Pasja kontra rzeczywistość


Chcesz być szczęśliwy – wybierz zawód związany z twoją pasją. Niech płacą ci za to, co lubisz robić. To jedna z dobrych rad, udzielanych młodym ludziom. Jak każda piękna idea – prędzej czy później zderza się z rzeczywistością. A tę projektują dorośli. W rozpoczętym niedawno dialogu na temat kształtu i oferty szkolnictwa zawodowego w Polsce biorą udział eksperci MEN, dyrektorzy szkół i przedstawiciele biznesu. Młodzieży przy stole rozmów nie ma – nie powie więc, co ją kręci i czego chce się uczyć.

Zwolennicy tego stanu rzeczy mają swoje argumenty. Przekonują, że spora część młodych ludzi nie ma żadnych pasji, inni podchodzą do życia bezrefleksyjnie, wielu 15-latków – mimo szczerych chęci – nie ma też wiedzy, by dokonać świadomego wyboru ścieżki zawodowej. Podażą usług edukacyjnych muszą więc sterować eksperci, pedagodzy i przedsiębiorcy. To oni mają uchronić młodych przed bezrobociem, wycinając z rynku szkoły i klasy, po których trudno o zatrudnienie. Ostatni kryzys pokazał brutalnie, że edukacja musi przede wszystkim zagwarantować utrzymanie się na rynku pracy. W efekcie faktycznym klientem szkół zawodowych (branżowych) stali się nie uczniowie, ale pracodawcy. To do ich potrzeb musi być dostosowany program, egzaminy, metodyka. Zainteresowania młodych ludzi są na dalszym planie, choć – żeby być zupełnie szczerym – nigdy nie miały decydującego znaczenia.

Być może jednak – na wszelki wypadek – warto pamiętać o tych, dla których wachlarz usług edukacyjnych okaże się za mały. Czy wielkim ryzykiem byłoby stworzenie klas uczących po prostu realizowania pasji – np. poprzez samodzielną działalność gospodarczą? W takich inkubatorach biznesu mniej liczyłyby się konkretne kwalifikacje zawodowe, a bardziej umiejętności, które nigdy się nie przeterminują: badania rynku, kreowania popytu czy oceny ryzyka. Dzięki nim młodzi ludzie będą mogli samodzielnie wybrać miejsce na rynku pracy – dokładnie takie, o jakim sami marzą.

Grafika kwartału


Liczba aplikacji złożonych w tegorocznym konkursie w sektorze Edukacja dorosłych okazała się o połowę wyższa od zanotowanej w ubiegłym roku. Ponad 50-procentowy wzrost liczby składanych wniosków w obecnej perspektywie finansowej zanotowano również w sektorze Kształcenie i szkolenia zawodowe. Wyniki te dają nam miejsce w ścisłej europejskiej czołówce.

Związek z przyszłością


Szkoły zawodowe powinny współpracować z pracodawcami przy kształceniu młodzieży. Dla wszystkich jest to oczywiste, tymczasem realizacja tego postulatu nie idzie tak szybko, jak by wszyscy chcieli. Co przeszkadza?

Jak wynika z raportu Najwyższej Izby Kontroli, aż 40 proc. absolwentów szkół zawodowych ma problemy ze znalezieniem zatrudnienia, a przecież pracodawcy wciąż narzekają na brak wykwalifikowanych rąk do pracy. W zgodnej opinii zainteresowanych wyjście z tej sytuacji prowadzi przez ścisłą współpracę szkół z przedsiębiorstwami – tylko wówczas uda się wykształcić młodych ludzi w taki sposób, by firmy z miejsca chciały ich zatrudniać. Skoro rozwiązanie jest znane, to co stoi na przeszkodzie, aby wprowadzić je w życie?

Według dyrektorów szkół zawodowych, problemów we współpracy jest bardzo wiele. Dostrzegają je nawet ci, którzy z powodzeniem współpracują z lokalnymi przedsiębiorcami. W Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego w Sosnowcu od lat działają klasy patronackie, a mimo to jego wicedyrektor Zbigniew Zalas nie ma wątpliwości, że wiele kwestii prawnych i organizacyjnych wciąż wymaga uregulowania. – Krokiem w dobrym kierunku byłaby na przykład zachęta finansowa dla potencjalnych nauczycieli kształcenia w zawodzie. Obecna kadra bliska jest wieku emerytalnego, a następców nie widać – zauważa.

Na inny problem zwraca uwagę Adam Hubicki, wicedyrektor Zespołu Szkół Rolniczych w Namysłowie. – Należy znaleźć takie instrumenty, które zachęcą pracodawców do intensywniejszej współpracy ze szkołami. Właściciele firm narzekają, że nie mają czasu, aby zająć się procesem dydaktycznym podczas praktyk zawodowych – dodaje.

Czy oznacza to, że – jak w znanej maksymie – skoro nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze? Niekoniecznie. Joanna Żebrowska, dyrektor Zespołu Szkół nr 7 w Tychach mówi, że największą przeszkodą systemową, która blokuje rozwój kształcenia praktycznego, jest fakt, że nie sposób w jednakowy sposób podejść do każdego zawodu. – Inaczej wyglądać będzie współpraca z pracodawcami w tzw. ciężkich zawodach, gdzie możliwe są klasy patronackie, a inaczej z rzemieślnikami czy małymi firmami rodzinnymi. Zastosowanie jednego rozwiązania we wszystkich zawodach będzie niezwykle trudne – przekonuje.

Zebranie wszystkich postulatów szefów placówek edukacyjnych będzie zadaniem powołanej właśnie przez MEN Rady Dyrektorów Szkół Zawodowych. Członkowie tego gremium mają proponować zmiany w kształceniu zawodowym i wspierać w tym zakresie ministerstwo i kuratoria. Pierwsze spotkanie Rady – współorganizowane przez Fundację Rozwoju Systemu Edukacji – odbyło się na początku stycznia, kolejne dwa w lutym.

