Dzieci nie ryby. Mają głos!


Tegorocznym tematem przewodnim w programach eTwinning i Erasmus+ jest demokratyczne uczestnictwo. Jak pozwolić dziecku na swobodę i wolność, by nie stały się one początkiem anarchii? Oto kilka pomysłów

Koncepcja demokracji w edukacji opiera się na założeniu, że szkoła i przedszkole to miejsca, w których dzieci traktowane są jako w pełni wartościowi ludzie, a ich głos ma znaczenie. Dziecko, rodzic i nauczyciel – a więc każdy element edukacyjnej układanki – mają pełne prawo do podmiotowego traktowania uwzględniającego szacunek dla jego opinii i pomysłów oraz inicjowania działań.

Zwolennicy tej idei podkreślają też wartość aktywnego uczestnictwa uczniów w procesie nabywania umiejętności i wiedzy o świecie. Młodzi ludzie mają dostać zbalansowaną dawkę wolności (możliwości decydowania o sobie) i odpowiedzialności (ponoszenia konsekwencji własnych działań oraz szanowania potrzeb innych).

Realizowanie tej koncepcji wymaga jednak odpowiedzi na kilka podstawowych pytań: Jak pozwolić dziecku na swobodę i wolność, by nie stały się one początkiem anarchii i egoistycznego wynoszenia się ponad innych? Jaki zakres odpowiedzialności za siebie i swoje działanie można mu powierzyć, jeśli przyjmujemy jego percepcję i zdolność rozumienia świata za ograniczoną? W nas – rodzicach i nauczycielach – jest przecież mnóstwo wątpliwości i obaw o dziecięce bezpieczeństwo, efektywność kształcenia, kierunek wychowania i szeroko rozumianą przyszłość! Jakby wbrew tym obawom Janusz Korczak stawia nam oczywiste pytanie: „Jak [dziecko] będzie umiało jutro, gdy nie dajemy żyć dziś świadomym odpowiedzialnym życiem?” (cyt. z: „Prawo dziecka do szacunku”).

Sprawę od razu warto postawić jasno: niemożliwe jest przygotowanie dzieci do bycia świadomym i decyzyjnym człowiekiem (co można by nazwać edukacją dla demokracji) drogą autorytarnego nauczania. Niemożliwe jest ukształtowanie twórczego człowieka drogą odtwórczych, schematycznych rozwiązań. Jak dziecko ma nauczyć się podejmować decyzje, gdy tak naprawdę nie może decydować o niczym?

Aby nauczyć się demokracji, trzeba jej doświadczyć. Czy jest to możliwe drogą pracy projektowej, na dodatek w przedszkolu? Mogłoby się wydawać, że pojęcie decyzyjności dziecka przedszkolnego brzmi iluzorycznie. Czy jednak rzeczywiście tak jest? Czy my, dorośli, w ogóle zastanawiamy się nad celowością i sensownością pytania dzieci o zdanie? A może jego zdanie liczy się tylko wtedy, gdy jest odpowiedzią na zadane przez nas pytanie? Czy rozpoczynając pracę nad dowolnym zagadnieniem (tym bardziej w projektach edukacyjnych), przyszło nam kiedykolwiek do głowy spisywać dziecięce myśli i skojarzenia? A przecież pomysły dzieci biorących udział w projekcie mogą stać się doskonałym uzupełnieniem zamysłów nauczyciela. Wątpliwości i wszelkie niezgodności pojawiające się podczas opracowania mapy dziecięcych myśli we wstępnej fazie projektu momentalnie przeobrażają się w pytania badawcze, na które dzieci będą poszukiwać odpowiedzi. Poszukiwać z radością, bo to są ICH własne pytania o świat, jego zjawiska i tajemnice.

I o ile kierunki pracy zawsze wyznaczać będzie nauczyciel we współpracy z partnerem projektu, o tyle warto wejść na ścieżki dziecięcych pomysłów i inicjatyw. Nigdy nie wiemy, gdzie nas zaprowadzą! Istotne jest, że zaangażują naszych podopiecznych poznawczo, intelektualnie, bez reszty – stając się motorem całościowego rozwoju. Jak pisał Korczak: „Nie takie ważne, żeby człowiek dużo wiedział, ale żeby dobrze wiedział, nie żeby umiał na pamięć, a żeby rozumiał, nie żeby go wszystko troszkę obchodziło, a żeby go coś naprawdę zajmowało”. Brzmi to jak recepta na funkcjonowanie w dzisiejszej rzeczywistości, w której stałe są tylko zmiany, a kierunki są wielką niewiadomą.

