Kim jesteś? Jestem zwycięzcą!


Najlepsi dostaną pęk kluczy. Czy będą umieli znaleźć odpowiednie zamki, to się okaże – mówi Paweł Salamon, team leader polskiej reprezentacji w konkursie WorldSkills 2019 i trener Macieja Pisarka, srebrnego medalisty

WorldSkills 2019. Konkurencja gotowanie. Biorą w nim udział najlepsi młodzi kucharze świata. Wszystkich obowiązują te same, bardzo wyśrubowane reguły.
I my, Europejczycy, usilnie dbamy o ich przestrzeganie. Szukamy oryginalności w tym, jak wykonujemy swoją perfekcyjną pracę. Ale spójrzmy np. na drużynę z Jamajki – oni dają się po prostu ponieść fantazji. Jednak to my wiedziemy prym w tej dyscyplinie. Podczas mistrzostw widać jak na dłoni, że wszyscy zawodnicy, choć młodzi, mają już pewien bagaż doświadczeń i określoną, narodową kulturę gastronomiczną.

Wszyscy muszą jednak wykonać takie samo zadanie.
Konkurs trwa cztery dni i składa się z takiej samej liczby modułów, w ramach których zawodnicy muszą np. zrobić dwa identyczne omlety na żeliwnej patelni cygańskiej, by pokazać jedną z cech pożądanych u kucharza – powtarzalność. To trudne m.in. z tego powodu, że jajko od polskiej kury jest inne niż to od rosyjskiej. Musimy więc być przygotowani na niespodzianki.

Jak przygotować się na coś, czego się nie spodziewamy?
Jak najwięcej trenować. Szczególnie techniki, w których nie jesteśmy najmocniejsi. Wstępną listę zadań dostaliśmy trzy miesiące przed mistrzostwami w Kazaniu i według tego schematu się przygotowywaliśmy. To jednak dość ogólne wskazówki, typu „wykonaj zimną lub ciepłą zupę z jajkiem i śmietaną”. Wraz z Iwoną Niemczewską, szefową kuchni, również trenującą Maćka, wybraliśmy więc receptury i ćwiczyliśmy je na okrągło, by mógł to robić niemal automatycznie.

W trakcie konkursu okoliczności mogą się jednak zmienić. Czy takie zautomatyzowanie może okazać się zgubne?
To też braliśmy pod uwagę, choć tu duże znaczenie mają już cechy osobowości. Maciek jest młodym, ale doświadczonym kucharzem, który trudnościom stawia czoła, a nie rozkłada ręce. Wyuczone działanie nie musi być działaniem bezmyślnym. Tak jak z jazdą samochodem. Czy jesteśmy w stanie przewidzieć sytuację na najbliższym skrzyżowaniu?

Nie jesteśmy. Ale umiemy prowadzić samochód.
Właśnie. Dostosowujemy więc prędkość, technikę i stosujemy zasadę ograniczonego zaufania. Te same reguły obowiązują także w konkursie WorldSkills w formie kodeksu postępowania zawodników. Uważam ten regulamin za modelowy, a zasady w nim zawarte powinny być przekazywane przez kucharzy na całym świecie z pokolenia na pokolenie. Dlaczego? Bo za pomocą reguł pokazuje adeptom sztuki kulinarnej, jak szkolić swój warsztat i jak obrać właściwy kierunek w karierze. Podporządkowywanie się tym zasadom i udział w tak wymagającym turnieju to ogromne wyróżnienie i szansa.

WorldSkills to zawody bardzo prestiżowe i z długimi tradycjami. Dlaczego bierzemy w nich udział dopiero teraz?
Jesteśmy tu dzięki determinacji Izabeli Laskowskiej, dyrektor Biura Kształcenia Zawodowego i Edukacji Dorosłych FRSE, odpowiedzialnej za WorldSkills Poland. I cieszymy się, że już się to udało i że nasza młoda drużyna przeciera szlak. Pamiętam wstępną rozmowę z międzynarodowym attaché WorldSkills, który powiedział, że aby się mentalnie i organizacyjnie przygotować do mistrzostw, trzeba nam ośmiu lat.

Kiedy była ta rozmowa?
Trzy lata temu.

Na Kazań zdążyliście. A co dalej?
Przed nami mnóstwo pracy. Mamy kolejne wyzwania, czyli europejskie i światowe mistrzostwa w: Grazu, Szanghaju, Sankt Petersburgu i w 2023 r. w Lyonie.

Pojedzie tam ta sama drużyna, co do Kazania?
To się okaże. Co roku się nas ocenia. Chciałbym w tym uczestniczyć. I chciałbym, żeby drużynę tworzyli ludzie tak pełni pasji i wrażliwości, jak obecny zespół, z którym mistrzostwa kończymy wspólnym okrzykiem: Kim jesteś? Jestem zwycięzcą! Potrzeba czasu i konsekwencji, by stworzyć swoistą machinę, która sama się będzie kręciła i umożliwi nam płynne uczestnictwo w kolejnych konkursach umiejętności zawodowych na świecie.

Młodych, zdolnych ludzi w Polsce jest wielu. Jak się znaleźć w takim miejscu?
Punktem wyjścia jest pasja. Musisz kochać to, co robisz. Stolarz, ślusarz, mechanik, hydraulik, który ma talent i wie, że chce to robić, może tu trafić. Pierwszym krokiem jest zgłoszenie się do FRSE. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy ma odwagę ten krok zrobić. A później – już pod naszym kierunkiem – wypracowywać własną drogę rozwoju.

Polscy zawodnicy po prostu poprosili o przyjęcie do drużyny?
Nie, te rodzynki wyłapaliśmy m.in. spośród wygranych w ogólnopolskich konkursach o wysokiej randze. Konkurs staje się popularny, więc teraz planujemy eliminacje w różnych dziedzinach, które wskażą nam najlepszych.

Po WorldSkills otworzy się przed nimi wiele drzwi. Kiedy wyjadą z Polski?
Drzwi same się nie otworzą, ale oni dostaną do nich pęk kluczy. Czy będą umieli znaleźć odpowiednie zamki, to się okaże. Muszą zdecydować, czy dadzą się jeszcze poprowadzić swoim trenerom, czy rzeczywiście skorzystają z okazji, by ruszyć w świat. Wierzę, że nawet jeśli wyjadą, to później wrócą bogaci o nowe doświadczenia. I tę wiedzę przekażą kolejnym, takim jak oni teraz, zawodnikom.

A jeśli chcą dobrze zarabiać?
Moim uczniom powtarzam: kiedy będziesz już naprawdę dobry w tym, co robisz, pieniądze pojawią się same. Nie trzeba po to wyjeżdżać z kraju. n

Rozmawiała w Kazaniu Beata Maluchnik