Co się ciągnie za Erasmusem?


Studenci planujący wyjazd na stypendium powinni wybierać te uczelnie, do których da się wygodnie dojechać pociągiem. Ograniczenie śladu węglowego będzie w najbliższych latach jednym z największych wyzwań dla Erasmusa+

Rozmowa z prof. Mariuszem Sokołowiczem, prodziekanem ds. kształcenia Wydziału Ekonomiczno-Socjologicznego Uniwersytetu Łódzkiego, opiekunem merytorycznym projektu „Erasmus Goes Green”.

Czym jest ślad węglowy?
To jedno z pojęć wytrychów dla próbujących zmierzyć wpływ ludzkiej działalności na środowisko naturalne. Najczęściej wylicza się go dla transportu, ponieważ jest on wprost powiązany z wykorzystaniem paliw kopalnych i emisją spalin. Ślad węglowy można jednak szacować dla każdej działalności realizowanej w oparciu o energię uzyskaną z takich paliw. Przedsiębiorstwo rolne uprawiające ziemię najpierw pozostawi pewien ślad węglowy przy wytwarzaniu i zbieraniu jej płodów, a potem przy ich transporcie do miejsc magazynowania oraz sprzedaży. Jednak zwykle obliczamy ślad węglowy przy wyborze środka podróżowania. Nawet niby bezemisyjny rower nie jest go pozbawiony, bo pozostawił ślad węglowy podczas produkcji ramy czy opon w fabryce. Oczywiście, nie da się tego porównać z tonami paliwa spalanymi w czasie jednej podróży samolotem.

Na wymiany w ramach programu Erasmus+ studenci najczęściej latają.
Z perspektywy studenta, który wyjeżdża na semestr czy dwa do innej uczelni, koszty podróży odgrywają istotną rolę. Podobnie jest w przypadku instytucji wysyłających pracowników na spotkania projektowe do innych krajów. W takich przypadkach najtańszy jest transport lotniczy. Według szacunków, w sumie w latach 2014–2020 w związku z programem Erasmus+ odbyło się ok. 400 tys. podróży. Skoro to przede wszystkim loty, a nie przejazdy pociągami – które są bardziej przyjazne środowisku – ślad węglowy programu jest ogromny. Wobec zmian klimatycznych, związanych z emisją dwutlenku węgla, ograniczenie tego śladu staje się największym wyzwaniem dla programu. Dlatego jako twórcy projektu „Erasmus Go Green” chcielibyśmy, by do uczestników wymian trafiło przesłanie: studencie, jeśli możesz, na uczelnię przyjmującą pojedź pociągiem.

Jak to zrobić w świecie dominacji tanich linii? Gdy rozmawiamy, wiele maszyn jest uziemionych wskutek pandemii, ale po niej znowu będziemy stawiać na najprostsze rozwiązania. Przed naszym spotkaniem sprawdziłem, że podróż koleją z Warszawy do Paryża wymaga co najmniej dwóch przesiadek. A tani lot znajdę bezpośredni.
W tym miejscu musielibyśmy zacząć długą rozmowę o polityce transportowej. Sytuacja, której wycinek pan wskazał, to efekt bardzo niskiego opodatkowania operatorów lotniczych w stosunku do kolejowych oraz ograniczonego jeszcze dostępu prywatnych przewoźników do infrastruktury kolejowej w krajach unijnych. Ale to akurat nie jest wina Erasmusa+ oraz jego uczestników. My wolimy przekaz pozytywny.

I jaki jest ten przekaz?
Zacznę od tego, czego dotyczy nasz projekt w UŁ. Obejmuje on opracowanie kalkulatorów śladu węglowego Erasmusa+. Efektem tego będzie m.in. cyfrowe narzędzie do wizualizacji wpływu wyborów transportowych uczestników programu na środowisko. Już teraz nasz partner z Grecji – Uniwersytet Arystotelesa w Salonikach – wyliczył, że biorąc pod uwagę proste wskaźniki spalania paliwa lotniczego oraz położenie geograficzne instytucji z naszego projektowego konsorcjum, najmniejszy ślad węglowy wygenerujemy, spotykając się w Paryżu, Brukseli lub w Rotterdamie. Oczywiście, ograniczamy liczbę tych spotkań do niezbędnych, wiele z nich będzie zdalnych, nie tylko z powodu koronawirusa. Nasz projekt i bez epidemii można
by nazwać hybrydowym.

Ograniczacie ślad węglowy w projekcie o ograniczaniu śladu węglowego w całym Erasmusie+.
Żebyśmy się dobrze zrozumieli: nie jesteśmy grupą szalonych profesorków oraz naiwnych idealistów z uczelnianych biur współpracy z zagranicą (to z UŁ bardzo się w projekt zaangażowało!). Nie twierdzimy, że ograniczymy ślad węglowy programu np. w dwa lata o połowę. Już kilka procent będzie sukcesem. Za osiągnięcie uznamy, z jednej strony, przeniknięcie wniosków z naszego projektu do decydentów, od których zależy kształt Erasmusa+. Z drugiej strony zaś – dotarcie do studentów. Chcemy skłonić studiujących, by przemyśleli, w jaki sposób podróżowali, czy mogli zrobić to korzystniej z perspektywy środowiska oraz jak przemieszczać się ekologicznie w miejscu wymiany. Czy z akademika na wykłady można jeździć wypożyczonym albo przejętym po poprzedniku rowerem? Czy osoba studiująca np. w Montpellier, chcąca odwiedzić inne francuskie miasta, może zrobić to z wykorzystaniem transportu zbiorowego, np. pociągu – i zostawić mniejszy ślad węglowy, niż zwiedzając kraj wypożyczanym autem?

W Montpellier można zjeść miejscowe owoce morza bez zamartwiania się o ich ślad węglowy…
Tak, jedzenie produktów lokalnych również wpisuje się w zachowania, o których rozmawiamy. Ale jeszcze lepiej byłoby, gdyby nasz przykładowy polski student przed wyborem miejsca wymiany spojrzał na mapę Europy i poszukał takich ośrodków akademickich, które nie tylko pozwolą mu rozwinąć pasje naukowe, ale też są osiągalne koleją. Może to nie Montpellier czy Barcelona (prawie na drugim końcu kontynentu!), ale piękne Czechy, Słowacja albo Austria? Ważne, aby takie myśli podsuwały studentom same uczelnie, np. w opracowaniach na temat oferty wyjazdów. Bo czym jest Erasmus+? Wyjazdy na zagraniczne uczelnie nie służą wyłącznie zbliżaniu ludzi, którzy zajmują się tą samą dziedziną nauki – tylko w innym kraju.
Na Erasmusie+ poznajemy też nowe sposoby myślenia: wśród nich powinna być świadomość tego, w jaki sposób nasze wybory wpływają na środowisko.

Zdjęcie: Maciej Andrzejewski, Centrum Promocji UŁ