Nie sprawią zawodu


Po kilku latach przerwy polska reprezentacja wystartuje w międzynarodowym konkursie umiejętności dla młodych zawodowców EuroSkills. W Budapeszcie będziemy walczyć o medale w sześciu konkurencjach

EuroSkills to organizowane co dwa lata konkursy umiejętności zawodowych, w których uczestniczą młodzi Europejczycy w wieku od 18 do 25 lat. Konkurs jest kontynentalnym odpowiednikiem światowych zawodów WorldSkills, których pierwsza edycja miała miejsce w roku 1950 w Madrycie. Premierowe zawody dla młodych fachowców ze Starego Kontynentu – EuroSkills – odbyły się w 2008 r. w Rotterdamie. Rywalizacja z roku na rok jest coraz bardziej zacięta – we wrześniu w Budapeszcie walka toczyć się będzie w 36 konkurencjach wystartować ma ok. 500 młodych fachowców.

Od gastronomii po mechatronikę Do tej pory polska reprezentacja brała udział w dwóch edycjach konkursu – tej pierwszej w Holandii oraz dwa lata później w Lizbonie. Podmiotem, który odpowiadał za przygotowanie zawodników oraz całą logistykę tego ogromnego przedsięwzięcia była wtedy Naczelna Organizacja Techniczna. Od tamtego momentu nie uczestniczyliśmy w zawodach EuroSkills, jednak w tym roku się to zmieni. Jeszcze w 2017 r. MEN wyznaczyło Fundację Rozwoju Systemu Edukacji do pełnienia roli instytucji koordynującej przygotowania Polski do udziału w konkursie, a także członkostwa w światowej organizacji WorldSkills. Na przełomie roku zdecydowano, że Polska weźmie udział w sześciu konkurencjach (gastronomia, florystyka, fryzjerstwo, murarstwo, tynkarstwo i sucha zabudowa oraz mechatronika) i rozpoczęto rekrutację zawodników do naszej reprezentacji.

Jej ostateczny skład znany będzie dopiero pod koniec czerwca, jednak już teraz wiadomo, że w konkurencji mechatronika wystartują uczniowie z Zespołu Szkół Licealnych i Technicznych w Warszawie. Ostatnim sprawdzianem dla nich był udział w zawodach Taitaja 2018, które odbyły się maju br. w Tampere. Były to fińskie krajowe eliminacje do EuroSkills, a Polaków zaproszono tam, by – jako debiutanci – nabrali nieco doświadczenia. – Konkurencja była bardzo zacięta, ale staraliśmy się uzyskać jak najlepszy rezultat – mówi Przemek Krasnodębski z Zespołu Szkół Licealnych i Technicznych w Warszawie. Nasi reprezentanci występowali w zawodach w roli gości, a więc nie byli klasyfikowani. Sam udział w rywalizacji zaowocował jednak zdobyciem cennego doświadczenia.

Jedziemy po naukę Jak będzie wyglądać przygotowanie polskich uczniów do udziału we wrześniowych zawodach? – Samo przygotowanie to sprawa techniczna. Dużo ważniejszy jest sposób wyłaniania uczestników – tłumaczy Paweł Salamon, ekspert sieci ECVET, szef kuchni w Hotelu Smolarnia, a przede wszystkim team leader polskiej reprezentacji w najbliższym konkursie EuroSkills. – Chcemy stworzyć ogólnopolski, jednolity system rekrutacji do konkursu. Zgodnie z naszym pomysłem, poszczególne szkoły branżowe będą mogły wystawić swoich najlepszych uczniów w danym zawodzie do krajowego finału. Podczas tego jednodniowego wydarzenia uczniowie będą mogli skonfrontować swoje umiejętności, a my wyłonimy najlepszych, którzy będą mogli nas reprezentować konkursach EuroSkills bądź WorldSkills – dodaje. Izabela Laskowska, dyrektor Biura Kształcenia i Szkoleń Zawodowych w Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji (FRSE) nie ma wątpliwości: – Udział w konkursie może być kluczowy dla rozwoju zawodowego młodych ludzi. Paweł Salamon dodaje: – Z mojej perspektywy – szefa kuchni i nauczyciela zawodu – jest to bardzo ważne, że młodzież będzie miała możliwość międzynarodowej prezentacji umiejętności zdobytych w trakcie nauki.

Jakie mamy szanse na to, aby zostać czarnym koniem mistrzostw? – Nasz udział ma charakter pilotażowy. Do startu podchodzimy z dużą pokorą, spokojem i cierpliwością – tonuje nastroje Paweł Salamon. – Poziom konkurencji w konkursach europejskich czy światowych znacznie wykracza poza obowiązujące minimum programowe – zauważa Izabela Laskowska. Przedstawicielka FRSE zachęca, by na razie skupić się na innych walorach polskiego udziału w EuroSkills. – Te konkursy dają młodym ludziom szansę zdobycia unikatowego doświadczenia. To też promocja kształcenia zawodowego, a dla pedagogów – informacja o poziomie nauczania. Myślę, że zawody potwierdzą, że w Polsce jest on wysoki – podkreśla.

Paweł Salamon dodaje: – EuroSkills to bardzo ciekawy, perspektywiczny projekt. Szkoły i uczniów zachęcam do uczestnictwa, a resztę do trzymania kciuków. •

Multi-kulti wśród najmłodszych


Dzieci od małego zauważają, że ludzie mówią różnymi językami i nie każdy ma taki sam kolor skóry. Stereotypów uczą je dorośli…

Rozmowa z Natalią Wilińską, dyrektorką międzynarodowego przedszkola Tequesta na warszawskim Żoliborzu

Prowadzisz przedszkole wielowyznaniowe. Co to znaczy?

Wielowyznaniowe, wielokulturowe, międzynarodowe… Chodzi nie tylko o dzieci, ale i kadrę.

W każdej grupie jest nauczyciel mówiący po polsku i native speaker – np. najmłodszych prowadzą Polka Ania i pochodząca z Jamajki Delicia, a program angielskiego jest tożsamy ze ścieżką polskiego. Hiszpańskiego z kolei uczy Meksykanka Ada. Dzieci od małego zauważają, że ludzie mówią różnymi językami i że nie każdy ma taki sam kolor skóry. Łamiemy stereotypy. Filipińczyk Ollie przełamuje kolejny – pokazuje, że w roli przedszkolanki świetnie sprawdzają się też panowie. I to jest w tym najciekawsze: nieważne, czy jesteś kobietą czy mężczyzną, mówisz po polsku czy w hindi, nosisz kipę na głowie – dla dziecka każde rozwiązanie jest OK. Stereotypów uczą je dorośli.

Dzieci dzielicie na grupy, biorąc pod uwagę język, którym mówią?

Decyduje wiek. Inne zasady obowiązują jedynie w grupie izraelskiej. Dzieci żydowskie tylko część zajęć mają z pozostałymi, ponieważ kuchnia koszerna powoduje konieczność oddzielenia ich od reszty na czas posiłków. Osobno mają też lekcje hebrajskiego.

I lekcje poświęcone religii. Czy religiom? Nie prowadzimy specjalnych zajęć z religii, ale kiedy przychodzi odpowiedni czas, mówimy o świętach: o Purim, o Diwali, o Bożym Narodzeniu. Mamy dzieci z Indii, Portugalii, Węgier, Brazylii, Szwecji, Jamajki, niektóre niemówiące po polsku. Ale i tak rozumieją, o co nam chodzi – małym dzieciom wystarczy gest, ton głosu, czy skuteczny pan od rytmiki z długimi wąsami, który wprowadza je w świat muzyki, dając im do rąk akordeon albo saksofon. Poza tym mamy grupy maksymalnie 14-osobowe, co pozwala na indywidualne podejście do dziecka.

