Dziewczyna w świecie boksu


Trenerzy mówią, ze jest przyszłością pięściarstwa. Wiosna pokonała wszystkie rywalki i zdobyła złoto mistrzostw Polski juniorek. Jessica Żelazko na razie jednak łączy świat sportu ze światem nauki, a dodatkowo żyje miedzy dwoma krajami. Do Polski udało jej się powrócić dzięki… Erasmusowi.

Skąd pomysł na boks w twoim życiu?
Zaczęłam wcześnie, miałam wtedy zaledwie siedem lat. Najpierw trenowałam jednak akrobatykę. Pewnego dnia okazało się, że w budynku, w którym mam zajęcia, jest również salka bokserska. Tata mnie tam zaprowadził, a mnie się bardzo spodobało. Trener powiedział co prawda, że przyjmują dzieci od ósmego roku życia, ale gdy usłyszał, że mam już siedem i pół roku, i zobaczył, jak bardzo mi zależy, zgodził się przyjąć mnie do klubu. Szybko się okazało, że boks to jest mój sportowy świat, który wciągnął mnie na całego.

Ten świat jest jednak postrzegany jako bardzo męski. Bywało, że ktoś dziwił się twojej pasji?
Na początku babcia i dziadek byli nieco zdziwieni moim wyborem. Bywało też, że inne osoby reagowały zaskoczeniem na boks w moim życiu. Zawsze mogłam jednak liczyć na wsparcie moich najbliższych i znajomych, którzy do dziś mnie motywują i bardzo we mnie wierzą.

Innym wyzwaniem jest też życie w dwóch krajach. Teraz walczyłaś w Polsce, ale twój dom jest w Anglii. Jak do tego doszło?
Rzeczywiście mieszkam z rodzicami w Anglii. Wyjechaliśmy z Polski w roku 2004, gdy miałam trzy lata. Uczę się więc i trenuję na Wyspach Brytyjskich, ale cały czas marzę o powrocie do Polski na stałe. Z rodzicami oczywiście wracamy do kraju na przykład na święta, żeby odwiedzić bliskich. Mam więc kontakt z ojczyzną.

Twój sportowy powrót do kraju nastąpił jednak w nieco innych okolicznościach.
Tak. Pewnego dnia trener z jednego z londyńskich klubów bokserskich skontaktował się z moim tatą i zapytał, czy nie chciałabym wziąć udziału w wymianie sportowej z klubem z Sandomierza. Projekt realizowany był w ramach programu Erasmus+. Poza osobami z Anglii, Irlandii i Polski w Sandomierzu mieli się również znaleźć młodzi sportowcy z Francji. To była świetna okazja do poznania nowych ludzi i ponownego odwiedzenia kraju. Po raz pierwszy mogłam też przyjechać do Polski sama, bez rodziców. Poczułam więc odrobinę samodzielności. Cieszyłam się również, że będę miała okazję trenować mój ukochany boks w Polsce. Nie zastanawiałam się więc długo.

Czyli dzięki Erasmusowi otworzyłaś sobie drzwi do sportowych podbojów w Polsce.
W pewnym sensie tak właśnie było. Teraz już regularnie bywam w Polsce na turniejach bokserskich. A dzięki temu, że walczę zarówno w Anglii, jak i nad Wisłą, mam okazję poznawać wielu świetnych bokserów z obu krajów. Mogę też łączyć umiejętności i sposoby walki z dwóch różnych miejsc. Wyjazd do Polski w ramach Erasmusa pozwolił mi także na większe usamodzielnienie się i sprawdzenie w zupełnie nowych dla mnie warunkach. To było pożyteczne wyzwanie.

Wiosną wzięłaś udział w Bokserskich Mistrzostwach Polski Juniorów 2019.
I jestem z tego bardzo zadowolona. Trafi łam na wymagające rywalki, ale wygrałam wszystkie walki i zdobyłam tytuł mistrzyni Polski w kategorii wagowej do 54 kg.

Masz dopiero 18 lat, ale to nie jest twoje pierwsze duże osiągnięcie w boksie.
Rzeczywiście, nie po raz pierwszy walczyłam podczas mistrzostw Polski. Rok temu zdobyłam tytuł wicemistrzowski, a w roku 2017, podobnie jak teraz, wywalczyłam tytuł mistrzyni. Wcześniej wygrałam również mistrzostwo Śląska. Trzy razy wygrałam też międzynarodowy turniej bokserski w Irlandii.

Trenerzy mówią, że jesteś przyszłością polskiego boksu olimpijskiego. Jakie w związku z tym masz plany i ambicje?
Staram się nie wybiegać myślami tak daleko. Muszę się jeszcze wiele nauczyć, a start na igrzyskach to ogromne wyzwanie. Skupiam się więc teraz na nauce i treningach. Nie chciałabym rozdzielać tych dwóch światów, więc w planach mam studia z zakresu dziennikarstwa sportowego. Chcę też wrócić kiedyś na stałe do Polski, ale studiować planuję w Anglii. Może zatem za jakiś czas ponownie będę miała okazję – dzięki Erasmusowi – przyjechać nad Wisłę, do domu. Chociaż kto wie – może następnym razem obiorę jakiś inny kierunek i inny kraj, gdzie będę miała możliwość jeszcze bardzie rozwinąć swoje umiejętności i uczyć się od najlepszych? Czas pokaże.

Rozmawiał Jacek Łosak
mobilny korespondent Erasmus+