Młodości! Dodaj mi skrzydła!


Pandemia i kryzys ekonomiczny, który jest jej konsekwencją, każą nam od miesięcy mierzyć się z chaosem i niepewnością, i szukać własnych sposobów na oswojenie lęku. To trudne doświadczenie dla większości z nas, duże wyzwanie dla młodych, którzy stoją przed wyborem drogi życiowej i zawodowej, a dla instytucji i organizacji – czas ważnych decyzji, także finansowych.

Ważą się właśnie losy budżetu Unii Europejskiej na kolejną siedmiolatkę (2021–2027), w tym kwoty, która zostanie ostatecznie przyznana na program Erasmus (s. 10–11). Parlament Europejski nie zgodził się na cięcia finansowe na programy badawcze i młodzieżowe. I słusznie, bo to jest moment, by inwestować w młodych, w ich edukację i rozwój. W przyszłość.

Wie o tym Komisja Europejska, dając dodatkową szansę na realizację projektów w ramach Erasmusa+. Warto nie przegapić tej okazji, na złożenie wniosków jest czas do 29 października (s. 16–17 ). Do 30 listopada można z kolei starać się o dofinansowanie projektu w ramach „Ponadnarodowej mobilności uczniów” Programu Operacyjnego Wiedza Edukacja Rozwój (s. 22–23). Bezpieczna podróż za granicę, teraz? To możliwe, o czym świadczy nasza relacja z wyjazdu w trakcie pandemii na staż zawodowy… do Sewilli (s. 28–31).

Pandemia, wbrew pozorom, nie przerwała większości projektów, ale na pewno stała się katalizatorem cyfrowej transformacji. W innym przypadku ta zmiana jedynie rozciągnęłaby się w czasie. Tymczasem nauczanie w wielu miejscach ma dziś szansę na stałe przybrać formę hybrydową, polegającą na łączeniu metod tradycyjnych z elementami e-learningu. Dlatego zachęcamy do lektury poradnika, jak urozmaicić zajęcia online (s. 66–67), oraz wywiadu z Panem Belfrem, „nauczycielem od internetów”
(s. 56–59). Ta wiedza przyda się na pewno!

Wsparcie, którego szczególnie będzie potrzebować młode pokolenie, dotyczy też odnalezienia się na coraz bardziej kapryśnym rynku pracy. Mając to na uwadze, w tym numerze „Europy dla Aktywnych” podpowiadamy, jak określić swój potencjał i stworzyć profil zawodowy, wykorzystując narzędzia nowego Europassu (s. 20–21, 60–61). W świadomym budowaniu kariery liczy się też coś więcej – by odnaleźć pasję, własną drogę, dać się ponieść życiu, poczuć tak zwane flow. A kiedy trzeba – być elastycznym i podejmować wyzwania. Takie historie chcemy opowiadać. O katowiczance, którą miłość do Czech zaprowadziła do galerii słynnego rzeźbiarza Davida Černy’ego, a dziś sama uczy studentów na Uniwersytecie w Ostrawie. O pasjonacie dwóch kółek, który w hotelowym garażu stworzył unikatowe miejsce, gdzie można samodzielnie naprawić rower i poznać podobnych hobbystów. O dziewczynie, która pisała o podróżach, a dziś pracuje dla Polskiej Organizacji Turystycznej w Nowym Jorku (jak cudownie byłoby się teraz, choć na chwilę, obudzić pod innym niebem!). O studentce arabistyki, która nie bała się skosztować życia w palestyńskiej dzielnicy w Jerozolimie, i polskim naukowcu, który sięga w przyszłość, używając sztucznej inteligencji do projektowania leków. Oni wszyscy wykorzystali możliwości, jakie dają młodym programy unijne.

Inspirującej lektury!

Zdjęcie: Szymon Łaszewski

Ambitnie czy zachowawczo?


Ważą się losy budżetu Unii Europejskiej na lata 2021–2027. Parlament Europejski nie akceptuje przyjętego przez Radę porozumienia określającego wydatki m.in. na program Erasmus. Według europosłów 21,2 mld euro to zdecydowanie za mało

Dyskusja na temat konkretnych kwot ruszyła na dobre na początku września. Członkowie Komisji Budżetowej Parlamentu Europejskiego po raz pierwszy oficjalnie spotkali się wówczas z przedstawicielami Rady i Komisji Europejskiej, by szukać kompromisu. Bez niego nowy budżet nie zostanie uchwalony – zgodnie z unijnymi traktatami to do europosłów należy bowiem ostatnie zdanie w tej kwestii.

Negocjacje mogą być długie i trudne, bo stanowiska Parlamentu i Rady Europejskiej mocno się różnią. W lipcu bieżącego roku,
na nadzwyczajnym szczycie Rady w Brukseli, przywódcy UE określili pulę środków w nowej perspektywie finansowej programu Erasmus na 21 mld 208 mln euro. Choć to o prawie 7 mld euro więcej niż w okresie 2014–2020, w pierwotnych założeniach (sprzed pandemii) była mowa o blisko 30 mld euro – byłoby to podwojenie kwoty w stosunku do kończącej się perspektywy finansowej. Cięcie planów spowodowało, że Parlament Europejski przyjął lipcowe ustalenia z rozczarowaniem. Jego przedstawiciele od razu zapowiedzieli, że nie zaakceptują porozumienia w proponowanym kształcie. – Konieczne jest odpowiednie finansowanie sztandarowych programów UE, takich jak programy badawcze lub młodzieżowe – mówił Johan Van Overtveldt, przewodniczący Komisji Budżetowej PE. Wspierał go David Sassoli, przewodniczący Parlamentu Europejskiego. – Nie możemy uszczuplać budżetu na badania naukowe, sprawy młodych i program Erasmus – podkreślał zdecydowanie.

Ile ostatecznie wyniesie budżet Erasmusa – przekonamy się pewnie późną jesienią. Już teraz pewne jest za to, że ogólne założenia programu i podział na sektory pozostaną niezmienne. Dofinansowanie będzie można uzyskać na mobilności edukacyjne kadry, pracowników i uczniów, staże i praktyki zawodowe, mobilności służące doskonaleniu zawodowemu i wymianie dobrych praktyk. [O założeniach nowego Erasmusa piszemy szczegółowo na s. 12-15 – przyp. red.]. Nie ma za to jeszcze jednoznacznej odpowiedzi, czy nowy Erasmus będzie miał w swojej nazwie „plus”.

