Po co te wolontariaty?


To pytanie usłyszałam lata temu od osoby, u której kupowałam polisę ubezpieczeniową dla wolontariuszy naszej małej organizacji. Pytanie wywołało we mnie lekki niepokój, bo nie potrafiłam wytłumaczyć kobiecie, która widać w życiu o wolontariacie nie słyszała, po co młodzi ludzie przez długie tygodnie czy miesiące pracują bez wypłaty. Wyskoczyłam spontanicznie z szybką odpowiedzią i olbrzymim uśmiechem na twarzy: „Dla zabawy!”. Miła pani to kupiła. Wiadomo, skoro młodzi, to i bawić się chcą. A ja do dziś myślę o tym, by do niej wrócić i opowiedzieć o wolontariacie zupełnie inaczej.

Długo uczyłam się rozmawiać o wolontariacie. Rodzicom czasami nie umiałam wytłumaczyć, dlaczego takie działania mają sens. Jeśli sami byli kiedyś w harcerstwie, sprawa wyglądała prościej. Z wójtami i burmistrzami bywało trudniej, bo często jedyne odwołania, jakie znajdowali w pamięci, dotyczyły tzw. czynu społecznego. Wolontariat poprzedniego wieku. Spotykałam się czasami z niezrozumieniem, kiedy prosiłam o pieniądze na kolejny rewelacyjny projekt. By przekonać, dlaczego warto nas wspierać, często wyciągałam temat edukacji (ileż my się w działaniu uczymy!) i profilaktyki (mamy co robić, więc nie podnosimy statystyk alkoholowych). Dziś myślę, że to były słabe argumenty, mimo że skuteczne. Bo tego, czego wtedy potrzebowałam do rozmów, to konkretne historie konkretnych ludzi z naszej małej gminy, dla których wolontariat okazał się szansą na rozwój.

Stało się to trochę przypadkowo. Na dziesięciolecie naszej organizacji poprosiliśmy dawnych wolontariuszy o nagranie krótkich filmów. Ze wzruszeniem słuchałam wówczas słów o wartości, jaką dla niektórych z nich miało doświadczenie wspólnej pracy przy festiwalach, warsztatach, kinach plenerowych i wymianach młodzieży: „Nigdy nie pracowałam w równie kreatywnej grupie”, „80 proc. umiejętności potrzebnych, żeby założyć swoją firmę, nabyłam właśnie na wolontariacie”, „Gdyby nie to, że organizowałem u was warsztaty fotograficzne, nigdy nie odkryłbym swojej pasji do fotografii”.

To, co kiedyś nazywaliśmy zabawą, dla wielu okazało się doświadczeniem kształtującym światopogląd i osobowość. A im dalej od czasu wspólnych wolontariackich projektów, tym łatwiej jest to ocenić. Ja z kolei odczuwam dumę, obserwując tych młodych ludzi, choćby ułomnym okiem social mediów. Widzę osoby, które się uczą i rozwijają, wierzą w swoje możliwości, są odważne, robią ciekawe rzeczy i potrafią zbudować relacje. Jeśli brali udział w projekcie zagranicznym, są otwarci na inne kultury i tolerancyjni, bo wiedzą, że świat jest piękny w swej różnorodności.
Są też wrażliwi na otoczenie i przekonani, że mogą mieć wpływ na rzeczywistość. Niektórzy zostali moimi przyjaciółmi, bo więzi, jakie zbudowaliśmy, wspólnie działając, są niezwykle silne.

Marzę o świecie, w którym każdy doświadczyłby wolontariatu.

*Barbara Zamożniewicz – uczestniczka programu Wolontariat Europejski (EVS). Od 15 lat działa na rzecz młodzieży w województwie świętokrzyskim. W latach 2005-2015 prezeska młodzieżowej organizacji FARMa. W latach 2015-2019 Rzecznik Młodzieży przy Urzędzie Marszałkowskim Województwa Świętokrzyskiego.