Uzależnieni


Dla jednych to największa przygoda życia, dla innych okazja na rozwój, której nie można przegapić. Wśród osób, które jeżdżą na Erasmusa, jest jednak również grupa takich, którzy bez wyjazdów po prostu nie potrafi a żyć

Z programu Erasmus (lub Erasmus+) skorzystali co najmniej cztery razy. W domu są raczej gośćmi – choć teoretycznie mieszkają w Warszawie, ich zżycie toczy się w różnych miejscach Europy. Jak żartobliwie mówią, uzależnili się od Erasmusa. Co sprawia, ze Natalia, Kasia i Adam nie mogą usiedzieć w Polsce? I co dają im wyjazdy zagraniczne?

Natalia: Chciałam zabić poerasmusowa depresje

Jest prawdopodobnie rekordzistka, jeśli chodzi o wyjazdy na Erasmusa. Na pytanie, czy czuje się od niego uzależniona, odpowiada krótko: „Zdecydowanie tak!”. Była już na pięciu wyjazdach i niedługo jedzie na szósty. Natalia (25 lat) po raz pierwszy wyjechała na trzecim roku międzykierunkowych studiów ekonomiczno-menedzerskich. Trafiła do Frankfurtu nad Odra. Pojechała na jeden semestr, ale przedłużyła wyjazd o kolejny. W Niemczech dowiedziała się o praktykach w ramach programu Erasmus+, wiec pojechała na dwa miesiące na Fuerteventure do Hiszpanii. Po rozpoczęciu studiów II stopnia w wakacje wybrała się na dwa miesiące praktyk w ogrodzie botanicznym do Grecji. Pół roku po powrocie znów spakowała walizki – semestr letni spędziła w Porto. Wróciła do Polski w lipcu 2018 r. – ale tylko na trzy dni, by zrobić niespodziankę rodzicom i przepakować ubrania. Chwile później jechała już na trzymiesięczne praktyki w Pradze. Teraz stara się o wyjazd absolwencki do Włoch, bo w ramach limitu, który obowiązuje na studiach magisterskich, zostały jej jeszcze dwa miesiące Erasmusa. Jak mówi, najwięcej dał jej pierwszy roczny wyjazd. – Wyjazd do Frankfurtu oznaczał dla mnie wyprowadzenie się z domu. Pranie, gotowanie, pilnowanie budżetu – do wszystkiego musiałam się przyzwyczaić – opowiada Natalia. – Poznałam mnóstwo ludzi, i to nie tylko z Europy. Dzięki temu, ze przebywałam głównie z Latynosami, nauczyłam się tez hiszpańskiego – dodaje. Jak mówi Natalia, każdy kolejny wyjazd był po to, by zabić poerasmusowa depresje. – W trakcie studiów za granica ciągle zdarza się cos nowego, pojawiają się kolejne atrakcje, wyzwania, poznaje się nowych ludzi. Tam nikt nie ma swojego osobnego życia. Wszyscy jesteśmy w podobnej sytuacji, wiec tworzymy jakby jedna wielka rodzinę – przekonuje. – A tutaj, w Polsce, ludzie są bardzo zajęci: maja studia, prace. Po powrocie masz wrażenie, ze w twoim życiu nie ma niczego poza studiami i obowiązkami domowymi – tłumaczy. Erasmus+ według Natalii to przede wszystkim przygoda. – Chodzi o rzucanie się na głęboką wodę, nauczenie się, jak żyć i załatwić wszystko samemu – mówi. – Trzeba jednak zdać sobie sprawę, ze nie możesz trzymać się ze wszystkimi, bo wtedy tak naprawdę nikogo nie poznasz. Po pierwszym Erasmusie zrozumiałam, ze najlepiej wybrać sobie grupę osób, z którymi złapało się najlepszy kontakt, i z nimi budować relacje – wspomina. – Dlatego tez według mnie dużo ciekawsze od wyjazdów semestralnych są praktyki Erasmusa. Możesz lepiej poznać osoby, z którymi się stykasz. Ja mam lepszych przyjaciół z zagranicy niż z Polski – dodaje.

Adam: Chodzi o to, żeby mieć co wspominać

Adam (23 lata) studiuje finanse, rachunkowość i ubezpieczenia na UW. Żartuje, że jego kierunek jest na tyle nudny, ze musiał go jakoś urozmaicić. Na II roku studiów, w 2016 r., wyjechał wiec na swoja pierwsza wymianę. Wybrał Budapeszt, gdzie spędził letni semestr. Niedługo później w ramach praktyk zawodowych pojechał na Maltę – tam przez dwa miesiące pracował w firmie finansowo audytowej. Ta forma wyjazdu podbiła jego serce – w kolejnym roku, znów w ramach staży Erasmusa+, wybrał się do Holandii. Trafił do prowincji Zeeland – w jednym miast tuz przy granicy z Belgia był asystentem właściciela restauracji. W to samo miejsce wybrał się ponownie w ostatnie wakacje.