Przedstawiciele MEN zapewniają jednak, że Rada nie będzie jedynym sposobem na zacieśnienie współpracy między edukacją i biznesem. Zgodnie z zapowiedziami Piotra Bartosiaka, zastępcy dyrektora Departamentu Strategii, Kwalifikacji i Kształcenia Zawodowego MEN, planowane jest współdziałanie z przedsiębiorcami już na etapie programowania kształcenia. W ograniczeniu liczby bezrobotnych absolwentów pomóc ma m.in. wspólne określanie zapotrzebowania na zawody, umiejętności i kwalifikacje.

Jak przekonać pracodawców do współdziałania? – Oni muszą mieć świadomość, że im lepiej wykształceni absolwenci, tym większe korzyści osiągną wszystkie strony zaangażowane w proces kształcenia. Czas poświęcony na przygotowanie nowych kadr przyniesie wymierne efekty w późniejszej rekrutacji pracowników – mówi Beata Rzepiela, dyrektor Izby Rzemiosła i Przedsiębiorczości w Nowym Sączu.

MEN przekonuje, że pierwsze oznaki zmian w podejściu pracodawców już widać. Dobre wzorce w tym zakresie wyznaczają m.in. spółki Skarbu Państwa, takie jak: Grupa Azoty czy Polska Grupa Energetyczna. – Grupa Kapitałowa PGE od lat angażuje się w realizację licznych programów edukacyjnych. Celem jest niwelowanie luki pokoleniowej wśród pracowników sektora energetycznego oraz kształcenie nowych kadr z kompetencjami i wiedzą w zakresie m.in. odnawialnych źródeł energii – mówi Maciej Gelberg z Biura Komunikacji Korporacyjnej PGE Energia Odnawialna S.A.

Według ekspertów, współpraca pracodawców ze szkołami zawodowymi będzie miała sens tylko wtedy, gdy obie strony „odrobią lekcje” na wcześniejszym etapie i wspólnie opracują kierunki kształcenia. W całym kraju wciąż nie brakuje szkół zawodowych, w których kształci się w zawodach tracących popularność lub zbędnych w danym regionie. Do starostów trafić ma więc jasny komunikat: musicie dostosować szkolnictwo do trendów i potrzeb. Pomóc ma specjalna platforma online, na której możliwe będzie uzyskanie informacji na temat przyszłego rynkowego zapotrzebowania na dane profesje. Platforma będzie korzystała m.in. z danych Głównego Urzędu Statystycznego, aby możliwe było stworzenie miarodajnej perspektywy na kilka lat. Organy prowadzące szkoły uzyskają podpowiedź, na które kierunki kształcenia postawić, a uczniowie zwiększą swoje szanse na znalezienie pracy.

O tym, czy postulaty członków Rady Dyrektorów okażą się skuteczne, dowiemy się pewnie za kilkanaście miesięcy. Tyle czasu może potrwać wprowadzenie konkretnych rozwiązań prawnych czy finansowych. Szybciej można spopularyzować rozwiązania organizacyjne, niewymagające dodatkowych środków. Czasem wystarczy po prostu rozejrzeć się wokół siebie i skopiować najlepsze pomysły. Ostatecznie skorzystają na tym wszyscy. – Uczeń, który realizował staż u pracodawcy, po zakończeniu edukacji nie potrzebuje tak długiego czasu adaptacji, jak nowy pracownik. Z kolei pracodawca, który może obserwować przyszłego pracownika praktycznie przez cztery lata, może go zatrudnić bez większego ryzyka: bo wie już, że kandydat ma odpowiednią wiedzę, umiejętności i kompetencje. To się wszystkim opłaca – podsumowuje Zbigniew Zalas z CKZiU w Sosnowcu.

Fot. Department for Business, Innovation and Skills/flickr.com/CC
Rekordowy nabór wniosków

Aż 1069 wniosków wpłynęło w tym roku na konkurs o dofinansowanie projektów realizowanych w sektorze Kształcenie i szkolenia zawodowe programu Erasmus+. Tak dużej liczby zgłoszeń nie było jeszcze nigdy w historii. Mało tego – Polska jest jednym z niewielu państw, w których od początku programu liczba złożonych wniosków nieustannie rośnie. Podobną tendencję możemy zaobserwować jedynie w Grecji oraz na Węgrzech i Cyprze.

Liczba zgłoszonych w tym roku wniosków daje nam drugie miejsce w Europie – ustępujemy jedynie Turcji (2450), natomiast za nami znalazły się m.in. Hiszpania (630), Niemcy (618) oraz Francja (531). W porównaniu z 2014 rokiem, kiedy nastąpiła inauguracja programu, liczba aplikacji składanych w Polsce wzrosła prawie o 50 proc. (2014 r. – 559). Podobny wzrost ilościowy nie wystąpił nigdzie w Europie.

Yuri Drabent. Szczęśliwy człowiek


Współtworzył agencję social media, sprzedaną później za 26 mln zł. Przebiegł Półmaraton Warszawski, ścigał się na kartingowych torach, uprawia kitesurfing i skacze ze spadochronem. A apetytu na życie nabrał podczas… studenckiej wymiany.

Yuri, kiedy to wszystko zdążyłeś zrobić?

Jestem relatywnie stary, więc jak się rozłoży to wszystko w czasie, to przestanie to robić aż takie wrażenie (śmiech). A tak poważnie, to po prostu lubię, jak się dzieje. Lubię tak wypełniać sobie czas, aby było intensywnie. Choć odkąd jestem szczęśliwym mężem i ojcem, trochę się to pozmieniało.

