Budowanie współpracy


Dzięki ich innowacyjnym rozwiązaniom architektura i budownictwo zyskają na bezpieczeństwie, czasie i pieniądzach. Rozmowa z Mateuszem Frydrychem i Piotrem Tomaszewskim zawodnikami w konkursie WorldSkills 2019 w kategorii BIM – Modelowanie informacji o budynku oraz ich trenerem dr. inż. Pawłem Nowakiem

Co panowie widzą, patrząc na budynek?
Paweł Nowak: Można widzieć kolory i ozdoby, albo zastanowić się nad wytrzymałością ścian i stropów. I my, jako inżynierowie, widzimy to drugie.

Czy o to chodzi w modelowaniu informacji o budynku? By projektować stabilne obiekty?
Piotr Tomaszewski: BIM łączy ze sobą architekturę, konstrukcje i instalacje. Po scaleniu modeli z poszczególnych branż, szukamy potencjalnych kolizji, aby je zredukować podczas budowania.
PN: Podam przykład. Jeśli widzimy w projekcie, że rura przechodzi przez słup konstrukcyjny, to naszym zadaniem jest temu zapobiec.

Jak to zrobić?
PN: Załóżmy, że przygotowujemy wielki, międzynarodowy projekt. Konstrukcję projektujemy w Japonii, instalacje – w Ameryce i RPA, a w Polsce budynek stawiamy. Bez płynnej komunikacji się nie obejdzie.
Mateusz Frydrych: Sedno BIM, w porównaniu do tradycyjnych metod, leży w kolejności działania. Znany nam schemat jest taki, że najpierw architekci tworzący całą funkcjonalność budynku, przekazują projekt inżynierom obliczającym konstrukcje, którzy wysyłają go np. hydraulikom, elektrykom czy specom od wentylacji. Taka kolejność gwarantuje pojawienie się na pewnym etapie kolizji. Stosując BIM już na początku, wszyscy siadają razem: architekt wymyśla ciekawą i skomplikowaną bryłę, konstruktor wskazuje, gdzie dołożyć niezbędny element, by dało się to rzeczywiście zrobić, a instalator zwraca uwagę na to, czy np. przy tym poziomie skomplikowania budynku wszędzie będzie właściwy dopływ świeżego powietrza. I wszystkie te informacje trafiają do jednego systemu, do którego każda ze stron ma na bieżąco dostęp.

To bardzo racjonalne. Skoro jednak dotychczas takiej współpracy na etapie projektowania nie było, to czy podczas budowy instalatorzy lub budowniczy samowolnie coś zmieniali?
PN: Niestety tak. Jeśli planując, nie współpracowali z elektrykami, a elektrycy z hydraulikami i wszyscy chcieli, by ich instalacje szły w prawym górnym rogu, to wszystkie one będą po prostu na siebie nachodzić. I takie plany trafiają na budowę. Jej kierownicy mają wówczas nie lada problem, bo zmiana projektu w trakcie budowy to po pierwsze koszmar, po drugie – drożyzna.

Przy błahej kolizji zmiana będzie niewielka i inżynier na budowie sobie z nią poradzi, ale co, jeśli błąd w planie będzie zagrażał bezpieczeństwu budynku?
PN: Ingerowanie w konstrukcję na etapie budowy stwarza już niebezpieczeństwo, bo aby np. przeprowadzić wiele instalacji przez ścianę nośną, trzeba ją do tego odpowiednio przygotować na etapie projektu. Później jest na to za późno.

Dzięki BIM zyskujemy więc i bezpieczeństwo i pieniądze.
PN: Oszczędzamy zawsze, kiedy nie musimy niczego na budowie poprawiać, wiercić, przekładać łączeń z jednego miejsca w drugie. Zyskujemy więc też dużo wyższą jakość, bo przełożone instalacje są słabsze od tych robionych według pierwotnego planu, a nie spontanicznie przerobionego, bo „jutro klient odbiera obiekt”.
PT: Poza tym, dzięki równoległej pracy stron i konsultowaniu kwestii spornych na bieżąco oszczędzamy bardzo dużo czasu.
PN: Brytyjczycy, których przepisy zobowiązują już do stosowania BIM w projektach rządowych, oceniają, że oszczędność czasu sięga nawet 30 proc., a finansowa – 15. W przypadku budynku, który kosztuje miliard złotych, nie jest to mało.

Wprowadzenie i stosowanie BIM w Polsce wymaga zatem oficjalnego zadekretowania?
PN: Tak, u nas BiM jest na razie tylko zalecany.

Reprezentujecie Polskę na WorldSKills, jesteście więc najlepsi. Wpłyniecie na zmianę przepisów? Czy to wymagałoby rewolucji?
MF: Trzeba by zacząć od prawa zamówień publicznych, bo dzisiaj, w XXI w., składając wniosek o pozwolenie na budowę, wciąż nie przynosimy do urzędu modelu na płycie CD, lecz dokumentację na papierze z rysunkami 2D. To się musi zmienić. Wtedy pokażemy, co potrafimy.

Macie po 23 lata. Kończycie z WorldSkills. Teraz kariera?
PN: Chłopcy tak, ale ja za dwa lata mogę jechać do Szanghaju na WorldSkills 50+ (śmiech).
I tym razem wziąć ze sobą jakieś zawodniczki.
PN: 37 proc. studentów naszego wydziału to dziewczyny. Za moich czasów było ich 3 proc. Konkurencja i zainteresowanie dziedziną jest więc duże. Jeśli pan minister da nam miliard złotych na wybudowanie nowego wydziału – który swoją drogą zaprojektowali nasi studenci – kształcenie pójdzie pełną parą.

Rozmawiała Beata Maluchnik