Jest nadzieja


W badaniach PISA 2018 polscy uczniowie osiągnęli wyniki, dzięki którym znaleźli się na podium w Europie. O przyszłości nastolatków oraz inspiracjach dla nauczycieli, płynących z badania, opowiadają dr Michał Sitek i Krzysztof Bulkowski z Instytutu Badań Edukacyjnych*

Czy Finlandia to nadal dobry kierunek na job shadowing?

Michał Sitek: Tak, zdecydowanie.

Dlaczego? Przecież najlepsze wyniki w rundzie PISA 2018 osiągnęli uczniowie z krajów azjatyckich…

MS: Finlandię wyróżnia bardzo dobry sposób opiekowania się uczniami. Spory nacisk kładzie się na kształtowanie postaw, indywidualizację nauczania, dbanie o uczniów najsłabszych i tych ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi oraz kształcenie umiejętności praktycznych. Fińska szkoła znacznie lepiej potrafi wskazać uczniowi jego mocne i słabe strony. Nawet jeżeli kraje różnią się pod względem wyników PISA, to wcale nie znaczy, że te systemy edukacyjne, które osiągnęły nieco niższe wyniki, funkcjonują gorzej.

Krzysztof Bulkowski: Wyniki krajów azjatyckich są związane z kulturą uczenia się. Uczniowie z tych krajów od małego słyszą, że tylko edukacja może zapewnić im sukces w dorosłym życiu. Dlatego w naukę wkładają bardzo dużo wysiłku i w wieku 15 lat są lepsi niż reszta świata. Analizując wyniki, zawsze warto spojrzeć na zróżnicowanie wewnątrz kraju. W Polsce 10% najsłabszych i 10% najlepszych uczniów dzieli przepaść większa niż różnica między średnimi wynikami Polski i Rumunii lub Polski i Chin.

Przyjrzyjmy się tym różnicom. Od początku badania PISA łączne wyniki krajów OECD w każdej kategorii umiejętności aż tak bardzo się nie zmieniają, za to polskie poszybowały.

KB: Patrząc w długim okresie, wyniki polskich uczniów rzeczywiście się poprawiają. Świat się zmienia i zmieniają się sposoby korzystania z umiejętności, takich jak rozumienie czytanego tekstu. Kiedyś czytaliśmy głównie książki i staraliśmy się je zrozumieć. Teraz do wyboru mamy książkę, smartfon, laptop i kilka innych urządzeń, a przy okazji czytania robimy coś jeszcze i nie możemy się na nim dobrze skupić. Badanie PISA bierze to pod uwagę. Coraz częściej zadania polegają na analizie ulotki, rozmowy na forum internetowym albo komunikatorze. Uczeń nie musi już mierzyć się z kilkustronicowym tekstem, tylko umieć wyszukać informacje albo zinterpretować stanowiska uczestników dyskusji. Od 2015 r.
testy PISA są rozwiązywane na komputerze, co dało możliwość tworzenia interaktywnych zadań. Dobrze się to sprawdza w pomiarze rozumowania w naukach przyrodniczych. PISA z założenia sprawdza nie tylko wiedzę, ale przede wszystkim umiejętność jej wykorzystania, a takie zadania świetnie się do tego nadają. Aby dojść do rozwiązania złożonego problemu, uczeń powinien zrobić kilka kroków: wykonać symulację, przeprowadzić obserwacje, zinterpretować wyniki. I Polscy uczniowie radzą sobie z tym nieco lepiej.

Z prognozy Cedefop wynika, że w 2030 r. pożądanymi umiejętnościami pracowniczymi będą: analizowanie informacji, samodzielność, kreatywność, wykorzystanie technologii i rozwiązywanie problemów – bez względu na poziom wykształcenia i grupę zawodową. Za 10 lat te 15-latki, które wzięły udział w rundzie PISA 2018, będą wchodziły na rynek pracy. Czy w świetle tych prognoz i wyników PISA polscy uczniowie będą cenionymi pracownikami?

MS: W prognozach widać ogromny wpływ robotyzacji. Największy spadek zatrudnienia wystąpi w tych zawodach, które łatwo można zautomatyzować. W ciągu 10 lat zmieni się nie tylko struktura zapotrzebowania na umiejętności, ale i zawartość zawodów. Zakres zadań prawnika czy księgowego będzie inny niż obecnie, ponieważ wiele czynności, które teraz zajmują im najwięcej czasu, będzie można zastąpić algorytmami. PISA sprawdza również poziom umiejętności bardziej złożonych, które będą coraz ważniejsze w przyszłej karierze zawodowej. Wyniki polskich uczniów w zakresie, w jakim są one mierzone w badaniu PISA, są obiecujące.

A co z tymi uczniami, którzy w PISA osiągnęli najsłabsze wyniki? Od nich także pracodawcy będą wymagać umiejętności złożonych.

MS: Wynik PISA to nie jest koniec ich drogi edukacyjnej. W badaniu biorą udział 15-latki, ponieważ w zdecydowanej większości krajów uczniowie w tym wieku są objęci szkolnictwem powszechnym. W Polsce prawie wszyscy są w systemie edukacyjnym przez kolejne lata, więc ci słabsi uczniowie nie są na straconej pozycji, bo mogą nabyć umiejętności później. Wyniki PISA należy traktować jak bilans 15-latka, a samo badanie jak papierek lakmusowy, który sprawdza stan wiedzy w określonym momencie i informuje, na ile system edukacji danego kraju jest skuteczny w nauczaniu zwłaszcza tych podstawowych umiejętności. Ale pozwala ono również wydobyć informację o uczniach z potencjałem kreatywności, którzy w przyszłości mogą stanowić elity biznesu, albo o takich, którzy są zagrożeni wykluczeniem, aby móc temu przeciwdziałać.

Na co warto zwrócić uwagę przy planowaniu projektu edukacyjnego w kontekście wyników badania PISA?

