Inspirare znaczy brać oddech – rozmowa z Mateuszem Grzesiakiem


Kim tak naprawdę jest EDUinspirator? Jakie cechy powinien posiadać, żeby zarówno skutecznie edukować, jak i inspirować?
Tytuł EDUinspirator to fascynująca kombinacja. Łączy dwa, pozornie różne światy. Pierwszy – świat edukacji – jest kojarzony (przynajmniej przez moje pokolenie) z Wielką Nudą: koniecznością wpasowania się w system szkolny, przymusowym zdobywaniem wiedzy, która wydawała się kompletnie bezużyteczna. Nauczono nas, jak nazywa się stolica Burkina Faso, poznaliśmy budowę pantofelka, opanowaliśmy logarytmowanie, nie mając pojęcia, po co to robimy, zwykle przekonani, że jest to wiedza bezużyteczna. Drugi świat – świat inspiracji – to miejsce, w którym nauczyciel nie jest zwykłym przekaźnikiem wiedzy i umiejętności. Ma autorytet, choć nie jest autorytarny. Ów nauczyciel, bez względu na to, czego i gdzie uczy, potrafi sprawić, że uczniowie mają zupełnie inne podejście do uczenia się, nawet, jeśli muszą opanować materiał obowiązkowy, niezbędny do jakiegoś zaliczenia.

Pan też uczył się po to, żeby zaliczyć?
Kiedy studiowałem psychologię, otrzymałem zestaw narzędzi, które wówczas opanowałem głównie po to, żeby zdać egzaminy. Zupełnie niedawno przekonałem się, jak bardzo mogą być przydatne.
W Brazylii, dokąd pojechałem prowadzić zajęcia, zostałem porwany. Brzmi to dramatycznie, ale akurat tam to dość częsta „przygoda”, takich porwań jest w każdym mieście po 2-3 dziennie. Dzięki umiejętnemu zastosowaniu narzędzi psychologicznych wszystko skończyło się dla mnie całkiem niegroźnie. To był najważniejszy egzamin w moim życiu!

Jak Pan to zrobił?
Po pierwsze, zachowałem spokój, a nawet rozśmieszyłem moich porywaczy. Po drugie – znalazłem podobieństwa między mną a nimi: okazało się, że jesteśmy ojcami córek. Po trzecie, wmówiłem im, że polskie karty kredytowe nie działają w brazylijskich bankomatach, a mój zegarek – cenna pamiątka rodzinna – jest niewiele wart, skoro nie ma świecącej tarczy.

Żeby to się udało, trzeba nie tylko znać odpowiednie narzędzia, ale także umieć się porozumieć…
Prowadzę międzynarodowe szkolenia w pięciu językach, w Europie i na rynku latynoskim. Języki są mi potrzebne do pracy, okazało się jednak, że ich biegła znajomość może uratować życie, a w każdym razie – zawartość konta bankowego.

Trudno o lepszą motywację, żeby uczyć się języków…
Właśnie – motywację! Motus to po łacinie powód. EDUinspirator potrafi pokazać uczniom powód, dla którego warto opanować pewne umiejętności. Jednym przyda się geografia, bo myślą o podróżach, innym biologia, żeby zrozumieć otaczający świat czy… samego siebie. Powodów jest tyle, ilu ludzi, a do każdego z nich trzeba umieć trafić z właściwą argumentacją, a najlepiej – własnym przykładem. Pokazać, jak ma dojść tam, gdzie chciałby dotrzeć, i towarzyszyć mu w tej drodze.

Towarzyszyć, nie prowadzić?
EDUinspirator to ktoś, komu uczniowie szczególnie wierzą, mają do niego zaufanie. Ale to również ktoś, kto jest najszczęśliwszy, gdy uczeń przerośnie mistrza.

Gdy uda się go naprawdę zainspirować?
Inspirare to po łacinie brać oddech. Inspirator pomaga wziąć bardzo głęboki oddech.

Rozmawiała Anna Pawlak

Rozmowa z Mateuszem Grzesiakiem, trenerem rozwoju osobistego, psychologiem, coachem i autorem ukazała się w numerze 2/2014 „Europy dla Aktywnych”