Im prościej, tym lepiej


Pozwólmy innym zachwycić się naszym projektem. Prawdopodobnie nigdy o nim nie słyszeli, dlatego musimy przedstawić go prosto i przekonująco. W tym celu najpierw sami powinniśmy zrozumieć, co właściwie zrobiliśmy. I jak chcemy to opowiedzieć światu

Rozmowa ze Sławomirem Łaisem, ambasadorem EPALE, prezesem zarządu OSI CompuTrain, wynalazcą Learning Battle Cards, który od ponad 20 lat zajmuje się edukacją osób dorosłych i stosowaniem technologii informatycznych. Pisze bloga praktykatrenera.pl

Załóżmy, że dostałam dofinansowanie z unijnego programu na zrealizowanie projektu. Co powinnam zrobić, żeby zainteresować nim innych?
Przede wszystkim musi pani zrozumieć, że w dzisiejszych cyfrowych czasach główną walutą jest wiedza i informacja. Warto więc zakomunikować światu, że w ogóle coś pani robi. Najlepiej wykorzystać do tego kanał, który zrzesza wielu odbiorców. Takim narzędziem jest EPALE, czyli Elektroniczna platforma na rzecz uczenia się dorosłych w Europie. W projekcie Learning Battle Cards, którego jestem współautorem, wykorzystaliśmy inną platformę.

Na czym polegał pański projekt?
Stworzyliśmy narzędzie dla edukatorów. To talia 108 kart, z których każda opisuje inną metodę szkoleniową, np. webinar, grę, warsztat, książkę, test, certyfikację. Chcieliśmy pokazać całe bogactwo metod nauczania. I przekonać trenerów, że nie warto robić tego ciągle w ten sam sposób, tak samo od 10 lat. Dzięki naszej talii kart tutorzy wpadają na doskonałe pomysły, wychodzą poza schemat.

Do współtworzenia tego projektu wciągnęliście innych. Jak?
Uznaliśmy, że nawet we troje nie możemy mieć takiej samej wiedzy, co osoby zajmujące się e-learningiem na całym świecie. Zwróciliśmy się więc do innych specjalistów, by podzielili się swoją wiedzą. Zrobili to, choć nigdy nie dostali za to pieniędzy. To pokazuje, jak wielką wartością jest ciekawa idea, która może gromadzić ludzi. Learning Battle Cards opisaliśmy też w formie książki. Ma ona trzech autorów, czyli nas, oraz 52 kontrybutorów, czyli ludzi, którzy napisali fragmenty bez wynagrodzenia, przekazując prawa do nich.

Przekonać do siebie ludzi – to recepta na sukces?
To na pewno miara sukcesu: zaangażowanie ludzi. Dopóki potrafisz, rób to przede wszystkim samą ideą. Jak zaczniesz za to płacić, staniesz się klientem lub pracodawcą. Od początku naszym partnerom daliśmy do zrozumienia, że pewne obszary rozwoju Learning Battle Cards mają charakter społecznościowy. Okazuje się, że większość ludzi wcale nie pracuje tylko dla pieniędzy, ale chce również realizować się pozamerkantylnie.

Jak dotrzeć do innych?
Pozwólmy innym zachwycić się naszym projektem. Prawdopodobnie nigdy o nim nie słyszeli, dlatego musimy przedstawić go prosto i przekonująco. W tym celu najpierw sami powinniśmy zrozumieć, co właściwie zrobiliśmy. I jak chcemy to opowiedzieć światu. Im prościej, tym lepiej.

Z doświadczeń z autoryzacją tekstów dziennikarskich wiem, że ludzie boją się prostego języka. Kojarzą go z prostactwem.
W czasie jednego ze szkoleń poprosiłem uczestników, żeby przeczytali teksty z własnych stron internetowych. Na głos. Większość nie była w stanie. Odrzucało ich, bo teksty były nieczytelne, zawiłe, wielokrotnie redagowane przez różne osoby, upstrzone niepotrzebnymi przymiotnikami. Zrobiliśmy kolejny eksperyment: konkurs, kto te teksty skróci. I okazywało się, że z połowy strony robiło nam się jedno zdanie. Bez bełkotu.

Jak pisać, by inni chcieli czytać?
Podstawowa zasada to właśnie eliminacja tego, co niepotrzebne. Jeśli chcemy kogoś przekonać do swojego pomysłu, to nie wysyłajmy mu najpierw czterech stron w PDF. To jak z pomysłem na fi lm. Ktoś wchodzi i mówi: Zróbmy Szklaną pułapkę, tylko w autobusie. I tak pewnie powstał Speed z Sandrą Bullock. Zadbajmy też o organizację tekstu. Akapit to jedna myśl, pewna logiczna całość. Róbmy śródtytuły. Ludzie dziś raczej teksty przeglądają, niż czytają. Żyjemy w świecie przeszukiwania. To samo dotyczy nazwy projektu. Panuje szum informacyjny, dlatego musi ona być krótka, precyzyjna, trafna. To wielka wartość, która daje siłę przebicia.

Na co jeszcze zwracać uwagę?
Zadbajmy o jakość. Świat ma w tej chwili pewien poziom kultury prezentacji projektów, ich estetyki. Pewne rzeczy nie przechodzą, np. bardzo słaba strona wizualna projektu, beznadziejnej jakości zdjęcia ilustracyjne czy teksty napisane łamaną angielszczyzną.

Wracamy do punktu wyjścia: zaangażowanie innych.
Chodzi po prostu o relacje międzyludzkie. To coś, o co możemy zadbać bez pieniędzy. Jeśli ktoś chce wspomnieć o naszym pomyśle na konferencji, to nie ograniczajmy się do wysłania mu gotowych materiałów. Zadzwońmy do niego, porozmawiajmy z nim. Na to stać każdego. Starajmy się docierać do ludzi wpływowych, ekspertów w danej dziedzinie, dziennikarzy, blogerów, influencerów. Nie wysyłajmy im spamu, tylko napiszmy osobistą wiadomość, zaczepmy ich. Oni są otwarci na nowe pomysły. I mają duży zasięg odbiorców. Co z tego, że stworzymy własną stronę internetową, na którą nikt nie zajrzy? Musimy promować się na platformach, które skupiają ekspertów, np. EPALE, i korzystać z tych zasięgów.

Co było kluczem sukcesu Learning Battle Cards?
Zrobiliśmy coś, co było dla nas ważne, odpowiadało na nasze potrzeby. Przez pierwsze lata w ogóle nie myśleliśmy, że stanie się to świetnie sprzedającym się produktem. Gdybyśmy od początku traktowali to jako projekt biznesowy, to pewnie po dwóch latach byśmy go zakończyli, bo nie przynosiłby zysków. Dziś mamy klientów z ponad 50 krajów.

Rozmawiała Martyna Śmigiel
mobilna korespondentka Erasmus+