MS: Istotny jest sposób funkcjonowania szkoły, budowania relacji i metody współpracy w gronie pedagogicznym. Za granicą można znaleźć wiele
dobrych praktyk, które warto przenosić na polski grunt – zarówno dla zwiększania profesjonalizmu i jakości relacji nauczycieli z uczniami,
nauczycielami, rodzicami, jak i z korzyścią dla poziomu komunikacji, bo tutaj w polskim systemie wiele jeszcze szwankuje.

KB: Jeśli w wymianie międzynarodowej weźmie udział tylko jeden nauczyciel, wróci z niej pełen pomysłów i zapału, to samemu trudno mu będzie wdrożyć dobrą praktykę np. w strukturze swojej szkoły, w codziennym ułożeniu zadań i relacjach z nauczycielami. Mimo że nauczy się inaczej rozmawiać z uczniami i rodzicami, to aby zmiana była trwała, potrzebna jest współpraca. W tym kontekście cenne byłoby zaprojektowanie pilotażowych programów ukierunkowanych na rozwój otoczenia szkoły przez nauczycieli biorących udział w wymianie oraz opracowanie sposobu transferu zdobytej wiedzy na szkoły z okolicy, by korzyści z wymiany czerpały całe społeczności.

Rozmawiała Karolina Kwiatosz – ekspertka FRSE

Platformy i narzędzia zarządzania siecią


Koordynowanie sieci to nie przelewki. Zwłaszcza takiej, która składa się z niezależnych podmiotów o różnym statusie i potencjale. By sprawnie działała, trzeba mieć pomysły, doświadczenie, know-how. I znać narzędzia, które usprawniają funkcjonowanie sieci. Im jest ona większa, tym rola narzędzi ważniejsza. Bez nich najlepsze nawet pomysły utkną w komunikacyjnym gąszczu.

Jak wiadomo, na Starym Kontynencie do Eurodesku należy blisko 1 tys. organizacji i instytucji, w tym ponad 50 w Polsce. Konsultantów jest kilka razy więcej. Wymieniają między sobą tysiące informacji, mają dostęp do setek plików, kontaktują się online w czasie rzeczywistym. Przez lata komunikacyjne potrzeby Eurodesku zaspakajał stworzony jeszcze w ubiegłym stuleciu program First Class. Pamiętam, jak niektóre jego funkcjonalności (czat na żywo!) wzbudzały trudny do okiełznania entuzjazm uczestników szkoleń. Z czasem jednak innowacyjne niegdyś funkcjonalności stały się normą. Zalety zniknęły, wady – takie jak konieczność instalacji oprogramowania na twardym dysku – pozostały. Znalezienie następcy nie było łatwe.

Wybór padł na opartą na Gmailu platformę G Suite. Nic odkrywczego, ale jeśli wybiera się platformę dla tysięcy osób, warto zdecydować się na taką, której oswajanie przez użytkowników przebiegnie bezboleśnie. A Gmaila zna niemal każdy (choć nie każdy lubi). Na dodatek G Suite’a udostępniono Eurodeskowi – jako organizacji niekomercyjnej – za darmo. Czynnik ten może nie był decydujący, ale jednak istotny, bo Eurodesk do krezusów nie należy.

Nieodłącznym elementem zarządzania siecią jest tworzenie ankiet – do rekrutacji, ewaluacji, a przede wszystkim badania potrzeb członków sieci. Tu rynek oferuje wiele możliwości: darmowe narzędzie ma Google, z płatnych – mniej lub więcej – warto wymienić webankiety, survicate, qualtrics, typeform, questionpro. Eurodesk korzysta z Surveymonkey. To platforma płatna – i nie jest pewne, czy najlepsza, ale przerzucenie się na inną nie jest takie proste. I chodzi tu nie tyle o naturalny opór przed poznawaniem nowych narzędzi, ile o oszczędność czasu – wciąż można korzystać z wcześniej opracowanych ankiet.

Jakiś czas temu przeżyłem też fascynację narzędziami umożliwiającymi tworzenie inter-aktywnych prezentacji. Spytanie uczestników o opinię, quizy, wirtualne burze mózgów świetnie się sprawdzają na szkoleniach i warsztatach. To, co do tej pory robiło się za pomocą post-itów, teraz można zrobić za pomocą smartfonów. Narzędzi do tego typu działań jest sporo – Kahoot, Quizzes, Quizlet, Baamboozle, Padlet, Answer Garden – ale mało który jest tak wielofunkcyjny jak Mentimeter. A że dobry, to i nieco kosztuje.

Większość z wymienionych narzędzi ma wersje darmowe, ale do regularnego zastosowania się nie nadają. W subsykrypcję dobrych platform i narzędzi warto jednak zainwestować.

PS Tekst nie był sponsorowany przez żadną z wymienionych w treści marek.

Przez trudy do gwiazd


Kiedyś chowała się przed obcymi w szafie, teraz mówią o niej: kobieta rakieta. Założycielka Fundacji Centrum Aktywności Twórczej (CAT), Marlena Pujsza-Kunikowska opowiada, jak CAT zmienił ją, Leszno i całe mnóstwo młodych osób

Fundację założyliśmy w 2008 r. Było nas kilkanaście osób. Wiedzieliśmy jedno: że chcemy działać i naszą pasją zarażać młodzież. Choć trzeba przyznać, że potrafiliśmy niewiele, a o wielu sprawach związanych z prowadzeniem Fundacji nie mieliśmy pojęcia – mówi Marlena Pujsza-Kunikowska, założycielka Fundacji CAT.

Cały świat w Lesznie

Okoliczności sprzyjały jednak rozwojowi. Leszno, sześćdziesięciotysięczne miasto w województwie wielkopolskim, było idealnym miejscem do założenia fundacji. W mieście jest sporo liceów, techników, wyższa szkoła zawodowa – to się przekłada na liczbę młodych ludzi, których można zaangażować we wspólne działania. Marlena wspomina: – Kiedy zaczynaliśmy, w Lesznie nie było żadnej sensownej propozycji dla młodzieży – nie licząc centrum profilaktyki. Nikt nie chciał uczyć się obcych języków, nie marzył o podróżach…

Obecnie w Lesznie działa ponad 300 organizacji pozarządowych, ale jeśli chodzi o międzynarodową działalność młodzieżową – prym wiedzie Fundacja CAT. Co roku gości u siebie kilkudziesięciu wolontariuszy  z zagranicy. W tym przyjadą  kolejni – m.in. z Gruzji, Hiszpanii i Rosji.