Choć sprawy młodych pozostają w centrum zainteresowania unijnych decydentów, muszą oni brać pod uwagę również wiele innych kwestii, takich jak kryzys gospodarczy, długofalowe skutki brexitu i pandemii czy pogłębiające się nastroje populistyczne. W sumie unijny budżet – zgodnie z lipcowym porozumieniem Rady – wynieść ma
1,8 bln euro. Aż 750 mld z tej sumy rozdzielonych zostanie w formie dotacji lub preferencyjnych pożyczek w ramach tak zwanego funduszu odbudowy – Next Generation EU.

To pakiet pomocy w odbudowie Europy po pandemii COVID-19, wspierający inwestycje w transformację ekologiczną i cyfrową.
Równie istotne mają być działania na rzecz klimatu. Przywódcy państw chcą, by 30% łącznych wydatków z wieloletnich ram finansowych i Next Generation EU zostało przeznaczonych na projekty związane z klimatem. Wydatki z obu źródeł będą musiały być zgodne z unijnym celem, którym jest osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2050 r.

Jednym z największych beneficjentów środków unijnych w nowej perspektywie pozostanie Polska. Nasz kraj ma otrzymać 124 mld euro w postaci dotacji bezpośrednich. Kolejne 36 mld euro zostanie jej udzielonych w formie pożyczek.

Kształt unijnego budżetu będzie miał znaczenie dla wszystkich państw członkowskich, miast i regionów, a także przedsiębiorstw i organizacji pozarządowych. Wielkość środków na młodzież wpłynie jednak na Unię w dużo dłuższej perspektywie. Do tej pory z programu Erasmus skorzystało już w Europie ponad 10 milionów osób. Oby liczba ta wciąż mogła szybko rosnąć.

Przewodnik po nowym Erasmusie


Do 29 października można się starać o akredytację w programie Erasmus na lata 2020–2027, która ułatwi ubieganie się o dofinansowanie. Ważnych zmian w programie będzie jednak więcej

O akredytacje mogą się ubiegać nie tylko organizacje, które regularnie korzystały z programu, ale też debiutanci. Najważniejszym elementem wniosku jest opis planu działań na kolejne lata. – Trzeba nakreślić wizję swoich działań w programie, zarys projektów. Ta długofalowa strategia realizacji wyjazdów zagranicznych nie oznacza, że nie będzie można jej zmieniać w trakcie trwania programu – mówi Alicja Pietrzak, dyrektorka Biura Edukacji Szkolnej, Młodzieży i Europejskiego Korpusu Solidarności w Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji, Narodowej Agencji Programu Erasmus+.

Pozostałe sekcje wniosku o przyznanie akredytacji są zbliżone do wniosku o realizację projektów, który dobrze już znają beneficjenci programu. Należy więc opisać swoją organizację, jej dotychczasowe osiągnięcia, przedstawić plan realizacji pomysłów, ich monitoring, ewaluację, formy upowszechniania. – Można pomyśleć, że to rozwiązanie dla bardzo doświadczonych wnioskodawców, ale tak nie jest. W akredytacji liczą się potencjał i wizja – dodaje Alicja Pietrzak.

Akredytacja będzie działać jak bilet wstępu do programu Erasmus – dzięki niej projekty w kolejnych latach będzie można realizować niejako z automatu.

– Akredytacja potwierdzi zdolność instytucji do realizacji projektów i umożliwi regularne dofinansowanie zagranicznych działań mobilnościowych – mówi Alicja Pietrzak. – Dla organizacji, które nie mają długofalowych planów związanych z realizacją wyjazdów zagranicznych, przewidziano odrębną ścieżkę i osobny budżet. Wniosek na projekt bez akredytacji będzie można jednak złożyć tylko dwa razy w ciągu siedmioletniej perspektywy – zaznacza Pietrzak.

Szybka ścieżka

Akredytacje wprowadzane są w sektorach: Edukacja dorosłych, Kształcenie i szkolenia zawodowe oraz Edukacja szkolna. W sektorze Szkolnictwo wyższe podobne rozwiązanie funkcjonuje już od lat – i w nowej perspektywie programu pozostanie bez zmian. – Każda instytucja szkolnictwa wyższego, która zamierza realizować projekty mobilności (z krajami programu lub krajami partnerskimi), musi posiadać Kartę Erasmusa dla szkolnictwa wyższego (Erasmus Charter for Higher Education, ECHE), o którą wnioskuje się do Agencji Wykonawczej w Brukseli. Pierwszy konkurs o uzyskanie Karty już za nami – najprawdopodobniej w październiku 2020 roku uczelnie w krajach programu dowiedzą się, czy uzyskają uprawnienia na lata 2021–2027. Te, które nie zdążyły złożyć wniosku w roku 2020 lub którym się nie powiedzie, będą mogły wnioskować w roku 2021.

Posiadanie ECHE będzie także wymagane do koordynowania projektów w ramach Akcji 2. (KA2) w tym sektorze. Trwają jeszcze dyskusje, czy Karta będzie konieczna do udziału instytucji szkolnictwa wyższego w projektach KA2 składanych w ramach innych sektorów – mówi Beata Skibińska, dyrektorka Biura Szkolnictwa Wyższego FRSE.

Dokąd z wnioskiem?

Co jeszcze zmieni się w nowym Erasmusie? Wiadomo już, że projekty w Akcji 3. sektora Młodzież, dotyczące wsparcia w reformowaniu polityk, będą administrowane na poziomie centralnym, a więc przez Komisję Europejską, a nie Narodową Agencję. Na poziomie krajowym znajdą się za to projekty dotyczące sportu. – To oferta skierowana do osób kreatywnych w obszarze sportu, które chcą wyjeżdżać np. na szkolenia. Dotąd takimi inicjatywami zajmowała się Agencja Wykonawcza w Brukseli. Zmiana sprawi, że oferta będzie bardziej dostępna. Łatwiej przecież skontaktować się z Narodową Agencją w swoim kraju, niż pisać duże projekty w partnerstwie z innymi krajami i aplikować do Brukseli – ocenia Alicja Pietrzak.