I te wszystkie maluchy oderwane od rodziców tak po prostu się adaptują? Przecież początki w przedszkolu nie są łatwe. Tak, choć miałam też jednego trzylatka, który uciekał z sali, krzycząc i serwując nam kopniaki. Próbowaliśmy z nim rozmawiać, tłumaczyć. I rozwiązaniem faktycznie okazała się rozmowa… z rodzicami. Bo nam nie ufali. Ale to zrozumiałe: oddają dziecko obcym ludziom i potrzebują czasu, by uwierzyć, że nie dzieje mu się krzywda.

Przedszkolaki wynoszą z domu bardzo różne zwyczaje uwarunkowane kulturowo. Oczywiście. Mamy chłopców z rodzin hinduskich, w których stawiani są na piedestale, obsługiwani, nawet karmieni. U nas muszą jeść samodzielnie. Różnice ujednolicamy, wprowadzając zasady. W przedszkolu wszyscy jesteśmy równi.

Czy jednak nie tworzycie swoistej mydlanej bańki? Czy te dzieciaki poradzą sobie za kilka lat w rejonowej podstawówce? Z Tequesty mają wyjść dzieci komunikatywne i kreatywne, które nie będą dziwić się różnorodności i z łatwością wtopią się w otoczenie także poza Polską. W publicznej szkole podstawowej będzie im na pewno trudniej niż w prywatnej, szczególnie ze względu na brak indywidualnego podejścia. Będą potrzebowały więcej czasu, by się w niej odnaleźć, ale dadzą radę. •

Rozmawiała Beata Maluchnik

Moi uczniowie mówią do mnie na ty


Chcę pokazać młodym ludziom, że nauka języka obcego może być przygodą. Zależy mi też, by po prostu lubili mój przedmiot. Żeby na początku roku mówili między sobą:

„O, masz z Barbarą, czyli lekcje będą niesamowite, nie będziesz się nudził!”

Rozmowa z Barbarą Anną Zielonką, polską nauczycielką języka angielskiego pracującą w szkole średniej w norweskim Nannestad, która znalazła się w dziesięcioosobowym finale prestiżowego konkursu Global Teacher Prize

Po co przyszłemu norweskiemu stolarzowi czy kosmetyczce znajomość języka angielskiego? Po to, by w przyszłości ten stolarz czy kosmetyczka mogli tu normalnie funkcjonować. Norwegia to kraj wielokulturowy, a imigrantów przybywa z każdym dniem. Rola języka angielskiego rośnie. Uczniowie wiedzą, że trzeba szkolić ten język i to na wysokim poziomie. Ich klienci mogą przecież wcale nie mówić po norwesku.

Do polskiego ucznia ten argument mógłby nie trafić. To kwestia czasu. Mam nadzieję, że może za 20 lat polski uczeń też będzie miał na co dzień kontakt z ludźmi z całego świata. Poza tym coraz więcej Polaków decyduje się na życie za granicą czy wyjazd na Erasmusa+.

Ale pewnie i tak znajdą się przypadki, które będą argumentować: „Po co mi to?”, „Tracę czas”, „I tak mi się nie przyda”. Sama czasem tak mówiłam jako nastolatka. I na tym polega rola nauczyciela, by swoim zaangażowaniem i stosowaniem nowoczesnych metod zmienić podejście ucznia. Przez pierwszy rok pobytu w Norwegii pracowałam w szkole zawodowej w Trysil. I niestety uczyłam według starego podejścia, czyli książka, zeszyt ćwiczeń, dzielenie umiejętności na słuchanie, pisanie, czytanie, mówienie…

Też pamiętam ten schemat ze szkoły. W wielu szkołach króluje podręcznik, a nauczyciel pełni rolę szeryfa. Ja również się w tym systemie wychowałam i sądziłam, że tak właśnie powinien pracować nauczyciel.

Już po sześciu miesiącach w Norwegii zauważyłam, że ta metoda kompletnie nie działa. Uczniowie są znudzeni. Moim zadaniem jest pokazać im, że nauka języka obcego może być przygodą. Poza tym zależało mi, by uczniowie lubili mój przedmiot. Żeby na początku roku mówili między sobą: „O, masz Barbarę, czyli lekcje będą niesamowite, nie będziesz się nudził!”.

Dziś Pani uczniowie na lekcjach rozmawiają przez Skype’a z rówieśnikami z innych krajów. Ja w szkole rozmawiałam z koleżanką z ławki, zresztą głównie po polsku, bo i tak nikt nie słyszał. Przyjemność żadna. A tu poznajemy młodych ludzi z całego świata.

Sesje przez SkypeMe! czy Google Hangouts prowadzę od sześciu lat. Bardzo mi zależało, by moi uczniowie byli w stanie spotkać się z ludźmi, którzy posługują się angielskim jako ojczystym językiem. Zaczęłam szukać kontaktów w mediach społecznościowych, m.in. przez platformę dla europejskich nauczycieli eTwinning. Ostatnio do swojej klasy zaprosiłam również ludzi z innych kontynentów, z Kanady, Australii, Jamajki. By to zorganizować, wykorzystuję narzędzia, które nie wymagają abonamentu czy subskrypcji. Wystarczy zrobić plakat w Adobe Spark czy Canvas, napisać, że szuka się rozmówców, wrzucić to na LinkedIn i po godzinie czy dwóch zawsze ktoś się odezwie. Wiadomo, że są różne strefy czasowe, więc niekiedy musimy zostać dłużej albo przyjść do szkoły wcześniej.

Młodzież się nie buntuje? Większość uczniów w Norwegii pracuje po szkole, ale jeśli uprzedzi się ich wcześniej, to są przychylni. Cała klasa nie zostaje, ale jakieś trzy czwarte tak.

Jak reagują na taką formę rozmowy? Dla młodych ona jest naturalna. Oczywiście, gdy spotykamy się na pierwszych zajęciach i mówię im, że będziemy łączyć się z ludźmi z innych kontynentów, to jest konsternacja. Niektóre osoby boją się tego kontaktu, z początku nie pokazują twarzy, zakrywają kamery w smartfonach. Najważniejsze to pokazać uczniom, że takie sesje mogą im pomóc rozwinąć kompetencje, nie tylko językowe. W przyszłości ten młody człowiek na pewno w którymś momencie życia spotka kogoś, kto nie będzie posługiwał się językiem norweskim. I będzie na ten kontakt przygotowany.

Co jeszcze można robić na lekcji, na której nie ma podręcznika? Mimo że jestem współautorką książek do nauki angielskiego, to przestałam ich używać, bo informacje w nich zawarte natychmiast się przedawniają. Nieważne, czy podręcznik ukazał się w 2000 czy 2017 roku, dość szybko jest już nieaktualny. Na moich zajęciach pracujemy więc z gazetami czy serwisami internetowymi. „New York Times”, BBC, CNN. Nie zamykamy się w naszej norweskiej wiosce. Na zajęciach nazywanych Here comes the news co tydzień omawiamy jedno wydarzenie, uznane przez uczniów za ważne. Młodzi ludzie robią też blogi, vlogi, korzystają z innych narzędzi w telefonach A potem dzielą się tym z rówieśnikami z innych krajów. Mają większą motywację, bo wiedzą, że nie tylko Barbara wystawi ocenę, ale ich praca pójdzie w świat.

Takie zajęcia pokazują, że nauka angielskiego po prostu przydaje się w życiu.

