o kształcie edukacji zawodowej. Można to robić tylko we współpracy z przedsiębiorcami.Marzena Machałek, wiceminister edukacji podczas Forum 590 w Rzeszowie

 

Rozbiegany Erasmus

34 sześcioosobowe sztafety (czyli 204 osoby) wzięły udział pod koniec września w imprezie sportowej Bieg Erasmusa zorganizowanej w ramach Europejskiego Tygodnia Sportu oraz z okazji 30-lecia programu. Oprócz drużyn polskich wystartowały też zagraniczne: z Gruzji, Rosji i Białorusi. Nie zabrakło również erasmusowych studentów z innych krajów: m.in. Węgier, Francji, Hiszpanii. Miasteczko biegowe odwiedziło ponad 500 osób. Zawody wygrała drużyna, która zebrała się spontanicznie przez internet, a jeden z jej członków poruszał się na wózku inwalidzkim. Patronat nad Biegiem Erasmusa objęły: Ministerstwo Sportu i Turystyki, Polski Komitet Olimpijski oraz radiowa Trójka. Bieg okazał się dużym sukcesem, więc został już wpisany w kalendarz imprez na 2018 rok.
Fot. Krzysztof Karpiński

 

Po raz pierwszy w Europie

Fundacja Rozwoju Systemu Edukacji zorganizowała w dn. 25-27 października 2017 r. pierwsze w Europie seminarium badawcze dotyczące badania efektów projektów realizowanych w ramach wszystkich pięciu sektorów programu Erasmus+. Spotkanie zgromadziło blisko 100 badaczy edukacyjnych i przedstawicieli narodowych agencji programu Erasmus+ z większości krajów UE. Zaprezentowano wyniki najnowszych analiz, w tym czterech przygotowanych przez FRSE wraz z zagranicznymi partnerami. Seminarium towarzyszyła sesja posterowa, podczas której można było porozmawiać z autorami badań. Wyniki konferencji zostaną podsumowane w specjalnej publikacji.
MJ
Fot. Ewa Koźbiał, FRSE

Tylko o tym, co ważne!


Scenariusz, kostiumy, muzyka, obsada… Uczestnicy projektu To jest ważne, realizowanego dzięki wsparciu Polsko-Ukraińskiej Rady Wymiany Młodzieży, postawili sobie za cel stworzenie od podstaw prawdziwego widowiska.

Zaczęło się podobnie jak w przypadku wielu innych projektów – od pomysłu rzuconego na lekcji. Bożena Zagórska-Arumińska, nauczycielka języka rosyjskiego w Społecznej Szkole Podstawowej STO z Oddziałami Dwujęzycznymi im. Ireny Sendlerowej w Ciechanowie, zaproponowała uczniom wzięcie udziału w wymianie polsko-ukraińskiej. Zareagowali z entuzjazmem. Zgłosiły się przede wszystkim osoby utalentowane: te, które śpiewają, tańczą, grają na instrumentach. Z tego też powodu przedsięwzięcie od początku miało mieć artystyczny charakter, ale – jak to w przypadku wielu projektów dwustronnych bywa – na samych wartościach artystycznych się nie skończyło.

Partnerem w projekcie zostało Gimnazjum nr 117 im. Łesi Ukrainki w Kijowie. Pytani o motywację uczniowie z Ciechanowa zgodnie twierdzili, że to właśnie chęć poznania kolegów z innego kraju skłoniła ich do działania. – Na początku byłem nastawiony sceptycznie, bałem się, że nie poradzę sobie językowo. Jednak za namową moich sióstr i mamy pojechałem i nie żałuję ani chwili – mówi Staś Bronowski, jeden z uczestników projektu.

Ani słowa

Uczniowie z Polski i Ukrainy rozpoczęli prace nad spektaklem już pierwszego dnia spotkania w Kijowie. Na początek postanowili wspólnie poszukać odpowiedzi na pytanie: „Co jest dla nas ważne? Czy uda się znaleźć wartości uniwersalne dla młodzieży z Polski i Ukrainy?”.