Kilka lat temu postawiłeś sobie za cel latanie w kostiumie wiewiórki, tzw. wingsuicie. To też się udało?

To akurat nie (śmiech). Ale fakt, był taki moment, kiedy mi na tym zależało. Zaczęło się od skakania ze spadochronem. Po raz pierwszy skoczyłem z tatą. Było o tym nawet głośno – że ojciec skacze z synem. Krótko potem postanowiłem zrobić licencję i podczas badań lekarskich okazało się, że mam wadę wzroku – nie widzę pasteli. Pokazano mi rysunek, na którym było dużo kropek i jakaś liczba w pastelowym kolorze – ja jej nie rozpoznałem. Długo byliśmy jedynym krajem, który nie dopuszczał takich osób jak ja do skoków. To nic, że jest lotnisko 10 km na 10 km i masz trafić centralnie w jeden, wielki, biały plus. Skoro nie rozpoznajesz pasteli – sorry (śmiech). Na szczęście w końcu zniesiono ten przepis i udało mi się zrobić licencję. Już wtedy zamarzyło mi się, aby zostać tą wiewiórką i latać w wingsuicie. Wyskakujesz z samolotu i szybujesz. Mnie najbardziej kręciła odmiana proximity – skaczesz na przykład ze szczytu górskiego, szybko opadasz i szybujesz nad terenem – nad wierzchołkami drzew czy niższymi szczytami. Nawiasem mówiąc, to najbardziej śmiertelny sport na świecie. Ale w międzyczasie poznałem swoją wspaniałą żonę Asię, potem urodził się nasz synek Ludwik i stwierdziłem, zupełnie naturalnie, że to jest jednak głupie (śmiech). Dlatego ograniczam się do skoków ze spadochronem, a i to robię dużo rzadziej.

W życiu prywatnym jesteś hiperaktywny, w życiu zawodowym chyba nie mniej. Możesz zdradzić, jak zakłada się firmę, która po kilku latach jest warta miliony?

(Śmiech) Myślę, że to kwestia trzech czynników. Trzeba mieć dużo szczęścia, należy włożyć w przedsięwzięcie kupę pracy i muszą ci sprzyjać warunki zewnętrzne, o których człowiek uczy się między innymi na takich uczelniach jak moja, czyli w Koźmińskim. W naszym przypadku timing był idealny. Wyobraź sobie rok 2010. Facebook dopiero wchodzi do Polski. Jeszcze chwilę wcześniej jest dostępny tylko dla amerykańskich studentów, którzy do serwisu logowali się przy użyciu swoich uczelnianych adresów e-mail. Z perspektywy roku 2018 to aż nierealne, ale tak było. W 2010 r. największym portalem była Nasza Klasa. Dziesięć czy jedenaście milionów użytkowników, ludzie z IIIg umawiali się z kolegami z IVf. I nagle przychodzi taki Facebook, nikt nie wie, z czym to się je, ale każdy czuje, że to jest duże. Nagle wszyscy chcą się tam zapisać, firmy oszalały i też chcą tam być. Przychodzi rewolucja w komunikacji, tyle że nikt jeszcze tego nie umie obsługiwać. I wtedy z kumplem z uczelni – Maćkiem Bieleckim, zakładamy agencję „Lubię to”, z kapitałem zakładowym pięć tysięcy złotych (śmiech). W sumie my też nie umieliśmy tego obsługiwać, ale cechą rynków wschodzących jest to, że ci pierwsi często nie potrafią – ale działają, czasem po omacku. A potem patrzą, co będzie się działo. My, dzięki studiowaniu w Koźmińskim, mieliśmy super sieć kontaktów, przez co wkręcaliśmy się na spotkania, na których mówiłem: „Ja wam zrobię fejsa najlepiej w Polsce”. I co te biedne firmy miały robić? Nie mogły tego zweryfikować w żaden sposób. Mogły mi uwierzyć albo nie. Więc wierzyły i wyszło super. Były identyczne firmy, które powstały pół roku wcześniej – tylko że to było za wcześnie, i takie, które powstawały pół roku czy rok po nas – a to było już za późno. My ten rynek zagarnęliśmy.

Jak zdobywaliście kolejne kontrakty?

Wiesz, obietnica mediów społecznościowych jest seksowna. To sprzedawanie historii, opowieści, emocji. Jak się uda, to przełoży się to na wymierne efekty sprzedażowe. Czyli ja opowiadam w imieniu twojej marki ładną historię, a ty w następnym kwartale więcej sprzedajesz. I teraz kontrowersyjna teza, ale ja się z nią zgadzam: tu nie trzeba było mieć szczególnych umiejętności, po prostu sprzedawaliśmy historie. Wtedy to my ustalaliśmy, jak się to robi. To była mieszanka bezczelności i wiary we własne możliwości. Nie znając się na tym, siadaliśmy z rosnącą grupą współpracowników i zastanawialiśmy się – gdyby Nivea była postacią, to jaką? Co by mówiła na Facebooku? A może to i to? O, podoba się, robimy to. Wszystko było oddolne, żywiołowe, spontaniczne, robiliśmy to, co myśleliśmy, że trzeba robić, a potem rynek to weryfikował i faktycznie okazało się, że mieliśmy dobrą strategię. Czuliśmy trochę media, bo mieliśmy przewagę pokoleniową nad tymi, którzy te usługi kupowali. Reasumując, to wszystko było w miarę łatwe.

Co się robi, jak się ma 34 lata i taki sukces za sobą? Co się planuje?