Zależy mi na tym, by na moich lekcjach uczeń rozwijał swoje pasje, niezależnie czy będzie to historia, nanotechnologia czy biologia. Jeśli mam ucznia, który interesuje się astronomią, to chcę, by również na lekcjach angielskiego skupił się na tej dziedzinie. Misją szkoły jest to, by pokazywać uczniom, w czym są dobrzy i pomagać im rozwijać swoje pasje. Zawsze swoim podopiecznym mówię, że nie jestem zainteresowana znajdowaniem tego, co im nie wychodzi. Wolę skupić się na tym, co potrafią.

W swoim nauczycielskim credo zamieszczonym w internecie pisze Pani nie tylko o samej formie lekcji. Ważne jest też to, by traktować ucznia podmiotowo, a atmosfera w klasie była demokratyczna. Sam system norweski tego ode mnie wymaga.

Uczeń jest dla mnie partnerem. Tutaj nie ma dystansu, który czułam, zwracając się w swoim liceum do nauczycieli per panie profesorze. Tu każdy – dyrektor szkoły, uczeń – zwraca się do mnie na ty.

To nietypowe.

W Norwegii bardzo typowe, w Polsce pewnie trudno to sobie wyobrazić. Podoba mi się, że tu każdy jest na tym samym poziomie.

Jak to się objawia w pracy z uczniami? Mogą zgłaszać swoje uwagi, mówią, czego chcieliby się uczyć? Gdy chcę wprowadzić coś nowego, najpierw używam programu typu Mentimeter. Tworzę kwestionariusz i na lekcji decydujemy, czy chcemy zmiany. Wkrótce będziemy pisać egzamin i uczniowie mają cztery opcje do wyboru, jak on ma wyglądać. Wysyłają też własne sugestie e-mailem czy SMS-em. Podoba mi się, że młody człowiek wykazuje zainteresowanie i wpływa na pracę nauczyciela. Poza tym w Norwegii uczeń raz w roku wypełnia dość szczegółową ankietę na temat pracy nauczyciela. Nie muszę tego robić, ale wierzę w zasadę transparentności i zawsze pokazuję swoim podopiecznym wyniki tej ankiety. Razem dyskutujemy, co możemy ulepszyć w moim nauczaniu.

Oni to doceniają, przede wszystkim swoim zaangażowaniem. Gdy zmieniłam metody pracy, zmieniło się ich nastawienie. Młodzi tworzą. Filmy, blogi, produkty i strategie ich sprzedaży. Tak przecież będzie wyglądała ich przyszłość. W Nannestad High School, w której uczę, mam cztery klasy zawodowe i trzy licealne (w Norwegii obie te szkoły są połączone, dzięki czemu młodzież ma ze sobą kontakt). Większość z moich uczniów zostanie pewnie freelancerami, a w pracy będzie się od nich oczekiwać przede wszystkim umiejętności miękkich, czyli rozwiązywania problemów, empatii, zrozumienia drugiego człowieka, tworzenia czegoś nowego.

Musimy przygotować naszych studentów na nieznaną przyszłość – to Pani słowa. Świat się zmienia, więc i system edukacji musi się przeformułować? Tu, w Norwegii wciąż można znaleźć nauczycieli, którzy pracują metodami rodem z lat 50. czy 60. Jak w czasach rewolucji przemysłowej, gdy na tej samej linii produkcyjnej tworzyło się ciągle ten sam produkt. I w ten  sam sposób traktują ucznia. Jeśli nie dojdzie do transformacji edukacji, to wszyscy odczujemy tego tragiczne skutki. To dzisiejsza młodzież kiedyś urządzi nam świat.

Pani sama może być inspiracją dla swoich uczniów. Polka mieszkająca w Norwegii, ucząca angielskiego. Już na pierwszym roku studiów wiedziałam, że bardzo chcę wyjechać za granicę.

Żeby zobaczyć inny świat czy popracować w innym niż polski systemie nauczania? Spróbować swoich sił, przekonać się, czy byłabym w stanie mieszkać w innym kraju, z dala od rodziców, przyjaciół. Zawsze czytałam dużo książek podróżniczych. Poza tym interesowałam się kulturą skandynawską, pochłaniałam twórczość tamtejszych autorów. Moi rodzice byli nauczycielami w Śląskich Technicznych Zakładach Naukowych w Katowicach. Szkoła prowadziła wymianę z liceum znajdującym się w małej miejscowości na południu Norwegii. Byliśmy tam dwa razy z wizytą. Tuż po obronie magistra wysłałam CV do kilku szkół, po angielsku, bo norweskiego jeszcze nie znałam. Odezwały się trzy. Popatrzyłam na mapę i wybrałam tę najbliżej lotniska, by z łatwością odwiedzać rodziców. Dostałam umowę na zastępstwo na dziewięć miesięcy, potem trafiłam do szkoły, w której pracuję już dziesięć lat. 10 km od najważniejszego lotniska Gardermoen.

Blisko do domu. Półtorej godziny samolotem plus 50 minut samochodem z Balic do Katowic. Nie jest źle.

Chce Pani zostać w Norwegii, czy też gdzie indziej wyobraża sobie swoją przyszłość? Czuję się globalnym obywatelem. Marzy mi państwie. Ale dziś trudno mi powiedzieć, jak będzie wyglądać moje życie za 10 czy 20 lat.

A w najbliższej przyszłości? Chciałabym mieć większy wpływ na to, co dzieje się w edukacji w Norwegii, na kształtowanie podstaw programowych. Wiele osób z tutejszego ministerstwa edukacji nigdy nie było w dzisiejszej klasie. Warto dać głos ludziom, którzy na co dzień pracują z uczniami.

Nominacja do finału konkursu Global Teacher Prize, zwanego nauczycielskim Noblem, ośmiela do snucia planów? To coś niesamowicie pozytywnego, co pokazuje, że jeśli człowiek ma jasno określony cel, dąży do jego realizacji, to wcześniej czy później ktoś to zauważy. Moje nazwisko jest znane w Norwegii z powodu innych konkursów, do których byłam nominowana. Teraz o mojej pracy usłyszano na całym świecie. To dodaje skrzydeł. •

Rozmawiała Martyna Śmigiel

Autorka jest uczestniczką projektu

Mobilni dziennikarze programu Erasmus+

Mobilne Centrum Edukacyjne ruszyło w Polskę!


Mobilne Centrum Edukacyjne, czyli Edu Truck, to nowa inicjatywa Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji. Ciężarówka wypakowana nowoczesnymi technologiami i materiałami edukacyjnymi ruszyła w Polskę

Edu Truck oferuje możliwość udziału w zajęciach edukacyjnych mających na celu promowanie wykorzystania nowoczesnych technologii w edukacji. Uczestnicy rozwiązują quizy edukacyjne na interaktywnych kostkach i podłodze oraz poznają zasady nauki programowania, istotnego elementu obowiązującej podstawy programowej. Warto też poczytać informacje wyświetlane na specjalnych tablicach we wnętrzu Mobilnego Centrum – np. o DNA. Są też interaktywne plansze do gier językowych i logicznych, a na entuzjastów nowych technologii czekają specjalne okulary, przenoszące w wirtualną rzeczywistość. Po ich założeniu wędruje się po pomieszczeniu i wykonuje różne polecenia. Zajęcia edukacyjne prowadzone są w ramach inicjatywy Akademia eTwinning, a samą inspiracją jest program eTwinning, funkcjonujący w ramach struktury programów edukacyjnych zarządzanych przez FRSE. W ramach programu szkoły europejskie mogą ze sobą współpracować poprzez Internet wykorzystując nowoczesne technologie – to doskonała okazja dla nauczycieli by wzbogacić swój warsztat pracy, a wśród uczniów wzbudzić entuzjazm do nauki. Od września 2017 roku Ministerstwo Edukacji zaleca program eTwinning jako metodę realizacji podstawy programowej.