Na pytanie, czy Fundacja CAT pozwoliła rozwinąć komuś skrzydła, Marlena odpowiada bez wahania: „Takich osób jest mnóstwo”. – Pamiętam Pawła, licealistę, który był świetny w nauce języków. Nie pochodził z zamożnej rodziny, ale widać było, że chce czegoś więcej. Trafił do nas, zaczął jeździć na wymiany, potem został trenerem. Ale ciągle było mu mało – marzył o studiach w USA.  Zorganizowaliśmy konferencję, na której poznał ludzi z międzynarodowych organizacji studenckich i młodzieżowych, takich jak AIESEC. To go jeszcze bardziej zmotywowało. Po pewnym czasie dostał się na amerykański uniwersytet!

Takich osób jak Paweł jest znacznie więcej: – Trafiają do nas osoby z naprawdę traumatycznymi przeżyciami. Zaczynają przychodzić na spotkania, angażować się w projekty – i pomału przestają bać się kontaktu z innymi ludźmi – opowiada wiceprezeska Fundacji Barbara Janik.

Pani prezes rakieta

– Byłam strasznie nieśmiała. Kiedy do rodziców przychodzili jacyś goście, chowałam się w szafie albo uciekałam przez okno. Fundacja pomogła mi przełamać ten lęk. Kiedy współorganizowaliśmy jedną z pierwszych konferencji, pracownik z drugiej organizacji powiedział mi: „Jeżeli my mamy współpracować, to pani prezes też musi przyjść”. Nie miałam wyjścia – przyszłam!  – śmieje się Marlena.

Teraz o Marlenie mówią „kobieta-rakieta”, „najlepsza ambasadorka Leszna”. W ubiegłym roku została nominowana do nagrody EDUinspirator, którą FRSE przyznaje osobom, które potrafią zarazić innych swoją pasją do działania.

Energia, którą się czuje

Problemy Fundacji CAT? „Grantoza” – czyli uzależnienie fundacji od  grantów. Ponieważ to jedyne źródło finansowania organizacji, nie da się wybierać tylko ciekawych programów. Ciągle myśli się o tym, jak dopiąć budżet.  – Cały czas jest obawa, że nie znajdziemy pieniędzy i któraś z fajnych osób będzie musiała odejść – przyznaje Marlena. – Chwil zwątpienia bywa wiele, ratuje mnie to, że…  jestem energetykiem. To znaczy bardzo reaguję na energię, jaką wyzwalają różne działania. A trudno o lepsze źródło tej energii niż CAT. Fajne pomysły, ciekawe  osoby, wzajemna inspiracja…

Jednak inni pracownicy fundacji nie mają wątpliwości, że źródłem tej energii jest… Marlena. Wiceprezeska Barbara Janik podsumowuje: – To dusza i serce całej organizacji.

Zdjęcie: Krzysztof Kuczyk

Z wizytą u specjalistów


Polscy reprezentanci zrobili kolejny krok przygotowujący ich do udziału w zawodach EuroSkills 2020 w austriackim Grazu. Młodzi zawodowcy oraz pracujący z nimi eksperci wzięli udział National Competition Setúbal – portugalskich eliminacjach do WorldSkills. Z Półwyspu Iberyjskiego wrócili z bagażem wrażeń i nowych umiejętności.

Dlaczego polscy reprezentanci pojechali akurat do Portugalii? Ponieważ niewiele krajów ma tak bogaty staż w WorldSkills International. Do międzynarodowej organizacji odpowiedzialnej za przygotowanie tych największych na świecie konkursów umiejętności zawodowych Portugalia przystąpiła 70 lat temu. Przez te lata portugalscy zawodnicy zdobyli aż 29 złotych medali, 61 srebrnych, 56 brązowych i aż 105 wyróżnień, czyli tzw. medali doskonałości. Wieloletnie doświadczenie pozwoliło Portugalii stworzyć przejrzysty i wydajny system współpracy między instytucją nadzorującą konkursy krajowe, biznesem a szkołami.

Portugalska organizacja zajmująca się WorldSkills przygotowała już 43 edycje narodowych eliminacji do konkursu światowego, 44. impreza z tego cyklu odbyła się w dniach 9–14 lutego w Setúbal, rybackim miasteczku na południe od Lizbony. W spotkaniu udział wzięło 400 zawodników, reprezentujących 44 konkurencje. Poza tymi, które są rozgrywane w światowej edycji konkursu, Portugalczycy zdecydowali się na kilka dodatkowych, popularnych na ich rynku pracy, jak wytwarzanie ceramiki czy produkcja animacji komputerowych.

Polskie zawodniczki i ekspertki zaproszono do udziału w trzech konkurencjach: technologia mody, grafika komputerowa i fryzjerstwo. Przyszłe reprezentantki Polski zgodnie twierdzą, że był to dla nich ważny test przed EuroSkills 2020. Wyjazd dał im zupełnie nowe spojrzenie na ich pracę, pozwolił na wymianę doświadczeń oraz poznanie zasad oceny prac konkursowych (często różnią się od polskich standardów).

Głównym zadaniem krajowych konkursów umiejętności jest promowanie szkolnictwa zawodowego. Korzyści z udziału w nich mają zarówno zawodnicy, na których z otwartymi ramionami czeka środowisko zawodowe, jak i pracodawcy, przed którymi otwiera się możliwość rekrutacji pracowników o najwyższych kompetencjach. Korzystają też same szkoły, bo nic tak nie przyciąga kolejnych uczniów jak wizja rozwoju w placówce, z której wywodzą się mistrzowie.