Adam angażuje się w program również w Polsce. Koordynuje przedsięwzięcia prowadzone w ramach Erasmus+ Sport, które maja na celu promowanie pozytywnych postaw społecznych i sportowych. Dzięki temu Adam często wyjeżdża na zagraniczne konferencje. Ostatni projekt – dotyczący mowy nienawiści – zaprowadził go do Frosinone we Włoszech. Musiał tam podsumować jego realizacje w Polsce przed 150 osobami, w tym przed przedstawicielem FIFA. Początki Adama na Erasmusie+ nie były jednak proste. Kiedy przyjechał do Budapesztu, zmuszony był szukać mieszkania, bo akademik był w remoncie. Musiał tez znaleźć prace, aby się utrzymać, a przede wszystkim: musiał odnaleźć się w całkowicie nowym, zagranicznym środowisku.

To wszystko nauczyło go odpowiedzialności i zaradności. – Zawsze starałem się być samodzielny, ale taki wyjazd to duże wyzwanie. Erasmus+ uczy, jak zarządzać własnym czasem, pieniędzmi, samym sobą i jak dobrze spędzać czas – mówi Adam. Ale podkreśla tez inne zalety Erasmusa. – Praca, znajomi, podróże. To trzy najważniejsze elementy. W Budapeszcie pracowałem w dwóch miejscach: jako kelner oraz jako marketingowiec w bootcampie fitnessowym. To pozwoliło mi nie tylko zdobyć doświadczenie zawodowe, ale tez trochę zaoszczędzić, bo nie chciałem się zapożyczać u rodziców – opowiada. Dzięki temu, po zaliczeniu wszystkich przedmiotów na koniec semestru, Adam mógł zainwestować w podróże. – Wybrałem się na stopa z przyjaciółmi. Zwiedziłem Węgry, Słowenie, Chorwacje i część Włoch. Za drugim razem z przyjacielem z Belgii pojechaliśmy autobusem do Warszawy. Zwiedziliśmy tez Rygę i Wilno, a potem przez Polskę wróciliśmy do Budapesztu – mówi Adam. Nieco mniej udało mu się zwiedzić, kiedy był na Malcie. Do podróżowania wrócił jednak podczas pobytu w Holandii. Oprócz niej zwiedził Belgie i Paryż. – Można by po ośmiu godzinach pracy wrócić do domu i włączyć serial. Ale nie taki jest cel tego wyjazdu. Chodzi o to, żeby jak najwięcej zobaczyć, jak najwięcej poznać i mieć potem co wspominać – twierdzi.

Kasia: komfort życia

Swoja przygodę z Erasmusem+ zaczęła późno, bo na ostatnim roku studiów magisterskich. Mimo to była na wyjeździe zagranicznym już piec razy i każdy z nich wykorzystała w stu procentach. Kiedy Kasia (27 lat) była na V roku filologii hiszpańskiej, wyjechała na cały rok do Madrytu. Od tamtego czasu minęły cztery lata, a ona była na kolejnych czterech wyjazdach. Po przyjeździe z Madrytu wybrała się na praktyki do Porto, gdzie pracowała w niewielkiej firmie eventowej. Gdy po powrocie rozpoczęła studia doktoranckie, postanowiła skorzystać z Erasmusa+ przeznaczonego dla doktorantów – i wyjechała do Sewilli. Na kolejny erasmusowy wyjazd wybrała Lizbonę. Obecnie ponownie jest w Madrycie, tym razem na rok i w ramach drugiego kierunku, filozofii. W przypadku Kasi Erasmus to nie podróże czy życie towarzyskie. – U mnie przeradza się to w emigracje naukowa. To jest w pewnym sensie uzależniające. Czujesz, ze jak wrócisz do kraju, to cos dobrego się skończy, a tego nie chcesz. A skoro nadal mam możliwość wyjechać, to dlaczego miałabym nie skorzystać z szansy, która ustawia mi kolejny rok życia? – pyta retorycznie. Jak mówi, program zapewnia jej komfort życia. Dzięki stypendium Erasmusa i stypendium doktoranckiemu jest w stanie utrzymać się, nie pracując. – Mogę poświecić się całkowicie badaniom naukowym – mówi. Dla Natalii, Kasi i Adama wyjazdy na Erasmusa są ogromna szansa, przygoda i szkoła życia. I choć czasem wiążą się z wyrzeczeniami, pozostawieniem w Polsce przyjaciół, rodziny, ukochanego psa i całej stabilności, która się miało, żadne z nich nie żałuje, ze wyjechało po raz pierwszy. Bo, jak mówi Kasia, „w zżyciu trzeba wyjść ze strefy komfortu”. – Trzeba się odważyć. I wtedy nigdy nie wiadomo, co się zdarzy – podsumowuje.

Autorka jest uczestniczka projektu

Mobilni dziennikarze programu Erasmus+”