Mobilne Centrum Edukacyjne zaprezentowano po raz pierwszy 14 maja podczas Konferencji Regionalnej Programu Erasmus+ w PWSZ im. Angelusa Silesiusa w Wałbrzychu. Gościem wydarzenia była minister edukacji narodowej Anna Zalewska, która przecięła wstęgę przed Edu Truckiem i z zainteresowaniem obejrzała Centrum. Obok szefowej MEN w trakcie konferencji głos zabrali również dyrektor generalny FRSE dr Paweł Poszytek oraz prof. nadzw. dr hab. Piotr Jurek, rektor PWSZ. Minister Anna Zalewska podkreśliła, że każdy uczeń zasługuje na dobrą szkołę i dobrego nauczyciela, a nowe technologie odgrywać będą w kształceniu coraz ważniejszą rolę. Dyrektor FRSE zwrócił z kolei uwagę na zalety programu Erasmus+, który może pomóc szkołom i uczelniom w dostosowaniu oferty do nowej rzeczywistości. – Przypominam, że program jest tak naprawdę dla wszystkich. Wcale nie tylko dla studentów, jak niektórzy sądzą – mówił dr Paweł Poszytek. Zalety udziału w międzynarodowych przedsięwzięciach – m.in. mobilnościach – podkreślał też dr hab. Piotr Jurek.

Uczestnicy konferencji – wśród których byli głównie nauczyciele i dyrektorzy szkół i placówek oświatowych – mogli też wziąć udział w sesjach panelowych, zatytułowanych: Atrakcyjna nauka zawodu – jak zbudować dobry program staży i praktyk zawodowych, Rozwijamy kreatywność w projektach edukacyjnych oraz Rozwijanie kompetencji językowych. Jedną z sesji zorganizowano również w Mobilnym Centrum Edukacyjnym. Plany Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji przewidują, że w ciągu najbliższych kilku miesięcy Edu Truck pokona trasę o długości trzech tysięcy kilometrów

Autorka jest uczestniczką projektu

Mobilni dziennikarze programu Erasmus+

Kocham Cię, Polsko


Przyjeżdżają zarówno z Niemiec, jak i z Wenezueli. Napędza ich ciekawość naszego kraju i tempo zmian zachodzących nad Wisłą. Zagranicznych stypendystów programu Erasmus+ – bo o nich mowa – jest z roku na rok coraz więcej

Rafael Casique urodził się w Wenezueli. Kiedy skończył 18 lat, przeniósł się na studia do Francji. Tam dowiedział się o możliwości wyjazdu z programu Erasmus – i uznał, że to coś dla niego. Chciał zdobyć doświadczenia zawodowe – pod uwagę brał więc tylko kraje, które szybko się rozwijają. I tak zainteresował się Polską. – Dowiedziałem, że w Warszawie mieszczą się oddziały światowych korporacji, takich jak Accenture czy Goldman Sachs. Wiedziałem, że to właśnie do nich będę aplikował na wakacyjne praktyki – wspomina.

Podjęcie decyzji nie było jednak łatwe. – Szukając w internecie informacji na temat Warszawy i Polski – w języku hiszpańskim – trafiłem na ostrzeżenia o rasistowskich zachowanych Polaków. Było ich tak dużo, że podzieliłem się obawami z mamą – wspomina Rafael. – Ta zadzwoniła do Ambasady RP w Wenezueli, aby zbadać, na ile niepokój jest uzasadniony. Uspokojono nas, więc złożyłem aplikację. Dzisiaj mijają dwa miesiące od mojego przyjazdu i mogę szczerze powiedzieć jedno: najmilej zaskoczyło mnie to, o co najbardziej się obawiałem – stosunek Polaków do obcokrajowców. Na co dzień spotykam się z taką otwartością i serdecznością, jakiej się naprawdę nie spodziewałem – śmieje się Rafael.

Tanio, a dobrze Historia przyjazdów zagranicznych studentów do Polski przypomina nieco losy Rafaela – na początku była nieufność. Trzydzieści lat temu, w pierwszym roku funkcjonowania programu Erasmus, do Polski na studia przybyło ledwie 220 osób. Dekadę później przyjeżdżało ich już ponad dwadzieścia razy więcej, a w 2015 r. liczba zagranicznych stypendystów Erasmusa zbliżyła się do 15 tysięcy. Wśród narodów najchętniej odwiedzających Polskę od lat królują Hiszpanie, Turcy oraz Niemcy i Francuzi. – Niskie koszty życia, zwłaszcza zakwaterowania, kwestie bezpieczeństwa oraz poczucie zadowolenia z oferty uczelni to główne zalety przyjazdu do nas na wymianę – stwierdza Aleksandra Koperska-Kowalczyk z Biura Współpracy Międzynarodowej Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego z Bydgoszczy. – Polska jest coraz lepiej postrzegana przez studentów zagranicznych – jako kraj nowoczesny i z dobrą infrastrukturą – dodaje.

Inni rodzimi koordynatorzy studentów przyjeżdżających do Polski mają podobne spostrzeżenia: obcokrajowcy wybierają nasz kraj, bo zależy im na wysokim poziomie nauczania przy jednoczesnych niskich kosztach utrzymania. Ale to nie wszystko: przybysze z innych krajów doceniają też naszą uprzejmość i chęć niesienia pomocy, pomimo czasem niedoskonałej znajomości języka angielskiego. Potwierdza to m.in. Celie Schneider, która przyjechała na wymianę do Akademii Leona Koźmińskiego. – Polskę lubię za otwartość jej mieszkańców. W Holandii jesteśmy o wiele bardziej zamknięci, podczas gdy tu nawet w sklepie rozmawia się z nieznajomymi – zauważa.

Ale Polacy potrafią też zadziwić. – Od początku mojego pobytu w Warszawie najbardziej mnie zaskakiwało to, z jaką intensywnością i jak długo ludzie się sobie przyglądają. Pochodzę z Francji, tam ludzie nie poświęcają sobie tyle czasu – mówi Celie Schneider. – Na początku często też zadawano mi pytanie, w jakiej dzielnicy wynajęłam mieszkanie. Kiedy warszawiacy dowiadywali się, że na Pradze, byli zdziwieni, że się nie bałam złej sławy dzielnicy. Nie wiedzieli, że pochodzę z Marsylii, jednego z najbardziej niebezpiecznych francuskich miast – śmieje się Celie.

Warszawa zaskakuje zresztą wielu przyjeżdżających studentów. Wielu z nich nie zdaje sobie sprawy, że to nowoczesne miasto, oferujące wiele możliwości: od tych czysto rozrywkowych po zawodowe. Studentów frapuje też, że polska stolica różni się charakterem od Krakowa czy Trójmiasta. Intrygująca jest dla nich również nasza historia.

Duma i wdzięczność Skok w statystykach to jednak nie tylko wynik wzrostu popularności kraju, ale także zmian w strukturze samego programu. Erasmus+ daje studentom nie tylko szansę realizacji części studiów na uczelni partnerskiej, ale także – od ponad dziesięciu lat – umożliwia realizację praktyk zawodowych. W tym sektorze liczba przyjeżdżających rośnie najszybciej. Wśród nich był m.in. Holender Martijn De Jonge, który po wymianie studenckiej wrócił na Uniwersytet Warszawski i podjął praktyki w Biurze Współpracy z Zagranicą. – Pochodzę z małej miejscowości w Holandii. Wyjechałem, bo chciałem zakosztować innej rzeczywistości niż rodzima, a w moich oczach Warszawa to duże miasto – mówi.

