Złota era eTwinningu


Zorganizowanie w Warszawie dorocznej konferencji programu eTwinning było wydarzeniem wyjątkowym – pierwszym w historii. Ale nagradzanie na takich spotkaniach polskich nauczycieli stało się absolutna norma

Projekt eTwinning to znacznie więcej niż dwustronny proces nauczyciel – uczeń. To zespół działań, podczas których młodzi ludzie pochodzący z różnych części Europy doświadczają, ze szacunek to wartość, która należy się każdemu, bez względu na wyznawana religie czy pochodzenie kulturowe. Wspólny międzynarodowy projekt to moment, w którym każdy z nich ma prawo być sobą, w zgodzie z wyznawanymi wartościami.

Ta idea stanowiła fundament dorocznej konferencji eTwinning, zorganizowanej po raz pierwszy w Polsce. Hasło spotkania brzmiało „eTwinning and our heritage: where the past meets the future”. W związku z tym wyjątkowym wydarzeniem do Warszawy zjechało ponad 500 eTwinnerów: nauczycieli, koordynatorów projektów, ambasadorów rów eTwinning, tworzących europejska społeczność zaangażowana w realizacje projektów.

Wśród gości specjalnych byli m.in. komisarz UE ds. edukacji, kultury, młodzieży i sportu Tibor Navracsics oraz minister edukacji narodowej Anna Zalewska. – Budujemy edukacje przyszłości, zanurzona w przeszłości, stad ważne jest akcentowanie historii świata, Europy, własnej ojczyzny – podkreśliła szefowa MEN. Minister zadeklarowała również wsparcie dla eTwinningu, przypominając, ze do 2021 r. wszystkie polskie szkoły maja zostać wyposażone w szerokopasmowy internet. Wskazała tez, ze w całej Polsce powstają Lokalne Ośrodki Wiedzy i Edukacji, w których zarówno młodzież, jak i osoby dorosłe maja szanse poznać różne narzędzia informatyczne. Z entuzjazmem o programie mówił również Tibor Navracsics. – Stwórzmy przestrzeń, w której ludzie korzystają ze swoich talentów, mówią różnymi jeżykami obcymi, korzystają z narzędzi cyfrowych. Ludzi znających swoja historie, tradycje i kulturę – namawiał.

Kluczowy wykład wygłosiła Sneška Quaedvlieg-Mihailovic, sekretarz generalny Europa Nostra. W fascynującym przemówieniu zatytułowanym SharingHeritage – Sharing Values: Why Cultural Heritage is key to Europe’s Future podkresliła wpływ dziedzictwa kulturowego na rozwój społeczeństwa europejskiego, na jego spójność i równowagę. Głos zabrał również Michael Teutsch z Komisji Europejskiej, który opowiedział o roli eTwinning w programie Erasmus w latach 2021–2027. – Zależy nam, aby niezależnie od miejsca pochodzenia i zamożności młodzież miała równe szanse. Chcemy pomagać ludziom doświadczać Europy w obszarze edukacji – przekonywał.

Najbardziej emocjonującym elementem konferencji było wręczenie Europejskich Nagród eTwinning. Łącznie nagrody odebrali twórcy 14 międzynarodowych projektów, w tym dwie Polki: Małgorzata Walkusz z Gimnazjum nr 3 w Zespole Szkół nr 9 we Włocławku oraz Magdalena Madej ze Szkoły Podstawowej nr 29 z Oddziałami Sportowymi im. Alfreda Szklarskiego w Dąbrowie Górniczej. Uhonorowano również dwa inne przedsięwzięcia, w których uczestniczyły polskie placówki. Ponadto w kategorii specjalnej, sponsorowanej przez Krajowe Biuro eTwinning, Nagrodę im. Marii Skłodowskiej-Curie, przyznawana dla najlepszego projektu w dziedzinie nauk przyrodniczych lub matematyki, wręczyli minister Maciej Kopec oraz dyrektor generalny FRSE dr Paweł Poszytek.

W Polsce eTwinning jest niezwykle popularny. Jego dynamiczny rozwój na przełomie ostatnich lat podkreślają statystyki – w Europie jesteśmy pierwszym państwem pod względem liczby zrealizowanych projektów (ponad 25 tysięcy) i jednym z pierwszych z punktu widzenia liczby zaangażowanych szkół i nauczycieli. Mało tego – jesteśmy jedynym państwem, które ma eTwinning w podstawie programowej. Efekty widać na co dzień w polskich szkołach: uczestnicy projektów rozwijają w nich kompetencje niezbędne w zawodach przyszłości, uczą się jeżyków obcych, pogłębiają wiedze na temat narzędzi informatycznych. eTwinning motywuje do nauki, pracy nad sobą, pokonywania leków czy ograniczeń.

