Otwartość i odwaga


Nie chodziło nam o stygmatyzację sprawców, o wskazanie ich palcem. Bardziej zależało nam na wypracowaniu metod, które pomogą rozwiązać problem – mówią nauczyciele koordynatorzy wyjątkowego projektu eTwinning „Be a buddy, not a bully”, poświęconego przemocy rówieśniczej. Przedsięwzięcie nagrodzono certyfikatem European Language Label 2019

Rozmowa z Moniką Mojsiejonek, nauczycielką języka angielskiego, i Kamilem Matrasem, nauczycielem matematyki, ze Szkoły Podstawowej im. Jana Pawła II w Zaborze (województwo lubuskie).

Pomysły na wcześniejsze państwa projekty eTwinning wychodziły często od samych uczniów. Jak było tym razem?

Kamil Matras: Gdy zaczynaliśmy to przedsięwzięcie, pracowałem jeszcze jako pedagog szkolny. Pewnego dnia przyszli do mnie rodzice z wydrukami z facebookowych profili swoich dzieci i pokazali, że w szkole istnieje problem cyberprzemocy. Nie chcieliśmy udawać, że wszystko jest dobrze i naszej szkoły to nie dotyczy. Zdecydowaliśmy, że naszą odpowiedzią będzie projekt o przemocy rówieśniczej. Zależało nam, by w przedsięwzięcie zaangażować zarówno ofi ary, jak i sprawców. Chcieliśmy, żeby mogli oni wejść w buty ofiar i zobaczyć, jak to jest być po drugiej stronie.

Monika Mojsiejonek: Cyberprzemoc objawiała się dręczeniem uczniów przez ich kolegów i koleżanki. Chodziło o zamieszczanie obraźliwych treści w internecie, przede wszystkim w mediach społecznościowych. Były więc obraźliwe zdjęcia, komentarze lub insynuacje. Stwierdziliśmy, że należy rozwiązać sprawę, zanim stanie się ona problemem całej szkoły.

KM: Chcieliśmy też uświadomić dzieci, że nie wszystkie zachowania można uważać za przemoc. Ankiety przeprowadzone w szkole w ramach programu profilaktyczno-wychowawczego pokazały, że dzieci nie odróżniają przemocy od np. żartu lub innych, dość typowych dla wieku naszych uczniów zachowań.

Jak wyglądał proces otwierania się dzieci na to, żeby mówić o przemocy?

MM: Rozpoczynając projekty, zawsze czekamy na chętnych. Nigdy nie wskazujemy, kto ma wziąć udział w działaniach. Wszystko działo się więc stopniowo. Były oczywiście dzieci bardziej otwarte, dla których ważne było to, że ktoś zainteresował się ich problemem. Mówiły nam o sprawach, o których nie wiedzieli nawet ich bliscy. Reszta zaczęła się otwierać dopiero, gdy zobaczyła, że ich koledzy też o tym mówią.
KM: Ostatecznie w starszych klasach większość uczniów wyraziła chęć wzięcia udziału w projekcie. Były też dzieci, które nie chciały otworzyć się na forum, ale widząc, co się dzieje, przychodziły do nas i rozmawiały w cztery oczy. Później otrzymaliśmy też informacje od rodziców, że odważyli się pójść z dziećmi do psychologa. Dzięki temu mogły one przepracować problemy i teraz funkcjonują już inaczej.

Jak skłoniliście dzieci do mówienia?

MM: Najpierw zachęciliśmy uczniów z naszej szkoły i ze szkół partnerskich z Francji i Czech do tego, żeby stworzyli własne definicje przemocy.
KM: Dzieci odkrywały więc to, co przemocą jest, a co nie. Wymieniały się pomysłami i konsultowały je z dziećmi z zagranicy np. przez wideoczat. Uczniowie sprawdzali też, jak z problemem przemocy radzili sobie sławni ludzie.
MM: Łączyliśmy to wszystko z pracą językową. Z dziećmi z innych krajów słuchaliśmy piosenek i oglądaliśmy filmy na temat przemocy. Stworzyliśmy też internetowe forum wymiany opinii i rozmawialiśmy o tym, jak reagować na przemoc, gdy doświadcza jej ktoś inny. Pod koniec projektu zauważyliśmy, że świadomość tego, jak reagować i jak sobie z przemocą radzić, bardzo wzrosła.
KM: Dzieci nie wiedziały, gdzie szukać pomocy, a dzięki projektowi poznały wiele osób i instytucji, które mogą tej pomocy udzielić. Co ważne, rodzice dzieci biorących udział w projekcie mieli dostęp do wszystkiego, co działo się w jego trakcie.

Jak wyglądała sprawa przemocy w szkołach partnerskich?

MM: Wszędzie są podobne problemy. We Francji dodatkowo pojawiła się jeszcze przemoc na tle nietolerancji wyznaniowej czy rasowej.
KM: To też zaskoczyło naszych uczniów, kiedy zaczęli poznawać np. muzułmańskie dzieci z Francji. Ostatecznie przekonali się, że niezależnie od wyznania czy kultury to są takie same dzieci, z tymi samymi zainteresowaniami i problemami.

Co było najważniejszym efektem przedsięwzięcia?

KM: Myślę, że dzieci dużo zrozumiały. Ich świadomość w kwestii radzenia sobie z przemocą się zwiększyła. Nauczyły się, że mogą o tym mówić i że nie należy się tego wstydzić.

Projekt doceniono także w szerszej skali. Został laureatem konkursu europejskiego 2019 i laureatem konkursu Nasz projekt eTwinning 2019 oraz otrzymał certyfikat European Language Label. Co stoi za tak dużym sukcesem?

MM: Myślę, że to głównie efekt wytrwałości naszej i naszych uczniów oraz ogromnego wsparcia naszej pani dyrektor. Projekty są dowodem na to, że placówka się rozwija, że – choć jest mała – może działać na europejskim poziomie.
KM: Spotykamy się też z opiniami, że chyba w małej szkole jest nieco łatwiej realizować projekty. I zapewne coś w tym jest. Wyjazd na galę do Warszawy dla dzieci z naszej wsi był wspaniałą wyprawą i dużym przeżyciem.
MM: Ważne jest również to, że my sami bardzo chcemy się uczyć. Ostatnio usłyszałam od jednego ucznia, że ze mną nie można się nudzić, i myślę, że jest to dobre podsumowanie naszych działań.

Rozmawiał Jacek Łosak
mobilny korespondent Erasmus+