Nie bez znaczenia dla obcokrajowców jest też możliwość kontynuowania ścieżki naukowej po okresie wymiany. – Zdarzają się osoby, które natychmiast po skończeniu studiów w swoim kraju starają się uzyskać stypendium na pełne studia doktoranckie w Polsce – mówi profesor dr hab. Jolanta Tambor, pełnomocnik rektora Uniwersytetu Śląskiego ds. Studentów Zagranicznych, i jednocześnie dyrektor Szkoły Języka i Kultury Polskiej. – Moją drugą w życiu doktorantką, a od kilku lat już wypromowanym doktorem, jest Rumunka Claudia Florea Hygen. Najpierw przyjechała na semestralne studia w ramach programu Erasmus, a potem obroniła świetną pracę o modelu rodziny w polskich, rumuńskich i norweskich podręcznikach – dodaje.

Rosnąca liczba zagranicznych studentów na polskich uczelniach może być powodem do dumy – internacjonalizacja uczelni najlepiej świadczy o ich jakości. – Gdybym miała jednym słowem określić to, co czuję w trakcie pobytu w Polsce, powiedziałabym: wdzięczność – stwierdza Cristina Vasilita, która urodziła się w Mołdawii, studiuje w Rumunii, a na Erasmusa+ przyjechała do Bydgoszczy. – Jestem wdzięczna za możliwość studiowania przedmiotów, które nie są dostępne na moim macierzystym uniwersytecie i za wspaniałego koordynatora na bydgoskiej uczelni – panią Aleksandrę. Dziękuję też za przyjaźnie, które nawiązałam z ludźmi z całego świata, ale przede wszystkim za prawo do powiedzenia: tak, jestem beneficjentem programu Erasmus+ i jestem z tego dumna! •

Autorka jest uczestniczką projektu

Mobilni dziennikarze programu Erasmus+

Hasło: młodzież


Youth Wiki – internetowa encyklopedia poświęcona polityce młodzieżowej w Europie – już działa. Zaglądać do niej mogą nie tyko decydenci, ale też młodzieżowi aktywiści

W encyklopedii opisano politykę na rzecz młodzieży w poszczególnych krajach Europy, a także przedstawiono najważniejsze reformy mające wpływ na życie młodych ludzi. Głównymi odbiorcami Youth Wiki są decydenci odpowiedzialni za kształtowanie polityki młodzieżowej, a także środowisko akademickie, organizacje pozarządowe czy rady młodzieży.

Encyklopedia jest tworzona stopniowo w latach 2015-2018. Docelowo znajdą się w niej opracowania dotyczące ośmiu obszarów wymienionych w Europejskiej Strategii na rzecz Młodzieży: edukacji i szkoleń, wolontariatu, udziału w życiu społecznym i politycznym, zatrudnienia, włączenia społecznego, zdrowia, kreatywności i kultury oraz sytuacji młodzieży na świecie. Encyklopedia zawiera zbiorcze zestawienia statystyczne, wyniki badań naukowych dotyczących młodzieży w danym państwie oraz analizę aktów prawnych. Informacje znajdujące się w Youth Wiki będą aktualizowane raz w roku, a za ich poprawność merytoryczną odpowiadają krajowi korespondenci, powołani przez ministerstwa właściwe do spraw edukacji i młodzieży w porozumieniu z Komisją Europejską. Youth Wiki bazuje na doświadczeniach Eurydice – europejskiej sieci informacji o systemach edukacji, która od lat wykorzystywana jest w Europie.

Utworzenie encyklopedii to element realizacji Europejskiej Strategii na rzecz Młodzieży. Zapisano w niej, że do zapewnienia młodym ludziom jak najlepszych warunków kształcenia oraz by ułatwić im start na rynku pracy, niezbędne są odpowiednie działania legislacyjne, które powinny być oparte na dowodach i wynikach badań. I właśnie po to Komisja Europejska utworzyła Youth Wiki – by dostarczyć osobom odpowiedzialnym za kształtowanie polityki młodzieżowej rzetelne i aktualne informacje.

Polska dołączyła do krajów uczestniczących w projekcie w 2017 r. – na zlecenie Ministerstwa Edukacji Narodowej i Komisji Europejskiej we współtworzenie encyklopedii zaangażowała się Fundacja Rozwoju Systemu Edukacji. Opracowano treść pierwszych czterech rozdziałów dotyczących Polski, których autorami są: Mateusz Konieczny (przegląd polityki dotyczącej młodzieży), dr hab. Magdalena Dudkiewicz (wolontariat i włączanie społeczne), dr Marcin Sińczuch (uczestnictwo w życiu społecznym i politycznym) i dr hab. Ewa Giermanowska (zatrudnienie i przedsiębiorczość).

Z opublikowanych tekstów można się dowiedzieć m.in. tego, jakie akty prawne leżą u podstaw polityki młodzieżowej w Polsce, czy i w jaki sposób poszczególne resorty współpracują w jej kształtowaniu, poznać najnowsze statystyki dotyczące sytuacji młodych Polaków na rynku pracy i dowiedzieć się, czy chętnie korzystają oni z prawa głosu.

Przed publikacją rozdziały będące polskim wkładem do Youth Wiki przeanalizowali eksperci Komisji Europejskiej i wystawili im najwyższe możliwe oceny. W roku 2018 opracowane zostaną cztery pozostałe rozdziały dotyczące edukacji, zdrowia, kultury i sytuacji młodych Polaków w świecie, które dostępne będą online już na początku roku 2019.

Ponieważ Youth Wiki dostępna jest jedynie w wersji anglojęzycznej, w przygotowaniu znajduje się także pierwszy tom publikacji na temat polityki młodzieżowej w Polsce opracowany w języku polskim, w oparciu o informacje zawarte w encyklopedii Youth Wiki. •

Fakty i mity Wymian młodzieżowych


Wymiana młodzieży w programie Erasmus+ polega na tym, że grupa uczniów przyjeżdża do szkoły w innym kraju, mieszka w domach rówieśników i razem z nimi chodzi na lekcje – tak twiedzi część nauczycieli. Czas wyjaśnić to nieporozumienie

Z tematem wymian młodzieżowych i ich publicznym odbiorem mierzę się niezmiennie od 15 lat.

Wymiany od dawna są elementami unijnych programów zachęcających młodych ludzi do aktywności – zarówno działań lokalnych, jak i międzynarodowej mobilności. W przeszłości były to programy Młodzież i „Młodzież w działaniu”, obecnie – Erasmus+ Młodzież. Przewodnik realizowanego aktualnie programu opisuje Wymianę jako możliwość spotkania się grup młodych osób z co najmniej dwóch różnych krajów i mieszkania razem przez okres od 5 do 21 dni. Definicja w sumie prosta i niezmienna od roku 2000. Mimo to wokół tego terminu przez lata narosło wiele półprawd. Świadczy o tym choćby cytat przytoczony na wstępie – taką opinię usłyszałam podczas jednego ze spotkań trenerskich z nauczycielami i nastolatkami.