Autorka jest uczestniczka projektu

Mobilni dziennikarze programu Erasmus+”

Wsiąść do pociągu nie byle jakiego


Ponad 100 tysięcy młodych Europejczyków zgłosiło się do pilotażowej edycji programu Discover EU. Zdecydowana większość tych, którzy wylosowali bilety, mówi, ze wyprawy były dla nich niezwykłym doświadczeniem.

Tego lata 15 tysięcy osiemnastolatków z całej Unii Europejskiej miało możliwość po raz pierwszy bezpłatnie ruszyć w trasę po państwach Starego Kontynentu. Okazja była pilotażowa edycja programu Discover EU, inicjatywy mającej na celu budowanie europejskiej tożsamości wśród młodych obywateli. W grupie osób, które otrzymały bilet pozwalający na swobodne podróżowanie po czterech wybranych przez siebie krajach, znalazło się także ponad 1100 Polaków. Niektórzy z nich podzielili się z „Europa…” swoimi wrażeniami i zgodnie twierdza: wyprawa w ramach Discover EU była dla nich niezapomnianym przeżyciem.

Zasady były proste: osiemnastoletni Europejczycy w przypadku wygranej otrzymywali za darmo ważny przez 30 dni bilet InterRail, umożliwiający bezpłatne przejazdy po czterech wskazanych wcześniej państwach (głównie unijnych, choć paru uczestników odwiedziło także Szwajcarie czy Norwegie). Miał on swoje limity – w ciągu miesiąca na podróże można było przeznaczyć maksymalnie siedem dni, ograniczona była także liczba przejazdów przez ojczysty kraj uczestnika. Jak jednak zapewniał w maju Manfred Weber, członek Parlamentu Europejskiego oraz medialna twarz inicjatywy: „W Discover EU nie chodzi o darmowy bilet kolejowy. […] Ten projekt pozwoli młodym ludziom odkryć, co ich łączy, i przyczyni się do budowania europejskiej tożsamości”.

Zanim wybrani osiemnastolatkowie mogli rozpocząć odkrywanie Starego Kontynentu, musieli uporać się z drobnymi kłopotami organizacyjnymi. Niektórzy uczestnicy skarżyli się na mało przejrzyste informacje na temat dodatkowo płatnych rezerwacji miejsc siedzących. W niektórych państwach U Unii takie dopłaty są obowiązkowe, a ich koszt na dłuższych trasach sięga kilkuset złotych. Momentami szwankowała także komunikacja z zespołem Discover EU, na przykład przy powtarzających się problemach ze skanowaniem wymaganych dokumentów. – Za krótki był tez okres od otrzymania informacji o wygranej do terminu wyjazdu, trudno było się porządnie przygotować na wyprawę. Brakowało infolinii lub zakładki na stronie z najczęściej zadawanymi pytaniami – zaznacza Emilia, która dzięki programowi odwiedziła latem Słowacje, Węgry, Słowenie oraz Włochy. – Ale to pierwszy rok inicjatywy, wiec błędy są do wybaczenia – dodaje.

Na szczęście korzyści z udziału w inicjatywie okazały się nie do przecenienia. Dla wielu młodych ludzi była to bowiem pierwsza taka podróż. – Sprawdziłem w praktyce, czy potrafię planować i czy poradzę sobie w sytuacjach kryzysowych – wylicza Wojciech. Dla niego – podobnie jak dla wielu innych uczestników– wycieczka z rówieśnikami okazała się testem samodzielności w organizowaniu sobie noclegów czy poruszaniu się po nieznanych wcześniej metropoliach. Dała tez naturalnie szanse na doszlifowanie umiejętności językowych. – By wytrzymać 12 godzin w małym przedziale pociągu, trzeba rozmawiać ze współpodróżnymi – stwierdza Emilia, przyznając, ze podczas trwającego tydzień wyjazdu znacznie poprawiła swój angielski.

Duża role w budowaniu międzynarodowych kontaktów odegrała społeczność, która samoczynnie powstała wokół inicjatywy Discover EU. Uczestnicy zorganizowali się za pośrednictwem mediów społecznościach, aranżując spotkania integracyjne, oprowadzając przyjezdnych rówieśników po swoich miastach lub oferując im bezpłatne noclegi. – Wystarczyło napisać na Facebooku, gdzie i kiedy się będzie – opowiada Dominika, która w wakacje zwiedziła Pragę, Wiedeń oraz Rzym. – Bardzo dużo osób odpowiadało i chciało się spotkać – dodaje. Wielu młodych podróżników korzystało również z alternatywnych sposobów na znalezienie zakwaterowania, takich jak serwis Couchsurfing.