Oczywiście, że się udało – młodzi od razu znaleźli wspólny język. Zdecydowali, że w trakcie spektaklu podzielą się ze światem swoją wizją przyjaźni, miłości, wolności i tolerancji. – Okazało się, że uczniowie z Kijowa mają takie same zainteresowania i są bardzo uzdolnieni. Praca w tym projekcie, mimo że była czasami bardzo ciężka, sprawiała nam wielką przyjemność – wspominają teraz uczestnicy przedsięwzięcia.

Uczniowie pracowali na Ukrainie i w Polsce łącznie przez 20 dni. Lista spraw do przygotowania była bardzo długa – finałowy spektakl miał się odbyć w Powiatowym Centrum Kultury i Sztuki w Ciechanowie, dodatkowo miał zostać nagrany w stylu teatru telewizji. Trzeba było stworzyć projekty plastyczne, układy choreograficzne i filmy, które miały być wyświetlane przed poszczególnymi częściami przedstawienia. Należało też dobrać utwory muzyczne i kostiumy, przygotować wokalistów i muzyków. A przede wszystkim – napisać scenariusz i dopracować grę sceniczną. Zadanie było tym trudniejsze, że ze sceny miało nie paść ani jedno słowo – aktorzy mieli ukazać wymyślone przez siebie historie tańcem, mimiką, śpiewem i grą.

Euromajdan

Poważny problem trzeba było pokonać jeszcze przed spektaklem. Główna solistka grupy tanecznej, Zosia, podczas próby generalnej skręciła nogę. Błyskawicznie trzeba było zastąpić osobę, która występowała w większości scen i wiodła taneczny prym w całym widowisku. – Musieliśmy natychmiast znaleźć zastępstwo. W przeddzień premiery odbyły się castingi na rolę Zosi. Byliśmy przerażeni, sądziliśmy, że nie poradzimy sobie z tym problemem. Okazało się jednak, że młodzież doskonale zna układy taneczne – opowiada koordynatorka projektu Bożena Zagórska-Arumińska.

Co ciekawe, kontuzja wyszła niektórym na dobre. Ze względu na brak Zosi musiały nastąpić przesunięcia w poszczególnych scenach. Do pomocy zgłosiły się osoby mniej zaangażowane w spektakl. Otrzymały dodatkowe role, z którymi świetnie dały sobie radę.

Zgodnie ze scenariuszem spektaklu uczniowie po kolei prezentowali wybrane przez siebie wartości. Jedna ze scen przedstawiała historię miłości. Od młodości, zakochania, poprzez ślub i założenie rodziny, aż po wyjazd głównego bohatera… na wojnę. Dlaczego wojnę?

Ważnym punktem odniesienia dla młodych artystów były wydarzenia na Ukrainie. Cztery lata temu na placu Niezależności w Kijowie zaczęły się manifestacje przeciwko polityce ówczesnego prezydenta Wiktora Janukowycza. W trakcie masowych protestów, które przerodziły się w rewolucję i wojnę domową, zginęło wiele osób. Dla młodzieży żyjącej w Unii Europejskiej te wydarzenia wydawały się dość odległe. Ale podczas wyjazdu na Ukrainę uczestnicy wymiany zrozumieli, że Kijów nie leży za znanymi z bajek siedmioma górami. Miejsce, w którym tak niedawno ginęli ludzie, jest całkiem blisko.

O tym, jak mają się potoczyć wojenne losy bohatera historii o miłości polscy i ukraińscy uczniowie musieli w końcu zdecydować w… głosowaniu. Czy ma wrócić do żony i dziecka – czy zginąć? Podczas warsztatów, w trakcie których pracowano nad scenariuszem, problem ten wywołał gorącą dyskusję. Polacy, aby dodać dramatyzmu, proponowali uśmiercić bohatera. Ukraińcy, dla których wojna jest doświadczeniem dużo bliższym, a często nawet bezpośrednim, walczyli o to, by mąż wrócił do domu. Po głosowaniu bohater szczęśliwie przeżył.