Aktualnie niewiele. Zwolniłem. Jak poznałem żonę, miałem 30 lat, ona 29. Od początku zakładaliśmy, że teraz mamy życie 1.0. Pracujemy na maksa i zarabiamy, aby potem odciąć to czerwoną kreską i zacząć życie 2.0. Na czym ono ma polegać, nie wiemy. Może kitesurfing w najlepszych miejscówkach świata? A może nie? Czas pokaże. Życie daje dużo możliwości. Można podróżować, pomagać innym, robić kupę fajnych rzeczy.

Wspomniałeś, że studia w Koźmińskim i networking były ważnymi elementami w kreowaniu firmy. Wiem też, że podczas studiów byłeś na wymianie.

Jestem tak wielkim orędownikiem wymian, jakim tylko można być. Jako nastolatek miałem dużo możliwości, rodzice wypychali mnie z domu, proponując ukończenie szkoły średniej w Anglii czy USA. Powtarzali: jedź, jedź, jedź! A ja miałem swoją ławkę, kiosk, ekipę, z którą nadal jestem zżyty, i wołami od ławki nie dawałem się odciągnąć. Niemalże siłą rodzice wypchnęli mnie na kurs językowy do Londynu. Miałem wtedy 18 lat i to mi otworzyło oczy. Wow, a więc to jest Świat! To mnie zmieniło. Gdy rozpocząłem studia, wziąłem udział w rekrutacji na wymianę i wybrałem najbardziej egzotyczny kierunek, jaki wtedy proponowano – Singapur. Tych kilka miesięcy to był time of my life.

Wymiana otworzyła mi oczy i głowę – kulturowo i biznesowo. Był tygiel kulturowy, wymiana idei, pomysłów, planów. Z wymiany wraca się z nowymi pomysłami, z nową energią, z perspektywą zmian. Im dalej pojedziesz, tym lepiej. Im egzotyczniej będzie, tym bardziej będziesz w stanie spojrzeć na Polskę w skali makro – ile znaczy w Europie, ile znaczy Europa w odniesieniu do innych kontynentów. Do dzisiaj mam grupę serdecznych przyjaciół, których poznałem właśnie na wymianie jedenaście lat temu! Wszyscy mamy już rodziny, każdy ma jakieś zobowiązania zawodowe, ale co roku się spotykamy. Istnieje mnóstwo banałów, które są w tej swojej banalności prawdziwe, jak ten, że podróże kształcą, a życie jest jak książka – ci, którzy nie podróżują, czytają jedynie pierwszą stronę (śmiech). Ale to jest po prostu prawda. Im młodszy będziesz, kiedy to zrozumiesz, tym dłużej to będzie procentować w twoim życiu.

Moim zdaniem wymiana powinna być obowiązkowym elementem studiów. Takich doświadczeń nie da się opowiedzieć. A sam okres wymiany był na tyle szczególny, że po licencjacie zdecydowałem się na gap year przed podjęciem magisterki. Udałem się do Szanghaju – pojechałem na praktyki i dodatkowo uczyłem się chińskiego na tamtejszym uniwersytecie. Szanghaj otworzył mi jeszcze bardziej oczy i dał energię, dokładnie tak samo, jak Singapur. Do tego stopnia cię taki wyjazd zmienia, że kiedy po kilku miesiącach życia w takim dużym mieście zbliżasz się do lądowania, spoglądasz przez okno na Warszawę i myślisz: Co to jest…? Co tu się stało…? Czemu to wszystko takie powolne, ospałe, gdzie ta energia? To, co jest absolutnie piękne, to to, że wracasz i masz siatkę kontaktów absolutnie na całym świecie.

Co jest na Twojej obecnej bucket list?

Wbrew pozorom moja lista się nie zdezaktualizowała. Po prostu dostosowuje się do czasów. Latanie w kostiumie wiewiórki jest najlepszym przykładem. Chciałem to zrobić, ale też chciałem mieć rodzinę. Teraz ją mam i wiewiórka już mnie nie kręci.

To czego można Ci życzyć na przyszłość?

Czasu i zdrowia. Resztę ogarnę. I może tego, abym mógł rozpocząć z bliskimi moje życie 2.0. Cóż mogę powiedzieć na zakończenie… Lubię to!

Rozmawiała Marzena Indra

Fot. Krzysztof Pacholak

Ćwierćwiecze na horyzoncie


Dzień informacyjny, spotkanie rady dyrektorów, konferencja nt. szkół branżowych – rok 2018 w Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji rozpoczęliśmy intensywnie. A czeka nas jeszcze duży i bardzo osobisty jubileusz…

W tym roku wiele wydarzeń Fundacja zorganizuje poza Warszawą. Otworzyliśmy bowiem Regionalne Punkty Informacyjne, które organizować będą m.in. spotkania promujące unijne inicjatywy edukacyjne. Jednocześnie podczas regionalnych konferencji programu Erasmus+ będziemy mówić o kształceniu i szkoleniu zawodowym, edukacji dorosłych, edukacji szkolnej oraz edukacji pozaformalnej młodzieży.

Celem konferencji regionalnych jest wspieranie wdrażania programu Erasmus+ tak, aby projekty były dobrej jakości i mobilizowały do działania maksymalną liczbę organizacji. W pierwszym półroczu pojawimy się w: Szczecinie, Bolesławcu, Gdyni, Kielcach, Rzeszowie i Gorzowie Wielkopolskim.

Jak co roku najbardziej intensywny będzie wrzesień. Rozpoczniemy od XIV Forum Ekonomicznego Młodych Liderów, adresowanego do osób zainteresowanych tematem przedsiębiorczości. Następnie wszyscy edukatorzy będą mogli świętować podczas I edycji Kongresu Edukacji, który odbędzie się w Warszawie. To nowe przedsięwzięcie Fundacji, którego celem jest dyskusja na temat rozwoju systemu edukacji w Polsce. Okazje do świętowania będą mieli także językowcy, których już dziś zapraszamy na Europejski Tydzień Języków. Pod koniec września będą też świętować biegacze – uczestnicy Biegu Erasmusa.

