Odwagi! Wyjazd w czasach pandemii


Jedziemy przeżyć przygodę, a jeśli coś ma się nam przydarzyć, to i w Polsce możemy się zarazić mówili przed wyjazdem do Sewilli nastolatkowie z technikum w Zwierzyńcu. To pierwsza szkoła w Polsce, która zdecydowała się wysłać uczniów na staż zawodowy w ramach programu Erasmus+ od początku pandemii koronawirusa

Wyjazd w lipcu na południe Hiszpanii jest jak spełnienie wakacyjnych marzeń. I to nawet, jeśli jedzie się tam nie tylko rekreacyjnie. Sewilla, stolica Andaluzji, kojarzy się z korridą, flamenco, największą katedrą gotycką na świecie i oczywiście ze słońcem. Latem temperatury w dzień przekraczają dość często 40 st. C, a nocą rzadko kiedy spadają poniżej 20 st. C. – Nie zazdroszczę Zosi upałów, ale tego, co będzie zwiedzać już tak. Patrzyłam na zdjęcia Sewilli w internecie i to musi mi wystarczyć – śmieje się Anna Łączkowska. Jej córka wakacje zaczyna ze znajomymi ze szkoły. To jej pierwszy wyjazd tak daleko od domu. Ze Zwierzyńca do Sewilli jest ponad 3,5 tys. km. To dwa dni jazdy autokarem. Miała być krótka podróż samolotem, ale koronawirus zmienił plany. – Najważniejsze jest bezpieczeństwo – mówi Waldemar Gardiasz, dyrektor Zespołu Szkół Drzewnych i Ochrony Środowiska w Zwierzyńcu.

Kilka dni przed wyjazdem w sali gimnastycznej opowiada o szczegółach. Widok niezwykły. Całą przestrzeń wypełniają 32 ponumerowane stoliki, oddalone od siebie o kilka metrów. Każda ławka to miejsce dla ucznia i jego rodziców. Większość ma maseczki. Dyrektor stoi na środku ze słuchawką z mikrofonem. Przypomina, że wyjazd na europejskie staże zawodowe jest realizowany w ramach programu Erasmus+. – Projekt jest medialny, pieniądze są unijne, dlatego bądźcie przygotowani na zdjęcia i filmy. To, co będziecie robić w Sewilli, pokażemy później w sieci – mówi dyrektor. Apeluje, by pamiętać o zabraniu maseczek, kremów z filtrem do opalania i okularów przeciwsłonecznych. – To już kupiłam, ale nadal mam za mało przewiewnych ubrań – martwi się Zosia Łączkowska, pierwszoklasistka. Do tej pory była na wymianie szkolnej w Niemczech i obozie językowym na Słowacji. – Teraz znów mam okazję podszlifować angielski. I cieszę się, że jadę na praktyki, bo poćwiczę to, czego uczymy się na lekcjach ochrony środowiska – dodaje.
Pytam mamę, czy w związku z koronawirusem nie boi się puścić córki do Hiszpanii. Tuż przed wyjazdem ogłoszono, że w Polsce jest prawie 36 tys. zakażonych, a w Hiszpanii ponad 250 tys. Liczba ofiar koronawirusa robi jeszcze większe wrażenie. Gdy w Polsce jest ich 1,5 tys., tam już ponad 28 tys. – W Zwierzyńcu co prawda jest mniej skupisk ludzkich niż w Sewilli, ale to niewiele zmienia. Zarazić się można wszędzie. Zresztą, co ma być, to będzie – mówi mama. Dobre rady? – One są na samym końcu. Jeszcze się ich nasłuchasz – mówi z uśmiechem do córki. – O nie! – reaguje Zosia.

Wyjazd w nagrodę

Za wielkim stołem siedzi w przyłbicy Agnieszka Balicka, nauczycielka historii. Przed nią lista uczniów, którzy wyjeżdżają do Hiszpanii. Każdy podchodzi, podpisuje się i dostaje pakiet startowy. To informacje o stażu, dokumenty do wypełnienia i coś jeszcze. – W środku było kieszonkowe. To 350 euro, które mamy do wydania na miejscu. I koszulki z logo Erasmusa w trzech kolorach: białym, zielonym i niebieskim – opowiada Szymon Rak z pierwszej klasy geodezyjnej. – Bardzo chciałem wyjechać i cieszę się, bo nie byłem wcześniej w Hiszpanii. Trochę czytałem o Andaluzji. Wiem, że ten region słynie z pysznych serów. Nie mogę się doczekać wycieczek i atrakcji, o których opowiadał nam dyrektor – mówi Szymon. Mamie obiecał, że będzie do niej pisał. – Wystarczy, że zamelduje mi smsem, że wszystko jest w porządku. Może być nawet jeden wyraz: ok. To w końcu czas, żebyśmy od siebie odpoczęli – śmieje się Magdalena Rak.