Doświadczenia związane z wojną okazały się też niezwykle ważne w scenach dotyczących wolności. Poświęcono jej dwie mini-etiudy taneczne – piękne i wzruszające – opracowane w narodowych grupach. W polskiej prezentacji bohaterka wyzwala się z wiążących ją więzów, a na scenie w półmroku nie widać nic prócz białej, tańczącej postaci. Z kolei w obrazie ukraińskim Wolna Osoba biciem swego serca budzi zniewolonych ludzi z głębokiego snu.

Droga w dorosłość

Podczas spektaklu niejedna osoba uroniła łzę wzruszenia. A i sami uczestnicy mówili, że płakali na każdej próbie. – Naszego przedstawienia nie zapomnę do końca życia. Pokazało mi, ile ludzi na świecie ma takie same zainteresowania co ja oraz uświadomiło, że razem możemy zdziałać cuda – mówi Staś Bronowski. Z kolei Basia Smolińska wspomina: – Spektakl był piękny i wzruszający. I bardzo podobał się publiczności. My byliśmy bardzo szczęśliwi, że mogliśmy dać widzom tak wiele wrażeń i emocji.

Opiekunki dzieci – dyrektorka szkoły z Ciechanowa Katarzyna Stawicka oraz wicedyrektorka gimnazjum z Kijowa Natalija Tokar – nie mają wątpliwości, że projekt zmienił uczestników. Obie podkreślały po spektaklu, że w trakcie prac uczniowie wydorośleli, zrozumieli wiele rzeczy, zaczęli inaczej myśleć o świecie. Zdali sobie sprawę, że wojna nie jest czymś odległym, że dotyczy ich przyjaciół.

Niezwykłe było również poświęcenie i zaangażowanie młodzieży w dodatkową działalność – pomimo obowiązków w szkole. Niektórzy uczestnicy przyznali, że z powodu zbliżających się egzaminów nie wezmą udziału w przyszłorocznej wymianie, jednak na pytanie, czy był to czas stracony, odpowiadali zdecydowanie, że nie. Pozostali, czując niedosyt, powoli zabierają się do prac nad nowym tematem. Na lotnisku Polacy i Ukraińcy nie żegnali się więc na zawsze. Pozostała nadzieja na kolejny projekt – tylko o tym, co ważne.
Fot. SSP STO im. I. Sendlerowej w Ciechanowie

Chcesz wiedzieć więcej? Wejdź na:
http://steup2017.blogspot.com.

Podglądaj i podaj dalej


Uczniowie ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi już dawno przestali być tematem tabu. Stali się wyzwaniem dla swoich pedagogów, o czym przekonali się nauczyciele wspomagający z Zespołu Szkół nr 6 we Wrocławiu.

W 2016 r. w polskich szkołach podstawowych i gimnazjach uczyło się ponad 15,6 tys. dzieci z autyzmem i zespołem Aspergera. By zapewnić im lepszą opiekę, w wielu placówkach zatrudniono nauczycieli wspomagających – pedagogów, którzy pomagają nauczycielom prowadzącym zajęcia. Służą radą i doświadczeniem w doborze form i metod współpracy z uczniami, podpowiadają, co się sprawdza, a co nie działa, potrafią też wyjaśnić, dlaczego dziecko reaguje w ten, a nie inny sposób.

Rosnąca rola nauczycieli wspomagających skłoniła pedagogów tej specjalności z Wrocławia do poszukiwania nowych modeli nauczania i innowacyjnych rozwiązań za granicą. Nauczycielki z Zespołu Szkół nr 6 postanowiły czerpać od najlepszych, dlatego wyjechały do Beverley School and Service for Children with Autism w Middlesbrough, jednej z najsłynniejszych placówek specjalistycznych dla dzieci ze spektrum autyzmu. Tam przez cztery intensywne tygodnie poznawały pracę nauczycieli wspomagających, obserwując ich codzienne obowiązki w ramach projektu job shadowing.

