W dobrych rękach


Stypendyści Erasmusa+ z wrocławskiej AWF zawsze mogą na nie liczyć. Pomogą przy dokumentach, pojadą sprawdzić, jak młodzi radzą sobie na studiach lub praktykach w Czechach czy na Cyprze, zorganizują dzień otwarty lub imprezę integracyjną

Monika Ilecka-Folcik i Magdalena Opala z Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu nie prowadzą typowego erasmusowego biura. Angażują się o wiele bardziej! Do współpracy zaprosiły tzw. weteranów, czyli dawnych stypendystów programu. Wśród nich jest Sara Wawrzyniak, obecnie wykładowczyni, która dzieli się ze studentami swoimi doświadczeniami i wyszukuje partnerów z innych uczelni.

Czy studenci Akademii Wychowania Fizycznego różnią się od innych erasmusowców?
Monika: Porównujemy nasze doświadczenia z kolegami z biur Erasmusa z innych uczelni, polskich i zagranicznych, i mogę stwierdzić, że w zasadzie wszyscy wyjeżdżający obecnie są do siebie podobni. To pokolenie Z (osoby urodzone po 1995 roku), które miksuje życie realne z życiem online. Studenci świetnie orientują się w nowych technologiach, ale potrzebują pomocy w przygotowaniu dokumentacji oraz wsparcia emocjonalnego. Przychodząc do biura, pragną się upewnić,
że dokonali dobrego wyboru, usłyszeć, że wszystko będzie dobrze, że dadzą sobie radę. Widzę natomiast zmianę pokoleniową – w ciągu tych 18 lat, przez które prowadzę na AWF biuro Erasmusa, zmieniły się potrzeby i zainteresowania młodych.
Dlatego też wciąż modyfikujemy swoją pracę, nie oczekujemy, że studenci dostosują się do nas z całym swoim bagażem osobowości.
Magda: Stąd między innymi pomysł na prowadzenie aktywnej kampanii zachęcającej studentów do wyjeżdżania w ramach programu Erasmus+. Jesteśmy u nich na zajęciach, rozdajemy gadżety. Hitem są ciasteczka erasmusowe z różnymi hasłami. Mamy wspólne spotkania świąteczne, organizujemy dni otwarte. Pomagają nam w tym weterani Erasmusa, tacy jak Sara.

Słyszę weteran, a widzę energiczną, sympatyczną, młodą kobietę…
Sara: Ha, ha. Tak, to może być mylące. Byłam pierwszy raz na Erasmusie 10 lat temu jako studentka. Spędziłam rok na Cyprze. I po powrocie niemal co roku gdzieś wyjeżdżałam. Obecnie robię to jako nauczyciel akademicki. Byłam między innymi na Tajwanie, w USA, Grecji, Portugalii, Finlandii, we Włoszech i w wielu innych krajach, mam więc sporo doświadczeń, którymi mogę się podzielić. Namawiam naszych studentów, szczególnie tych z pierwszego roku, do wyjazdów. Zapewniam, że to niesamowite doświadczenie, które wiele wnosi w dorosłe życie.

Reklamujecie się aktywnie na uczelni, kręcicie filmy z pobytów studentów na praktykach i zamieszczacie je w internecie. Czy to przyciąga chętnych do wyjazdów?
Magda: Media społecznościowe to tylko jeden z elementów. Najważniejszy jest jednak bezpośredni kontakt. Monika jest w tym bezbłędna. Wypatruje studentów i z okna naszego biura często zaskakuje niektórych pytaniem: Nie byłeś jeszcze na Erasmusie, nie chciałbyś pojechać?
Monika: Nasza uczelnia nie jest duża, a koleżanki żartują, że znam chyba wszystkich, i to bardzo ułatwia promocję programu Erasmus. My nie czekamy, aż studenci do nas przyjdą, same ich wyszukujemy. Mamy do dyspozycji biuro w rektoracie (do pracy spokojnej, np. przy umowach finansowych, raportach), Erasmus Meeting Point – punkt spotkań przy bibliotece, oraz Erasmus Spot… z neonem (bo Wrocław to miasto neonów) i bardzo dużym oknem na nasz awuefowski świat. Zaczepiamy i zapraszamy do środka po garść informacji i zachętę.

Magda: Monice trudno odmówić. Zwłaszcza gdy chodzi o Czechy.
Monika: Jestem czechofilem i to procentuje, gdy trzeba wysłać tam studentów. Przekonuję, że w Czechach odpada bariera językowa, bo stosunkowo łatwo o porozumienie. Dodatkowo jest możliwość poznania najbliższych sąsiadów i przeżycia różnych sytuacji związanych z lapsusami językowymi – nasi erasmusowcy doskonale wiedzą na przykład, że w Czechach nie wolno niczego szukać, bo „szukać” oznacza nieprzyzwoitą czynność. Współpraca z Czechami jest ważna przede wszystkim z punktu widzenia studiujących u nas fizjoterapeutów. W Europie nauka tej profesji kończy się na szkole zawodowej, policealnej (choć to się powoli zmienia). Najbardziej zbliżony do polskiego program dydaktyczny mają właśnie Czesi. Nasi studenci jeżdżą za południową granicę na minimum dwumiesięczne praktyki w placówkach medycznych – mamy bowiem świetne kontakty z sanatoriami w takich miejscowościach, jak Lázně Teplice, Dubi, Klimkovice oraz Janské Lázně. Tam klientami są najczęściej Arabowie. Dla naszych studentów jest to możliwość nie tylko zwiększenia umiejętności, ale także poznania innej kultury, innego jedzenia oraz metod rehabilitacji, które nie naruszają zwyczajów arabskich. Byłam w Czechach praktycznie wszędzie tam, gdzie wysyłamy naszych studentów. Sprawdzamy także miejsca w innych krajach. Chcemy wiedzieć, w jakich warunkach przebywają młodzi ludzie.