Zdjęcie: Paulina Machera

Stadion pełen pomysłów


Wyjść poza schemat, robić coś dodatkowego, kreatywnego – takie było przesłanie tegorocznego Ogólnopolskiego Dnia Informacyjnego (ODI) Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji

Na PGE Stadion Narodowy przyjechali z całej Polski: nauczyciele, dyrektorzy szkół, pracownicy uczelni wyższych i członkowie organizacji pozarządowych. Zjawili się w Warszawie, by dowiedzieć się więcej – nie tylko o programie Erasmus+, ale też o innych programach prowadzonych przez FRSE.

– Wbrew obiegowej opinii Erasmus+ jest nie tylko dla studentów. To program realizowany w różnych sektorach: uczelni wyższych, ale też kształcenia zawodowego, sportu, edukacji dorosłych, edukacji szkolnej, także nieformalnej. To program dla wszystkich – przypomniał, otwierając wydarzenie, Tadeusz Wojciechowski, pełnomocnik zarządu FRSE ds. projektów specjalnych. Izabela Laskowska, dyrektor Biura Kształcenia Zawodowego i Edukacji Dorosłych FRSE, podkreśliła korzyści płynące z udziału w programie. – Badania potwierdzają, że stypendyści Erasmusa+ rozwijają umiejętności, zwiększają kompetencje, a nawet zmieniają swoje życie.

Na Stadionie roiło się od pomysłów. Uczestnicy opowiadali ekspertom o swoich marzeniach i planowanych projektach – i otrzymywali wskazówki, co zrobić, by zdobyć dofinansowanie. Goście dowiedzieli się także, jak poprawnie przygotować wniosek i tym samym zwiększyć szanse na realizację projektu oraz jak upowszechniać rezultaty już zrealizowanych przedsięwzięć. Wzięli też udział w sesjach tematycznych, podczas których poznali szczegóły dotyczące programu Erasmus+ w szkołach wyższych oraz dofinansowania zagranicznych wyjazdów edukacyjnych kadry pedagogicznej, młodzieży i osób pracujących z młodymi ludźmi.

Wiedzą dzielili się nie tylko eksperci, ale też sami realizatorzy projektów – okazją do tego były Targi Dobrych Praktyk. Organizatorzy wręczyli również nagrody w konkursie fotograficznym Selfie+ (wyróżnione prace prezentujemy na s. 60–61).

Przyjechali po wiedzę

Miłosz Bałdyga – propaguje sztukę żonglowania

Mam nietypowy zawód. Jestem żonglerem, pedagogiem cyrku i trenerem. Wykorzystuję żonglerkę jako narzędzie edukacyjne w pracy z młodzieżą i dorosłymi. Żonglowanie przynosi ogromne korzyści i właśnie to chcę przekazać swoim projektem „Juggling with Benefits”. Żonglerka to sposób na rozwijanie mózgu, refleksu, koordynacji ruchowej. I, co ważne, także na wzmocnienie pewności siebie. Możemy bowiem przekonać się, że to, co wydaje się nieosiągalne i trudne, w rzeczywistości jest w zasięgu ręki.

Wiem, że liczy się nie tylko pomysł, ale też jego odpowiednie przedstawienie. Podczas dnia informacyjnego dowiedziałem się, jak dobrze przygotować taką prezentację.

Katarzyna Rączka-Bilińska i Marian Smiatek – stawiają domy ekologiczne

Tworzymy Ogólnopolskie Stowarzyszenie Budownictwa Naturalnego. Stawiamy budynki, które mają możliwie niski negatywny wpływ na środowisko i możliwie wysoki pozytywny na nas. Wyobraźmy sobie dom z gliny, konopi albo słomy. Tak, ze słomy! Jedno z nas w takim mieszka. Żadnych płyt, żadnego styropianu!

W budownictwie naturalnym chodzi o to, by nie produkować śmieci.
Tę technologię stosuje się już we Francji, w Niemczech, Austrii. Wiedzę o tym chcemy popularyzować w Polsce. Dlatego składamy swój projekt w programie Erasmus+. Będzie on skierowany do architektów i osób działających w branży budowlanej. Ale nie tylko, bo temat dotyczy każdego. Większość z nas kiedyś kupuje mieszkanie, buduje dom czy robi remont. W ramach projektu chcemy edukować, jak robić to w sposób zrównoważony i przyjazny środowisku.

Karolina Borowska -koordynuje program Erasmus+ na Uczelni Łazarskiego

Od dziesięciu lat zajmuję się wymianą międzynarodową i widzę, ile przynosi ona dobrego. Często stypendyści wracają do nas jako inne osoby. Dosłownie. Myślę o studencie, którego wysłaliśmy na Erasmusa+ do Niemiec. Gdy przyszedł po powrocie, miałam problem, żeby go rozpoznać. Zmieniła się jego postura, język ciała. Nabrał pewności siebie, otwartości, miał plany na przyszłość.

Na naszej uczelni z wymiany korzystają też pracownicy administracyjni, kadra akademicka. Jeżdżą na uczelnie partnerskie z określonym celem i wracają z pomysłami na współpracę. Jedna z wymian zaowocowała tym, że pracownik zagranicznej uczelni co roku przyjeżdża do nas jako zakontraktowany nauczyciel. Nasi wykładowcy z kolei publikują w zagranicznych wydawnictwach. To wszystko dzięki programowi Erasmus+! Portfolio programów FRSE jest ogromne i właśnie dzięki dniom informacyjnym można w jednym miejscu zebrać wiedzę o wszystkim.

Zdjęcia z ODI znajdziesz na stronie: bit.ly/2Prn62Y

Wszyscy możemy być liderami


Ogromną siłą niepełnosprawnych intelektualnie jest to, że potrafią być tu i teraz w działaniu. Tej umiejętności brakuje wielu z nas – mówi Jarosław Marciszewski, laureat konkursu EDUinspirator 2019

Niepełnosprawność intelektualna jest tematem tabu, niektórzy uważają, że osoby nią dotknięte nie mają wiele do zaoferowania społeczeństwu. Pana stowarzyszenie stworzyło projekt przeczący tym stereotypom.