Partycypacja dziecka w poszukiwaniu rozwiązań lub odpowiedzi jest możliwa, o ile nauczyciel jest w stanie powstrzymać się od natychmiastowych i jednoznacznych rozstrzygnięć czy organizacji zajęć dydaktycznych prezentujących ustalony stan rzeczy. O tej zasadzie staram się pamiętać, prowadząc własne projekty. Cenne w tym kontekście było dla mnie doświadczenie z przedszkolakami na progu projektu eTwinning „Our Erasmus Cats”. Czterolatki zapytane o to, co wiedzą o kotach, okazały szczególne zainteresowanie takimi zagadnieniami jak: znaczenie kociego „miau” i jego brzmienie w różnych językach świata, gibkość kotów i ich umiejętność wspinaczki czy trafność stwierdzenia, że koty mieszkają w zoo. Dzieci w całkowicie naturalny sposób uświadomiły sobie, że istnieją zwierzęta zwane „dzikimi kotami” – odnalazły je po prostu wśród mieszkańców zoo. Dla moich podopiecznych pojęcia takie jak „kot domowy”, „tygrys” czy „lew” były zupełnie odrębne – nie łączyły się w „rodzinę kotowatych”. Aby odkryć ich pokrewieństwo, dzieci najpierw przyjrzały się kotu domowemu, wskazując części jego ciała i określając cechy, jakie musi posiadać zwierzę, by można było je nazwać kotem. Później w zoo były już w stanie samodzielnie argumentować, czy napotkane w czasie wizyty zwierzę jest kotem, czy nie.

Dostrzeganie cech odmiennych, takich jak kopyta, pióra czy trąba, pozwalało dzieciom udowodnić, że nauczyciel twierdzący, iż ma do czynienia z kotem (na widok wielbłąda, strusia czy słonia), zwyczajnie nie ma racji. Nauczyciel popełnił błąd? Dla dzieci to sygnał, że każdy ma do tego prawo. Co więcej – świat się wówczas nie kończy. A wspólne odkrywanie daje wszystkim więcej radości i jest bardziej efektywne niż najcudowniejsza pedagogiczna prelekcja.

Motorem wszechstronnego rozwoju jest również uczestnictwo gwarantujące swobodę tworzenia. Można je zapewnić, wykorzystując np. jedno z rozwiązań koncepcji pedagogicznej Reggio Emilia, zwane „Remidą”. Remida to magazyn niepotrzebnych materiałów, będący jednocześnie przestrzenią pracy twórczej. Dziecko – samo lub w zespole – może wykorzystać dowolne przedmioty, by skonstruować pracę na zadany lub dowolny temat. Uruchamia się jego wyobraźnia, budzi prawdziwy duch twórczości. Warto być tego świadkiem! Pierwsze dziecięce doświadczenia realnej swobody tworzenia mogą być dla obserwatora doświadczeniem wielkiego chaosu. Z czasem jednak – dzięki zaangażowaniu dziecka – jego umiejętność organizacji pracy systematycznie wzrasta. W podobny sposób – dzięki rozwijaniu umiejętności współpracy w parach i zespołach – wzmacniają się relacje międzyludzkie.

Otwarcie się na dziecięce pomysły może przynieść niezwykłe rezultaty w projektach, niezależnie od ich tematyki. Światowy słownik kociego „miau”, międzynarodowa kolekcja ziemi i zapachów ze smoczych jam (projekt eTwinning „Four-headed dragon”), przedziwne układy ciała z plakatu kociej jogi i wspinaczka na drzewa – we wszystkich tych osobliwych działaniach tkwi olbrzymi potencjał rozwojowy – poznawczy, motoryczny, językowy, twórczy, społeczny. Wystarczy, że zechcemy go dostrzec.

Podążanie za ciekawością najmłodszych dzieci i budowanie na niej procesu poznawania nadal wychodzi poza schematy standardowego pedagogicznego postępowania. Bez wątpienia klimat aktywności projektowych sprzyja wzmacnianiu inicjatywy i kreatywności dziecięcej. Pewne jest jedno – pozwalając im na realne uczestnictwo, wzmacniamy w nich to, co czyni nas ludźmi, czyli zdolność myślenia i swobodę wyboru. Przecież dzieci to nie ryby. Mają głos. Tylko czy słyszymy, kiedy do nas mówią?