Nie tylko dla uczniów i poza programem Warto więc powtórzyć podstawowe informacje i obalić mity. Po pierwsze: w Wymianach pojęcie „młodzież” nie równa się „uczniowie i uczennice”. Wyjechać za granicę może każda osoba w wieku od 13 do 30 lat, co oznacza, że może być to i uczeń podstawówki, i uczeń liceum, a równie dobrze student, osoba pracująca, bezrobotna czy niepełnosprawna. Co więcej, lider grupy młodzieżowej może przekroczyć 30. rok życia – dzięki temu za granicę ma szansę wybrać się każda osoba pracująca z młodzieżą lub przez nią wskazana. Warto jednak przemyśleć sprawę różnorodności wiekowej – choć jestem przekonana, że są tematy równie fascynujące dla 13- i 30-latków, to zrealizowanie choćby i siedmiodniowej wymiany w gronie osób w bardzo różnym wieku może być trudne logistycznie (opieka nad nieletnimi vs pełnoletniość, różnice w potrzebach itp.).

Co ważne, Przewodnik po programie Erasmus+ nie podaje konkretnej liczby liderów, którzy mogą wziąć udział w wymianie. Grono opiekunów musi być po prostu adekwatne do liczby uczestników. Inna liczba liderów będzie potrzebna dla grupy 25-latków, inna dla grupy nastolatków z problemami. Jeżeli w wymianie biorą udział osoby niepełnoletnie, decydują przepisy polskiego prawa.

Projekt Wymiany z założenia nie ma związku z realizacją szkolnej Podstawy programowej, nawet jeśli uczestnikami przedsięwzięcia są uczniowie. Choć w trakcie realizacji przedsięwzięcia młodzi ludzie często wykazują się wiedzą zdobytą w szkole, to samo działanie nie może mieć na celu realizacji nauki szkolnej, porównania systemów szkolnictwa czy rozwoju kompetencji nauczycieli. Wymiany są i mogą być natomiast wspierane przez szkoły – tak samo, jak przez domy kultury, stowarzyszenia, fundacje czy zgromadzenia zakonne. Wracając do rozważanego przez nas zdania – młodzież, owszem, uczy się, ale nie na lekcji, a w działaniu, mając możliwość rozwijać swe zainteresowania w międzynarodowej grupie.

Właśnie możliwość rozwoju swoich pasji, zmierzenia się z marzeniami, wykorzystania w praktyce wiedzy i umiejętności nabytych w szkole jest największą wartością Wymian młodzieżowych, zaraz po nawiązaniu kontaktów międzynarodowych i międzykulturowych. Nie ma mowy o przerwie w procesie nauczania. Nie ma co prawda lekcji, ale edukacja trwa, tu nazywana pozaformalną. To powoduje, że mitem jest także przekonanie, iż wymiana młodzieży musi się odbyć w określonym momencie roku. O tym, czy zostanie ona zrealizowana w czasie wakacji czy w roku szkolnym/akademickim decydują pomysłodawcy i realizatorzy projektu, zależnie od potrzeb. Bez względu jednak na termin, nie jest to też wyjazd turystyczny. Owszem, można wpleść zwiedzanie konkretnych miejsc w harmonogram przedsięwzięcia, ale nie stanowi to celu WM.

Okazja do przełamania barier Mitem jest również to, że młodzi ludzie śpią w domach swoich rówieśników w kraju goszczącym lub nocują w hostelach, podczas gdy gospodarze wracają na noc do własnych łóżek. W projekcie Wymian chodzi o to, by młodzi przebywali ze sobą 24 godziny na dobę, od momentu przyjazdu do wyjazdu. To właśnie daje szansę na bliższe poznanie się, na odnalezienie się w grupie, ćwiczenie kompetencji językowych i międzykulturowych.

Czasem też słyszę od dorosłych opiekunów młodzieży, że nie ma co robić Wymiany, bo nikt nie zna języka obcego. A jeszcze częściej: znajomość języka jest, ale nie ma motywacji do mówienia, bo ogranicza ją strach przed popełnieniem błędu. Według mnie wymiana młodzieży to jeden z lepszych sposobów na przełamanie tej bariery. Swych sił w języku obcym najlepiej jest próbować w przyjaznej przestrzeni wspólnej pracy. Tym bardziej, że można postawić na ruch, mimikę, działania artystyczne. Nie każda wymiana zamienia się w debaty o zmianie świata. Każda za to daje możliwość, by młodzi wzięli odpowiedzialność za działanie na siebie.

A skoro o odpowiedzialności mowa – mitem jest, że wszystko trzeba zrobić za młodzież, ale też to, że nie można jej w ogóle pomagać. Do mitów należy zaliczyć również twierdzenie, iż młodzi ludzie bez względu na wiek muszą napisać projekt Wymiany samodzielnie.

Oczywiście – muszą być zaangażowani w tworzenie i realizację, ale poziom tego zaangażowania powinien być uzależniony od wieku, możliwości, kreatywności. Pomoc liderów i bardziej doświadczonych pracowników organizacji wnioskujących nie jest zabroniona. Mało tego – może być okazją do odkrycia talentów wśród podopiecznych.

Tak jak nie jest zabroniona pomoc dorosłych, tak nie jest zabroniona również realizacja Wymiany poza miejscowością, w której działa organizacja czy grupa młodzieży. Pytanie tylko, czy to dobry pomysł. Wyjazd oznacza, że nasza młodzież nie będzie miała możliwości spotkania się ze społecznością, wśród której na co dzień się obraca. Nie zaprosi sąsiadów, przyjaciół i znajomych na finał wydarzenia. Warto więc się dwa razy zastanowić, zanim wybierzemy drugi koniec Polski tylko dlatego, by pokazać np. Zakopane naszym gościom z zagranicy.

Co jeszcze jest mitem w temacie Wymian młodzieżowych? Projekt nie równa się wymiana, a stawki dofinansowania naliczane są na osobę za każdy dzień wspólnego pobytu.

Dla przykładu – przy siedmiodniowej z dwóch krajów (w tym liderów) stawkę oblicza się, mnożąc liczbę uczestników przez liczbę dni spędzonych wspólnie (7 x 16x stawka). Natomiast projekt jest pojęciem szerszym. Obejmuje nie tylko czas samej wymiany, ale i przygotowań, późniejszej ewaluacji i upowszechniania rezultatów działania. Zryczałtowane stawki dzienne stanowią dofinansowanie całego projektu, trzeba więc dobrze policzyć koszty i być może szukać także innych źródeł wpływów. Grant nie musi pokryć całości kosztów.

Warto próbować Jak widać, choć Wymiany młodzieżowe są realizowane od prawie 20 lat, wiedza na temat szczegółów ich funkcjonowania wciąż nie jest wystarczająca. A bez niej trudno marzyć o uzyskaniu dofinansowania. W 2017 r. do Polskiej Narodowej Agencji złożono 697 projektów Wymian, z czego podpisano 209 umów na realizację projektów, większość odbyła się w 2017 r. Pewnie gdyby mniej było mitów krążących na temat Wymian, wniosków byłoby więcej. Warto jednak pamiętać, że przed nami kolejne konkursy – jest czas, by poprawić wniosek lub napisać go od początku – i złożyć w kolejnym terminie.

Powodzenia! •

Ekstraklasa walki z korupcją


Jaki sens miałby mundial w Rosji, gdyby o wynikach eliminacji czy finałów decydowały machlojki piłkarzy i bukmacherów? Program Erasmus+ Sport daje szansę na ograniczenie skali tego typu zjawisk

Temat korupcji w sporcie – w szczególności w piłce nożnej – powraca regularnie od lat. – Środowisko futbolowe w Polsce wciąż pamięta czasy ogromnej afery, która nadal w jakimś sensie ciąży nad ligą – przyznaje Jan Kordasiewicz, doradca Zarządu Ekstraklasy SA, spółki prowadzącej najwyższy szczebel piłkarskich rozgrywek ligowych w Polsce.