Okazji do nauki było aż nadto: codzienne odprawy, spotkania z brytyjskimi nauczycielami, zajęcia z dziećmi w różnym wieku. Trzeba było mieć oczy i uszy szeroko otwarte. I zachować maksymalną koncentrację, by chłonąć każde słowo. Nauczycielki obserwowały zajęcia prowadzone przez specjalistów, pracowały jako nauczyciele wspomagający, uczestniczyły też w spotkaniach kadry i zespołów wychowawczych, gdzie dokładnie omawiano trudne zachowania uczniów oraz problemy, z którymi mierzyli się pedagodzy. Podczas tych spotkań można było też zaplanować działania na kolejne dni.

Jednym z głównych celów wyjazdu było poznanie specjalistycznego słownictwa w języku angielskim, którego używa się w pracy pedagoga wspomagającego. Z czasem ważniejsze stało się jednak przełożenie efektów miesięcznych obserwacji ze szkoły partnerskiej na realia polskiej placówki, a tego nie da się zrobić w skali jeden do jednego. Na podstawie miesięcznej obserwacji pracy nauczycieli w Middlesbrough pedagodzy z Wrocławia opracowali i wdrożyli w swojej szkole kompleksowy model pracy nauczyciela wspomagającego, który teraz chętnie podpatrują pracownicy innych dolnośląskich placówek. Jakie były dwa najbardziej praktyczne rozwiązania wyniesione z Beverley School i zastosowane przez wrocławianki? Po pierwsze – zakup słuchawek dla dzieci z dużą wrażliwością na dźwięki. Po drugie – założenie każdemu dziecku z orzeczeniem o specjalnych potrzebach dziennika, w którym pedagog notuje uwagi o jego zachowaniu.

Louis Pasteur twierdził, że wiedza nie ma właściciela. W myśl tej zasady, po miesięcznym pobycie w Middlesbrough pedagożki z Wrocławia postanowiły przekazać wypracowany model nauczyciela wspomagającego dalej. Przygotowały prezentacje i filmiki dotyczące pracy z uczniami o specjalnych potrzebach edukacyjnych, zwłaszcza ze spektrum autyzmu. Mogły je przedstawić w trakcie trzech konferencji, w których wzięły udział. Zaniosły je również do sześciu lokalnych szkół szczególnie zainteresowanych sposobami pracy z autystycznymi dziećmi. Podczas szkoleń w poradniach i placówkach edukacyjnych nauczycielki nie słyszały pytania „Po co to robić?”, tylko „Jak robić to dobrze?”. Polskie dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi czeka więc wsparcie na najwyższym europejskim poziomie.

  • TYTUŁ: Praca z uczniem niepełnosprawnym – implementacja dobrych praktyk
  • PROGRAM: Erasmus+ Edukacja szkolna
  • ORGANIZATOR: Zespół Szkół nr 6 z Wrocławia
  • CZAS REALIZACJI: 2015 r. – 2017 r.

Czapki z głów


Dwa lata temu pięć europejskich uczelni wojskowych rozpoczęło prace nad ujednoliconym, semestralnym programem nauczania. Nikt się wtedy nie spodziewał, że efekty mogą przerosnąć oczekiwania.

Rozmowa z Anną Zamiar-Ziółkowską, koordynatorką projektu Creating international semester regarding military education needs for future officers in Europe z ramienia Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Lądowych im. gen. Tadeusza Kościuszki we Wrocławiu

W jaki sposób narodził się pomysł?

Uczelnia, którą reprezentuję, jest członkiem forum uczelni wojskowych, tzw. International Military Academic Forum, w skład którego wchodzą także akademie z: Czech, Węgier, Austrii i Rumunii. W minionych latach współpracowaliśmy w ramach programu Erasmus+, ale z uwagi na specyficzny, wojskowy charakter szkół, studentom nie było łatwo z niego korzystać. Między uczelniami istnieją znaczne różnice programowe, np. nasz program charakteryzuje duża liczba zajęć specjalistycznych. Wpadliśmy więc na pomysł nawiązania współpracy nad stworzeniem wspólnego programu kształcenia dla studentów studiów I stopnia.

Jaki był cel prac?