Bardzo aktywnym miesiącem będzie również listopad. Już teraz możemy zaprosić na III Forum Edukacji Dorosłych czy Tydzień Umiejętności Zawodowych (VET Week). Pod koniec listopada chcielibyśmy także wręczyć nagrody w konkursach: EDUinspiracje, EDUinspirator i EDUinspiracje-Media.

Fot. Krzysztof Pacholak

Kto jest dobry w te klocki


Klockami Lego bawią się nie tylko małe dzieci. Przekonali się o tym uczestnicy polsko-litewskiego projektu, którzy stworzyli z klocków roboty, zaprogramowali je i stoczyli pojedynek… sumo!

Walki sumo robotów wzorowane są na prawdziwych zmaganiach japońskich sumitów. Wygrywa ten pojazd, który pierwszy wypchnie przeciwnika z ringu. W projekcie realizowanym przez szkoły z Rybnika i Wilna równie ważne, co robotyka, było jednak poznanie się i nawiązanie przyjaźni.

Projekt Polska i Litwa – dwie kultury, wspólny język programowania zrealizowano w ramach Polsko-Litewskiego Funduszu Wymiany Młodzieży (PLFWM). Jego autorami byli pracownicy Zespołu Szkół Technicznych w Rybniku oraz litewskiego partnera Vilnius technologiju ir verslo profesinio mokymo centras.

Celem przedsięwzięcia było stworzenie w trzech językach minipodręcznika do nauki konstruowania i programowania robotów z klocków Lego Mindstorms. – Zakładaliśmy, że przy tej okazji młodzież zdobędzie praktyczne umiejętności programowania – mówi Piotr Tokarz, koordynator projektu. – Chcieliśmy też, by uczestnicy mogli poznać kulturę i zwyczaje swoich rówieśników – dodaje.

W maju ubiegłego roku dwudziestu uczniów z obu krajów spędziło tydzień w Poroninie. – Warto podkreślić aktywny udział młodzieży w tym projekcie – mówi Gabriela Smyczek-Jądro, drugi opiekun polskiej grupy. – Uczniowie byli mocno zaangażowani w planowanie wszystkich działań. Począwszy od ułożenia pytań do ankiety na temat stereotypów, przez organizowanie podróży, zaprojektowanie logotypu projektu i koszulek, po zaproponowanie gier integracyjnych, organizację gry miejskiej w Zakopanem i udział w warsztatach – wylicza.

Najwięcej czasu podczas spotkania na Podhalu poświęcono oczywiście programowaniu. Każdy chciał, by jego robot wygrał w zawodach. O co wcale tak łatwo nie było, biorąc pod uwagę narzucone wymogi. Liczył się rozmiar robota, jego waga, a także funkcje: reakcja na kolor czy dźwięk. – Robotyka to moje hobby, dlatego wziąłem udział w projekcie – mówi z zadowoleniem jeden z uczniów, Maciej Wycisk. – Przygotowywałem quiz dotyczący robotyki, brałem udział w przygotowaniach wieczoru kultury, nawet przebrałem się wtedy za górnika! – dodaje.

Dyrektor Zespołu Szkół Technicznych w Rybniku Grażyna Kohut nie kryje zadowolenia. – Ten projekt był pierwszym w naszym mieście przedsięwzięciem sfinansowanym ze środków PLFWM. Dzisiaj nauczyciele i uczniowie opowiadają o swoich dokonaniach, dzieląc się doświadczeniem i przeżyciami związanymi z wymianą.

Zawody robotów w Rybniku nie skończą się wraz z projektem. To stały element edukacji w miejscowym Zespole Szkół Technicznych. Placówka organizuje je już od 10 lat, a wśród uczestników tegorocznej edycji wydarzenia będą przedstawiciele Włoch, Niemiec, Rumunii, Czech, Słowacji i oczywiście Litwy. Na kilkunastu ringach powalczy kilkaset robotów, a zmagania obserwować będzie ponad dwa tysiące osób.

Nic dziwnego, że młodzi robotycy z Rybnika już teraz są w europejskiej czołówce. Pod koniec ubiegłego roku w Estonii obronili tytuł najlepszej drużyny w Europie w konkurencji Lego Sumo.

  • TYTUŁ: Polska i Litwa – dwie kultury, wspólny język programowania
  • PROGRAM: Polsko-Litewski Fundusz Wymiany Młodzieży
  • ORGANIZATOR: Zespół Szkół Technicznych w Rybniku
  • CZAS REALIZACJI: kwiecień – lipiec 2017 r.
  • STRONA WWW: www.zetrybnik.pl
Fot. archiwum projektu

Wielki potencjał dojrzałości


Starsze osoby mają wiele pasji i zainteresowań. Chętnie dzielą się nimi z młodymi ludźmi. Trzeba tylko im w tym pomóc.

Problemem wspierania edukatorów pracujących z osobami starszymi i grupami międzypokoleniowymi oraz włączaniem seniorów w życie społeczne zajęli się aktywiści z trzech zaprzyjaźnionych organizacji. Działacze Towarzystwa Inicjatyw Twórczych „ę” z Warszawy, Beth Johnson Foundation z Staffordshire oraz Kreisau-Initiative e.V z Krzyżowej zauważyli, że w najbliższych latach potrzebnych będzie coraz więcej specjalistów zajmujących się osobami w dojrzałym wieku. Nie tylko animatorów i edukatorów, ale również psychologów, gerontologów, andragogów i innych fachowców.