Ryczałt i finansowanie

W nowej perspektywie uda się zrealizować więcej projektów, bo pula dostępnych pieniędzy znacząco się zwiększy. – Od przyszłego roku budżet Erasmusa pozwoli również na finansowanie wyjazdów uczniów na turnieje i konkursy umiejętności zawodowych, m.in. popularne WorldSkills czy EuroSkills – mówi Izabela Laskowska, dyrektorka Biura Kształcenia Zawodowego FRSE.

W nowej edycji Erasmusa ułatwione zostanie również rozliczanie projektów, które opierać się będzie o stawki ryczałtowe. – W tym systemie beneficjenci nie muszą zdawać dokładnego sprawozdania z poniesionych kosztów, tylko udowodnić, że działania projektowe się odbyły.

Rozliczenia na podstawie kosztów rzeczywistych prawdopodobnie będą dotyczyć jedynie wydatków nadzwyczajnych, np. związanych z osobami z mniejszymi szansami czy specjalnymi potrzebami. Poza tym faktury i rachunki nie będą potrzebne do złożenia raportu końcowego – podkreśla Alicja Pietrzak. – Ryczałty dają większą elastyczność w zarządzaniu finansami projektu – ocenia Izabela Laskowska. – Kategorie, takie jak koszty podróży, wsparcie językowe czy wsparcie indywidualne, powinny być wystarczające na pokrycie wydatków – dodaje.

Szczegóły na temat nowej perspektywy znajdą się w Przewodniku po programie, który przygotowuje KE. – Jako Narodowa Agencja współtworzymy ten przewodnik, opiniujemy go, przekazujemy nasze sugestie, aby dokument był jak najbardziej zrozumiały dla nowych instytucji, a nowy program przyjazny w swojej formule. Założenie KE jest takie, by w kolejnych latach program był jak najbardziej dostępny dla osób z mniejszymi szansami – zapowiada Izabela Laskowska.

Erasmus – co przyniesie szkołom?


W programie Erasmus na lata 2021–2027 wiele modyfikacji dotyczy sektora Edukacja szkolna. Co czeka szkoły chcące kontynuować współpracę międzynarodową? Jak będzie wyglądała organizacja mobilności uczniów i jaką rolę odegra w niej akredytacja?

Zasadnicza zmiana spotka placówki, które mają już doświadczenie w projektach Współpracy szkół (KA229). W nowym Erasmusie nie znajdziemy ich bowiem w takiej formie, do jakiej przyzwyczaił nas Erasmus+. Nie oznacza to jednak, że współpraca międzynarodowa nie będzie w ogóle możliwa. Wszystkie typy działań, które szkoły mogły dotychczas realizować w ramach Akcji 1. (KA1) i Akcji 2. (KA2), tj. kursy i szkolenia metodyczne dla nauczycieli, wymianę dobrych praktyk czy krótko- i długoterminowe wymiany uczniowskie, w nowym Erasmusie znajdą się w Akcji 1. Szkoła chcąca wysyłać uczniów na zagraniczne mobilności powinna zatem zainteresować się przede wszystkim nowymi zasadami wnioskowania w ramach Akcji 1., a nie, jak było do tej pory – Akcji 2.

Bilet wstępu

Chcąc ułatwić instytucjom możliwość korzystania z oferty Erasmusa w trzech sektorach: Edukacja szkolna, Kształcenie i szkolenia zawodowe oraz Edukacja dorosłych, Komisja Europejska wprowadziła akredytację – mechanizm, który ma ułatwić beneficjentom procedurę wnioskowania o środki w Akcji 1. [o akredytacji piszemy również w „Przewodniku po nowym Erasmusie”, s. 12; zob. też „EdA” nr 2/2020, s. 16 „Czekają nas zmiany” – przyp. red.].

Przyznanie akredytacji jest gwarancją regularnego otrzymywania dofinansowania na działania związane z mobilnością, jeśli ich realizacja będzie przebiegała bez zastrzeżeń. W celu uzyskania tego swoistego biletu wstępu wnioskodawca powinien opisać we wniosku o akredytację dotychczasowe doświadczenie w obszarze, w którym się stara o dofinansowanie (doświadczenie w udziale w programie Erasmus+ nie jest jednak wymagane) oraz przedstawić tak zwany Plan Erasmusa (ang. Erasmus Plan), zawierający długofalową strategię rozwoju instytucji/szkoły w kontekście międzynarodowym, a także cele do zrealizowania w wybranym okresie (od dwóch do pięciu lat). Cele te będą wiązały się z działaniami możliwymi do wdrożenia w ramach środków z programu Erasmus. Szkoły mają więc do wyboru: szkolenia i kursy metodyczne dla kadry, mobilności edukacyjne uczniów (krótko- i długoterminowe), mobilności edukacyjne dla nauczycieli oparte
na wymianie dobrych praktyk, wyjazdy typu job shadowing czy teaching assignment abroad. Wszystko, co do tej pory można było realizować w odrębnych typach projektów, w tej chwili ma stanowić spójną drogę do rozwoju międzynarodowego placówki.

Nowością jest także to, że na etapie wniosku akredytacyjnego nie trzeba wskazywać szkoły partnerskiej. Idea akredytacji polega bowiem również na stworzeniu swoistej sieci akredytowanych szkół, które będą mogły (dzięki stałemu finansowaniu) łatwo nawiązywać współpracę, bez konieczności corocznego udziału w konkursach grantowych i wspólnego tworzenia projektów.

Współpraca wirtualna i międzyinstytucjonalna

Fakt, że w nowym Erasmusie nie pojawią się już projekty Współpracy szkół oznacza, że inicjatywy międzyszkolne będzie można realizować głównie w ramach współpracy wirtualnej, co doskonale umożliwia eTwinning. Program ten oferuje narzędzia ułatwiające zarządzanie projektem i jego wdrażanie, a jego internetowa platforma, do której dostęp mają jedynie zweryfikowani nauczyciele, pozwala współpracować ze szkołami z całej Europy. Wirtualne projekty Współpracy szkół prowadzone w programie eTwinning można uzupełnić rzeczywistymi mobilnościami realizowanymi w ramach Erasmusa.

