Z trudniejszymi łatwiej


Trzeba dać im wędkę, by mogli tę rybę łowić. Kiedyś przecież będą musieli się usamodzielnić – mówi Zyta Czechowska, zdobywczyni tytułu Nauczyciel Roku 2019, nauczycielka w Zespole Szkół Specjalnych w Kowanówku (wielkopolskie) 

Uczy pani dzieci i młodzież z niepełnosprawnością intelektualną. Tacy uczniowie to według wielu problem. Łoży się na nich sporo środków, a pożytki i sukcesy ograniczone…

Nigdy nie nazwałabym ucznia problemem. Poza tym wszystko zależy od tego, co uznamy za sukces. Dla jednego osiągnięciem będzie wygrana w ogólnopolskim konkursie, dla innego – udana praca plastyczna. Ale to prawda, my, nauczyciele szkół specjalnych, nigdy nie będziemy mieli magistrów czy laureatów olimpiad. Tym samym nie mieścimy się w ramy konkurencji, w których miarą wygranej są osiągnięcia uczniów. Wyjątkiem jest konkurs na Nauczyciela Roku, bo pozwala się wykazać nauczycielom, których sukcesy są niemierzalne.

Jury konkursu swoich laureatów wyróżnia m.in. za „promowanie pozytywnych wzorców zachowań”. Pani wie, co to znaczy i jak to robić?

To uświadamianie i pokazywanie moim uczniom odmienności – kultur, religii, orientacji – i budowania w nich tolerancyjnej postawy.

Lekcje tolerancji dla inności wśród dzieci z niepełnosprawnością intelektualną?

Ktoś może zapytać, jaki to ma sens. A czy nie wymagamy od innych tego, by nie wykluczali naszych, niepełnosprawnych uczniów? By ich nie etykietowali? Tego samego możemy wymagać od nich samych, bo oswajając z innością wokół, oswajamy ich z własną odmiennością.

Pani umie odczarować ich obraz? Dostrzec potencjał?

Dobry nauczyciel widzi zalety, a nie wady. W każdym uczniu znajduję jedną mocną cechę, którą mogę rozwijać, by zminimalizować jego dysfunkcje i ten progres przekuć w jego późniejszy sukces. Moi uczniowie łakną różnych aktywności, bo zazwyczaj na co dzień ich nie mają. Świetnie sprawdza się tu angażowanie ich w projekty np. w ramach eTwinning, bo wtedy każdy uczestnik zyskuje poczucie sprawstwa. Gotujemy więc wspólnie, szyjemy, pielęgnujemy rośliny, współpracujemy i łączymy się z innymi szkołami przez wideokonferencje, jeździmy na wycieczki. Zupełnie jak uczniowie ze szkół ogólnodostępnych. Trzeba to tylko odpowiednio zaplanować oraz starannie dobrać metody i formy pracy.

Są na to w szkole czas i pieniądze?

Czas jest, bo podstawa programowa dla dzieci z umiarkowaną i znaczną niepełnosprawnością jest na szczęście bardzo ogólna i kompatybilna z naszymi realiami. Trudniej jest z uczniami z lekką niepełnosprawnością, których obowiązuje ta sama podstawa, co dzieci w normie intelektualnej, ale z tym też sobie świetnie radzimy. Dokładamy wielu starań, żeby ją dostosować do możliwości i potrzeb naszych uczniów, ponieważ typowe lekcje w ławce są nieefektywne – często uczeń nie potrafi pisać lub czytać.

Czyli paradoksalnie łatwiej jest z trudniejszymi uczniami?

Usprawnianie zaburzonych funkcji nie jest łatwe i wymaga czasu. Odpowiednie podejście i doświadczenie pomaga w ustaleniu właściwej terapii i zaplanowaniu takich edukacyjnych oddziaływań, które dla konkretnego ucznia będą najbardziej skuteczne. Nie odczuwamy silnej presji, by zdążyć z programem, stąd indywidualizacja zawsze jest możliwa. Klasy w szkole specjalnej są mniej liczne, co też ułatwia pracę – moja grupa liczy czworo. W takim gronie można sobie pozwolić na kreatywne aktywności.

Nauczyciel Roku 2018, Przemysław Staroń, twierdzi, że szkole potrzeba magii. By być kreatywnym, trzeba uciekać się do magicznych sztuczek?

Trochę tak, choć dla każdego ta magia będzie wynikać z czegoś innego. W przypadku Przemka to jego sposób bycia, dzięki któremu zaraża uczniów pasją do filozofii, w moim – to chyba podejście do dzieci pozbawione udawania. Moi uczniowie w lot wyczuwają fałsz, więc podstawa to bycie szczerym, empatycznym, choć nie „cukierkowym” – chodzi o to, by wspierać, kiedy jest potrzeba, chwalić, kiedy na to zasługują. Tym bardziej że często mają bardzo niską samoocenę lub – odwrotnie – nieadekwatnie wysokie poczucie własnej wartości w stosunku do tego, co faktycznie potrafią.  Staram się znaleźć złoty środek i maksymalnie angażować uczniów w zadania. Kiedy oni to widzą, są w stanie zrobić dla mnie wszystko!

