Ja po prostu wciąż się uczę – wywiad z Jolantą Okuniewską


Kiedy moi uczniowie wchodzą do klasy, nie pytają, czy dziś będzie tablet na lekcji, tylko po prostu – co ciekawego będziemy robić na zajęciach? Jolanta Okuniewska, pierwsza Polka nominowana do Global Teacher Prize, opowiada o pasji, nowoczesnych technologiach i nauce przez całe życie.

Czy wprowadzanie technologii do szkół jest potrzebne?
Uważam, że tak. Dzieci są otoczone technologiami, tymczasem szkoły wciąż bywają skostniałe – nie wykorzystują tych technologii do celów edukacyjnych. Uczniom wydaje się wtedy, że aplikacje to tylko zabawa, klikają wyłącznie dla zabicia czasu. W mojej klasie tablet wykorzystywany jest tylko do celów edukacyjnych. Owszem, dzieci się bawią, bo uczą się przez zabawę, ale dobór aplikacji dyktowany jest wyłącznie osiąganiem celów edukacyjnych. Poza tym ważny jest sam sposób wykorzystania tabletu i ilość nowoczesnych technologii w klasie. U mnie tablet nie zastępuje tradycyjnego sposobu pisania – używam go w celu pobudzenia kreatywności uczniów. Chodzi o to, żeby mogli ze sobą współpracować i wymieniać się tym, co zrobią. Trzeba mieć pomysł na wykorzystanie nowoczesnych technologii. Jeśli się takiego pomysłu nie ma, to rzeczywiście lepiej ich nie wprowadzać.

Jak wyglądał początek Pani pracy z nowymi technologiami na lekcjach? Były opory albo wątpliwości ze strony dyrekcji?
Moje pomysły były przyjmowane ze spokojem i życzliwością. Nikt mnie nie blokował, wręcz przeciwnie – byłam zachęcana do podejmowania kolejnych wyzwań. Podejrzewam, że w innych warunkach, gdybym miała trudniej, bardzo szybko by mi się odechciało.

W jaki sposób dobiera Pani aplikacje, z których korzystają dzieci?
Długo się uczyłam i poszukiwałam tych aplikacji. Zastanawiałam się, w jaki sposób będę chciała wykorzystywać tablet i wymyśliłam sobie metaforę, według której ma być on wyposażeniem piórnika, czyli ma być wykorzystywany tak często, jak gumka czy ołówek. Poszukiwałam aplikacji na blogach zagranicznych i później zastanawiałam się, co mogę z nimi zrobić. Podpatrywałam też, jakie aplikacje mają dzieci.

Przynosiły swoje tablety do szkoły?
Nie, opowiadały o tym, jakich aplikacji używają. Znaleźliśmy na przykład banalną aplikację do dekorowania choinki, ale można było na tej podstawie bardzo szybko wymyślać zadania matematyczne. Tylko kreatywność nauczyciela ogranicza możliwości edukacyjne aplikacji.
Trzeba mieć sporo pomysłów i pozbyć się lęku, że coś się nie uda. Ja się po prostu wciąż uczę.

Nauka idzie bardzo dobrze, zważywszy na nominację do Global Teacher Prize, która odbiła się dużym echem w mediach.
Bardzo się cieszę, że tak się stało. Jestem pierwsza z Polski, ale mam nadzieję, że nie będę jedyna. W naszym kraju jest bardzo dużo nauczycieli, którzy robią wspaniałe rzeczy zupełnie niezwiązane z nowoczesnymi technologiami, bo dobry nauczyciel może działać w inny sposób i mieć swoje metody pracy. Wszystko sprowadza się do tego, jaki jest ten człowiek i czy zajęcia z nim są fascynującą przygodą dla uczniów. Tablet w mojej klasie pojawił się przez przypadek, ale udało mi się stworzyć sposób pracy z nim. Wiem, że naśladują mnie nauczyciele w wielu szkołach, którzy korzystają z mojego bloga. Od samego początku piszę go właśnie z myślą o nauczycielach.

Podkreśla Pani rolę projektów międzynarodowych w rozwoju pomysłów i warsztatu. Co było impulsem do udziału w takich inicjatywach?
Koleżanka – anglistka w mojej szkole – rozpoczęła realizację projektu w programie Socrates Comenius. Zaangażowałam się w te działania, bo bardzo mi się podobały, a dodatkową zachętą do wzmożonego wysiłku była możliwość wyjazdów do szkół partnerskich i przyjrzenia się temu, jak pracują. Potem zaczęłam się również dowiadywać, w jaki sposób pozyskać środki na organizację szkoleń zagranicznych. Fakt, że nasza szkoła rozpoczęła współpracę międzynarodową był także impulsem do rozpoczęcia nauki języka angielskiego. I to była najlepsza decyzja, jaką podjęłam
w życiu, bo otworzyło się przede mną wiele drzwi – mogę się komunikować z innymi nauczycielami, zadawać pytania i wyjeżdżać bez kompleksów na kursy zagraniczne.

Spotyka się Pani z nauczycielami z różnych krajów, jaką mają opinię o polskich pedagogach?
Słyszę bardzo dużo komplementów pod adresem polskich nauczycieli. Jesteśmy rzetelnymi partnerami, bardzo obowiązkowymi, świetnie sobie radzimy z nowoczesnymi technologiami. Dodatkowo prężnie działamy w eTwinningu, dużo szkół bierze też udział w projektach programu Erasmus+.

Powiedziała Pani ostatnio, że będzie przekonywać młodych ludzi, że zawód nauczyciela to przywilej. Co doradziłaby Pani tym, którzy być może chcą zostać nauczycielami, ale boją się pójść do szkoły ze względu na brak pewności zatrudnienia?
Kiedy ja zaczynałam swoje przygody z edukacją, tych problemów nie było. Czasy są zdecydowanie inne, ale przecież nie tylko w zawodzie nauczyciela młodzi ludzie mają teraz trudniejszy start. Myślę, że potrzebna jest determinacja, bo dobrych nauczycieli szkoły będą przyjmować z otwartymi ramionami. Jeśli ma się pasję i chce się ten zawód wykonywać, warto iść za głosem serca.

Chce Pani dalej rozwijać metody pracy z tabletem?
Tak, ale będę się starać, aby przeważały aktywności typowo dziecięce. Moi uczniowie, gdy wchodzą do klasy, nie pytają, czy dziś będzie tablet na lekcji, tylko po prostu – co ciekawego będziemy robić na zajęciach?

Rozmawiała Monika Wiśniowska