Robiąc zdjęcia, czuję się szczęśliwy


Od lat fotografuje zawodników sportów walki. Jedno z takich zdjęć przyniosło mu prestiżową nagrodę Grand Press Photo. Pierwsze nieamatorskie prace Piotr Pędziszewski zrobił podczas Wolontariatu Europejskiego.

Jak doszło do twojego wyjazdu do Włoch?
Studiowałem wówczas historię na Uniwersytecie Gdańskim i byłem jednym z lokalnych koordynatorów Wolontariatu Europejskiego – jednej z akcji programu Erasmus+ Młodzież. Opiekowałem się studentami, którzy do nas przyjeżdżali, i poczułem, że sam też chciałbym spróbować. Początkowo myślałem o Hiszpanii, ale to był oblegany kierunek, a Włochy okazały się bardziej dostępne. Ostatecznie trafiłem na Sycylię, gdzie pracowałem w czymś na wzór naszego domu kultury, dodatkowo połączonego ze szkołą baletu.

Czym zajmowałeś się na miejscu?
Gdy wyjeżdżałem, mowa była głównie o pracy z dziećmi. Zajmowałem się jednak także logistyką, np. przygotowaniami do organizacji przeglądu filmów. Pracowałem też trochę jako ogrodnik (śmiech). Okazało się jednak, że poważnym problemem jest bariera językowa, bo w ośrodku tylko jedna osoba znała angielski. Dopóki nie nauczyłem się mówić po włosku, wszystko ustalaliśmy na migi.

Nauczyłeś się języka od osób, z którymi pracowałeś?
Nie. Na miejscu miałem organizowaną jedną lub dwie lekcje włoskiego w tygodniu, ale to było zdecydowanie za mało. Szukałem więc kursów na własną rękę, żeby jak najszybciej nauczyć się języka. W końcu trafiłem na mały oddział pewnej organizacji w Katanii, która przygotowywała kursy dla imigrantów. Okazało się, że te kursy były całkowicie za darmo! Uczyłem się włoskiego z czterema Senegalczykami, trzema Marokańczykami i Libańczykiem. Byłem tam jedynym Europejczykiem, co było bardzo ciekawym doświadczeniem, pozwalającym mi na poznanie różnych, czasami bardzo trudnych historii tych ludzi. W końcu zacząłem mówić płynnie i mogłem działać dalej już bez bariery językowej.

Jak doszło do tego, że zacząłeś pracować tam jako fotograf?
Pojawił się pomysł, żeby dokumentować życie ośrodka. Co prawda zdarzało mi się amatorsko fotografować, ale nigdy wcześniej nie robiłem zdjęć konkretnym osobom, będąc przez parę miesięcy w jednym miejscu. Wtedy miałem po raz pierwszy w życiu poczucie, że rzeczywiście pracuję z aparatem, że wcale nie jestem już fotografem amatorem, który robi sobie zdjęcia ot tak, ale naprawdę pracuje z fotografią. To było dla mnie coś nowego, coś, co mnie bardzo poruszyło. Fotografowałem głównie w szkole baletowej – najmłodsze dzieci i starsze dziewczynki. Gdy zrobiłem im kilka zdjęć i na nie spojrzałem, po raz pierwszy poczułem, że to są prawdziwe fotografie, że tym mogę się zajmować. To właśnie wtedy postanowiłem, że na pewno chcę iść w tym kierunku. Po powrocie do Polski zostałem zaproszony na brytyjski festiwal Glastonbury, jedno z największych i najbardziej niesamowitych wydarzeń tego typu w Europie. Będąc tam, naprawdę czułem już, że robiąc zdjęcia, jestem bardzo szczęśliwy. Postanowiłem więc rzucić się na głęboką wodę, zrezygnować z ówczesnej pracy i zająć się fotografią. Wtedy nie miałem jednak pojęcia, czy znajdę zajęcie i swoje miejsce w tym zawodzie.

Decyzja ostatecznie okazała się słuszna, bo dziś zawodowo poświęcasz się zdjęciom. Od baletu we Włoszech poszedłeś też w stronę sztuk walki, które sam trenujesz. Robisz zdjęcia takim mistrzom jak Paweł Nastula, Damian Janikowski, Mamed Khalidov, czy Szymon Kołecki. Ta sportowa droga przyniosła ci Grand Press Photo. Czy to wyróżnione zdjęcie jest dziś twoim ulubionym?
Na zdjęciu uchwyciłem Klebera Koike Erbsta, który cieszy się po wygranej walce na gali KSW w Poznaniu. To jest taki teatralny moment, przepełniony grą świateł, a zawodnik pozostaje anonimowy, bo uwieczniłem go tyłem. Samo ujęcie mnie urzekło, ale nie jest to moje ulubione zdjęcie. Nagroda jednak spadła na mnie trochę niespodziewanie. Zawsze o niej marzyłem, więc bardzo się z niej cieszę, ale mam także świadomość, że to jedno zdjęcie nie uczyni mnie lepszym fotografem. Najważniejsza jest praca i to, co chcesz nią przekazać, zaprezentować, a nie nagrody, które za nią dostajesz.

Rozmawiał Jacek Łosak