Od 2021 r. szkoły będą także uprawnionymi wnioskodawcami w projektach Akcji 2. Erasmusa. Będą one polegać na międzynarodowej współpracy instytucjonalnej, nakierowanej na wypracowywanie rezultatów pracy intelektualnej, oraz na realizacji działań o mniejszej skali i w krótszym okresie. W obu typach projektów szkoła może być zarówno koordynatorem projektu, jak i członkiem konsorcjum

Znajdź partnera na odległość


Pandemia przerwała niektóre projekty Erasmusa+, ale teraz daje szansę na realizację kolejnych. Komisja Europejska ogłasza dodatkowy nabór na projekty Partnerstw strategicznych. Premiowane będą pomysły dotyczące rozwijania form kształcenia zdalnego oraz kreatywności

To odpowiedź Komisji Europejskiej na sytuację związaną z pandemią koronawirusa i wynikającą z niej potrzebę tworzenia treści edukacyjnych czy szkoleniowych w formie zdalnej – mówi Izabela Laskowska, dyrektorka Biura Kształcenia Zawodowego i Edukacji Dorosłych Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji, Narodowej Agencji Programu Erasmus+. W drugiej połowie lipca Komisja Europejska ogłosiła, że jeszcze w tym roku odbędzie się dodatkowy nabór projektów realizowanych dzięki Erasmusowi+. Rozdysponowane zostaną dodatkowe pieniądze: w sumie 200 mln euro w całej Europie, z czego Polsce przypadnie ok. 14 mln euro. To pozwoli zrealizować nawet kilkadziesiąt projektów.

Kryterium zasadnicze: nie mogą to być przypadkowe pomysły, ale takie, które zaprocentują w czasach pandemii. A więc przede wszystkim te rozwijające edukację na odległość.
– Dodatkowy nabór będzie służył tworzeniu innowacyjnych treści i wykorzystywaniu w edukacji nowoczesnych technologii, takich które pozwalają komunikować się i kształcić na odległość – podkreśla Izabela Laskowska.

Zawodu można się uczyć zdalnie

Z dodatkowych pieniędzy skorzystają między innymi szkoły i organizacje pozarządowe. – Szkoły zawodowe raczej nie kojarzą się ze zdalną edukacją. Niesłusznie, bo zawodu, częściowo, można się uczyć na odległość. W wielu krajach odbywają się zdalne praktyki zawodowe, np. z fryzjerstwa, gotowania czy grafiki komputerowej. Uczniowie wykonują zadania w domach czy pracowniach, dokumentują je na platformie edukacyjnej i dostają oceny od ekspertów. To wszystko da się zrobić, wykorzystując siłę internetu, możliwość przesyłania zdjęć, filmów, komunikowania się, a nawet wprowadzając technologię VR – mówi Izabela Laskowska. I komentuje: – Jedyne wyzwanie to zrobić to w atrakcyjnej, nowoczesnej formie, uwzględniającej wartość merytoryczną. To klucz do projektów dotyczących zdalnej edukacji.

Ten klucz przyda się również w sektorze edukacji dorosłych. – Rozwijanie kompetencji cyfrowych osób dorosłych jest teraz istotne. Takich projektów mamy wciąż za mało w Erasmusie, a obecna sytuacja daje impuls do jeszcze bardziej intensywnych wysiłków na rzecz tworzenia środowiska uczenia się, nauczania i pracy z wykorzystaniem nowoczesnych technologii informatycznych i komunikacyjnych – dodaje Laskowska. Wylicza, że na sektor edukacji dorosłych oraz kształcenia zawodowego przypadnie po mniej więcej 2–2,5 mln euro.

Wyzwalanie kreatywności

Obok priorytetu Partnerstwa na rzecz gotowości do edukacji cyfrowej pojawi się również drugi: Partnerstwa na rzecz kreatywności. – To nowy priorytet, który ma budować zdolność radzenia sobie z nagłymi problemami poprzez sztukę i kreatywność – wyjaśnia Alicja Pietrzak, dyrektorka Biura Edukacji Szkolnej, Młodzieży i Europejskiego Korpusu Solidarności.

– Dodatkowe 4,5 mln euro na sektor edukacji szkolnej jest przeznaczone na działalność instytucji wypracowujących rozwiązania edukacyjne, metody pracy, platformy internetowe, które ułatwiają uczenie się w czasie pandemii. Z takich rozwiązań szkoły będą mogły później korzystać – podkreśla.

Sektor szkolnictwa wyższego został objęty tylko jednym z priorytetów dodatkowego naboru. W języku angielskim sformułowano go jako Partnership for Digital Education Readiness. – Kryzys związany z COVID-19 przyspieszył potrzebę modernizacji i cyfrowej transformacji sposobu kształcenia studentów, stąd oferta KE, by właśnie na takie projekty wykorzystać oszczędności – mówi Beata Skibińska, dyrektorka Biura Szkolnictwa Wyższego FRSE. Podkreśla, że mimo objęcia sektora tylko jednym z priorytetów uczelnie będą mogły tworzyć partnerstwa i składać propozycje również w ramach drugiego priorytetu dotyczącego kreatywności. – Projekty wyłonione w ramach tego priorytetu przyczynią się do poprawy integracji społecznej poprzez sztukę, nawiązania dialogu międzykulturowego czy promocji pozaformalnych sposobów uczenia się. Połączą sektor edukacji z organizacjami z sektora kreatywnego. Jest to więc pewna forma wsparcia dla instytucji kulturalnych – ocenia Skibińska.

Sektor szkolnictwa wyższego w dodatkowym naborze otrzyma około 2,5 mln euro. Te pieniądze pozwolą rozwinąć kształcenie zdalne lub hybrydowe.

*Pojekty mogą trwać od 12 do 24 miesięcy i muszą się rozpocząć między 1 marca a 30 czerwca 2021 r. Termin składania wniosków w ramach dodatkowego naboru upływa 29 października 2020 r. Szczegółowe informacje znajdują się na stronie: ec.europa.eu/programmes/erasmus-plus/resources/documents/second-corrigendum-2020-erasmus-programme-guide_en

Człowiek Europy


Polska w Europie była zawsze i zawsze w niej będzie. Nie opuścimy przecież Starego Kontynentu. Z urodzenia każdy z nas jest Europejczykiem. Europa to jednak coś więcej. Położenie geograficzne nie stanowi o sile identyfikacji grupy. Liczą się wartości wynikające z cywilizacji zbudowanej na wspólnych filarach: filozofii greckiej, prawie rzymskim i wierze chrześcijańskiej.

