Pomoc czy praca?


Dla większości z nas pierwszym skojarzeniem ze słowem wolontariat jest pomoc. Tym pojęciem często posługujemy się na co dzień, nierzadko w kontekście barwnych porzekadeł. Mówimy na przykład: „Pomagając innym – pomagasz sobie”, „Co przed siebie rzucisz, to za sobą zbierzesz”. Lecz nie każdy tę potrzebę niesienia pomocy odczuwa jako odruch zgoła naturalny. Tym bardziej nie każdy rozumie, że wolontariat nie jest tym samym co pomaganie. Pomocą nazwać można np. odgarnięcie śniegu zalegającego na chodniku przed domem sąsiada albo zrobienie zakupów babci. Wolontariat to znacznie więcej: z definicji to nieodpłatne wykonywanie usługi, pracy czy zlecenia na rzecz osób, organizacji pozarządowych lub instytucji.

Dlaczego pomagamy? Powodów jest wiele: bo chcemy, bo jesteśmy empatyczni, często impulsem są pobudki religijne (któż z nas nie słyszał przypowieści o dobrym Samarytaninie), a niekiedy potrzeba pokazania światu, że potrafimy nieść pomoc wtedy, kiedy inni tylko ją deklarują. Niezależnie od rodzaju motywacji pomaganie daje satysfakcję. Wolontariat natomiast, oprócz tych korzyści, pozwala też nawiązać nowe kontakty, zdobyć wiedzę, doświadczenia i umiejętności, a w związku z tym – lepszą pozycję na rynku pracy.

Wolontariatem, jak pomaganiem, możemy zająć się w każdym wieku. Ale, zupełnie jak z uczeniem się języka obcego, najlepiej zacząć już w dzieciństwie. Zatem kiedy tylko mogę, staram się uwrażliwiać moje dzieci na potrzeby i troski innych ludzi, przemycając im do uszu takie mądrości: „Poprawiłam ci poduszeczkę, bo zależy mi na tym, żebyś spała wygodnie” czy też: „Jaki piękny obrazek narysowałeś! Będzie ozdobą paczki dla koleżanki” (chwilę prawdziwej próby emocjonalnej przeżywam ułamek sekundy później, kiedy muszę z całym spokojem dokończyć: „Ojej, synku, ten obrazek namalowałeś na dokumencie bardzo ważnym dla twojej mamy!”).

Za to uwrażliwianie doczekałam się niespodziewanej nagrody. Z racji tego, że dzieci przyzwyczaiły mnie do radosnego rozpoczynania dnia kwadrans po piątej, skorzystałam w końcu z dobrej rady mojej mamy: „A może daj się Maksiowi pobawić samemu, kiedy wstanie?”. Maks (lat 5) telepatycznie podchwycił słowa babci. Wstał jak zawsze o 5.15, wyszedł z pokoju i na krótką chwilę nastał najpiękniejszy dźwięk na świecie: cisza. Lecz niedługo potem do pokoju wpadła Ada (3), piszcząc radośnie, że mają dla mnie niespodziankę w łazience. Kiedy tam weszłam – zamarłam. „Zrobiliśmy ci pranie, mamusiu, żebyś w spokoju mogła wypić kawkę”. W wannie, wypełnionej wodą ubarwioną różową pianką, pływały dwa stosy wypranych i wyprasowanych wczoraj ubrań… Pomogli? W swoim przekonaniu na pewno, choć przyznaję, nie od razu mnie ta pomoc ucieszyła.

Jednego jestem za to dziś pewna: jeżeli nie pokażemy dziecku, że pomaganie jest ważne i potrzebne, dorosły, który z niego wyrośnie, wolontariuszem raczej nie zostanie.

*prof. dr hab. Ewa Murawska – wykładowca Akademii Muzycznej im. I.J. Paderewskiego w Poznaniu, prezes Fundacji Eve&Culture, dyrektor Polsko-Norweskiego Centrum Kultury w Poznaniu. Tytuł profesora zwyczajnego odebrała od prezydenta RP w maju 2019 r., przed skończeniem 40 lat.