W Polskim Stowarzyszeniu na rzecz Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną – Koło w Gdańsku edukacją osób dorosłych zajmujemy się od kilku lat, ale nie mieliśmy wcześniej styczności ze sposobem działania, w którym niepełnosprawni całkiem przejmują inicjatywę. Nawyki terapeutów są takie, że staramy się pomagać, wspierać. Łatwiej jest kogoś wyręczyć, niż czekać, aż zrobi coś samodzielnie. Momententem przełomowym był projekt zagranicznego partnera, w którym mieliśmy okazję uczestniczyć. Osoby niepełnosprawne intelektualnie ze Szwecji samodzielnie poprowadziły dla nas warsztaty teatralne. To było fantastyczne i zrobiło na pracownikach, terapeutach oraz samych niepełnosprawnych ogromne wrażenie.

W zorganizowanych przez was warsztatach w ramach projektu „Leading my own life” osobom z deficytami intelektualnymi powierzyliście rolę liderów.

Warsztaty prowadziło kilka osób. Staraliśmy się jednak, aby wszyscy uczestnicy w miarę możliwości podejmowali się zadań o charakterze przywódczym. W ramach przygotowań do roli lidera trzeba się było wiele nauczyć i zdobyć konkretne umiejętności, jak choćby utrzymanie kontaktu wzrokowego z grupą czy zapamiętanie sekwencji wydarzeń. Dla niektórych samo przemawianie przed audytorium nie było proste. Jednak wszyscy sprawdzili się w swoich rolach, co bardzo ich wzmocniło, a zatem pomogło w osiąganiu szeroko rozumianej samodzielności.

Co ma pan na myśli, mówiąc „samodzielność”?

Przede wszystkim pracę, którą osoby niepełnosprawne potencjalnie mogą podjąć, samodzielne mieszkanie i wiarę w to, że są w stanie funkcjonować jako osoby dorosłe. Myślę, że każdy z liderów dostał mocny sygnał: daliście radę, możecie to zrobić. A jeden z uczestników
projektu, Michał, aktor Teatru Razem, został nawet zatrudniony w Urzędzie Miejskim w Gdańsku. Dzięki warsztatom zyskał więcej swobody i pewności siebie.

Z jakimi trudnościami niepełnosprawni intelektualnie mierzą się na co dzień?

Na pewno z brakiem wspomnianej samodzielności. Z jednej strony jest to związane z tym, jak funkcjonują w środowisku rodzinnym, z drugiej chodzi o rozwiązania systemowe. W Gdańsku wygląda to coraz lepiej. Jeszcze kilka lat temu osoby niepełnosprawne w ogóle nie miały perspektyw na samodzielne mieszkanie, a więc nawet nie podejmowały kroków w tym kierunku.

W ramach projektu powstał również film. W jaki sposób przeciwdziała on dyskryminacji?

Shout it out loud with Super Love Woman, bo o nim mowa, to film, w którym scenariusz i wszystkie sceny wymyśliły osoby niepełnosprawne. To one opowiadały, co jest dla nich ważne w życiu codziennym, kiedy czują się dyskryminowane lub gdy pomoc, którą otrzymują, jest nie do końca na miejscu. W filmie  pojawia się np. scena, w której osoby pełnosprawne dyskutują na temat tego, co jest najlepsze dla niepełnosprawnej, tak zaciekle, że całkiem zapominają o tym, kogo dotyczy dyskusja. Jest też wątek niepełnosprawnych, którzy nie zostają obsłużeni w pubie. Sytuacje tego typu mogą spotkać osoby z niepełnosprawnością w relacji z terapeutami, rodzinami oraz wszystkimi, z którymi mają do czynienia na co dzień w sklepie, taksówce czy restauracji.

Co możemy zrobić, by pomóc niepełnosprawnym odnaleźć się w społeczeństwie?

Zadać sobie pytanie, czy w ogóle jesteśmy otwarci na to, by takie osoby mieszkały samodzielnie, pracowały, realizowały swoje hobby. Skonfrontować się z tym. Wciąż większość z nas postrzega niepełnosprawnych jako tych, którzy nie powinni się za bardzo wychylać i którym trzeba we wszytkim pomagać. Tymczasem jest zupełnie odwrotnie.
Z kontaktów z nimi możemy wiele wynieść.

Czego możemy się nauczyć od niepełnosprawnych intelektualnie?

To są bardzo różni ludzie, ale na pewno ich ogromną mocą jest to,
że potrafią być totalnie tu i teraz w działaniu. Potrafią koncentrować się na tym, co akurat robią, i całkowicie się temu poświęcić. Tej umiejętności brakuje dziś wielu ludziom. Niepełnosprawni mogą nas nauczyć także tego, że potrafią być normalnymi członkami społeczności, mieszkać, pracować, samodzielnie poruszać się środkami transportu. Mają te same prawa co my. Nie są od nas aż tak bardzo inni.

Jarosław Marciszewski – koordynator projektu „Leading my own life”, realizowanego przez Polskie Stowarzyszenie na rzecz Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną – Koło w Gdańsku (PSONI), laureat konkursu EDUinspirator 2019, organizowanego przez Fundację Rozwoju Systemu Edukacji w kategorii Edukacja dorosłych. Absolwent Socjologii na Uniwersytecie Gdańskim, muzyk.

Zdjęcie: Krzysztof Mystkowski

Postawić znak równości


Pracownicy instytucji opiekuńczych muszą zmienić swoje podejście do niepełnosprawnych. Potrzebują szkoleń, by potrafili dać podopiecznym szansę na bardziej samodzielne życie

Instytucje publiczne powinny przestać obawiać się osób z innymi możliwościami. Każdy niepełnosprawny chce się czuć potrzebny – mówi Peter Balázs, węgierski aktywista, zależny od wózka.