Wspomniana afera wybuchła w 2004 r. – okazało się wówczas, że piłkarze, działacze i sędziowie ustawili wyniki ponad stu spotkań ligowych. Łapówki decydowały nie tylko o tym, kto wygra dany mecz, ale też awansuje do wyższej ligi czy spadnie. Pieniądze pod stołem przyjmowali byli reprezentanci, międzynarodowi sędziowie i znani trenerzy. Skala procederu była zdecydowanie większa niż można było przypuszczać – w wyniku śledztwa zarzuty postawiono przeszło 600 osobom, choć jeszcze rok przed wybuchem afery ustawianie wyników meczów w myśl Kodeksu karnego nie było przestępstwem.

Choć zaostrzenie prawa przyniosło pewne efekty, futbolowi działacze nie mają wątpliwości, że równocześnie niezbędna jest profilaktyka. Dlatego właśnie zainteresowali się programem Erasmus+ Sport. Program ten, uruchomiony w 2014 r., dofinansowuje trzy typy działań: międzynarodową współpracę partnerską, współpracę partnerską na mniejszą skalę oraz niekomercyjne europejskie wydarzenia sportowe.

Nie bądź pionkiem Walka z ustawianiem wyników zawodów sportowych może być celem projektu realizowanego w pierwszej z wymienionych kategorii. Ekstraklasa SA wykorzystała okazję – poprzez kontrolowaną przez siebie Fundację Ekstraklasy złożyła wniosek i w ramach wielostronnego partnerstwa realizuje projekt Against Match Fixing – European Research & Education Program. Jan Kordasiewicz jest jego koordynatorem. – Idea przedsięwzięcia polega na profilaktyce – podkreśla.

Poza Fundacją Ekstraklasy w projekcie udział bierze siedem innych instytucji, są to m.in. uczelnie wyższe, ale – co ciekawe – również podmioty reprezentujące środowisko bukmacherów. – Prawo dotyczące tej branży jest w Polsce bardzo restrykcyjne, ale trudno się temu dziwić. Zakłady online tylko zwiększyły problem ustawiania wyników meczów sportowych. Sam fakt, że można obstawiać nawet takie zdarzenia, jak liczbę żółtych kartek pokazanych przez sędziego tylko potęguje problem, bo jest pokusą dla zawodników i arbitrów – zauważa Kordasiewicz. Doradca zarządu Ekstraklasy SA przekonuje jednocześnie, że legalnym bukmacherom zależy, by zawody sportowe odbywały się uczciwie.

Projekt Ekstraklasy SA dotyczy jednak również pozafinansowych motywacji ustawiania wyników sportowych. Jakie to motywacje? – Możemy wymienić ich przynajmniej kilka: szantaż, potrzeba akceptacji, barter, złe intencje oraz obawa zmian. Korupcja i bukmacherka związane są oczywiście z pieniędzmi, jednak naszym zdaniem w profilaktyce ustawiania meczów ważne są wszystkie wcześniej wymienione aspekty – mówi Kordasiewicz.

Projekt Against Match Fixing… nie był pierwszym podejściem Ekstraklasy SA do programu Erasmus+ Sport. – Wcześniej złożyliśmy wniosek w partnerstwie z zawodowymi ligami piłki nożnej z Danii i Szwecji. Dofinansowanie uzyskaliśmy jednak dopiero wtedy, gdy rozbudowaliśmy partnerstwo o podmioty o innym profilu działalności – dodaje Jan Kordasiewicz. – Wspólnie z Ministerstwem Sportu i Turystyki,

Komendą Główną Policji oraz Polskim Związkiem Piłki Nożnej prowadzimy też m.in. warsztaty szkoleniowe pod hasłem Nie bądź pionkiem w grze. Co roku kilkaset osób jest szkolonych w zakresie przeciwdziałania korupcji i uświadamiania zagrożeń związanych z obstawianiem wyników sportowych. Przedsięwzięcie realizowane ze środków programu Erasmus+ Sport jest więc naturalną konsekwencją naszych krajowych działań – przekonuje.

300 szkoleń w 15 krajach Unijny projekt zainaugurowała duża konferencja, na której przedstawiono jego podstawowe założenia oraz cele, jakie partnerzy zamierzają osiągnąć. W początkowej fazie przedsięwzięcia przedstawiciele wszystkich podmiotów analizują w ramach legal teams systemy prawne kilkunastu krajów oraz badają studium przypadków. – Chcemy sprawdzić, jakie są przyczyny – poza tradycyjną korupcją – działań fixingowych, czyli mających na celu ustawienie wyników sportowych. Poziom korupcji badano już wielokrotnie. Uważamy, że pora zbadać coś więcej – kontynuuje Kordasiewicz.

Po analizie zagadnień prawnych powstanie szczegółowa ankieta badawcza, w której na pytania dotyczące ustawiania meczów odpowiedzą zawodnicy, ich rodziny, menedżerowie oraz działacze piłkarscy – w sumie około tysiąca osób. Uzyskane w ten sposób dane zostaną wykorzystane do stworzenia innowacyjnego programu szkoleniowego dostępnego na platformie e-learningowej oraz w aplikacji mobilnej, dostępnej w ośmiu językach. Program uwzględni wszystkie oblicza fixingu, a grupą docelową będą nie tylko zawodnicy.

– Naszym zdaniem koncentrowanie się wyłącznie na piłkarzach oznacza marginalizowanie problemu. Chcemy dotrzećrównież do osób z otoczenia graczy – zaznacza koordynator. Jak wyjaśnia, ważne role w procesie kształtowania postaw zawodników odgrywają rodzice, trenerzy oraz menedżerowie. Wypracowane rezultaty mają być skierowane również do nich.

Jako rezultat projektu powstanie też praktyczny poradnik dla zawodników, trenerów, kadry pozasportowej oraz rodzin, wskazujący na zagrożenia związane z fixingiem i opisujący konsekwencje nieuczciwych działań. – Ponadto przeprowadzimy około 300 szkoleń w formie telekonferencji z grupami zawodników z 15 krajów Unii Europejskiej. Tutaj szczególny nacisk położymy na grupy młodzieżowe – podkreśla Kordasiewicz.

O czystość sportu Przedstawiciele Ekstraklasy nie ukrywają, że czystość gry jest dla nich priorytetem również z uwagi na sponsorów, którzy w żadnym wypadku nie chcą być kojarzeni z korupcją. – Często porównuje się oszustwo korupcyjne do oszustwa dopingowego – mówi Kordasiewicz. – O ile można powiedzieć, że doping stosuje się po to, aby wygrać, tak z reguły ustawianie wyników polega na tym, żeby przegrać – ale na tym zarobić. Zaburza to więc całą filozofię sportu i zdrowej rywalizacji – dodaje.

