W rejs z Torunia do Dubaju


Uczniowie trenują starty i lądowania na symulatorze lotu, gotują obiady w termomiksach z dostępem do internetu, korzystają ze specjalistycznych pracowni: robotyki, językowej, krawieckiej, muzycznej i stolarskiej. Tak rozwija się Szkoła Podstawowa nr 8 w Toruniu

– Nie każdy ma talent do wyczynowego uprawiania sportu albo dokonywania wielkich odkryć w nauce – mówi Grzegorz Bortnowski, dyrektor SP nr 8. – Wielu młodych ludzi może odnaleźć swoje miejsce dzięki kształceniu zawodowemu. Ale nie liczmy, że wybiorą technikum albo branżówkę, jeśli atrakcyjnie nie przedstawimy im tej drogi już na wcześniejszym etapie edukacji. I temu służą specjalistyczne pracownie, które kolejno otwieramy w naszej szkole, przede wszystkim, dzięki projektom z programu Erasmus +.

Zaczęło się od dyrektorskich podróży. – Podczas wizyt studyjnych w różnych szkołach Europy podpatrywałem, jak pracownie warsztatowe działają już na poziomie podstawówek. W Niemczech zobaczyłem kuchenną, w Hiszpanii muzyczną – wylicza Grzegorz Bortnowski. Ale pomysł na stolarską dyrektor wziął ze wspomnień o dawnej szkole w Polsce. Bo jeszcze w latach 90. uczniowie przychodzili do podobnych miejsc majsterkować podczas zajęć praktyczno-technicznych (zwanych „zetpetami”).

By złapać kulinarnego bakcyla 

Najpierw w SP nr 8 pojawiły się trzy pracownie: wyposażona w słuchawki do nauki języków, robotyki oraz krawiecka. Jednak o zawodowym zapleczu podstawówki z osiedla Rubinkowo zrobiło się głośno nie tylko w Toruniu, odkąd szkoła zaczęła rozbudowywać bazę warsztatów dzięki programowi Erasmus+. Szkoła przyjęła model, w którym część środków z kolejnych projektów przeznacza na finansowanie uczniowskich wymian, ale wystarcza ich także na urządzanie pracowni związanych z tematem danego projektu.

I tak od maja 2018 r. w toruńskiej podstawówce działają warsztaty kuchenne. – Dzieci korzystają m.in. z dwóch termomiksów. To wielofunkcyjne roboty kuchenne wysokiej klasy. Używane raczej w masowej gastronomii, w domu mają je tylko fascynaci. Termomiks łączy się z internetem, w którym pobiera setki przepisów, prowadząc krok po kroku, za sprawą komunikatów na wbudowanym ekranie, przez procedurę przygotowywania np. ciasta na naleśniki albo pizzę, świątecznych babeczek czy wybranej zupy. Z taką pomocą każdy może odnieść sukces w kuchni i złapać bakcyla do gotowania – przekonuje Grzegorz Bortnowski (podczas gdy jego uczniowie częstują akurat tajską pomidorową z grzankami). W tej pracowni dzieci korzystają także (pod opieką nauczycieli) z gofrownic, tosterów, sokowirówek, grillów, płyt grzewczych i zmywarek.

Po sukcesie pracowni kuchennej (projekt „Uwolnij ciało i umysł”), przyszła kolej na trzy nowe: stolarską, muzyczną (ta powstała także przy wkładzie środków rady rodziców) i z symulatorem lotu (w ramach projektu „Zawody i rzemiosła” ). To też czas na projekt „Cukier? Nie, dziękuję”, dzięki  któremu w szkole powstanie laboratorium z wysokiej klasy mikroskopami. Uczniowie będą mogli wrzucać obraz z tych urządzeń na ogromny ekran o dużej rozdzielczości, aby badać substancje, które spożywają. – Z taką wiedzą łatwiej przekonamy ich, że w pracowni kuchennej najzdrowiej brać się za potrawy z warzywami czy owocowe koktajle – uśmiecha się Grzegorz Bortnowski.

Sztuka niejedno ma imię

Tymczasem pracownia stolarska już rozwija umiejętności manualne uczniów. Wykonują w niej m.in. drewniane pajacyki albo obrazki tworzone po wbiciu w kawałek drewna gwoździków, wokół których owija się kolorowe nici. – Ja to dumnie nazywam małymi dziełami sztuki, ale liczy się to, że młody człowiek zyskuje zanikającą w społeczeństwie umiejętność prawidłowego trzymania narzędzi. Rodzice bywają tym zaskoczeni. Cieszą się też, że ich dziecko potrafi zrobić w domu obiad albo przynajmniej, po zajęciach w pracowni kuchennej, zapamiętało jego składniki – mówi Grzegorz Bortnowski.

Wyposażenie pracowni muzycznej to 16 organów elektronicznych (i jeszcze jeden egzemplarz na stanowisku nauczycielskim), tyle samo ukuleli (instrument muzyczny z grupy strunowych szarpanych, podobny do niewielkiej gitary), a do tego perkusja i gitara elektryczna. Zadaniem prowadzącego zajęcia jest zgranie zespołu uczniów na tyle, aby mógł on wykonać wybrany utwór. Do tej pracowni przychodzi młodzież od szóstej klasy. Dyrektor zapewnia, że dzięki wcześniejszej edukacji artystycznej w szkole zna ona już nuty, a zatem wspólne muzykowanie idzie sprawnie.

Jak wznieść Boeinga w szkolnej pracowni

Jednak prawdziwy odlot w SP nr 8 to symulator, składający się z 35-calowego monitora, wolanta (czyli odpowiednika kierownicy, którą poruszamy pojazd także w górę i w dół) oraz dźwigni przepustnicy (lotniczego pedału gazu). Te urządzenia podłączone są do komputera z silną kartą graficzną, obsługującą zaawansowany program X-Plane, dzięki któremu uczniowie z Torunia startują w rejs do Dubaju.

Dla oddania klimatu na ścianach sali z symulatorem jest kilka zegarów pokazujących godzinę w głównych węzłach komunikacyjnych świata,  m.in. w Nowym Jorku. W tej pracowni nauczycielem jest sam dyrektor, który od 14 lat interesuje się lotnictwem. – Tutaj, z uwagi na skomplikowanie zagadnienia, każdorazowo pracuję tylko z jednym uczniem. Jestem jego drugim pilotem – mówi Grzegorz Bortnowski. – Jeśli mój „kapitan” lata po raz pierwszy, najpierw wyjaśniam mu reguły aerodynamiki, żeby wiedział, dlaczego maszyny mogą wzbijać się w powietrze. Potem przedstawiam zasady działania poszczególnych urządzeń w naszej „kabinie”. Jako typowy lot szkoleniowy wybieram w X-Plane „oblatanie” w pobliżu Dubaju. Uczeń startuje z portu w tym mieście, chowa podwozie i osiąga tzw. wysokość przelotową. Wspólnie pilnujemy wyznaczonej trasy naszego Boeinga 737-800 Next Generation, przygotowując się do ponownego przywitania z Dubajem. Cały rejs trwa  mniej więcej pół godziny. A jeśli mój kapitan wróci na drugie zajęcia, zapoznam go z lataniem na autopilocie – opowiada.

Zdecydowana większość uczniów wraca. Gdy dyrektor opowiada o oblatywaniu Dubaju, grafik zajęć ma wypełniony na długie miesiące…

Zdjęcie: Szymon Łaszewski