Chodziło nam o stworzenie jak największej liczby modułów kształcenia, które można by uznać za wspólne dla przyszłych oficerów UE, i które składałyby się na program ujednoliconego semestru kształcenia międzynarodowego. Chcieliśmy, by uruchomienie tego programu – mniej więcej na tych samych poziomach studiów – umożliwiło studentom swobodny przepływ między uczelniami i realizowanie w tym samym momencie tego samego programu, bez konieczności późniejszego nadrabiania różnic.

Czy program już działa?

Każda uczelnia wdraża go w swoje narodowe programy kształcenia w miarę swoich możliwości. Nasi partnerzy z Rumunii przeszli już akredytacje, my również wpisaliśmy wszystkie dziewięć modułów w program kształcenia na kierunku Dowodzenie.

Zaletą programu jest fakt, że jego poszczególne moduły można wykorzystywać samodzielnie, dlatego też te uczelnie, które nie są w stanie przyspieszyć procesów akredytacyjnych, zaimplementowały po trzy, cztery moduły, a w kolejnych latach akademickich przewidują dołączenie kolejnych. W przyszłości w programach nauczania pojawią się też okienka mobilnościowe, by w trakcie II semestru II roku studiów licencjackich studenci mogli swobodnie zmieniać uczelnie.

Czy podczas realizacji projektu mieli Państwo słabsze momenty?

Najtrudniejsze było koordynowanie prac pięciu uczelni. Dobrze się znaliśmy, ale pogodzenie różnych pomysłów, punktów widzenia i systemów prawnych było sporym wyzwaniem. Druga kwestia to komunikacja w języku obcym. Dużo czasu spędzaliśmy nad tym, by dookreślić ustalenia i w podobny sposób je rozumieć i opisywać.

Projekt się skończył – co teraz?

Nowy projekt (śmiech). Tuż po zakończeniu pierwszego, od razu rozpoczęliśmy kolejny. Uznaliśmy, że pięć uczelni w jednej inicjatywie to jednak sporo, więc do tego przedsięwzięcia zaprosiliśmy tylko dwie akademie – z Grecji i Portugalii. Wspomagać nas będą Włosi i Amerykanie. Nowa inicjatywa nosi tytuł International Military Leadership Academy. Zwieńczeniem projektu będzie kilka modułów, poprzez naukę których studenci będą mogli rozwijać swoje kompetencje przywódcze. Oficer to ktoś, kto musi przewodzić, dlatego chcemy te kompetencje rozwijać tak, by absolwenci naszych uczelni mogli je wykorzystać w wielokulturowym środowisku.

W Pani głosie słychać entuzjazm.

To prawda. Zależy nam na tym, aby młodym ludziom, którzy podejmują studia wojskowe, ułatwić zdobywanie międzynarodowego doświadczenia. Wszyscy widzimy, jak niebotycznie rozwijają się ich kompetencje po trzech czy czterech miesiącach spędzonych na wymianie studenckiej za granicą. Dążymy do tego, by Europa stawała się jednym organizmem. Myślę, że na poziomie naszych uczelni już udało się to osiągnąć.

Rozmawiała Marzena Indra

Integracja to za mało


Włączenie społeczne uczniów ze specjalnymi potrzebami nie polega na równym traktowaniu. Wręcz przeciwnie – do każdego dziecka w szkole należy podchodzić inaczej, podobnie jak do roślin w ogrodzie. eTwinning może w tym pomóc.

Do Babington Academy w Leicester uczęszcza ponad 1110 uczniów, pochodzących z 38 krajów. Dla ponad połowy z nich angielski nie jest pierwszym językiem. Kilkunastu jeszcze niedawno żyło w „dżungli” pod Calais. Ponad 40 proc. ma kłopoty z komunikacją, kilka kolejnych procent – zaburzenia ze spektrum autyzmu lub jest niepełnosprawnych. Gdy władze szkoły zaczęły przy drzwiach wejściowych wieszać flagi krajów pochodzenia wychowanków, w ciągu 14 lat uzbierało się ich 98. A mimo to Mark Penfold z Babington Academy mówi jasno: – To szkoła ma się przystosować do uczniów, a nie uczniowie do szkoły. Nieważne, jakim kosztem.