Aktywiści wpadli więc na pomysł wspólnej realizacji projektu w programie Erasmus+. Przez ponad dwa lata wymieniali się doświadczeniami podczas warsztatów i szkoleń w Anglii, Irlandii Północnej, Niemczech, Polsce i Szkocji. Mieli także czas na pracę w terenie oraz wizyty w organizacjach, które na co dzień angażują się w działania międzypokoleniowe.

Jak mówi Beata Tokarz-Kamińska z Towarzystwa Inicjatyw Twórczych „ę”, szczególnie ciekawe było poznanie inicjatyw, których źródłem była analiza codziennych potrzeb osób starszych. Takim przedsięwzięciem był np. projekt Meal Makers z Glasgow, łączący pasjonatów gotowania ze starszymi sąsiadami, którzy mają trudność z samodzielnym przygotowaniem posiłków. Uczestnicy projektu przyjrzeli się również inicjatywie Vintage Vibes, realizowanej w Edynburgu, która pomaga budować międzypokoleniowe przyjaźnie wokół wspólnych pasji. – Dużym przeżyciem było też dla nas spotkanie na University of Strathclyde z mentorami w wieku 60+, którzy wspierają uczniów z dzielnic robotniczych w Glasgow. Ta młodzież to pierwsze pokolenie w swoich rodzinach, które ma szansę pójść na studia. Spotkanie zainspirowało nas do uruchomienia wspólnie z Polsko-Amerykańską Fundacją Wolności podobnego programu w Polsce. Pilotaż ruszy już na wiosnę 2018 r. – dodaje Tokarz-Kamińska.

Badania i wywiady wskazują, że seniorzy nie chcą być tylko biernymi odbiorcami. Czują mocną potrzebę dzielenia się swoimi umiejętnościami i doświadczeniem oraz tworzenia czegoś nowego. Chcą być przydatni i potrzebni. Projekt pomoże ten potencjał wykorzystać – poznanie najnowszych metod pracy z osobami starszymi i grupami międzypokoleniowymi pozwoli jego uczestnikom na skuteczniejsze aktywizowanie podopiecznych. – Wspólna praca, dyskusje, podróże były świetną okazją, aby zejść z utartych ścieżek, zastanowić się, jak możemy działać lepiej, docierać do nowych grup odbiorców i informować o swoich działaniach – podsumowuje Tokarz-Kamińska.

Rezultatami projektu są m.in.: kurs online, scenariusze dla trenerów i przykłady dobrych praktyk, dostępne na wolnych licencjach w internecie. Z materiałów tych może skorzystać każdy, kto pracuje z grupami międzypokoleniowymi lub o pracy z nimi chce się dowiedzieć czegoś więcej.

  • TYTUŁ: Archipelag Pokoleń. Kurs praktyk międzypokoleniowych dla animatorów i edukatorów
  • PROGRAM: Erasmus+ Edukacja dorosłych
  • ORGANIZATOR: Towarzystwo Inicjatyw Twórczych „ę”, Warszawa
  • CZAS REALIZACJI: 1 września 2015 r. – 31 października 2017 r.
  • STRONA WWW: http://archipelagpokolen.pl/o-projekcie
Fot. Krzysztof Pacholak

Dobry przepis na projekt współpracy szkół


Wypełniając wniosek, zbyt wiele osób myśli o tym, jak go napisać, by dostać dofinansowanie. A nie o tym, czego tak naprawdę potrzebuje ich szkoła.

Pracownicy Narodowej Agencji Programu Erasmus+ (NA) często odbierają telefony zaczynające się od słów: Dzień dobry. Chcielibyśmy wysłać uczniów na mobilności. Zapytani, dlaczego chcą wyjechać, co chcą robić podczas tych wyjazdów i jaki jest ich cel czasami milkną na długie sekundy i po zastanowieniu odpowiadają, że jeszcze nad tym nie myśleli. Podobnych wrażeń dostarcza lektura wielu wniosków, które co roku biorą udział w konkursie Erasmusa+, piszący bowiem zbyt małą wagę przywiązują do najważniejszych aspektów, jakie powinny się tam pojawić.

Aby pomóc nauczycielom tworzyć lepsze projekty, polska NA prowadzi każdego roku specjalne szkolenia jakościowe dla wnioskodawców, a w październiku 2017 r. w Warszawie zorganizowała razem z agencjami ze Szwecji, Włoch, Słowacji i Hiszpanii kilkudniowe międzynarodowe warsztaty How to plan an excellent project. Przez trzy dni nauczyciele z kilku europejskich krajów pod okiem trenerek uczyli się, co i jak zrobić, aby napisać dobry projekt, potrzebny ich szkołom i wprowadzający trwałe efekty w ich funkcjonowanie. W ramach kilku bloków tematycznych podczas szkolenia omówiono najważniejsze zagadnienia, które należy określić i opisać we wniosku, aby zwiększyć szanse na powodzenie projektu.

1 ANALIZA POTRZEB – nie ma potrzeby, nie ma projektu

Przygotowywanie projektu powinno się zacząć od przeprowadzenia w każdej ze szkół partnerskich dokładnej analizy potrzeb. Wymyślanie tematyki projektu bez wcześniejszego ustalenia, co nam doskwiera, z czym się borykamy w naszym środowisku szkolnym, czego nam potrzeba lub z czym musimy się zmierzyć jest bezproduktywne i od razu stawia nas na przegranej pozycji. Robienie czegoś, co nie jest nam tak naprawdę do niczego potrzebne i nie wiadomo czemu i komu ma dokładnie służyć jest marnowaniem czasu i pieniędzy. Projekty międzynarodowe to nie sposób na nawiązywanie nowych znajomości i darmowe podróżowanie po świecie, ale szansa na wymianę doświadczeń i dobrych praktyk, szansa na poprawę funkcjonowania szkół i podniesienie jakości edukacji. Warto więc zrobić wszystko, by z realizacji takiego przedsięwzięcia wynieść jak największe korzyści.