Wróćmy do pani od historii. Agnieszka Balicka jest podekscytowana. Po raz pierwszy – jako opiekun – wyjeżdża z uczniami na Erasmusa. Dla szkoły ze Zwierzyńca to już tradycja. Wyjazd na staż zawodowy do Sewilli jest dziewiątym z kolei. – Większość szkół organizuje je w trakcie roku szkolnego, a my celowo wysyłamy uczniów na praktyki w wakacje. To nie zaburza roku szkolnego, a lato spędzają atrakcyjnie – mówi Balicka. Opowiada, że nie każdy uczeń może wyjechać na staż. – Liczą się wyniki w nauce, frekwencja na lekcjach, zachowanie ucznia i poziom znajomości języka obcego. Chcemy promować tych, którzy się starają i dobrze uczą. To motywuje, dlatego wyjazd jest nagrodą. A przy okazji to szansa na eliminowanie nierówności społecznych.

Do naszej szkoły chodzi młodzież z małych miast i wsi. W okolicy nie mają wielu atrakcji, dostępu do dóbr kultury, nie mówiąc już o technologiach. Dlatego wyjazd za granicę i możliwość poznania innych kultur, ludzi, sposobu życia, nowoczesnych technologii to dla tych nastolatków ogromna szansa – tłumaczy Balicka. Jej syn chodzi do tej samej szkoły. Wiosną pisał maturę. Na wymianę Erasmusa jedzie już po raz piąty. – W tym roku nietypowo, bo część osób z powodu koronawirusa zrezygnowała ze stażu i dzięki temu zwolniło się kilka miejsc, więc jadą także maturzyści – mówi. Agnieszka Balicka zachęca rodziców, by wysyłali dzieci na zagraniczne staże. – One uczą zaradności życiowej, pewności siebie, śmiałości. Mateusz w tym roku idzie na studia. Ja się nie martwię, bo skoro dał sobie radę w Niemczech, Hiszpanii czy Anglii, to wiem, że wszędzie sobie poradzi. Potrafi się spakować, gospodarować pieniędzmi, nie boi się rozmawiać w obcym języku. Nie ma w sobie już lęku osoby z małego miasta, która trafia do wielkiej metropolii. Tego nauczyły go te wyjazdy – opowiada.

Urodzinowa niespodzianka

Mateusz Balicki, absolwent klasy informatycznej, tego nie słyszy, a gdy go zagaduję, dorzuca: – To bezcenne doświadczenie zawodowe. Przez te kilka lat miałem praktyki w różnych miejscach: serwisach komputerowych, firmie zajmującej się oprogramowaniem czy innej, która opracowała system śledzenia pojazdów. Jestem pewny, że dzięki stażom znacznie łatwiej było mi przygotować się do matury.

Pytam, czy myśli o pracy za granicą. – Kocham Polskę i tu chciałbym pracować. Tu mam rodzinę, tu jest mój Szczebrzeszyn. Ale to, co widziałem w firmach na Zachodzie, ich sposób pracy i jej organizacji, można przenieść do nas, więc na pewno będę z tego doświadczenia korzystał – zapowiada Mateusz. Jako uczestnik kolejnych wyjazdów na staże w ramach programu Erasmus+ podkreśla: – Fajne jest to, że mamy za sobą kogoś, kto pilnuje, aby firma przyjmująca na praktyki, nie zrobiła z nas osób do podawania kawy. Partner zagraniczny słucha naszych skarg i rozlicza rzetelnie firmę, z którą zawarto umowę.

Inny maturzysta, Mateusz Grzywna, z jednego z wcześniejszych wyjazdów najmilej wspomina niespodziankę. – W dniu moich 18. urodzin dostałem bilet na mecz Sewilli w Lidze Europy. Dla mnie to było ogromne przeżycie, bo na co dzień sędziuję mecze. Byłem na wielkim stadionie, gdzie panowała fantastyczna atmosfera, aż czuć było jak wszystko dookoła dudni. W Hiszpanii jest zupełnie inna kultura kibicowania – emocjonuje się. Z Sewilli zapamiętał jeszcze świetne jedzenie. – Kucharka pokazała nam, jak się robi tamtejsze gołąbki owinięte liśćmi winogron. Zdecydowanie bardziej mi smakowały niż nasze polskie. Po powrocie z Hiszpanii zacząłem jeść w domu krewetki i ośmiorniczki, tylko u nas nie można dostać takich małych jak tam.