Mark Penfold był gościem corocznego spotkania programu eTwinning, zorganizowanego na Malcie pod koniec października 2017 r. Przyjechał, by opowiedzieć, jak może – i powinno wyglądać w praktyce włączenie społeczne uczniów. – Tu nie chodzi o dostęp do budynku czy klasy. Chodzi o zapewnienie wszystkim pełnego udziału w realizowanych zajęciach. I proszę nie mylić tego z równym traktowaniem. Włączenie społeczne wymaga zupełnie czegoś innego: zakłada inne, indywidualne traktowanie. Do każdego ucznia trzeba podejść inaczej, dokładnie jak do roślin w ogrodzie. Każda z nich lubi co innego – jedna słońce, druga cień – przekonywał Penfold.

Ekspert z Leicester zwrócił też uwagę na postawę nauczycieli – ich otwartość i gotowość do pracy. Poprosił trzy osoby z sali, by zmierzyły kartkę, korzystając z wręczonych im linijek. Zadanie wydawało się proste, ale… każdy z uczestników uzyskał inny wynik. Penfold pocieszył skonsternowanych. – Wiecie, dlaczego uzyskaliście złe wyniki? Bo mierzycie złą miarą, dałem wam linijki dłuższe od normalnych – powiedział. – Dokładnie tak samo będzie z pracą w szkole. Niczego nie osiągnięcie, jeśli wasze podejście będzie błędne – na przykład pełne uprzedzeń wobec koloru skóry.

Włączenie czy segregacja

Wykład M. Penfolda nie był przypadkowy – włączenie społeczne było głównym tematem październikowego spotkania. Organizatorzy chcieli zwrócić uwagę, że projekty realizowane w programie eTwinning, polegające na zdalnej współpracy szkół w Europie, są idealnym narzędziem włączenia społecznego. Dowodów nie zabrakło – podczas spotkania przedstawiono całą serię projektów, w których osoby o mniejszych szansach były w centrum uwagi. Prezentowała je m.in. Marina Screpanti, włoska nauczycielka i ambasadorka eTwinning. – We włączeniu chodzi o to, by uczniowie o specjalnych potrzebach wspólnie uczestniczyli we wszystkich działaniach organizowanych w szkole, bo przynosi to doskonałe rezultaty – tłumaczyła. – Właśnie dlatego dla głuchych dzieci w mojej placówce zorganizowaliśmy projekt poświęcony językowi migowemu, a dla dyslektyków – przedsięwzięcie bez książek – mówiła.

Źródło: So he cares, Mark Penfold, Babington Academy Leicester

 

Czy takie indywidualne podejście, jest możliwe w szkołach nad Wisłą? Polscy nauczyciele przyznają z ulgą, że wyzwania przed nimi stojące są nieco mniejsze. Nie ma u nas tej skali zróżnicowania etnicznego uczniów, co w Wielkiej Brytanii, choć zdarzają się lokalne wyzwania – z mniejszością romską w Małopolsce czy ukraińską

na Podlasiu. – Mamy za to – jak wszędzie na świecie – uczniów różniących się możliwościami, mamy też mniej lubianych, którzy ze względu na brak akceptacji nie angażują się w działania podczas lekcji – przyznaje Sławomir Hajnas z Liceum Ogólnokształcącego im. Mikołaja Kopernika w Tarnobrzegu. – Szczególne, zróżnicowane traktowanie uczniów, o którym mówił Mark Penfold, jest więc konieczne. Nie można stawiać im jednakowych wymagań, tak jak nie oczekujemy tego samego od żaby i kota. Ta pierwsza nie wespnie się przecież na drzewo – tłumaczy.