Peter był jednym z uczestników seminarium kontaktowego Matchmaking Inclusion w Słowenii. Wydarzenie to, organizowane pod hasłem Strategic Partnership on Inclusion (SPI), to jeden z efektów ponadgranicznej współpracy kilkunastu narodowych agencji programu Erasmus+ Młodzież i Europejskiego Korpusu Solidarności (EKS) oraz SALTO Inclusion – brukselskiego biura sieci SALTO, zajmującego się włączeniem społecznym. Realizowany przez te instytucje wieloletni program ma przyczynić się do poprawy jakości projektów Erasmus+ i EKS włączających młode osoby z mniejszymi szansami – poprzez mobilizację instytucji działających w tym obszarze.

Wiedzieć jak

Taka mobilizacja jest bardzo potrzebna. W Polsce nadal osoby z niepełnosprawnościami są w gorszej sytuacji. Wychodząc spod ochronnego parasola rodziców, często zderzają się z rzeczywistością – i naturalnie zaczynają się wycofywać. Specjalistyczne placówki opiekuńcze wciąż mają w Polsce kiepską opinię, choć często nie opiera się ona na faktach: zdarza się, że uczniowie szkół specjalnych zdają egzaminy lepiej niż ich rówieśnicy ze szkół powszechnych. Nadal jednak brakuje w Polsce narzędzi niezbędnych do pracy oraz kadry. Ratunkiem mogą być właśnie międzynarodowe szkolenia – takie jak to w Słowenii. Skoncentrowane na jednym temacie – włączania do społeczeństwa – dają szansę na poznanie całej palety międzynarodowych tendencji w tej kwestii. W trakcie takich spotkań jasno widać, że nie ma jednego sposobu podchodzenia do zagadnienia włączania młodzieży zagrożonej wykluczeniem. – To plan rodzący się w pracy – podkreśla drugi trener słoweńskiego szkolenia Henk Persyn.

Metody szkoleniowe w ramach SPI muszą być uniwersalne i adekwatne do zróżnicowanych możliwości uczestników. W szkoleniu biorą bowiem udział bardzo różnorodne grupy pod względem kultury, wieku, profilu organizacji, jak również potrzeb samych uczestników. Wśród przedstawicieli organizacji działających na rzecz włączania
są osoby niesłyszące, niewidzące, zależne od wózka, które często aktywnie działają na rzecz swoich grup. Jedną z zasad spotkań jest be here – bądź tutaj. – Jeśli wybierasz się na seminarium międzynarodowe – po prostu pozwól sobie tam być – mówi Peter Balázs.

Znak równości

Uczestnicy wrócili z SPI Matchmaking w  Słowenii z zaplanowanymi konkretnymi projektami i zawiązaną międzynarodową siecią partnerów. – Podczas  tego spotkania padło tyle ciekawych idei, inspiracji, że aż chce się wracać do Polski i wdrażać nowe rozwiązania – mówi Ewa Sroka, nauczycielka z Zespołu Szkolno-Przedszkolnego Integracyjnego nr 1 w Olkuszu. – Włączenie nie jest luksusem, to jest konieczność, nie ma innej drogi – komentuje Umberto Dorus Geerts, jeden z trenerów Matchmaking. – Włączanie to przygotowanie człowieka ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi do życia w społeczeństwie – dodaje jeden z uczestników Paweł Wilk, dyrektor Zespołu Szkół Specjalnych w Olkuszu. – To postawienie znaku równości – puentuje Ewa Sroka. – Każdy ma potrzeby, tylko różne.

Przestrzeń do rozwoju

Międzynarodowe szkolenia, seminaria i wizyty studyjne organizowane przez narodowe agencje programu Erasmus+ oraz centra SALTO są doskonałym pomysłem i dla początkujących,  i doświadczonych beneficjentów.

To przestrzeń do poznania się, wymiany doświadczeń oraz znalezienia zagranicznych partnerów, nawiązania kontaktu i opracowania wstępnych pomysłów na projekty.

Pracujesz z niepełnosprawnymi? Chcesz robić to lepiej? Już dziś możesz zgłosić się na szkolenia: „The Confusion of Inclusion” i „8 Senses Training Course”. Informacje o szkoleniach i seminariach oraz na temat rekrutacji można znaleźć na stronie SALTO Youth: www.salto-youth.net/tools/european-training-calendar/browse.

*Dagna Gmitrowicz – członkini zespołu trenerskiego Europejskiego Korpusu Solidarności
Zdjęcie: Dagna Gmitrowicz

Mój przyjaciel wolontariusz


Tak powiedzieć mogą liczni uczniowie polskich szkół, które goszczą ochotników z Europejskiego Korpusu Solidarności. Polska to od lat jedno z niewielu państw UE, w których prężnie działa wolontariat międzynarodowy w instytucjach edukacji formalnej

Mowa o przedszkolach, szkołach (podstawowych, średnich, specjalnych i zawodowych), które współpracują z wolontariuszami z innych krajów, aby rozszerzyć ofertę edukacyjną. Odgrywają oni w tych placówkach specyficzną rolę: nie są nauczycielami ani uczniami, nie mogą być asystentami nauczycieli, bo to jest wykluczone przez program. To kim mają być? Dla wielu uczniów są kimś w rodzaju przyjaciół, którzy nie uczą bezpośrednio, ale zachęcają do nauki, motywują, wspierają, organizują fajne zabawy lub warsztaty.

