Walkę z wykluczeniem każdy rozumie inaczej


Niełatwo jest podsumować europejskie osiągnięcia w walce z ubóstwem i wykluczeniem w 2010 r. Nie ma zgody nawet co do podstawowych pojęć.

Rok 2010 był Rokiem Walki z Ubóstwem i Wykluczeniem Społecznym. Przez dwanaście miesięcy instytucje publiczne i organizacje pozarządowe w całej Europie uświadamiały, przekonywały, dyskutowały i zapraszały do współdziałania w szukaniu pomysłów na ograniczenie obu niepokojących zjawisk. Duży udział w tych wysiłkach miały też podmioty zajmujące się edukacją – to ją bowiem uznaje się za jeden z najważniejszych sposobów budowania spójności społecznej i wyrównywania szans.

Czy całoroczne wysiłki przyniosły efekty? Czy udało się doprowadzić do jakichkolwiek odczuwalnych zmian? Niestety, bardzo trudno to ocenić. Przy próbie podsumowania skuteczności podjętych działań – ich zasięgu i wpływu na sytuację grup zagrożonych wykluczeniem – okazuje się, że zjawisko wykluczenia jest co do zasady trudno definiowalne. Zwykle różne wymiary marginalizacji nakładają się na siebie, a badania trzeba byłoby cyklicznie powtarzać, by ocenić trwałość efektów.

Doskonałą ilustracją tych problemów jest badanie wykonane w ramach międzyagencyjnego projektu INCLUSION. Narodowe agencje programu „Uczenie się przez całe życie” w kilkunastu krajach członkowskich spróbowały podsumować swoje działania mające na celu zwiększenie udziału w kształceniu ustawicznym grup defaworyzowanych i narażonych na wykluczenie. Badanie obnażyło m.in. niedoskonałość systemu gromadzenia informacji w agencjach oraz jego nieprzystosowanie do uzyskiwania danych na temat udziału osób z grup wymagających szczególnego wsparcia w projektach realizowanych w ramach LLP.

Podstawowa trudność w porównaniu i podsumowaniu danych pojawiła się już na etapie ustalania podstawowych pojęć. Okazało się, że istnieją poważne różnice w definiowaniu grup wymagających szczególnego wsparcia. Niektóre narodowe agencje definiują je dość wąsko – jako grupy szczególnego ryzyka, wykluczone lub zagrożone wykluczeniem; inne zaś znacznie szerzej – jako grupy o szczególnych potrzebach edukacyjnych.

W efekcie do grup „szczególnej troski” zalicza się zarówno np. osoby niepełnosprawne, czy dysfunkcyjne, jak i osoby dyslektyczne, a także dzieci wyjątkowo utalentowane, bądź osoby ze szczególnymi wymaganiami dotyczącymi diety (!). Pojęcia takie, jak uchodźcy i imigranci często są używane zamiennie, bywają też mylone z pojęciem grup etnicznych. Tymczasem każda z tych grup ma różne potrzeby i odmienne problemy; różne są też sposoby ich przezwyciężania.

Trudności w zdefiniowaniu grup wymagających szczególnego wsparcia przysparza także fakt, że większość określeń, którymi można by te grupy nazwać, ma zbyt negatywne konotacje (np. „upośledzone”, „defaworyzowane”, „dyskryminowane”). Właściwy opis wymaga więc poszukiwania omówień niewywołujących negatywnych skojarzeń, za to długich i mniej precyzyjnych. Jest to jednak konieczne, by uniknąć dodatkowego stygmatyzowania osób, które chcemy wspierać.

Dodatkową trudnością jest brak źródeł potrzebnych danych. Używane przez agencje narzędzia do celów sprawozdawczych nie dają możliwości wygenerowania szczegółowych danych na temat udziału osób z grup defaworyzowanych w projektach. Wiele projektów skierowanych jest do mieszanych grup odbiorców. Trudno też oszacować pośredni wpływ projektów na sytuację defaworyzowanych (mowa tu o projektach, w których uczestniczą osoby pracujące z tymi grupami, podnosząc swoją wiedzę i kwalifikacje).

Projekt INCLUSION zapewne tych dylematów nie rozwiąże. Badanie wskazuje jednak obszary, w których konieczne jest podjęcie konkretnych decyzji na szczeblu Agencji Wykonawczej programu w Brukseli oraz dalszych pogłębionych badań.