Obecnie europejskość nieodzownie związana jest z Unią Europejską – wspólnotą demokratycznych państw. Widać przecież granicę między europejską, demokratyczną Polską a choćby autorytarną Białorusią, która notabene też jest w Europie.

Unia Europejska buduje nowy uniwersalny ład. Na wzór tych, które znamy z przeszłości, reprezentowanych choćby przez Imperium Rzymskie, państwo Karola Wielkiego czy niezrealizowaną ideę uniwersalizmu Ottona III, władcy Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego. Pewnym odpowiednikiem dawnej władzy cesarskiej są dziś organy Unii Europejskiej. W UE zniknęły granice, chcemy mieć wspólną walutę i ujednolicone prawo. W średniowieczu panowała jednak jedność języka i religii – dopiero z czasem wszechobecną łacinę zastąpił język francuski. Obecnie króluje angielski, a miejsce jedności chrześcijańskiej zajmuje dążenie do multikulturowości. Europa pozostaje jednak jednym dużym domem. Gdzie jest w nim miejsce Polski?

W krąg kultury europejskiej Polska wpisała się już w X wieku. W historii Europy mocno akcentowaliśmy swoją obecność – chociażby za wspomnianego Ottona III, a później w okresie Jagiellonów. To czas zaborów i trwający później pół wieku komunizm oddaliły nas od europejskiej wspólnoty. Wróciliśmy do niej dzięki kilku przełomowym wydarzeniom: odzyskaniu niepodległości, wejściu do Ligi Narodów, transformacji ustrojowej i akcesji do UE w roku 2004. Wtedy znowu znaleźliśmy się tam, gdzie nasze miejsce. Zostaliśmy oficjalnie pełnoprawnym członkiem Wspólnoty, a co więcej, nasza wschodnia granica stała się jednocześnie granicą UE (podobną rolę pełniliśmy wcześniej przez wieki jako „przedmurze chrześcijaństwa”). To duża odpowiedzialność.

Podstawy funkcjonowania Unii Europejskiej to rozwój, wyrównywanie poziomu życia obywateli, solidarność społeczna, bezpieczeństwo i wspólne rozwiązywanie problemów. Także równość i tolerancja. Głos każdego państwa powinien mieć tę samą wagę.

Istotne, by europejskie wartości szły w parze z dbałością o dobra narodowe. Unia Europejska to przecież gra interesów – wspólnych i jednostkowych. Czy Polska jest liczącym się graczem? Na pewno musimy cały czas zabierać głos i angażować się w sprawy europejskie. Dbać o to, co wspólne, i o to, co własne. Przecież jesteśmy częścią Europy, i to nie od dziś! Niestety, lata komunizmu odcisnęły na nas swe piętno.

Wywodzące się z czasów PRL-u bierność i oportunizm dawały o sobie znać np. podczas kolejnych wyborów do Parlamentu Europejskiego. Wystarczy popatrzeć na frekwencję: 20,87% (2004 r.), 24,53% (2009 r.), 23,83% (2014 r.), 45,68% (2019 r.). Dopiero ostatnio widać wzrost aktywności.

Przed nami, młodym pokoleniem, stoją nowe wyzwania, bo jesteśmy odpowiedzialni za nasz kraj i nasz kontynent. Człowiek Europy to każdy z nas.
Europa to My!

*Tekst: Szymon Szurlej. Student prawa na Uniwersytecie Rzeszowskim, przewodniczący Młodzieżowego Sejmiku Województwa Podkarpackiego. Publikuje w miesięczniku „Kongresy”.

**Jeśli interesują cię sprawy europejskie i chciałbyś opublikować u nas tekst, napisz: mobilni@frse.org.pl. Skontaktujemy się z wybranymi osobami.

Instrument dla montażysty


Z montażystą jest jak z muzykiem – nie da się stworzyć gotowego przepisu na sukces. Rozwojowi talentu sprzyjają jednak godziny spędzone przy instrumencie. Dla montażysty jest nim materiał filmowy, na którym może ćwiczyć. Dostarczy go projekt słynnej łódzkiej filmówki

Celem przedsięwzięcia pod nazwą „Open innovative resources for filmmaking education and training” jest stworzenie internetowej platformy z materiałami do kształcenia. Skorzystają z niej głównie montażyści filmowi, ale nie tylko – bez wiedzy o montażu trudno wyobrazić sobie choćby studenta reżyserii. W partnerstwo, realizowane od 2018 roku w ramach programu Erasmus+ Szkolnictwo wyższe, zaangażowały się – oprócz Szkoły Filmowej w Łodzi – trzy uczelnie artystyczne z: Bratysławy, Pragi i Zagrzebia.

Jak zacząć montować scenę?

Jak narodził się pomysł stworzenia platformy, wyjaśnia prof. dr hab. Milenia Fiedler, nowa rektor Szkoły Filmowej w Łodzi, która była odpowiedzialna za montaż m.in. w takich filmach, jak „Katyń” (reż. Andrzej Wajda), „Weiser” (reż. Wojciech Marczewski) czy „Dziewczyna z szafy” (reż. Bodo Kox). Jako dydaktyk doskonale wie, co trapi młodych ludzi stawiających pierwsze kroki w sztuce montażu i ich nauczycieli.

– To brak odpowiedniego materiału – stwierdza. – I choć najpopularniejsza odpowiedź na pytanie studenta: „Jak zacząć montować scenę?” brzmi: „to zależy”, rozwój warsztatu montażysty nie jest możliwy bez długich godzin pracy przy materiale filmowym – dodaje.
Obecne źródła pozyskiwania tego swoistego surowca dla studentów montażu są dalekie od ideału.

– Weźmy na przykład materiały kręcone w szkołach filmowych, między innymi do etiud – zawierają mnóstwo niedoskonałości, jak to pierwsze próby twórcze. Owszem, część pracy montażysty to próba ich ukrycia w gotowym dziele, ale jego energia nie może się koncentrować wyłącznie na takim tuszowaniu. Montażysta współuczestniczy między innymi w tworzeniu nastroju filmu czy w budowaniu postaci – opowiada prof. Milenia Fiedler.