Stowarzyszenie ANAWOJ od kilku lat współpracuje ze Szkołą Podstawową w Gródku, małej miejscowości przy granicy Polski z Białorusią. Piszemy projekty i co roku zapraszamy do szkoły dwóch wolontariuszy z różnych krajów. Główne miejsce ich działania to świetlica. Tu organizują gry i zabawy, „kafejki językowe” oraz pomagają uczniom przy odrabianiu prac domowych. Poza tym prowadzą zajęcia pozalekcyjne zgodnie ze swoimi zainteresowaniami  – w tym roku wolontariusz z Turcji, sportowiec, zachęca dzieci w wolnym czasie do ruchu: ping-ponga, tenisa lub piłki nożnej. Wolontariusze w poprzednich latach organizowali warsztaty plastyczne lub teatralne oraz pomagali nauczycielom i rodzicom przy organizowaniu imprez szkolnych. Opowiadali też o swojej kulturze i kraju pochodzenia, chodzili do klas z prezentacjami, organizowali „spotkania kultur” z gotowaniem własnych potraw.

Gdzie sprawdzą się ochotnicy?

Pomysłów i możliwości jest dużo, choć realizacja nie zawsze przebiega sprawnie. Najważniejsza jest gotowość kadry pedagogicznej. Musi znaleźć się co najmniej kilku nauczycieli, którzy chcą zaangażować się w przedsięwzięcie.  Wymaga to też otwartości na edukację pozaformalną, na inne metody pracy. Nie wszędzie sprawdzi się wolontariat międzynarodowy. Szkoła powinna przeanalizować na początku, czy ma miejsce i pomysły na działania wolontariusza.

W projektach stowarzyszenia nie do końca sprawdził się wolontariat w szkołach średnich, gdzie uczniowie są często zmęczeni nauką i przygotowaniem do egzaminów. Nie mają siły ani ochoty zostawać po lekcjach na dodatkowe warsztaty. A brak uczestników na zajęciach frustruje wolontariuszy – nie widzą sensu swojego działania. Nie wszyscy z nich mają też własne pomysły na warsztaty. Bo wolontariusz to nie student pedagogiki ani pracownik ze stażem – to młoda osoba, która lubi pracować z dziećmi i chce zdobyć nowe doświadczenia.

Wygrywają wszyscy

Dzięki udziałowi w projekcie w szkole ochotnicy dużo zyskują. Alessia, była wolontariuszka z Białorusi, wspomina: „Dla mnie najważniejsze było, że nauczyciele mi zaufali i dali możliwość organizowania własnych zajęć. Rok w szkole nauczył mnie, że trzeba być aktywnym i rozmawiać o swoich uczuciach i potrzebach”. Aina, była wolontariuszka z Hiszpanii, podkreśla, że nauczyła się komunikowania z ludźmi po angielsku, po polsku, a nawet niewerbalnie.

Urozmaicenie życia szkoły, przełamanie rutyny, otwarcie dzieci na świat, uwrażliwienie na inne kultury i religie, podniesienie prestiżu i atrakcyjności placówki, budowanie pozytywnego wizerunku instytucji w lokalnej społeczności – to tylko niektóre korzyści płynące z obecności wolontariuszy w placówkach edukacyjnych w Polsce, na które zwracają szczególną uwagę nauczyciele i dyrektorzy. Badania FRSE dotyczące wolontariatu w szkołach i przedszkolach potwierdzają, że projekty tego typu są wyzwaniem dla całej instytucji. Jednak  ogromny wpływ młodych ludzi na społeczność szkolną: dzieci, uczniów, ich rodziców oraz na nauczycieli, rekompensuje ten wysiłek. Badania pokazują, że zyskują wszyscy: wolontariusze zdobywają wiedzę i doświadczenie, uczniowie – dodatkową motywację do nauki, a nauczyciele, przekazując swoją wiedzę, ulepszają swoje metody, otwierają się również
na nowe pomysły.

Badania będą niebawem dostępne na stronie www.frse.org.pl/badania Raport będzie można pobrać ze strony czytelnia.frse.org.pl

*Anna-Sophia Pappai – prezes Stowarzyszenia ANAWOJ z Michałowa (Podlasie)

Wyjazdy zagraniczne mają moc!


Z atrakcyjnej oferty wyjazdów za granicę korzystają prawie wszyscy realizatorzy projektów Erasmus+. I słusznie, bo dają one uczniom i kadrze ogromne możliwości. Czy umiemy jednak w pełni czerpać z nich profity? Niekoniecznie. Oto kilka rad, które pomogą bardziej efektywnie wykorzystać potencjał tkwiący w mobilnościach!

Projekty współpracy szkół Erasmus+ pozwalają na przyjmowanie uczniów i nauczycieli spoza Polski w naszych szkołach, ale dają też możliwość wyjazdów zagranicznych. W ich trakcie uczniowie goszczą u rodzin, podróżują, nawiązują kontakty z rówieśnikami z innych krajów – zarówno podczas spędzania czasu wolnego, jak i realizowania zadań projektowych. W przeważającej mierze są zatem zaangażowani w uczenie się przez działanie. Nauczyciele nie zawsze to jednak dostrzegają i potrafią wykorzystać. Podpowiadamy, jak w pełni spożytkować tę nietypową dla realiów szkolnych szansę
na uczenie się.

Co możemy zrobić, by wyjazdy przynosiły lepsze efekty?

1. Zdać sobie sprawę, że podczas wyjazdu mamy do czynienia z uczeniem się przez działanie, i świadomie wykorzystywać
tę sytuację. Uczenie się przez działanie sprzyja nabywaniu na przykład kluczowych kompetencji osobistych, społecznych i obywatelskich,
które chcemy rozwijać u uczniów.

2. Zadbać o odpowiednie narzędzia, które mają być wykorzystane w projekcie. Jeśli chcemy kształtować kompetencje kluczowe, np. obywatelskie, osobiste i społeczne, obszary uczenia się mogą dotyczyć kwestii angażowania się na rzecz wspólnego dobra, gotowości do udziału w demokratycznym procesie decyzyjnym, krytycznego myślenia i rozwiązywania problemów, rozumienia zasad postępowania i porozumiewania się w różnych społecznościach, zdolności
do pracy zespołowej i negocjowania, okazywania tolerancji, wyrażania i rozumienia odmiennych punktów widzenia czy zdolności odczuwania empatii.

