Multi-kulti wśród najmłodszych


Dzieci od małego zauważają, że ludzie mówią różnymi językami i nie każdy ma taki sam kolor skóry. Stereotypów uczą je dorośli…

Rozmowa z Natalią Wilińską, dyrektorką międzynarodowego przedszkola Tequesta na warszawskim Żoliborzu

Prowadzisz przedszkole wielowyznaniowe. Co to znaczy?

Wielowyznaniowe, wielokulturowe, międzynarodowe… Chodzi nie tylko o dzieci, ale i kadrę.

W każdej grupie jest nauczyciel mówiący po polsku i native speaker – np. najmłodszych prowadzą Polka Ania i pochodząca z Jamajki Delicia, a program angielskiego jest tożsamy ze ścieżką polskiego. Hiszpańskiego z kolei uczy Meksykanka Ada. Dzieci od małego zauważają, że ludzie mówią różnymi językami i że nie każdy ma taki sam kolor skóry. Łamiemy stereotypy. Filipińczyk Ollie przełamuje kolejny – pokazuje, że w roli przedszkolanki świetnie sprawdzają się też panowie. I to jest w tym najciekawsze: nieważne, czy jesteś kobietą czy mężczyzną, mówisz po polsku czy w hindi, nosisz kipę na głowie – dla dziecka każde rozwiązanie jest OK. Stereotypów uczą je dorośli.

Dzieci dzielicie na grupy, biorąc pod uwagę język, którym mówią?

Decyduje wiek. Inne zasady obowiązują jedynie w grupie izraelskiej. Dzieci żydowskie tylko część zajęć mają z pozostałymi, ponieważ kuchnia koszerna powoduje konieczność oddzielenia ich od reszty na czas posiłków. Osobno mają też lekcje hebrajskiego.

I lekcje poświęcone religii. Czy religiom? Nie prowadzimy specjalnych zajęć z religii, ale kiedy przychodzi odpowiedni czas, mówimy o świętach: o Purim, o Diwali, o Bożym Narodzeniu. Mamy dzieci z Indii, Portugalii, Węgier, Brazylii, Szwecji, Jamajki, niektóre niemówiące po polsku. Ale i tak rozumieją, o co nam chodzi – małym dzieciom wystarczy gest, ton głosu, czy skuteczny pan od rytmiki z długimi wąsami, który wprowadza je w świat muzyki, dając im do rąk akordeon albo saksofon. Poza tym mamy grupy maksymalnie 14-osobowe, co pozwala na indywidualne podejście do dziecka.

I te wszystkie maluchy oderwane od rodziców tak po prostu się adaptują? Przecież początki w przedszkolu nie są łatwe. Tak, choć miałam też jednego trzylatka, który uciekał z sali, krzycząc i serwując nam kopniaki. Próbowaliśmy z nim rozmawiać, tłumaczyć. I rozwiązaniem faktycznie okazała się rozmowa… z rodzicami. Bo nam nie ufali. Ale to zrozumiałe: oddają dziecko obcym ludziom i potrzebują czasu, by uwierzyć, że nie dzieje mu się krzywda.

Przedszkolaki wynoszą z domu bardzo różne zwyczaje uwarunkowane kulturowo. Oczywiście. Mamy chłopców z rodzin hinduskich, w których stawiani są na piedestale, obsługiwani, nawet karmieni. U nas muszą jeść samodzielnie. Różnice ujednolicamy, wprowadzając zasady. W przedszkolu wszyscy jesteśmy równi.

Czy jednak nie tworzycie swoistej mydlanej bańki? Czy te dzieciaki poradzą sobie za kilka lat w rejonowej podstawówce? Z Tequesty mają wyjść dzieci komunikatywne i kreatywne, które nie będą dziwić się różnorodności i z łatwością wtopią się w otoczenie także poza Polską. W publicznej szkole podstawowej będzie im na pewno trudniej niż w prywatnej, szczególnie ze względu na brak indywidualnego podejścia. Będą potrzebowały więcej czasu, by się w niej odnaleźć, ale dadzą radę. •

Rozmawiała Beata Maluchnik