Cztery wymiary sztuki

Autorzy projektu zdecydowali się wziąć pod uwagę cztery aspekty istotne dla sztuki montażu, ale planują dokładanie kolejnych tematów do swojej platformy. Szkoła z Łodzi już przygotowała materiał do ćwiczeń z problematyki przestrzeni w filmie, praska uczelnia – ze znaczenia czasu dla fabuły. Pozostałym partnerom w projekcie zostały zagadnienia związane z punktem widzenia oraz ze stylem wizualnym. Platforma zostanie uruchomiona, gdy będą opracowane wszystkie cztery aspekty montażu.

Częścią projektu jest też cykl międzynarodowych warsztatów. W ich trakcie studenci i wykładowcy wypróbowują stworzone przez siebie materiały, które znajdą się na platformie internetowej. – Nasz łódzki temat to fragmenty nakręcone w abstrakcyjnej przestrzeni na czarnym tle. Z parą aktorów przedstawionych w różnych sytuacjach i działaniach – opowiada Dagna Kidoń z Działu Współpracy z Zagranicą Szkoły Filmowej w Łodzi. – Mamy też czerwoną kulę, poruszającą się w tej przestrzeni. Zwykle to przestrzeń jest podporządkowana opowieści, a u nas to montażysta może wykreować opowieści, budując przestrzeń: jako labirynt, przestronne komnaty czy symboliczne pejzaże. Z tych samych ujęć można ułożyć historie o szukaniu wyjścia z pułapki, o pościgu, o spotkaniu – dodaje.

Dla odmiany partnerzy z Pragi oparli swój rozdział na konkretnym pomyśle. Ich fragmenty
do ćwiczeń ze znaczenia czasu w filmie nawiązują do historii pierwszego zabiegu transplantacji serca w Czechach. Użytkownicy platformy będą mogli pokazywać w montażu czas, który biegnie jak szalony – gdy zwłoka w czynności medycznej oznacza śmierć. Albo gdy te same sekundy dłużą się niczym wieczność – dla córki czekającej na szpitalnym korytarzu na operowaną matkę.

Internetowa platforma będzie miała charakter darmowy i otwarty. Możliwość wykorzystywania dostępnych na niej materiałów zyskają więc również tak zwani youtuberzy. O ile będzie im odpowiadał poziom ćwiczeń – są one adresowane głównie do przyszłych artystów…

*Istotą projektu, realizowanego w ramach Partnerstwa strategicznego w sektorze szkolnictwa wyższego, dofinansowanego z programu Erasmus+, jest udoskonalenie metod kształcenia w dziedzinie sztuki filmowej poprzez stworzenie otwartej internetowej bazy specjalistycznych materiałów służących edukacji w zakresie montażu. Czas trwania: 28 miesięcy. Kwota dofinansowania: 229 224 euro.

Zdjęcia: archiwum projektu

Garaż doświadczeń


Pasjonaci dwóch kółek w ramach Projektu Solidarności Europejskiego Korpusu Solidarności stworzyli w Krakowie miejsce, w którym można było, pod okiem specjalistów, naprawić rower i wziąć udział w warsztatach

Polska zwariowała na punkcie rowerów. Na jednoślady masowo przesiadają się również mieszkańcy Krakowa. W mieście powstają nowe ścieżki dla cyklistów i kontrpasy.

– O popularności rowerów decyduje nie tylko infrastruktura. Sporo osób nie chce jeździć komunikacją miejską i przesiada się na dwa kółka ze względu na sytuację spowodowaną pandemią koronawirusa. Inni, po pracy w domu, szukają pomysłu na miłe spędzenie wolnego czasu na świeżym powietrzu – mówi Daniel Frankow, który wspólnie ze znajomymi ze Stowarzyszenia Inicjatyw Regionalnych w Krakowie postanowił stworzyć miejsce dla wszystkich niewyobrażających sobie życia bez rowerów.

Daniel o rowerach mógłby opowiadać godzinami. Sam jeździ na szosówce, weekendy najchętniej spędza na rowerze zjazdowym. Marzy też o kupnie gravela (roweru szutrowego) i o cruiserze (charakterystyczny typ roweru miejskiego), którym z chęcią wybrałby się na rekreacyjną przejażdżkę nad Wisłą. Sam od podstaw buduje też swój rower elektryczny.
Swoją pasją i wiedzą zdecydował się podzielić z innymi. Tak w garażu popularnego krakowskiego hotelu Forum – pod jednym z najbardziej pożądanych krakowskich adresów, tuż nad Wisłą – powstał „Warsztat doświadczeń”.

Zrób to sam

Skąd pomysł? Wiele osób nie ma ani sprzętu, ani warunków do samodzielnej naprawy roweru. Z drugiej strony nie wszystkich stać na profesjonalny serwis. Wtedy z pomocą przychodzi „Warsztat doś-
wiadczeń”. Mogą skorzystać z niego ci, którzy chcą sami naprawić rower, ale nie wiedzą jak. W „Warsztacie” czeka na nich i przestrzeń, i profesjonalny sprzęt. Otrzymają też pomoc fachowców i będą mogli wziąć udział w specjalnych zajęciach, poznając ludzi o podobnych zainteresowaniach.

Od września 2019 roku, kiedy ruszył Projekt Solidarności, odbyło się już kilkanaście warsztatów na temat podstawowego serwisowania rowerów. Ich uczestnicy uczyli się, jak przywrócić do życia napęd, wymienić suport, centrować koła. Organizatorom na chwilę plany pokrzyżował koronawirus, ale obecnie miejsce znów działa pełną parą. – Najczęściej odwiedzają nas osoby w wieku
20–35 lat. Zazwyczaj chcą po prostu naprawić swój dawno nieużywany rower. Czasem pojawiają się nietypowe problemy. Próbujemy zawsze pomóc, korzystamy też z wiedzy rowerowych mechaników – tłumaczy Daniel Frankow.

Akcja: reaktywacja

Iwonie Wasilewskiej zniszczony rower górski od dawna zagracał piwnicę. Koszt jego naprawy w serwisie przekraczałby wartość samego pojazdu. – Nie jeździłam nim już ponad dziesięć lat. W pewnym momencie powiedziałam sobie, że tak dalej być nie może. Albo do czegoś się nadaje, albo muszę go wyrzucić – opowiada. Wtedy dowiedziała się o rowerowym „Warsztacie doświadczeń”. – Umówiłam się na spotkanie i zabrałam ze sobą swój pojazd, by dowiedzieć się, czy da się z nim coś jeszcze zrobić – tłumaczy. I dodaje: – Dało się, choć wszystko było w moich rękach. To nie jest miejsce, w którym naprawią za darmo twój rower. Tutaj pod okiem fachowców, korzystając z profesjonalnego sprzętu, musisz zrobić to samemu.