3. Aby uczniowie mogli rozwijać nowe umiejętności, należy zaplanować celowe działania, a nie liczyć na to, że podopieczni sami zdobędą kompetencje, pracując w sposób podobny jak podczas lekcji. Standardowy tryb pracy nie przyczynia się do rozwoju umiejętności miękkich!

4. Za punkt wyjścia warto przyjąć model uczenia się przez doświadczenie (tzw. cykl Kolba), który składa się z czterech faz: doświadczenie (działanie), refleksja (co się wydarzyło, jak przebiegało), konceptualizacja (wyciągnięcie wniosków), zastosowanie (co można zrobić/zmienić). Tę metodę można wykorzystać, np. prosząc uczniów o opracowanie zasad rekrutacji na wyjazd zagraniczny. Po zakończeniu przez nich pracy analizie mogą podlegać różne aspekty, takie jak komunikacja, rozwiązywanie problemów, argumentowanie, planowanie i koordynowanie pracy, respektowanie zasad wprowadzonych do regulaminu – wszystkie one są obszarami uczenia się!

5. Rola nauczyciela przy wyżej opisanym procesie uczenia się powinna być zmienna. Raz może być kreatorem sytuacji, innym razem przyglądać się z boku, kiedy uczniowie działają. Może stawać się przewodnikiem zachęcającym do autorefleksji, wreszcie – pomagać uczniom w podsumowaniu doświadczeń. Nowoczesne działania projektowe dają ogromną przestrzeń do pracy pedagogicznej i wychowawczej! Nauczyciel wchodzi z uczniami w inny rodzaj relacji, może ich obserwować w niestandardowych sytuacjach, być wsparciem w samodzielnym zdobywaniu umiejętności lub angażować się na równi z nimi w rozwiązanie problemu.

6. Warto zadbać o aktywną rolę uczniów także przy planowaniu wyjazdów zagranicznych. Niech będą nie tylko wykonawcami powierzonych przez nauczyciela zadań, ale poczują swoją sprawczość – działając samodzielnie oraz we współpracy z rówieśnikami. Zaangażowanie podopiecznych
na każdym etapie projektu (również planowania i ewaluacji) jest znakomitą okazją do uczenia się m.in. odpowiedzialności, planowania, argumentowania i nabywania innych umiejętności.

Chcecie wiedzieć więcej o zapewnianiu jakości uczenia się nieformalnego? Zapraszamy do zapoznania się z publikacją Rady Europy Handbook on Quality in Learning Mobility.

O co wam właściwie chodzi?


Jeśli chcesz zobaczyć najsmutniejszych ludzi w mieście, przyjdź do mojego liceum. Tego się nie da już znieść! – powiedziała przez łzy znajoma maturzystka. Długo rozmawiałyśmy. O szkole. O maturze. O jej problemach ze snem. O krzywdzących słowach, które słyszy od dorosłych. I o kryzysie ekologicznym, do którego doprowadziły poprzednie pokolenia.

Było to dla mnie trudne doświadczenie. Przede mną piękna, mądra i zdolna dziewczyna, wątpiąca w sens edukacji i zagubiona u progu dorosłego życia. Kiedy wyobraziłam sobie to, o czym mówiła – szkolny korytarz wypełniony smutnymi twarzami nastolatków – z trudem wróciłam do dobrej formy.

Problemu złego stanu psychicznego młodzieży nie da się już ominąć. Obserwuję to sama, piszą o tym media, biją na alarm eksperci. Polska zajmuje drugie miejsce w Europie pod względem liczby samobójstw nieletnich! Szacuje się, że objawy depresji ma obecnie co trzeci nastolatek.

Szukając przyczyn problemu, patrzę na stan relacji społecznych. Młodzi mają trudno. Osamotnieni w domu – bo rodzice zajęci zarabianiem na rodzinny dobrobyt. Osamotnieni wśród rówieśników – bo w szkole nie ma czasu na luźne rozmowy i zwyczajne pobycie ze sobą. Po szkole nauka i korepetycje, bo przecież, tylko ucząc się wieczorami, można mieć jako takie wyniki. Gubi ich wiara, że dzięki najnowszemu smartfonowi zacieśnią koleżeńskie stosunki. Najgorzej, gdy – podobnie jak moja nastoletnia koleżanka – tracą wiarę w to, czego uczy ich szkoła. Bo jak definicje i regułki mają się do dynamiki tego świata? I czy to w ogóle przygotowuje mnie do życia? Nie dziwię się ich poczuciu braku wpływu w dobie rządów silnych korporacji, mikroplastiku w wodzie i zmian klimatycznych.

Zanim znajdziemy na ten problem systemowe rozwiązanie, minie mnóstwo czasu. Trzeba jednak działać już teraz, i w możliwie prosty sposób. To młodzi wiedzą najlepiej, czego im brakuje, i to oni mają odwagę wyjść poza schematy, poszukać rozwiązań na innym poziomie. Nie dać się wpędzić w poczucie winy słowami: „Przecież macie wszystko, to o co wam chodzi?”.

Inicjatywą, która w moim odczuciu jest odpowiedzią na to, co się dzieje, są kręgi „Rośnie”, które wykiełkowały na bazie młodzieżowego strajku szkolnego. Pod tym szyldem w całej Polsce organizowane są jednodniowe Szkoły na Wagarach. – Bierzemy edukację we własne ręce i buntujemy się przez uczenie się – deklarują ich organizatorzy. Jak mówią, ich krąg polega na byciu razem i dawaniu sobie wsparcia. Na słuchaniu i mówieniu z serca. Można w nim mówić o uczuciach, wyzwaniach, można razem świętować, marzyć i odpoczywać.

O to im właśnie chodzi.

*Barbara Zamożniewicz – uczestniczka programu Wolontariat Europejski (EVS). Od 15 lat działa na rzecz młodzieży w woj. świętokrzyskim. W latach 2005–2015 prezeska młodzieżowej organizacji FARMa. W latach 2015–2019 Rzecznik Młodzieży przy Urzędzie Marszałkowskim Województwa Świętokrzyskiego.