2 JEDEN PROJEKT jeden problem

Kiedy uda się już nam sformułować potrzeby, musimy się zastanowić, która z nich jest najważniejsza i którą chcemy się zająć. Niestety, dość często projekty mają za ambitne i zbyt liczne cele – jednym (do tego dość niewielkim) projektem szkolnym nie da się rozwiązać wszystkich bolączek nękających system edukacji, szkoły i ich otoczenie.

Niektórym wnioskującym wydaje się, że jeśli namnożą problemy i będą próbować udowodnić, że projekt przyniesie ich rozwiązanie, to wniosek zostanie wysoko oceniony. Nic bardziej mylnego. Takie inicjatywy zazwyczaj od razu są skazane na porażkę, gdyż ich sukces już na etapie lektury i wstępnej oceny wydaje się niemożliwy do osiągnięcia. Projekty przede wszystkim powinny być realistyczne i możliwe do realizacji oraz dawać szansę na osiągnięcie założonego celu. Dlatego, pisząc wniosek, szkoły powinny spróbować znaleźć jeden wspólny problem i na nim skupić swoją uwagę i działania, upewniając się wcześniej, że wpisuje się on w choć jeden priorytet horyzontalny lub sektorowy, wymieniony przez Komisję Europejską w Przewodniku po programie Erasmus+.

3 PRECYZYJNE sformułowanie celów

Do właściwego określenia celów w projekcie najlepiej użyć wypróbowanych narzędzi, takich jak drzewo problemów czy metoda SMART. Cel musi stanowić odpowiedź na trudności, z którymi się borykamy. Jeśli projekt ich nie rozwiązuje, nie powinien być w ogóle realizowany. Temu właśnie służy metoda drzewa problemu, dzięki której zidentyfikowane w analizie potrzeb problemy przekształcamy w cele. Natomiast metoda SMART pozwala na precyzyjne sformułowanie tego, co chcemy wypracować, po to, byśmy dokładnie wiedzieli, do czego dążymy i na koniec mogli ocenić, czy udało nam się to osiągnąć. Nasze cele powinny być więc: skonkretyzowane (Specific), mierzalne (Measurable), osiągalne (Achievable), istotne dla problemu, którego dotyczą (Relevant) oraz określone w czasie (Time-bound).

4 DZIAŁANIA I REZULTATY krok po kroku do obranego celu

Najprościej mówiąc, działania to narzędzia, które służą do zrealizowania naszego planu i osiągnięcia określonych zamierzeń. Dlatego bardzo ważne jest, by przy ich projektowaniu cały czas pamiętać, czemu mają służyć, kto ma w nich uczestniczyć i jaki mają dać efekt. Zadania projektowe prowadzone na co dzień w placówce są oczywiście istotne, ale szczególny nacisk w projektach współpracy szkół należy położyć na działania realizowane wspólnie z partnerami podczas wyjazdów. To, jak je zaplanujemy i przeprowadzimy, przesądzi w dużej mierze o powodzeniu naszego projektu.

Wspólna praca uczniów i nauczycieli z różnych krajów jest najważniejszym potencjałem i siłą takiego przedsięwzięcia, prowadzi bowiem do wymiany dobrych praktyk oraz wspólnego wypracowania wyników. Warto więc zastanowić się, najlepiej razem z uczniami, jakiego rodzaju wyjazdy będą najlepsze dla naszego projektu, jakie zadania powinniśmy w ich trakcie przeprowadzić i co dzięki nim wypracować. Rezultaty są kluczowym elementem finansowania projektów i należy je zaplanować już na samym początku. Im lepiej opiszemy, w jaki sposób dane działanie przyczyni się do osiągnięcia jakiegoś rezultatu (materialnego lub „miękkiego”), tym większe będą nasze szanse na zdobycie wysokiej punktacji i otrzymanie dofinansowania.

Przygotowując wniosek, nie należy zapominać też jak kluczowe znaczenie dla sukcesu projektu mają: skład partnerstwa, analiza ryzyka, proces ewaluacji działań oraz istotny dla uzyskania trwałości efektów proces upowszechniania. Jednak zawsze na początku musimy zadać sobie podstawowe pytania: do czego potrzebujemy tego projektu, jakie korzyści nam przyniesie i w jaki sposób chcemy je osiągnąć?

Fot. startup-photos

W okularach do świata eTwinningu


Prosty rzutnik, gra planszowa, tablice poglądowe już nie wystarczą. Jest coraz więcej nowych narzędzi i aplikacji, które pomagają w rozwoju aktywności dzieci. Zaprezentowano je w Akademii eTwinning. Taki sprzęt warto mieć!

Akademia eTwinning powstała, by wspomóc nauczycieli chcących aktywnie i kreatywnie realizować Podstawę programową. W ramach Akademii testowane są nowe narzędzia i aplikacje. Ich wykorzystywanie w codziennej pracy szkoły czy w projektach realizowanych w ramach eTwinningu sprzyja rozwijaniu kompetencji uczniów i nauczycieli. Pomaga też w opanowaniu nowych umiejętności oraz uatrakcyjnia zajęcia.

OKULARY VR (virtual reality) pozwalają przenieść się do wirtualnego świata Akademii eTwinning. Wyposażony w gogle i niewielki kontroler gracz trafia do laboratorium, w którym ma za zadanie odnaleźć cyfry tworzące kod dostępu do zamkniętego pokoju. W trakcie poszukiwań poszczególne elementy wyświetlają informacje na temat związanych z nimi projektów programu eTwinning.

