Gotowanie jak programowanie


Zawodu kucharza uczył się przez 10 lat. Czyli tyle, ile lekarz. – Ale dziś zarabiam więcej. Poza tym to świetna robota, w której możesz dużo podróżować i poznawać ludzi – mówi Sean Owens, główny sędzia w gotowaniu podczas brytyjskich eliminacji WorldSkills

 

Byłeś głównym sędzią w eliminacjach do konkursu WorldSkills. Co jest najważniejsze w pracy zawodników?

Wcale nie smak. To może jakieś 25 proc. oceny. Na resztę składa się to, w jaki sposób jedzenie podajesz, ale przede wszystkim jak pracujesz.

 Przecież w dobrej restauracji nikt nie widzi zaplecza.

Ale wszyscy dostają jedzenie na czas i na wysokim poziomie. Co z tego, że wypuścisz z kuchni piękne danie, skoro zostawisz ją po sobie w kompletnym bałaganie i nie będziesz w stanie gotować dalej. Tutaj liczy się organizacja pracy. Gotowanie jest jak programowanie, trzeba planować, przewidywać, widzieć zależności.

Każdy może zostać kucharzem?

Szczerze? Znam ludzi, którzy nie mają szans w tym zawodzie. Po prostu nie czują tego, nie rozumieją składników. Gotowanie to jest coś, co wychodzi ze środka. Zaspokaja przecież podstawową ludzką potrzebę. To umiejętność przygotowania posiłku sprawiła, że człowiek stał się człowiekiem. W mojej rodzinie dzieci już w wieku ośmiu lat robią własne bolognese. Tę naukę często pomija się w szkołach i w wielu rodzinach. A przecież to najbardziej życiowa umiejętność. Moja mama mawiała: oddychasz i jesz. Nie uciekniesz przed tym.

Więc jak było z tobą?

W mojej rodzinie zawsze były duże tradycje związane z gotowaniem. Mój dziadek po drugiej wojnie światowej przywiózł z Indii Brytyjskich do mojego rodzinnego miasta w Irlandii jeden z pierwszych przepisów na curry. Zajadaliśmy się smażonym ryżem na długo przed kimkolwiek innym na Wyspach Brytyjskich! Ja w czasie wakacji pojechałem na wymianę do Francji. I tam po prostu przepadłem. Zasiadywałem w restauracjach i zachwycałem się jedzeniem. Wciąż pamiętam te zapachy i pierwszy raz, gdy jadłem grzyby. Na początku się wystraszyłem, myślałem, że to ślimak.

I dlatego wybrałeś gotowanie?

Mama namawiała mnie, żebym został elektrykiem, ale ja nie mogłem sobie wyobrazić siebie poza kuchnią. Poszedłem do college’u na gastronomię. I dobrze zrobiłem, bo w klasie przypadało 10 dziewczyn na jednego chłopaka.

W college’u można nauczyć się wszystkiego? Ten w Glasgow, w którym zorganizowano eliminacje do WorldSkills, robi niesamowite wrażenie.

Wiele krajów może pomarzyć o tak wyposażonej szkole zawodowej, która uczy  na tak wysokim poziomie. To zachęca młodych ludzi do zawodu i sprawia, że ta branża się rozwija. Dlatego inwestowanie w ofertę edukacyjną jest niezwykle ważne. Ale szkoła to nie wszystko. W college’u zdobywa się podstawowe umiejętności, coś, bez czego nie da się pójść dalej, ale co trzeba rozwijać, by naprawdę zaistnieć w tej branży. Jest duża różnica między kucharzem a szefem kuchni. Ja zawodu uczyłem się przez 10 lat.

To tyle co lekarze.

Ale dziś zarabiam więcej niż oni. Poza tym to świetna robota, w której możesz wiele podróżować, poznawać ludzi. Ale możesz też zostać we własnym domu i dalej podróżować po całym świecie. Chcesz poczuć się jak w Turcji? Nie ma problemu, ugotuj sobie pilaw. Chcesz być w Warszawie? Zrób sobie polskie jedzenie. Znajomość innych kultur w tym zawodzie jest niezwykle ważna. Dlatego takie znaczenie ma podróżowanie. Na WorldSkills spotykają się młodzi ludzie oraz eksperci z całego świata. Wymieniają się doświadczeniami, uczą się nawzajem. I nawet jeśli nie każdy wyjedzie z nagrodą, to każdy coś zyska.