Dokąd po brexicie?


Brexit. To słowo, które od ponad trzech lat spędza wielu sen z powiek. Dla jednych to koszmar i odwrót z objętej po wojnie ścieżki do integracji europejskiej. Dla drugich – mocne podkreślenie swojej niezależności. Dla wszystkich jest jednak w pewnym sensie tym samym – wielką niewiadomą.
Dokładnie pamiętam dzień, w którym przeprowadzano referendum w sprawie brexitu. Był 23 czerwca 2016 r. Byłam wtedy na swojej drugiej wymianie Erasmus+ w miejscowości Covilhã w Portugalii. Kończyły się już egzaminy, a na studenckim koncie mocno stopniało erasmusowe stypendium. Wszyscy śledziliśmy to, co stanie się w Wielkiej Brytanii. Chyba bardziej z ciekawości i czysto pragmatycznego punktu widzenia, bo… wyniki referendum miały wpływ na kursy walut. Według prognostów w przypadku odrzucenia brexitu cena euro w stosunku do złotówki miała spaść, a w razie poparcia wyjścia z Unii – wzrosnąć. Na kolejny dzień zaplanowaliśmy zwiedzanie Fatimy, oddalonej od naszego miasteczka o ponad 200 km. Siedząc w uniwersyteckiej bibliotece, zastanawialiśmy się, czy wymienić złotówki w internetowym kantorze jeszcze dzisiaj, czy zaryzykować i zrobić to po ogłoszeniu wyników referendum.
Postanowiliśmy poczekać, raczej nie dowierzając w to, że Brytyjczycy zagłosują „za”. Bo przecież byliśmy tu, razem na międzynarodowej uczelni: Portugalczycy, Brytyjczycy, Polacy… i wiele innych osób spoza Unii. Wychowani bez granic, nieznający innego świata i niewyobrażający sobie, że ktoś może nam zabrać to, co już mamy, np. łatwą dostępność wyjazdu na studia za granicę. Poza tym referendum nie miało formy wiążącej dla brytyjskiego rządu, dlatego w dużej mierze uznawaliśmy je za tani chwyt marketingu politycznego. A jednak myliliśmy się. Cena euro wzrosła o ok. 15 groszy. Przy wymianie większej kwoty robi się konkretna kwota. Do Fatimy pojechaliśmy więc autostopem.
Przeprowadzając wywiady do audycji „Erasmus Evening”, rozmawiałam zarówno z przedstawicielami Komisji Europejskiej, brytyjskich uniwersytetów, jak i organizacji studenckich, pytając o to, co stanie się z Erasmusem po brexicie. Odpowiedź była zawsze ta sama – „nie wiemy”. Przewiduje się trzy scenariusze: albo program zostanie w niezmienionej formie, albo Zjednoczone Królestwo będzie w nim uczestniczyło na takich samych zasadach, jak kraje spoza UE, albo Erasmusa dla Wielkiej Brytanii po prostu nie będzie, a uczelnie same będą musiały nawiązywać współpracę. Od czasu referendum część placówek przestała wysyłać i przyjmować studentów z i do Wielkiej Brytanii, obawiając się braku wypłaty środków w przypadku nagłego wyjścia z Unii. Jest to pewnego rodzaju objaw instynktu samozachowawczego, być może nadgorliwość, ale jestem w stanie to zrozumieć. Dopiero 19 sierpnia 2019 r. brytyjski rząd opublikował zaktualizowane wytyczne dla Erasmus+. Jakie? Rok 2019 rozliczany będzie jak poprzednie, a co dalej – nie wiemy. Tylko ile osób przez te trzy lata niepewności nie wyjechało na wymianę…