Teatr na emeryturze


Co maska wyzwala w seniorze? Kiedy nie ma mimiki, postać gra całym ciałem – warsztaty teatralne aktorów w maskach pod hasłem „Ludzie z miasta Łodzi” zwieńczyły projekt „Uczymy się, by służyć innym – społecznie zaangażowana edukacja teatralna”

Siwowłosa Maria nakłada maskę i zaczyna mówić głosem nieśmiałej nastolatki: – Mam na imię Marysia, dobre oceny i dziadka, dumnego z ułożonej wnuczki. Dziś wziął mnie do swojej pracy. To przedsiębiorstwo transportowe przy Piotrkowskiej. Dziadek wchodzi po coś do biura, ja zostaję na zewnątrz. Od razu zaczynają mnie podszczypywać. „O, jakie ładne masz warkocze, Marysiu, jakie różowe policzki”. Stoję tak wśród tych kierowców, ale nagle wybucham: „Srysia, nie Marysia!” – krzyczę. Akurat, gdy wraca dziadek. Jest na mnie zły. Tak bardzo chciał się mną pochwalić…

Maria dostaje długie oklaski od dziesięciorga seniorów. Za szczerość w odegraniu wspomnienia sprzed pół wieku i za odwagę, bo zaimprowizowała etiudę jako jedna z pierwszych. Za chwilę będzie jej dubel: dwóch uczestników warsztatów też chwyci za maski, aby zagrać podszczypujących.

Zaczęło się w Bułgarii

Po co te maski? Kiedy nie ma mimiki, relacje między postaciami, ich przeżycia i emocje muszą być wyrażane całym ciałem. To poszerza środki wyrazu aktora. A seniorzy zebrani w Poleskim Ośrodku Sztuki (POS) są właśnie aktorami. W większości przypadków ich przygoda z teatrem zaczęła się na emeryturze. Teraz regularnie spotykają się w kilku grupach. Warsztaty pod hasłem „Ludzie z miasta Łodzi” były zwieńczeniem projektu zrealizowanego w ramach programu Erasmus+ Edukacja dorosłych.

Zaczęło się w Bułgarii. Aby poznać m.in. metody kontroli ruchu ciała, w marcu 2018 r. na kurs organizowany przez sofijski Teatr Tsvete wyjechały m.in. instruktorki teatralne, terapeutki i edukatorki dramy. Maski, które rok później nałożyli seniorzy, powstały przy współudziale plastyczek z Centralnego Muzeum Włókiennictwa.

Jest wojna

Nie wszyscy seniorzy pochodzą z Łodzi. Cztery prowadzące proszą rodowitych łodzian o zebranie się w kręgu na środku sali. Pozycje pozostałych mają odpowiadać geograficznie miejscom, z których przybyli. Najdalej na wschód staje Zbyszek, pochodzący z Brześcia (dziś Białoruś). – A teraz zamknij oczy i opowiedz, co widzisz – pada polecenie. – Mam kilka lat. Jest wojna. Prawie zawsze jestem głodny. Ale mama wynalazła gdzieś kromkę chleba i dała mi ją. Idę przez gospodarstwo. Potykam się, kromka mi wypada. Dwa kruki podnoszą ją dziobami. Są tak ogromne, że boję się o nią walczyć…

Za kolejną maską ukrywa się Halina. – To było kilka lat temu. Jadę wiosną przez park Poniatowskiego. Rowerem. Jest tak pięknie, że staję, by ozdobić go kwiatami i zielonymi gałązkami. Potem pedałuję na wystawę designu rowerowego. Chcę przed nią zaparkować, ale nie ma mojego zapięcia. Proszę młodych ludzi, żeby popilnowali. Kiedy wracam, przy moim ukwieconym rowerze jest tłum i wszyscy robią mu zdjęcia. Myślą, że to eksponat! I dostaję propozycję dołączenia do Masy Krytycznej. Następnego dnia jedzie za mną tysiąc osób!

Pod koniec warsztatów kilkoro seniorów zaproponowało, aby z ich łódzkich wspomnień złożyć spektakl.