Uzależniony od pomagania


Ratownicy medyczni swoje dyżury w szpitalu dla pacjentów z COVID-19 z regionu łódzkiego odsypiają w dawnym domu tkaczy w Zgierzu, obecnie Hostelu FOLKier. To miejsce współtworzył 27-letni Jakub Pyrzanowski, przed laty ambasador programu „Młodzież w działaniu”

Dlaczego medycy nie wracają po pracy do swych domów?

Jakub Pyrzanowski: Ponieważ są na pierwszej linii zmagań z koronawirusem i boją się, że zakażą swoje rodziny. Sprawa ich noclegów w Zgierzu zaczęła się od prośby mojego kolegi, pracującego w służbie zdrowia. Zapytał, czy prowadzące hostel Stowarzyszenie Miłośników Kultury Ludowej FOLKIER, którego byłem współtwórcą, wyrazi zgodę na nocowanie tam ratowników medycznych. Chodziło o osoby pracujące przy Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Zgierzu, przekształconym w tak zwany szpital jednoimienny dla pacjentów z COVID-19 z regionu łódzkiego. Stowarzyszenie odpowiedziało, że nie ma problemu. Ograniczenia związane z koronawirusem i tak nie pozwalały na normalną działalność hostelu. Przez pierwszy okres tych ograniczeń, zgodnie z przepisami, hostel gościł jeszcze robotników pracujących dla firmy budowlanej, ale szef ich wymeldował, bo skończyły się zlecenia.
Hostel stał już pusty, gdy najpierw zaczęło odpoczywać w nim trzech ratowników. W połowie kwietnia mieszkało ich już tam czternastu. Radzą sobie w hostelu sami, ponieważ stowarzyszenie nie chce narażać na niebezpieczeństwo obsługi obiektu. Ratownicy mają zatem klucze
do dawnego domu tkaczy. Kiedy potrzeba, biorą w swoje ręce mopy oraz zmiotki – sprzątają, ale i piorą sobie sami.

Ta pomoc jest świadczona medykom bezpłatnie?

Tak. To teraz właściwe zachowanie. Inna sprawa, że to budynek miejski – stowarzyszenie prowadzi w nim hostel na podstawie umowy ze zgierskim magistratem. Zobowiązuje ona najemcę do włączania się w życie lokalnej społeczności, np. przez organizowanie w hostelu otwartych warsztatów dla mieszkańców Zgierza. Ofertę dla medyków też można traktować jako rodzaj wkładu na rzecz naszego miasta. Stowarzyszenie samo liczy na pomoc – prowadzone są rozmowy na temat umorzenia czynszu – ale nie wiąże jej otrzymania ze sprawą ratowników.

Ratownicy trafili do wyjątkowego miejsca.

Hostel zajmuje jeden z domów wybudowanych na początku XIX wieku, które od 2003 roku były restaurowane. Działo się to dzięki tak zwanym funduszom norweskim w ramach projektu obejmującego obecny Park Kulturowy Miasto Tkaczy. Projekt ten zakładał, że jeden z dawnych tkackich domów zamieni się w hostel z salą konferencyjną. I taki zaczął działać: raz lepiej, raz gorzej. Przed trzema laty magistrat zerwał umowę z poprzednim najemcą, rozpisując nowy konkurs. Zwyciężyło w nim Stowarzyszenie Miłośników Kultury Ludowej FOLKIER. W 2013 r. byłem jego współtwórcą. Zostałem też pierwszym prezesem FOLKIER-a. Stowarzyszenie przejęło hostel i każdy z jego pokoi gościnnych ucharakteryzowało na inny region Polski: łowicki, kurpiowski i podhalański. W stylu łowickim jest także przestrzeń kuchenno-jadalniana, sala konferencyjna zaś jest kaszubska. Trzy pokoje to dziesięć miejsc noclegowych, ale dzięki dostawkom może tu teraz nocować więcej ratowników. Wracając do czasów sprzed koronawirusa: pomysł na klimat obecnego Hostelu FOLKier – plus dobra lokalizacja w zabytkowej przestrzeni miasta, a jednocześnie blisko skrzyżowania autostrad – zaczął przynosić efekty. Pojawiło się sporo turystów indywidualnych oraz zgłoszeń od firm i organizacji szukających oryginalnych miejsc na szkolenia czy nawet medytacje. Bliskość szpitala spowodowała, że z usług hostelu korzystała także część jego pacjentów po przejściu lżejszych zabiegów lub przed nimi. W czasie ostatnich majówek FOLKier był miejscem szkoleń Fundacji Medor, pomagającej bezpańskim zwierzętom, która prowadzi w Zgierzu schronisko. Stowarzyszenie jest szczególnie dumne, że stworzyło w hostelu miejsca pracy dla trzech pań z obecnej obsługi FOLKiera. Udało się dzięki jednemu z grantów dla sektora tak zwanej ekonomii społecznej. Teraz, za sprawą epidemii, trzeba myśleć, w jaki sposób te miejsca uratować. Bo celem stowarzyszenia, jak każdego podmiotu ze wspomnianego sektora, nie jest zysk. Dodam, że w przypadku FOLKiera gościna w hostelu zawsze wiązała się z próbą przekazania odwiedzającym historii miejsca, do którego trafili, oraz wiedzy o stylu reprezentowanym przez wystrój ich pokoju.

Jesteś nie tylko społecznikiem, ale i przedsiębiorcą. W jakiej branży prowadzisz interesy?

Gastronomicznej. Przed dwoma laty zaangażowałem się z przyjaciółmi w restaurację „Para z gara”, a od tego roku również w „Zgierskiego ZapieXa”.

Z jednej strony współtworzenie stowarzyszenia promującego kulturę ludową i hostelu z klimatem, z drugiej – biznes restauracyjny. Całkiem sporo jak na 27-latka. Kiedy zacząłeś być taki zaradny?

Pamiętam, że byłem taki już w ogólniaku, gdy razem ze znajomymi złożyliśmy wniosek do programu „Młodzież w działaniu”, którego – po kilku kolejnych projektach – zostałem ambasadorem przy FRSE. Nasz pierwszy (zrealizowany przed dekadą) wniosek dotyczył Targów Czasu Wolnego. Impreza w miejskiej hali prezentowała ofertę dla młodzieży zgierskich instytucji, stowarzyszeń i firm, do tego dochodziły warsztaty plastyczne oraz muzyczne. Następne dwa wnioski dotyczyły promowania kultury ludowej – m.in. organizacji spotkania z tradycjami nocy sobótkowej. To przedłużenie moich młodzieńczych doświadczeń z Zespołu Pieśni i Tańca „Boruta” w Zgierzu. Działalność społeczna wciąga niczym taniec. Przynajmniej tak było w moim przypadku – i okazało się, że już nie mogę przestać.

Rozmawiał Maciej Kałach – korespondent FRSE
Zdjęcie: Szymon Łaszewski