– Dostałam fartuch, narzędzia i specjalne środki. No i konkretne instrukcje. Czyściłam m.in. kasetę, przednią i tylną przerzutkę, zdemontowałam koło. Niestety łańcucha nie dało się już uratować, musiałam kupić nowy – wylicza Iwona. Po trzech godzinach pracy rower nadawał się do jazdy.

Kacper Szymanek w przeszłości sam składał rowery z dostępnych części. Niedawno zatęsknił za tamtymi czasami i chciał znów stworzyć rower spełniający jego potrzeby. – By móc pojeździć po Krakowie i jego okolicach, skoczyć czasem do Lasku Wolskiego – tłumaczy. Tak trafił
na „Warsztat doświadczeń”. – Brakowało mi miejsca, niektórych narzędzi i ludzi z podobną pasją. To wszystko znalazłem w garażu hotelu Forum – mówi Kacper.

*Projekt, w ramach którego działał krakowski „Warsztat doświadczeń”, zakończył się 31 sierpnia 2020 r. Więcej o projektach realizowanych w ramach EKS można znaleźć na stronie: eks.org.pl/inspiracje/.

Zdjęcie: Szymon Łaszewski

Stypendium pod specjalnym nadzorem


Piwo, knedliki i Szwejk? Nie tylko. Wyjazd na studia do Czech to szansa na poznanie kultury narodu Bohumila Hrabala, ale też na zdobycie ciekawej pracy

Nie lubię iść z prądem. Kiedy więc ustawiały się kolejki chętnych na wyjazd do Norwegii czy Anglii, ja postanowiłam jechać do Czech – wspomina Adriana Sztranek, która studiowała stosunki międzynarodowe na Uniwersytecie Łódzkim. W 2014 roku wyjechała na semestr na Erasmusa.

– Byłam jedyną chętną na wyjazd do Czech z mojego kierunku. Profesor podczas rozmowy kwalifikacyjnej zapytał, czy to dlatego, że bardzo lubię piwo. Odpowiedziałam, że w przeciwieństwie
do moich kolegów chcę się uczyć nie chińskiego, ale jakiegoś języka słowiańskiego. Liczyłam na to, że kiedyś pomoże mi to w znalezieniu dobrej pracy. I nie pomyliłam się – stwierdza Adriana. Tak trafiła na Uniwersytet Tomasza Baty w Zlinie.

Mówić po czesku

Po jakimś czasie Zlin ją jednak przytłoczył. Nie była też do końca zadowolona z kursu języka, prowadzonego bez podziału na stopnie zaawansowania. – Swój czeski trenowałam poza uczelnią. W sklepie, w komunikacji miejskiej, w rozmowach z obsługą akademika – dodaje.

Gdy niedługo potem popularna firma lotnicza w Brnie szukała specjalisty z językiem polskim, Adriana odpowiedziała na ofertę i… dostała pracę od ręki. – Miałam trzy dni na przeprowadzkę – opowiada. Pewnie nie zrobiłaby tego kroku, gdyby nie wcześniejszy pobyt na Erasmusie, który – jak przyznaje – nauczył ją samodzielności.
Po trzech latach życia w Czechach Adriana przeprowadziła się do Krakowa, gdzie pracuje w międzynarodowej korporacji, na co dzień porozumiewając się w języku czeskim.

Magia Pragi i fałszywi przyjaciele

– Kiedyś na YouTubie obejrzałem filmik o konflikcie polsko-czechosłowackim po II wojnie światowej. Postanowiłem, że napiszę o tym pracę licencjacką – opowiada Mateusz Wawrzyniak, student III roku historii z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.
Długo się nie zastanawiał i zimowy semestr spędził już, w ramach Erasmusa, na Uniwersytecie Karola w Pradze, najstarszej uczelni w naszej części Europy. Nie rozczarował się. – Praga jest magiczna. Liczbą zabytków przewyższa wszystkie polskie miasta razem wzięte – zachwyca się.

Mateusza na początku zwiodła pozorna bliskość języków polskiego i czeskiego. – Dziś wiem, że w języku polskim i czeskim jest wiele tak zwanych fałszywych przyjaciół. To słowa, które brzmią podobnie, ale znaczą zupełnie coś innego – mówi. I przypomina sobie, jak podczas jednych zajęć powiedział do czeskiej studentki, że Mieszko I oszukał Dobrawę. Przy czym po czesku „szukać” jest wulgarnym określeniem stosunku seksualnego. – Koleżanka się zawstydziła, a ja potem zobaczyłem w słowniku, co to znaczy. Postanowiłem, że będę odtąd mówił po angielsku – śmieje się Mateusz. Dla niego ten wyjazd był pierwszą tak długą wyprowadzką z domu rodziców. Podczas semestru zwiedził także Brno, Karlowe Wary i Pilzno. Twierdzi, że nie byłoby to możliwe bez bardzo tanich połączeń kolejowych w Czechach i wysokiego stypendium. – W sumie dostałem 600 euro. Na Czechy to absolutnie wystarczy, nawet jeśli ktoś lubi imprezy i piwo w mieście – uważa.

Po obu stronach Olzy

Gabriela Pienias pochodzi z Katowic. Obecnie przygotowuje doktorat ze sztuk pięknych na Uniwersytecie Śląskim, a mieszka i pracuje w Ostrawie. Uważa, że nie byłoby to możliwe bez trzymiesięcznego stażu w Pradze w ramach programu Erasmus+.
– Czechy fascynowały mnie zawsze, dlatego wybrałam studia z zakresu edukacji artystycznej na Uniwersytecie Śląskim w Cieszynie – mówi Gabriela. W Cieszynie Czechy są na wyciągnięcie ręki, wystarczy przejść przez most. – Szybko polubiłam czeskie piwo, a z nim czeską kulturę, ludzi i język czeski. Przeprowadziłam się do Czeskiego Cieszyna, a studiowałam w Polsce. Miałam przyjaciół po obu stronach Olzy – wspomina.