Nie trzeba więc im dawać ryby? Dadzą sobie bez niej radę po skończeniu szkoły?

Trzeba dać im wędkę, by mogli tę rybę złowić  – kiedyś przecież będą musieli się usamodzielnić. Wiem, że niektórzy moi absolwenci z lekką niepełnosprawnością intelektualną pracują, np. jako mechanicy czy kasjerzy w supermarkecie. Niestety, życie wielu dorosłych z niepełnosprawnością sprowadza się do siedzenia w domu i oglądania telewizji. Dlatego pękam z dumy, kiedy np. podczas Dni Obornik spotykam na kiermaszu moich dawnych uczniów sprzedających własnoręcznie wykonane stroiki. To, jak toczą się ich losy, w dużym stopniu zależy od ich rodziców i nauczycieli, których spotkali na swojej drodze.

Inne szkoły uczą inaczej? Ma Pani porównanie ze szkołą ogólnodostępną?

Tak, bo w takiej kilka lat uczyłam matematyki. Miałam dużą satysfakcję z piątek i czwórek moich uczniów, ale jednak zrezygnowałam na rzecz pracy w szkole specjalnej. Te dzieci zdecydowanie bardziej mnie potrzebują, a ja z przyjemnością się temu poświęcam. I chyba zarażam tym innych, bo sukcesy naszej placówki to efekt pracy wielu wyjątkowo zaangażowanych osób.

Czy zatem nauczyciele szkół specjalnych mają większe poczucie misji?

Nie umniejszając pracy kolegów ze szkół ogólnodostępnych, którzy obecnie borykają się z wieloma trudnościami, sądzę, że pedagodzy specjalni muszą być uzbrojeni w dodatkowe umiejętności związane z terapią i specyficznymi metodami pracy. Niektórzy rezygnują, nie mogąc uporać się z trudnymi zachowaniami dzieci, z ich niestandardową fizjonomią, z roszczeniami rodziców, którzy wiedzą wiele o zaburzeniach swoich pociech i oczekują dla nich indywidualnej opieki. Potrzeba tu wiele determinacji i pokory, a czasem nawet utożsamienia się z uczniem, wchodzenia w rolę, by móc zacząć z nim jakąkolwiek pracę.

Czy zdarzają się bariery nie do przejścia?

Często są to dodatkowe schorzenia uczniów, np. trudności w poruszaniu się, które powodują, że z każdym z nich należy pracować oddzielnie. Dlatego podstawowym wyzwaniem jest diagnoza potrzeb uczniów i maksymalne ich zaspokojenie. Czasem chodzi o podstawowe rzeczy, takie jak winda, której brakuje w szkole.

W placówce, w której uczniowie nie mogą samodzielnie wejść po schodach?

Takie są realia szkół specjalnych. Nauczyciele i dyrektorzy bardzo się starają, sami tworzą materiały edukacyjne i doposażają klasy szkolne, wnioskują o granty, pozyskują sponsorów, byle tylko zdobyć więcej środków na pomoce dydaktyczne dla dzieci. Ale taka walka ma swoje granice, bo każdy zaczyna się w końcu buntować.

I wtedy stawia opór?

Tak, wtedy przystępuje do strajku. Żeby pokazać, że np. nadmierna biurokracja odciąga nauczyciela od jego właściwego zadania – pracy z uczniem. Że oczekiwanie, byśmy wdrażali nowe technologie, będzie możliwe do spełnienia, jeśli  w szkole pojawi się nowoczesny, interaktywny i mobilny sprzęt.

Czy to się będzie zmieniać?

Już się zmienia. Nauczyciele więcej wymagają od organu prowadzącego, szkoły i rodziców. Ale też od siebie nawzajem, bo strajk pokazał, że obraz nauczyciela w Polsce to przede wszystkim dwa miesiące wakacji. Naszym zadaniem na najbliższy czas jest więc – z pomocą mediów – pokazanie opinii publicznej, ile świetnej roboty wykonujemy i jakie sukcesy odnosimy my, a przede wszystkim nasi uczniowie!

Odnośnik 1:
Konkurs na Nauczyciela Roku organizowany jest przez Głos Nauczycielski i Ministerstwo Edukacji Narodowej.  Więcej  na: https://glos.pl/tag/nauczyciel-roku-2019

Odnośnik 2:
Zyta Czechowska, wraz z nauczycielką Jolantą Majkowską, prowadzi blog edukacyjny Specjalni.pl

Rozmawiała: Beata Maluchnik – ekspertka FRSE
Zdjęcia: Szymon Łaszewski