Problem zaczyna się jednak, gdy słuszne idee włączenia społecznego trzeba zastosować w praktyce. – Czy każdy polski nauczyciel będzie w stanie podołać temu zadaniu – mam wątpliwości – przyznaje Sławomir Hajnas. – Są tacy, którzy mają swoje przyzwyczajenia i nie odejdą od nich nawet wtedy, gdy przedstawi się im konkretne argumenty – dodaje. Przyznaje jednak, że istnieją też problemy obiektywne. – Czy podczas lekcji jestem w stanie indywidualnie traktować 20 uczniów? Nie, nie jestem – mówi szczerze. – Zamiast tego w mojej szkole podzieliliśmy klasy na grupy, według wiedzy uczniów i ich możliwości. Każda jest traktowana inaczej. Ale czy to jest włączenie, czy raczej segregacja? – pyta sam siebie.

Skalę wyzwania dostrzega również Celina Świebocka ze Szkoły Podstawowej w Jazowsku (nagrodzona na Malcie za projekt Spielend Neues Lernen). – Na klasę na ogół przypada dwóch-trzech uczniów z tzw. opinią – czyli zaświadczeniem o różnego rodaju dysfunkcjach, np. dysleksji. Podczas lekcji zajmują miejsca blisko mnie i poświęcam im nieco więcej czasu. Ale 45 minut lekcji nie zawsze wystarcza, by do każdego ucznia dopasować konkretne ćwiczenia i materiał. A gdyby jeszcze dzieci ze specjalnymi potrzebami było więcej? To byłby olbrzymi problem. Do pracy z nimi trzeba się przecież dodatkowo przygotowywać, opracowywać specjalny materiał, myśleć o tym – mówi.

Dodatkowym problemem jest to, jak na wyjątkowe traktowanie uczniów ze specjalnymi potrzebami zareagują pozostałe dzieci i ich rodzice. Czy zrozumieją, że porównywanie świadectw na koniec roku nie ma sensu? – Rodzice kształcili się 20-30 lat temu, czasem więc trudno im zrozumieć, dlaczego dwóch uczniów dostaje piątki, choć de facto jeden umie więcej od drugiego – przyznaje Sławomir Hajnas. – Nie ma wyboru, trzeba to cierpliwie tłumaczyć – dodaje Celina Świebocka. – Na szczęście, już sami uczniowie zauważają, że niektórym jest trudniej, więc nauczyciele dostosowują im wymagania – dodaje.

Nadzieja w eTwinningu

Nauczyciele nie mają wątpliwości, że przynajmniej z częścią z tych problemów są w stanie poradzić sobie dzięki eTwinningowi – programowi, w którym tematy przedsięwzięcia można idealnie dopasować do uczniów, w którym nie ma ocen i limitu czasu. Potwierdza to Celina Świebocka. – Organizujemy projekty właśnie po to, by nadrobić to, czego nie uda się utrwalić w trakcie lekcji– czyli lepiej zaopiekować się tymi, którzy radzą sobie gorzej lub z innych względów mogą poczuć się odtrąceni – mówi.

I podaje przykład: – W jednym z moich projektów wziął udział uczeń, który oprócz problemów w nauce miał bardzo trudną sytuację rodzinną – i ocenę niedostateczną na półrocze. Ale co tydzień przychodził do nas na dodatkowe zajęcia, by rozwiązywać quizy. I na koniec znalazł się w pierwszej dziesiątce, choć inni uczniowie byli zdolniejsi. Do pracy z takimi dziećmi eTwinning naprawdę nadaje się znakomicie – dodaje.

Sławomir Hajnas podsumowuje: – Nie osiągniemy celu, o którym mówił M. Penfold z dnia na dzień. I chyba nawet nie o to chodzi. Ważne jest to, by stale robić postępy. I projekty programu eTwinning doskonale w tym pomagają.

Fot. Monika Regulska

Język programowania jest uniwersalny


– Dzięki kodowaniu dzieci przekraczają swoje granice. Pięciolatki z radością zajmują się obliczaniem obwodu czy pola prostokąta – mówi Anna Świć, gość konferencji podsumowującej kampanię Programowanie z eTwinning.