W 2015 roku rozpoczęła studia doktoranckie w Cieszynie i chciała wyjechać na staż do Pragi. – Na pograniczu mówi się specyficzną mieszanką języka czeskiego i polskiego. A mnie zależało na tym, by poćwiczyć czeski. No i Praga to zawsze Praga. To tutaj bije serce czeskiej kultury – opowiada.
Staż załatwiła sama. Po prostu napisała do prowadzących galerię Školská 28.
– Ten czas dał mi wiele. Pracowałam z najwybitniejszymi artystami z całego świata, choćby Morgan O’Harą, światowej sławy artystką konceptualną z Nowego Jorku.

W czeskiej stolicy została dłużej. Znalazła pracę w galerii Meet Factory światowej sławy czeskiego rzeźbiarza Davida Černego. – W końcu wróciłam do Polski, by skończyć doktorat, ale znajomości z Pragi przydały się i później. Czescy przyjaciele poznani w Pradze zaproponowali mi pracę w Ostrawie – cieszy się Gabriela.
Dziś uczy rysunku i grafiki czeskich studentów Uniwersytetu Ostrawskiego i przygotowuje wystawy w galerii, która mieści się w ostrawskim Důl Michal.

Pies terapeutą


Najlepszy przyjaciel człowieka – pies. Jednak nie każdy zwierzak nadaje się do pracy w dogoterapii. Prowadzące projekt „PADA” Stowarzyszenie Zwierzęta Ludziom wypracowuje jednolite standardy w tym zakresie

Dogoterapia jest coraz popularniejszą formą pomocy dzieciom, osobom z niepełnosprawnościami i seniorom. Obecność psa może być zbawienna chociażby dla osób cierpiących na chorobę Alzheimera, które mają problemy z pamięcią, a z czasem pogrążają się w apatii i zaczynają tracić kontakt z rzeczywistością. Relacja ze zwierzęciem jest w stanie wesprzeć ludzi nie tylko w funkcjonowaniu tu i teraz, zaktywizować ich ruchowo, ale też wpływa na fizjologię: poprawia pracę serca i gospodarkę hormonalną. Wyzwala oksytocynę i serotoninę, obniża zaś poziom adrenaliny, dzięki czemu łatwiej jest radzić sobie ze stresującymi sytuacjami.

Predyspozycje zwierzęcia

Oczywiście nie każdy pies nadaje się do pracy z ludźmi. Wiedzą o tym członkowie Stowarzyszenia Zwierzęta Ludziom, które – dzięki programowi Erasmus+ (Akcji 2. Współpraca na rzecz innowacji i dobrych praktyk) – prowadzi międzynarodowy projekt „PADA” („Personality Assessment for Dogs in Animal Assisted Intervention”). Jego głównym celem jest opracowanie standardów, które musi spełnić pies, abyśmy mieli pewność, że nadaje się do pracy z człowiekiem w zakresie terapii i edukacji. Chaos legislacyjny nie pozwolił dotąd na wypracowanie tego typu ustandaryzowanych narzędzi. Wiele organizacji wprowadza więc własne protokoły, inne z kolei nie mają ich wcale. –

Często sprawdza się, czy pies umie siadać, warować, zostać na komendę, ale wciąż nie mówi to nic o tym, czy praca z nim jest bezpieczna. Mało kto przejmuje się tym, jak zwierzę czuje się w danej sytuacji, czy w ogóle lubi ludzi i kontakt z nimi – tłumaczy Magdalena Nawarecka, prezes Stowarzyszenia Zwierzęta Ludziom. – Jeśli zaprowadzimy psa, który się boi, do szpitala pełnego dziwnych sprzętów, zapachów i hałasów, to będzie on nieszczęśliwy. To tak, jakby kazać introwertykowi być frontmanem na scenie. Owszem, może wyjść, powiedzieć dzień dobry, może nawet rzucić wyuczony żart. Ale nie będzie mu z tym dobrze. A nam bardzo zależy na dobrostanie zwierząt – dodaje Magdalena Nawarecka.

Opracowywane w ramach projektu „PADA” testy mają szansę stać się uniwersalnym standardem pomagającym ocenić predyspozycje psów do pracy w tym szczególnym obszarze. W przedsięwzięciu udział biorą organizacje z Polski, Norwegii i Węgier, a jego ważnym założeniem jest podstawa naukowa. W tym celu udało się nawiązać kontakt z profesorem Ádámem Miklósim, węgierskim etologiem, ekspertem od zachowań psów, który pełni funkcję profesora i kierownika Wydziału Etologii budapeszteńskiego Uniwersytetu Loránda Eötvösa.

Obóz szkoleniowy

Chociaż w projekt zaangażowane są organizacje z trzech krajów, jest szansa, że wypracowane rozwiązania trafią także do instytucji z innych państw. Ułatwi to konferencja podsumowująca działania zespołu oraz specjalny obóz szkoleniowy, który początkowo miał odbyć się na Węgrzech w maju, jednak z powodu pandemii koronawirusa został przesunięty, najprawdopodobniej na październik.

– Nasze narzędzie nie będzie jednak dostępne dla wszystkich. By z niego skorzystać, trzeba mieć odpowiednie wykształcenie i wiedzę. Chodzi o to, by dogoterapia była prowadzona profesjonalnie. Wiele osób chce się nią zająć, bo wydaje im się, że ich pies jest super, więc na pewno sprawi, że dzieci czy seniorzy będą się uśmiechać. Tymczasem nie wszystkie psy lubią być dotykane. W takich działaniach powinny brać udział odpowiednie zwierzęta, którymi zajmują się właściwi ludzie – wyjaśnia Magdalena Nawarecka.
Pies musi mieć stosowne kompetencje, by nieść ludziom wsparcie „zawodowo”, a nie tylko w domowym zaciszu.

*Dzięki projektowi „PADA” (Akcja 2. programu Erasmus+ Kształcenie i szkolenia zawodowe) powstaje potwierdzony naukowo protokół do testowania psów pod kątem ich pracy w terapii i edukacji. To część inicjatywy Dog Assisted Intervention Certification, systemu certyfikacji zespołów człowiek – pies do pracy w Animal Assisted Intervention (AAI). Czas trwania: 24 miesiące, kwota dofinansowania: 275 157 euro.

Zdjęcie: TADA.PL