Sport zwiększa pewność siebie – rozmowa z Oktawią Nowacką


Sport to możliwość zwiedzania świata, poznawania ludzi, a przede wszystkim nauka pewności siebie. Sportowcy doceniają swoją wartość, co pozwala im sprawniej działać w życiu – mówi Oktawia Nowacka, pięcioboistka, brązowa medalistka Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro

Do końca nie było pewne, czy pojawi się pani na Biegu Erasmusa, ale jednak się udało.

Mam teraz mnóstwo pracy, bo walczę o kwalifikację do Igrzysk Olimpijskich w Tokio. Ale cieszę się, że udało mi się wziąć udział w imprezie. Byłam zresztą ambasadorem Europejskiego Tygodnia Sportu, którego bieg był częścią. To szeroka idea upowszechniania aktywności fizycznej, niekoniecznie sportu, ale po prostu ruchu, który warto wprowadzić do swojego życia, chociażby w trosce o zdrowie.

Wielu z nas od sportu jednak stroni. Jak pani się nim zainteresowała?

Dzieci uczą się, obserwując rodziców albo otoczenie, w którym przebywają. Moi rodzice poznali się na stadionie lekkoatletycznym. Mama biegała przez płotki, skończyła karierę, gdy zaszła w ciążę. Tata był trójskoczkiem. Biega do dziś, jest trenerem lekkoatletyki. Pamiętam, że jak miałam kilka lat, to startował w triathlonach. Chciałam być taka jak oni, więc sport przyszedł do mnie naturalnie. Nigdy się nie zastanawiałam, czy trenować, czy nie. To była oczywista część mojego życia.

Dla młodego człowieka sport to trening nie tylko ciała, ale i charakteru.

Uprawiając sport, przede wszystkim trenujemy psychikę. W swojej karierze sportowca wyczynowego zauważyłam, że dużo łatwiej ją złamać niż ciało. W sporcie na wysokim poziomie zawodnicy są właściwie bardzo podobnie przygotowani, mają zbliżone predyspozycje fizyczne, dlatego w kluczowych momentach dany sportowiec wygrywa właśnie psychiką. Wiadomo, że jesteśmy narażeni na kontuzje i urazy, ale prędzej czy później ciało się wyleczy. Można je rehabilitować, operować. Dużo ciężej jest pozbierać się po kryzysie w głowie.

Pamięta pani takie momenty w swojej karierze?

Było ich sporo. Te większe zaczęły się w 2011 r., gdy miałam operację kolana. I po roku, gdy tylko odzyskałam formę, musiałam przejść kolejną operację. Zdałam sobie sprawę, że w sumie czekają mnie dwa lata przerwy. Trudno było mi się z tą myślą pogodzić. Kolejny kryzysowy moment przyszedł przed igrzyskami olimpijskimi w Rio de Janeiro. Doznałam wtedy kontuzji rozcięgien podeszwowych. Liczyłam, że przygotuję się do tych igrzysk idealnie, a tymczasem byłam zmuszona robić tylko treningi zastępcze. To mogło przekreślić wszystkie moje marzenia i nadzieje. Wpadłam w dołek. Zastanawiałam się, czy w ogóle jechać do Rio.

Ale pojechała pani. I zdobyła brązowy medal.

Pozbierałam się z pomocą bliskich i pojechałam tam ze zdwojoną siłą mentalną. Po igrzyskach stwierdziłam, że nie ma nic silniejszego niż głowa. Przecież fizycznie nie byłam świetnie przygotowana, nie miałam szczytowej formy, a jednak odniosłam sukces. To ukryta moc, która siedzi w naszej głowie.

Co powiedziałaby pani młodym ludziom, którzy chcą zawodowo zająć się sportem?

Że sport to niezwykła przygoda. Pozwala poznać swoje ciało, kształtować psychikę, odporność na stres, na trudne momenty w życiu. Sport to też możliwość zwiedzania świata, poznawania ludzi, a przede wszystkim nauka pewności siebie. Sportowcy doceniają swoją wartość, co pozwala im sprawniej działać w życiu.

Jest życie po sporcie wyczynowym?

Sport zawodowy to sposób tylko na fragment życia, potem trzeba mieć inny pomysł na siebie. Są sportowcy, którzy po zakończeniu kariery w ogóle się nie ruszają. Niektórzy potrafią pójść do pracy biurowej. Ja wiem, że zawsze będę aktywna fizycznie, bo wysiłek sprawia mi ogromną przyjemność. Za biurkiem raczej nie usiądę. Marzy mi się praca z ludźmi.

Rozmawiała Martyna Śmigiel – mobilna korespondentka FRSE
Zdjęcie: Luka Lukasiak