Kocham Cię, Polsko


Przyjeżdżają zarówno z Niemiec, jak i z Wenezueli. Napędza ich ciekawość naszego kraju i tempo zmian zachodzących nad Wisłą. Zagranicznych stypendystów programu Erasmus+ – bo o nich mowa – jest z roku na rok coraz więcej

Rafael Casique urodził się w Wenezueli. Kiedy skończył 18 lat, przeniósł się na studia do Francji. Tam dowiedział się o możliwości wyjazdu z programu Erasmus – i uznał, że to coś dla niego. Chciał zdobyć doświadczenia zawodowe – pod uwagę brał więc tylko kraje, które szybko się rozwijają. I tak zainteresował się Polską. – Dowiedziałem, że w Warszawie mieszczą się oddziały światowych korporacji, takich jak Accenture czy Goldman Sachs. Wiedziałem, że to właśnie do nich będę aplikował na wakacyjne praktyki – wspomina.

Podjęcie decyzji nie było jednak łatwe. – Szukając w internecie informacji na temat Warszawy i Polski – w języku hiszpańskim – trafiłem na ostrzeżenia o rasistowskich zachowanych Polaków. Było ich tak dużo, że podzieliłem się obawami z mamą – wspomina Rafael. – Ta zadzwoniła do Ambasady RP w Wenezueli, aby zbadać, na ile niepokój jest uzasadniony. Uspokojono nas, więc złożyłem aplikację. Dzisiaj mijają dwa miesiące od mojego przyjazdu i mogę szczerze powiedzieć jedno: najmilej zaskoczyło mnie to, o co najbardziej się obawiałem – stosunek Polaków do obcokrajowców. Na co dzień spotykam się z taką otwartością i serdecznością, jakiej się naprawdę nie spodziewałem – śmieje się Rafael.

Tanio, a dobrze Historia przyjazdów zagranicznych studentów do Polski przypomina nieco losy Rafaela – na początku była nieufność. Trzydzieści lat temu, w pierwszym roku funkcjonowania programu Erasmus, do Polski na studia przybyło ledwie 220 osób. Dekadę później przyjeżdżało ich już ponad dwadzieścia razy więcej, a w 2015 r. liczba zagranicznych stypendystów Erasmusa zbliżyła się do 15 tysięcy. Wśród narodów najchętniej odwiedzających Polskę od lat królują Hiszpanie, Turcy oraz Niemcy i Francuzi. – Niskie koszty życia, zwłaszcza zakwaterowania, kwestie bezpieczeństwa oraz poczucie zadowolenia z oferty uczelni to główne zalety przyjazdu do nas na wymianę – stwierdza Aleksandra Koperska-Kowalczyk z Biura Współpracy Międzynarodowej Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego z Bydgoszczy. – Polska jest coraz lepiej postrzegana przez studentów zagranicznych – jako kraj nowoczesny i z dobrą infrastrukturą – dodaje.

Inni rodzimi koordynatorzy studentów przyjeżdżających do Polski mają podobne spostrzeżenia: obcokrajowcy wybierają nasz kraj, bo zależy im na wysokim poziomie nauczania przy jednoczesnych niskich kosztach utrzymania. Ale to nie wszystko: przybysze z innych krajów doceniają też naszą uprzejmość i chęć niesienia pomocy, pomimo czasem niedoskonałej znajomości języka angielskiego. Potwierdza to m.in. Celie Schneider, która przyjechała na wymianę do Akademii Leona Koźmińskiego. – Polskę lubię za otwartość jej mieszkańców. W Holandii jesteśmy o wiele bardziej zamknięci, podczas gdy tu nawet w sklepie rozmawia się z nieznajomymi – zauważa.

Ale Polacy potrafią też zadziwić. – Od początku mojego pobytu w Warszawie najbardziej mnie zaskakiwało to, z jaką intensywnością i jak długo ludzie się sobie przyglądają. Pochodzę z Francji, tam ludzie nie poświęcają sobie tyle czasu – mówi Celie Schneider. – Na początku często też zadawano mi pytanie, w jakiej dzielnicy wynajęłam mieszkanie. Kiedy warszawiacy dowiadywali się, że na Pradze, byli zdziwieni, że się nie bałam złej sławy dzielnicy. Nie wiedzieli, że pochodzę z Marsylii, jednego z najbardziej niebezpiecznych francuskich miast – śmieje się Celie.

Warszawa zaskakuje zresztą wielu przyjeżdżających studentów. Wielu z nich nie zdaje sobie sprawy, że to nowoczesne miasto, oferujące wiele możliwości: od tych czysto rozrywkowych po zawodowe. Studentów frapuje też, że polska stolica różni się charakterem od Krakowa czy Trójmiasta. Intrygująca jest dla nich również nasza historia.

Duma i wdzięczność Skok w statystykach to jednak nie tylko wynik wzrostu popularności kraju, ale także zmian w strukturze samego programu. Erasmus+ daje studentom nie tylko szansę realizacji części studiów na uczelni partnerskiej, ale także – od ponad dziesięciu lat – umożliwia realizację praktyk zawodowych. W tym sektorze liczba przyjeżdżających rośnie najszybciej. Wśród nich był m.in. Holender Martijn De Jonge, który po wymianie studenckiej wrócił na Uniwersytet Warszawski i podjął praktyki w Biurze Współpracy z Zagranicą. – Pochodzę z małej miejscowości w Holandii. Wyjechałem, bo chciałem zakosztować innej rzeczywistości niż rodzima, a w moich oczach Warszawa to duże miasto – mówi.

Nie bez znaczenia dla obcokrajowców jest też możliwość kontynuowania ścieżki naukowej po okresie wymiany. – Zdarzają się osoby, które natychmiast po skończeniu studiów w swoim kraju starają się uzyskać stypendium na pełne studia doktoranckie w Polsce – mówi profesor dr hab. Jolanta Tambor, pełnomocnik rektora Uniwersytetu Śląskiego ds. Studentów Zagranicznych, i jednocześnie dyrektor Szkoły Języka i Kultury Polskiej. – Moją drugą w życiu doktorantką, a od kilku lat już wypromowanym doktorem, jest Rumunka Claudia Florea Hygen. Najpierw przyjechała na semestralne studia w ramach programu Erasmus, a potem obroniła świetną pracę o modelu rodziny w polskich, rumuńskich i norweskich podręcznikach – dodaje.

Rosnąca liczba zagranicznych studentów na polskich uczelniach może być powodem do dumy – internacjonalizacja uczelni najlepiej świadczy o ich jakości. – Gdybym miała jednym słowem określić to, co czuję w trakcie pobytu w Polsce, powiedziałabym: wdzięczność – stwierdza Cristina Vasilita, która urodziła się w Mołdawii, studiuje w Rumunii, a na Erasmusa+ przyjechała do Bydgoszczy. – Jestem wdzięczna za możliwość studiowania przedmiotów, które nie są dostępne na moim macierzystym uniwersytecie i za wspaniałego koordynatora na bydgoskiej uczelni – panią Aleksandrę. Dziękuję też za przyjaźnie, które nawiązałam z ludźmi z całego świata, ale przede wszystkim za prawo do powiedzenia: tak, jestem beneficjentem programu Erasmus+ i jestem z tego dumna! •

Autorka jest uczestniczką projektu

Mobilni dziennikarze programu Erasmus+