Celem kampanii było wsparcie szkół i pedagogów w nauczaniu programowania. Trwające rok przedsięwzięcie obejmowało regionalne seminaria szkoleniowo-kontaktowe w kilkunastu miastach Polski. Zespół Krajowego Biura eTwinning przygotował też bezpłatne kursy online dotyczące nauki kodowania na różnych poziomach, opisy projektów wykorzystujących elementy programowania oraz scenariusze lekcji. Na konferencjach nauczyciele mogli poznać dobre praktyki i zainspirować się sukcesami innych. Na przykład Anny Świć z Przedszkola nr 83 w Lublinie, autorki bloga Kodowanie na dywanie, która była gościem konferencji podsumowującej kampanię, zorganizowanej w Warszawie 28 września br.

Skąd pomysł na prowadzenie bloga Kodowanie na dywanie?

Zaczęło się ponad dwa lata temu od udziału w pilotażowej edycji Mistrzów Kodowania Junior. Pomyślałam: „Ja i kodowanie! Co to jest?”. Zaczynaliśmy pracę z uczniami, trzymając się propozycji, które dostaliśmy w programie, ale po pewnym czasie zaczęliśmy poszerzać program o nasze autorskie pomysły. Wtedy zaczęłam pisać bloga. Skupiłam się na zabawach offlajnowych – głównie dlatego, że pracuję z małymi dziećmi, ale też z tego powodu, że z dostępem do sprzętu w szkołach różnie bywa. I tak powstało Kodowanie na dywanie.

Kodowanie nie jest obowiązkowe w edukacji wczesnoszkolnej. Czy warto małe dzieci uczyć tej trudnej sztuki?

Trudnej? Kodowanie nie jest trudne! Wszystko zależy od podejścia nauczyciela i uczniów. Na początku mojej przygody było to dla mnie zupełnie abstrakcyjne. Jak uczyć tego małe dzieci? Wydawało mi się to niewykonalne. A teraz nie wyobrażam sobie inaczej prowadzić zajęcia. To nie są osobne zajęcia dydaktyczne. Nasz program realizujemy na różnych przedmiotach, np. na matematyce. Dzięki kodowaniu dzieci przekraczają swoje granice, wychodzą daleko poza program. Proszę sobie wyobrazić pięciolatki i układ współrzędnych, pojęcie symetrii, obliczanie obwodu, pola prostokąta i kwadratu. Kodowanie wykorzystujemy również na zajęciach polonistycznych i artystycznych.

Podczas konferencji eTwinningu pokazuje Pani nauczycielom, jak dobrze prowadzić takie zajęcia. Skąd czerpie Pani inspiracje?

Z życia (śmiech). Czasem zobaczę na ulicy coś zupełnie niezwiązanego z tematem, a potem przychodzi olśnienie i wykorzystuję to na zajęciach. Większość materiałów, na których pracuję, to materiały samodzielnie zrobione.

Ale korzysta też Pani z inspiracji z zewnątrz. Czy platforma eTwinning w tym pomaga?

Dzięki platformie mogę realizować projekty z kimś, kto jest daleko – w internecie możemy się spotykać i wymieniać informacjami. Moja grupa przygotowała np. układ taneczny zakodowany w formie strzałek. Nasi partnerzy musieli rozszyfrować kod i zamienić go na język tańca. Wielka była radość dzieci, gdy przekonały się, że ich rówieśnicy zrozumieli zadanie i poprawnie je wykonali.

Nieznajomość języka obcego nie jest barierą w realizacji takich projektów?

Nie, nie jest. Nauka języka jest efektem ubocznym realizowanych działań – zarówno dla uczniów, jak i nauczycieli. Chciałbym zachęcić nauczycieli do otwartości i realizacji programów międzynarodowych. Nawet jeśli poziom znajomości języka jest dla nich przeszkodą, nie powinni się zrażać. Są dziś różne narzędzia wspierające komunikację w językach obcych i trzeba z nich korzystać. Z czasem, realizując projekt, nabiera się otwartości i umiejętności komunikacyjnych. A język programowania jest przecież uniwersalny!
Rozmawiała Karolina Kalinowska
Fot. K. Pacholak