Stypendium pod specjalnym nadzorem


Piwo, knedliki i Szwejk? Nie tylko. Wyjazd na studia do Czech to szansa na poznanie kultury narodu Bohumila Hrabala, ale też na zdobycie ciekawej pracy

Nie lubię iść z prądem. Kiedy więc ustawiały się kolejki chętnych na wyjazd do Norwegii czy Anglii, ja postanowiłam jechać do Czech – wspomina Adriana Sztranek, która studiowała stosunki międzynarodowe na Uniwersytecie Łódzkim. W 2014 roku wyjechała na semestr na Erasmusa.

– Byłam jedyną chętną na wyjazd do Czech z mojego kierunku. Profesor podczas rozmowy kwalifikacyjnej zapytał, czy to dlatego, że bardzo lubię piwo. Odpowiedziałam, że w przeciwieństwie
do moich kolegów chcę się uczyć nie chińskiego, ale jakiegoś języka słowiańskiego. Liczyłam na to, że kiedyś pomoże mi to w znalezieniu dobrej pracy. I nie pomyliłam się – stwierdza Adriana. Tak trafiła na Uniwersytet Tomasza Baty w Zlinie.

Mówić po czesku

Po jakimś czasie Zlin ją jednak przytłoczył. Nie była też do końca zadowolona z kursu języka, prowadzonego bez podziału na stopnie zaawansowania. – Swój czeski trenowałam poza uczelnią. W sklepie, w komunikacji miejskiej, w rozmowach z obsługą akademika – dodaje.

Gdy niedługo potem popularna firma lotnicza w Brnie szukała specjalisty z językiem polskim, Adriana odpowiedziała na ofertę i… dostała pracę od ręki. – Miałam trzy dni na przeprowadzkę – opowiada. Pewnie nie zrobiłaby tego kroku, gdyby nie wcześniejszy pobyt na Erasmusie, który – jak przyznaje – nauczył ją samodzielności.
Po trzech latach życia w Czechach Adriana przeprowadziła się do Krakowa, gdzie pracuje w międzynarodowej korporacji, na co dzień porozumiewając się w języku czeskim.

Magia Pragi i fałszywi przyjaciele

– Kiedyś na YouTubie obejrzałem filmik o konflikcie polsko-czechosłowackim po II wojnie światowej. Postanowiłem, że napiszę o tym pracę licencjacką – opowiada Mateusz Wawrzyniak, student III roku historii z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.
Długo się nie zastanawiał i zimowy semestr spędził już, w ramach Erasmusa, na Uniwersytecie Karola w Pradze, najstarszej uczelni w naszej części Europy. Nie rozczarował się. – Praga jest magiczna. Liczbą zabytków przewyższa wszystkie polskie miasta razem wzięte – zachwyca się.

Mateusza na początku zwiodła pozorna bliskość języków polskiego i czeskiego. – Dziś wiem, że w języku polskim i czeskim jest wiele tak zwanych fałszywych przyjaciół. To słowa, które brzmią podobnie, ale znaczą zupełnie coś innego – mówi. I przypomina sobie, jak podczas jednych zajęć powiedział do czeskiej studentki, że Mieszko I oszukał Dobrawę. Przy czym po czesku „szukać” jest wulgarnym określeniem stosunku seksualnego. – Koleżanka się zawstydziła, a ja potem zobaczyłem w słowniku, co to znaczy. Postanowiłem, że będę odtąd mówił po angielsku – śmieje się Mateusz. Dla niego ten wyjazd był pierwszą tak długą wyprowadzką z domu rodziców. Podczas semestru zwiedził także Brno, Karlowe Wary i Pilzno. Twierdzi, że nie byłoby to możliwe bez bardzo tanich połączeń kolejowych w Czechach i wysokiego stypendium. – W sumie dostałem 600 euro. Na Czechy to absolutnie wystarczy, nawet jeśli ktoś lubi imprezy i piwo w mieście – uważa.

Po obu stronach Olzy

Gabriela Pienias pochodzi z Katowic. Obecnie przygotowuje doktorat ze sztuk pięknych na Uniwersytecie Śląskim, a mieszka i pracuje w Ostrawie. Uważa, że nie byłoby to możliwe bez trzymiesięcznego stażu w Pradze w ramach programu Erasmus+.
– Czechy fascynowały mnie zawsze, dlatego wybrałam studia z zakresu edukacji artystycznej na Uniwersytecie Śląskim w Cieszynie – mówi Gabriela. W Cieszynie Czechy są na wyciągnięcie ręki, wystarczy przejść przez most. – Szybko polubiłam czeskie piwo, a z nim czeską kulturę, ludzi i język czeski. Przeprowadziłam się do Czeskiego Cieszyna, a studiowałam w Polsce. Miałam przyjaciół po obu stronach Olzy – wspomina.

W 2015 roku rozpoczęła studia doktoranckie w Cieszynie i chciała wyjechać na staż do Pragi. – Na pograniczu mówi się specyficzną mieszanką języka czeskiego i polskiego. A mnie zależało na tym, by poćwiczyć czeski. No i Praga to zawsze Praga. To tutaj bije serce czeskiej kultury – opowiada.
Staż załatwiła sama. Po prostu napisała do prowadzących galerię Školská 28.
– Ten czas dał mi wiele. Pracowałam z najwybitniejszymi artystami z całego świata, choćby Morgan O’Harą, światowej sławy artystką konceptualną z Nowego Jorku.

W czeskiej stolicy została dłużej. Znalazła pracę w galerii Meet Factory światowej sławy czeskiego rzeźbiarza Davida Černego. – W końcu wróciłam do Polski, by skończyć doktorat, ale znajomości z Pragi przydały się i później. Czescy przyjaciele poznani w Pradze zaproponowali mi pracę w Ostrawie – cieszy się Gabriela.
Dziś uczy rysunku i grafiki czeskich studentów Uniwersytetu Ostrawskiego i przygotowuje wystawy w galerii, która mieści się w ostrawskim Důl Michal.