TAJEMNICZA WYSPA to wyjątkowy rzutnik pracujący w dwóch trybach. Jeśli ma się dostęp do internetu, można korzystać z niego jak z tradycyjnej tablicy multimedialnej, pracując zarówno indywidualnie, jak i łącząc się online np. z partnerem projektowym. Po zmianie ustawień pojawia się opcja interaktywnej podłogi, na której można prowadzić kilkadziesiąt różnych gier i zabaw – nawet dla kilkuosobowych grup. Formą komunikacji jest tu ruch.

KOSTKI IMO LEARN to innowacyjne połączenie nauki z zabawą i aktywnością fizyczną, służące do interaktywnej, grupowej bądź indywidualnej nauki. Użytkownicy mogą rywalizować ze sobą, rozwiązując quizy, testy i rozmaite łamigłówki. Odpowiedzi udziela się, układając odpowiednio lekkie sześciany wyposażone w kości z żyroskopem. Wystarczy laptop i rzutnik, aby przeprowadzić grę i zwizualizować wyniki.

Fot. Edgar Jurkevic

Częste kontakty to podstawa


Z projektem eTwinningu jest trochę jak z małżeństwem – ma sens tylko wtedy, gdy strony stale dzielą się emocjami i wiedzą. Oto kilka pomysłów na sprawną komunikację.

Choć projekty w programie eTwinning polegają zasadniczo na współpracy uczniów, wszystko zaczyna się od dobrej komunikacji między nauczycielami. Koordynatorzy przedsięwzięć w szkołach partnerskich powinni więc być w stałym, bieżącym kontakcie. W XI Liceum Ogólnokształcącym w Krakowie najlepiej udawały się te inicjatywy, które dokładnie zaplanowano jeszcze przed rejestracją. Wraz z nauczycielami ze szkół partnerskich ustalane były cele, plan działania, terminarz, metody i narzędzia. Projekt stawał się dzięki temu wspólną sprawą – wszyscy czuli za niego odpowiedzialność. Na tym etapie sprawdzała się komunikacja mailowa i razem wypracowany, zmieniany i uzupełniany dokument Google Docs.

Drugi kluczowy element to udana autoprezentacja uczniów na początku realizacji przedsięwzięcia. Jak sprawić, by młodzi ludzie od razu się polubili i sobie zaufali? Warto wykorzystać np. tablicę Padlet do zamieszczania tekstów i zdjęć. W zależności od otwartości i zaangażowania grupy oraz chęci i umiejętności wypowiadania się w języku angielskim projekty w XI Liceum w Krakowie zaczynane były albo od zdjęcia grupowego, albo od filmu. Uczniowie opowiadali w nim o sobie, swoich pasjach i oczekiwaniach związanych z projektem. W tym roku dla odmiany grupa zaproponowała cosplay – zabawę w przebieranie. Młodzież opracowała scenariusz, wcieliła się w ulubionych bohaterów literackich i nagrała film.

Prezentacja może być też związana z tematyką projektu, szkołą lub miejscowością. To, ile uczniowie dowiedzieli się o sobie, warto sprawdzić, przygotowując szybki quiz lub puzzle (na platformie LearningApps). Na rozgrzewkę można też opracować propozycje logotypu projektu i przeprowadzić głosowanie na najlepszy pomysł (Tricider). Logo może być narysowane (aplikacje Tagul lub Gimp) lub zawierać grafiki wyszukane w internecie czy kolaże.

Kontakt między partnerami trzeba stale podtrzymywać. A sposobów na współpracę, wyrażanie opinii i emocji jest mnóstwo. Może to być głosowanie (Tricider), ankieta (narzędzia Google, Eval&Go), chmura wyrazów kojarzących się z tematem (Tagul Cloud, Word Art) czy nawet… słowo zapisane na kartce. Na przykład po ataku terrorystycznym we Francji uczestnicy projektu eTwinningu z Ukrainy i Polski fotografowali się z planszami, na których opisali towarzyszące im emocje.

Interakcja może też przyjąć formę wywiadu. W XI Liceum uczniowie zadawali pytania w mailach, prezentacjach lub filmach, a odpowiedzi dostawali w np. w formie komiksów. Uczestnicy działań projektowych opisywali intrygujące historie z przeszłości miasta, a ich partnerzy z innych szkół wykonywali ilustracje. Informacje wzbogacane były grafikami, tabelami (np. porównującymi koszty kształcenia), mapami czy plakatami (z wykorzystaniem Piktochart). Na TwinSpace młodzież chętnie też korzystała z forum. By je rozruszać, warto zadać kilka intrygujących pytań, np. Co myślisz o uczeniu się przy muzyce?, Czy wyobrażasz sobie życie bez podróżowania? lub Czy szkoła jest tylko po to, żeby się uczyć?.

Atrakcyjny i emocjonujący kontakt zapewniają też wideokonferencje (live meetings). Takie wydarzenia warto wcześniej przećwiczyć, by sprawdzić, jak nadać komuś uprawnienia prezentera, uruchomić dźwięk i obraz czy opublikować dokumenty. W trakcie wideokonferencji uczniowie często się stresują, więc pierwsze spotkanie powinno być łatwe. Na przykład w projekcie Teens and money licealiści pytali się nawzajem, na co przeznaczyliby wygrany milion euro.

Po dziesięciu latach z eTwinningiem obserwuję, że najważniejsze są właśnie: komunikacja koordynatorów i uczniów oraz rzetelność i responsywność, czyli szybkość reagowania na działania kolegów ze szkoły partnerskiej. Poprawność językowa i jakość wypracowanych materiałów ma dużo mniejsze znaczenie.

Fot. archiwum projektu