Prognozowany zasięg projektu (50 tys. użytkowników platformy online) pozwala sądzić, że inicjatywa Ekstraklasy ma szansę wpłynąć na postawy dużej części adeptów piłkarstwa już na wczesnym etapie ich kariery. – Zdajemy sobie sprawę, że głośne mówienie o problemie fixingu nie wpływa dobrze na wizerunek naszego sportu. Ale z drugiej strony – wszyscy wiemy, że problem ten wciąż istnieje. Nie mamy więc innego wyjścia, musimy to robić. Zwycięzca zawsze powinien być wyłaniany w uczciwej, sportowej rywalizacji – nieważne, czy mówimy o mundialu, czy lokalnej lidze amatorów – stwierdza Kordasiewicz. •

Dzieło sztuki na T-shircie


Dziedzictwo kulturowe to nie tylko zamek, kościół czy obraz – ale też proces przetwarzania i wykorzystywania starych wzorców we współczesnej kulturze

Rozmowa z Heleną Postawką-Lech, historykiem sztuki, pracownikiem Międzynarodowego Centrum Kultury w Krakowie, koordynatorką działań edukacyjnych w ramach Europejskiego Roku Dziedzictwa

Kulturowego (ERDK)

Jesteśmy na półmetku Europejskiego Roku Dziedzictwa Kulturowego. Co mają zmienić te obchody w naszym myśleniu o kulturze? Wielu ludzi uważa, że termin dziedzictwo kulturowe oznacza zabytki, tymczasem dziś jest on ujmowany inaczej – jako proces. Dziedzictwem jest więc nie tylko zamek, kościół, starodruk, ale też potencjał, który dany obiekt w sobie zawiera. Chodzi o to, co możemy z nim zrobić, jak go wykorzystać. A więc w grę wchodzi nie tylko zwiedzanie różnych obiektów, podziwianie fresków, ale też przetwarzanie na swój sposób tego dziedzictwa. Na przykład?

Na przykład można wykorzystać stare grafiki

do tworzenia etykiet współczesnych produktów, nadruków na koszulki czy torby. Albo zrobić użytek z archiwalnych nagrań, pochodzących z legalnych źródeł w internecie. Pamiętajmy, że w sieci dostępnych

jest dużo interesujących baz – np. Wirtualne Muzea Małopolski, gdzie możemy znaleźć i przetworzyć na własny

sposób wiele dzieł sztuki. W bazie tej jest m.in. kolekcja z Muzeum Etnograficznego w Krakowie. Swoje zbiory online – szczególnie dzieła, do których prawa autorskie wygasły – udostępnia też np. Muzeum Narodowe

w Warszawie. Tą sztuką można się inspirować, tworząc zupełnie nowoczesne obiekty, bardzo dalekie od pierwowzoru i to właśnie sprawia, że to dziedzictwo żyje, że ma dynamikę, kontynuację.

Jakie działania podejmują polscy organizatorzy Europejskiego Roku Dziedzictwa Kulturowego? W Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie przygotowujemy właśnie cykl filmików, w których eksperci z różnych dziedzin opowiedzą o swoim dziedzictwie. Te filmiki będą dostępne w mediach społecznościowych pod hasztagiem #mojedziedzictwo. Jako pierwszy wystąpi znawca kuchni staropolskiej Jerzy Poznański, który opowie, jak czerpie z dziedzictwa staropolskiej sztuki kulinarnej. Będzie też filmik z Karoliną Żebrowską, autorką bloga Domowa kostiumologia. Jest to osoba, która zajmuje się krawiectwem historycznym, robi to w wolnym czasie, traktuje to jako pasję i osiąga w tym sukcesy. Dla niej dziedzictwo kulturowe – np. w bazie Europeana – jest podstawą do kolejnych projektów.

Jako koordynator organizujemy też rozmaite imprezy, seminaria, konkursy, szczegóły można znaleźć na naszej stronie (www.erdk2018.pl) w zakładce „Kalendarium”. Zapraszamy

również do aplikowania o patronat Europejskiego Roku Dziedzictwa Kulturowego. Na naszej stronie w zakładce

„Przyłącz się” są informacje o tym, jak się o niego ubiegać, jakie wydarzenia mogą zostać objęte patronatem… Jest również formularz, zupełnie nieskomplikowany i niezbyt długi.

Patronat jest sprawą prestiżu, czy daje też szansę na dotację? Nie, nie przyznajemy dotacji i grantów. Budżet ERDK jest w rękach Komisji Europejskiej i – o ile się orientuję – jest już zamknięty. Ale pomagamy w promocji, nagłośnieniu działań, mamy nadzieję, że dzięki temu gdzieś w Polsce wykiełkują pewne inicjatywy, ktoś zostanie zmotywowany do dalszej pracy nad projektem, albo też zrozumie sens i wartość dziedzictwa kulturowego w codziennym życiu. •

Rozmawiał Andrzej Antosik

Case study na czasie


Pasywna znajomość języka obcego nie wystarczy kandydatom, by zachwycić przyszłych pracodawców. Liczy się też to, czy młodzi potrafią w obcym języku zaprezentować swoje kompetencje miękkie

W programach studiów biznesowych bardzo często brakuje osobnych przedmiotów poświęconych analizie strategii skutecznego negocjowania, sztuce prezentowania czy właściwej argumentacji. Tymczasem w międzynarodowych korporacjach, w których coraz więcej studentów i absolwentów szuka pracy, wymagana jest nie tylko pasywna znajomość języka obcego, ale jej aktywne zastosowanie – na przykład przy prowadzeniu negocjacji. Szkolenie umiejętności miękkich powinno być więc realizowane także na zajęciach z języka obcego. Dzięki temu przyszły absolwent nie będzie miał trudności z zastosowaniem określonych struktur i wyrażeń językowych w połączeniu ze strategiami negocjacyjnymi czy umiejętnością prezentacji określonych treści.

Jedną z najbardziej efektywnych metod kształtowania umiejętności miękkich na zajęciach językowych jest zastosowanie studium przypadku (case study). Jest ono swoistą opowieścią: relacją zawierającą w sobie opis szczególnego wydarzenia, wyjątkowej sytuacji lub po prostu interesującego splotu wydarzeń; relacją, której głównymi bohaterami mogą być jednostki, organizacje, procesy, instytucje lub po prostu same opisywane w danym studium wydarzenia (Dańda, Lubecka 2010:4).

Case study pozwala na prześledzenie zachowania osób zaangażowanych w dane wydarzenie oraz skomentowanie podjętych przez nich decyzji. Analizując autentyczny materiał, osoba biorąca udział w ćwiczeniu przestaje być tylko biernym obserwatorem – staje się uczestnikiem relacji. Przyglądając się historii danej firmy, ocenia, czy podjęte decyzje były słuszne i jaki miały wpływ na jej losy. Może też zastanowić się nad alternatywnymi rozwiązaniami, niejako negocjując w ich imieniu przy użyciu adekwatnych argumentów. Początkowo dla osoby nauczającej samodzielne przygotowanie zadań będzie pewnym wyzwaniem. Warto jednak pamiętać, że sporo inspirujących materiałów – m.in. autentycznych opisów sytuacji – można dziś znaleźć w internecie, np. na stronie www.studiumprzypadku.edu.pl.

Metoda case study świetnie nadaje się, aby zastosować ją na zajęciach z lektoratu języka specjalistycznego – może być to język gospodarczy, prawniczy lub techniczny. Najistotniejsze, aby uczestnicy ćwiczenia mogli w nim odnaleźć sytuacje znane z innych zajęć specjalistycznych, związane np. z wyborem kontrahenta na podstawie danych o sprzedaży czy profilu działalności firmy lub podejmowaniem decyzji nt. strategii rozwoju firmy. Zajęcia z wykorzystaniem case study powinny być poprzedzone prezentacją strategii negocjacyjnych oraz wskazaniem środków językowych, które na etapie realizacji zadania uczestnicy będą mogli wykorzystać.

Z badań przeprowadzonych przez K.M. Bonney wynika, że zastosowanie case study zwiększa efektywność działań studentów i ich postrzeganie korzyści z opanowanego materiału. Wykorzystanie tej metody pozwala na wykształcenie w uczestnikach przede wszystkim umiejętności: pozyskiwania informacji, formułowania argumentów, łączenia faktów i wyciągania na ich podstawie wniosków. Case study rozwiązywane są w zespołach dwu- lub kilkuosobowych, co istotnie wspiera też – tak cenioną przez pracodawców – umiejętność współpracy. •