Nauczyciel też się uczy

W tym roku do Sewilli ze Zwierzyńca na cztery tygodnie wyjeżdża 32 uczniów i troje nauczycieli. Wszyscy na staż zawodowy. – Ja też się mogę nadal czegoś nauczyć – mówi Aleksandra Juśko, nauczycielka przedmiotów zawodowych w klasach geodezyjnych. – To mój drugi wyjazd w roli uczestniczki. Poprzednio trafiłam do biura projektowo-architektonicznego w Anglii, gdzie mogłam lepiej poznać program Autocad, na którym pracuję w szkole. Przydało mi się to później na lekcjach, kiedy mogłam pokazać uczniom nowinki, których nauczyli mnie pracownicy biura – dodaje Juśko. Jej kolega, matematyk i informatyk, jedzie na staż po raz trzeci. – Jestem po studiach informatycznych, ale nigdy nie pracowałem w zawodzie. Do niedawna myślałem, że mogę pokazać uczniom, jak się rozkręca sprzęt komputerowy, ale nie opowiem im, jak będzie wyglądała np. praca w serwisie komputerowym czy firmie wykorzystującej nowoczesne technologie. Dziś już to wiem, bo dzięki praktykom poznałem to od podszewki. Pierwszy raz w życiu rozkręcałem Maca za 50 tys. zł. Poznałem inny sprzęt, zdobyłem większe doświadczenie w jego obsłudze, dowiedziałem się też, ile zarabia się w innych krajach. Ale swojej pracy nie porzucę. Jestem bardzo sentymentalną osobą. Do tej szkoły chodzili moi dziadkowie, bracia, ojciec, a wujek był tu nauczycielem – mówi Jakub Szuty.

Największy sukces? – W Niemczech odbywałem staż wspólnie z moimi uczniami. To ciekawe doświadczenie, kiedy jesteśmy w tej samej sytuacji. To wtedy przekonałem się do drukarek 3D, które razem z uczniami rozkręcaliśmy na części pierwsze. Po powrocie nasza szkoła kupiła dwie takie drukarki. Teraz, na ich przykładzie, tłumaczę uczniom, czym jest stożek – dodaje Szuty.

Erasmus uratował szkołę

Dyrektor szkoły w Zwierzyńcu cieszy się z wyjazdu do Sewilli. – Myśleliśmy, że w tym roku sobie odpuścimy. Ale w połowie maja rodzice i uczniowie zaczęli pytać o Erasmusa. Partnerzy z Anglii i Niemiec napisali, że ze względu na koronawirusa nie są w stanie zapewnić odpowiednich warunków. Z Hiszpanią było inaczej. Nasz partner zapewnił, że wszystko odbędzie się bezpiecznie. Zgodnie z ich wytycznymi w pokojach sześcioosobowych mogą spać maksymalnie trzy osoby. Jedzenie posiłków musi odbywać się w mniejszych grupach. Podobnie jest z praktykami zawodowymi. Chodzi o to, żeby mniej osób przebywało jednocześnie w tej samej przestrzeni. Wycieczki przenieśliśmy z weekendu na dzień w środku tygodnia, gdy jest mniej ludzi – opisuje Gardiasz. – Gdyby nie projekty Erasmusa, to przy takim niżu demograficznym, jaki mamy od kilku lat, nasza szkoła mogłaby przestać istnieć. Tak stało się z innymi placówkami w okolicy Zwierzyńca.

Dziś słyniemy z wyjazdów na zagraniczne staże. Zależy nam na motywacji uczniów, bo jeśli oni walczą o miejsca, a z naszej szkoły co roku wyjeżdża mniej więcej jedna trzecia uczniów, to przekłada się to na wynik szkoły. Do matury rozszerzonej przystępuje aż jedna czwarta naszych uczniów, co w technikach nie jest pospolite. I to mnie cieszy, bo Erasmus pozwala pozyskać lepszą młodzież. Ta pozwala osiągnąć lepszy wynik. A lepsze wyniki to silniejsza konkurencja. I każda ze stron jest zadowolona. Rodzic, bo wysyła dziecko do ciekawej szkoły. Nasi maturzyści, bo są szczęśliwi po kilku latach spędzonych u nas. A my cieszymy się, bo jako mała szkoła, która ma ok. 130 uczniów, realizujemy projekty, dzięki którym możemy się ciągle rozwijać.

Zdjęcie: Szymon Łaszewski