Takie nieoczekiwane, niezapowiedziane kontrole?
Monika: Monitorujemy, jak nasi studenci sobie radzą. Patrzymy, czy staż jest faktycznie stażem i jest zgodny z założeniami. Czy na przykład studenci turystyki i rekreacji nie spędzają praktyk na zmywaku lub sprzątaniu. Mogą to oczywiście robić, aby poznać np. organizację hotelu, ale nie przez cały czas. Właściwie towarzyszymy studentom na każdym etapie. Zarówno, gdy wysyłamy ich na studia czy praktyki, jak i wtedy, gdy tam przebywają i stamtąd wracają. Kiedy zaczęła się epidemia, spędzałyśmy wiele godzin przy komputerze i telefonach, by ustalić, czy mają zajęcia, czy są bezpieczni, czy chcą wracać. Wiedzieli, że mogą na nas liczyć. Teraz siedzimy razem, praktycznie na walizkach, ze studentami, którzy zakwalifikowali się na zagraniczne studia. Nie wiadomo, ile osób zdecyduje się wyjechać.
Magda: Interesuje nas też druga strona medalu. Rozmawiamy z pracodawcami, by wiedzieć, jak spisują się nasi erasmusowi podopieczni. Pytamy, czy studenci są punktualni, czy mają wystarczającą wiedzę, w czym możemy pomóc, jak lepiej przygotować następną grupę. I bardzo miło nam słyszeć, że awuefiacy są kompetentni, wszechstronnie przygotowani, sympatyczni i kreatywni.

Dokąd – poza Czechami – studenci AWF wybierają się najchętniej?
Monika: Największą popularnością cieszą się kraje południowe, tj. Hiszpania, Portugalia, Cypr, Włochy.
Sara: Dużo trudniej znaleźć chętnych na wyjazd do Finlandii czy Norwegii. Właśnie w Finlandii byłam na wyjeździe dydaktycznym w okresie zimowym, gdzie przy minus 26 stopniach ciągnęłam ponad 30-kilogramową torbę ze stoma piłkami edukacyjnymi. Ale to nie zraziło mnie do tych krajów, choć wolę ciepłe miejsca.

Wiozłaś ze sobą piłki? Po co?
Sara: Na naszej Akademii w 2002 roku w Zakładzie Zespołowych Gier Sportowych powstała nowatorska pomoc dydaktyczna – piłki edukacyjne EDUball/BRAINball. Na piłkach umieszczone są litery, cyfry i znaki matematyczne, dzięki czemu dzieci poprzez zabawę i aktywność ruchową uczą się treści m.in. z języka polskiego, matematyki czy przyrody. Od 2018 r. jest to nasz produkt eksportowy. Piłki dostępne są na terenie Stanów Zjednoczonych, Kanady i Unii Europejskiej. Niekiedy uczelnie, na które jadę go zaprezentować, nie mają piłek i trzeba je zabrać ze sobą. Nieraz budziłam zainteresowanie służb celnych na lotnisku… Ale jakoś mnie nie aresztowano.
Monika: Sara to taki tajny wysłannik. Wspiera nas nie tylko w szukaniu partnerów do wymiany studentów, ale też pracowników dydaktycznych. Śmiejemy się, że to nasz łowca.
Sara: Gdy zaciekawi mnie jakiś wykład czy projekt, proponuję autorowi, by przedstawił go u nas. I na odwrót. Często po mojej prezentacji programu z piłkami zapraszają mnie inne uczelnie. Pierwszy krok jest zrobiony i taka współpraca się rozwija.

Trzymacie zatem cały czas rękę na pulsie, a nie tylko wysyłacie studentów w świat?
Magda: Studenci czują naszą opiekę, ale również znają oczekiwania i wymagania. Pilnujemy terminów, poprawności danych czy nawet estetyki dokumentów. Wszystko musi chodzić jak w zegarku. Najważniejsze, że stypendyści programu Erasmus prawie zawsze deklarują chęć ponownego wyjazdu. Wracają bardziej otwarci, tolerancyjni, potrafią gospodarować własnym budżetem, mają lepsze kompetencje językowe. My tylko czuwamy, by bezpiecznie wrócili z nowymi doświadczeniami.

Zdjęcie: Ziemowit Folcik