Nawet jeśli cześć uczestników dostrzega pole do organizacyjnych usprawnień, pomysłodawcy inicjatywy mogą niewątpliwie obwieścić, ze pierwsza edycja Discover EU zakończyła się sukcesem. Przyznaje to sam Manfred Weber: „Ponad 100 tysięcy młodych ludzi starało się o otrzymanie darmowego biletu InterRail tego lata. Biorąc pod uwagę fakt, ze to program pilotażowy, a my mieliśmy ograniczony czas na jego popularyzacje, to ogromne osiągniecie”. Dzięki niemu już tej jesieni zapowiedziano dystrybucje kolejnych biletów.

Manfred Weber nie ukrywa przy tym, ze tegoroczna edycja to dopiero początek realizacji bardziej ambitnych planów. „Moim ostatecznym celem jest sprawienie, by każdy Europejczyk otrzymywał przepustkę InterRail na swoje osiemnaste urodziny i mógł odkrywać nasz piękny kontynent” – ujawnia.

Autor jest uczestnikiem projektu „Mobilni dziennikarze programu Erasmus+”

Pełna wersje tekstu można znaleźć na Europejskim Portalu

Młodzieżowym. O inicjatywie Discover UE czytaj również na s. 35.

Wino na algorytmach


Małopolscy winiarze w ramach programu Erasmus+ zyskują kompetencje i udowadniają, ze wino znad Wisły, wsparte nowymi technologiami, smakuje zaskakująco dobrze.

Jeszcze w 2000 r. winnic w Polsce było ledwie 16, dziś jest ich ponad 350. Polska – winny „Nowy Świat” o niewielkich tradycjach – powoli zaczyna zdobywać zainteresowanie nie tylko swoim winem, ale także metodami uprawy. Realizowany w ramach programu Erasmus+ projekt „Wykorzystanie nowoczesnych technologii do wspierania branży enologicznej w Europie”, rozpoczęty w 2016 r., otwiera przed rodzimymi winiarzami nowe możliwości.

Winogrodnik, winiarz, winemaker… czyli kto?

Ponad 70 proc. polskich winnic to gospodarstwa niewielkie – poniżej 1 ha. Od małego poletka zaczynała tez większość dzisiejszych potentatów. Tak było w przypadku Winnicy Rodziny Steców, dziś jednej z największych w Małopolsce. – Jedenaście lat temu zaczynaliśmy od 30 arów, dziś mamy około sześciu hektarów – mówi Rafał Stec, współwłaściciel winnicy oraz prezes Polskiej Federacji Producentów Wina i Małopolskiego Stowarzyszenia Winiarzy.

W przypadku rodziny Steców przygoda z winem zaczęła się od degustacji. – Pierwsze sadzonki kupiliśmy od Romana Myśliwca, twórcy słynnej winnicy „Golesz” w Jaśle. Zasmakowały nam jego wina i to przekonało nas do działania – wspomina Rafał Stec. Zaczęły się wyjazdy po Polsce i za granice, żeby podpatrzyć, jak działają winnice w krajach z większymi tradycjami.

Takich jak Stecowie jest w Polsce dużo więcej, próżno jednak szukać w polskiej Klasyfikacji zawodów i specjalności zawodów związanych z winem, które nie są jednocześnie zawodami rolniczymi (wyjątek stanowi operator urządzeń do produkcji wina). Myślący o rozwoju właściciele winnic stanęli przed dylematem: jak szkolić z zawodu, którego nie ma? Z pomocą polskim winiarzom przyszedł Erasmus+. – Wiedzieliśmy, czego winiarze powinni nauczyć się dzięki projektowi. Oni zaś wskazali to, co będzie najcenniejsze z ich punktu widzenia. Razem opracowaliśmy program szkoleń w pełni odpowiadający potrzebom – mówi Blanka Byrska z firmy X-event, koordynatorka projektu.

Bez chemii

Przedsięwzięcie ruszyło w 2016 r. W gronie partnerów znaleźli się: Małopolskie Stowarzyszenie Winiarzy, Uniwersytet Rolniczy w Krakowie, Uniwersytet Mendla w Brnie, Cypryjskie Stowarzyszenie na Rzecz Turystyki oraz partnerskie organizacje z Węgier i ze Słowenii. Na początku najbardziej doświadczeni winiarze wyjeżdżali na szkolenia, by opracować program zajęć dla winiarzy poczatkujących. – Chcieliśmy przekonać się, jak pracują nasi sąsiedzi ja – wyjaśnia Rafał Stec. – W Polsce, ze względu na brak tradycji winiarskich, nie mamy od kogo czerpać wiedzy. Dzięki projektowi mamy szanse wypróbować różne metody, łączyć je i dostosować winifikacje do polskich warunków. Z kolei winiarze z krajów partnerskich są zaskoczeni jakością produkcji i smakiem naszych win – dodaje Stec. Tym, co zagranicznych producentów zainteresowało najbardziej, jest uprawa na zasadzie permakultury, czyli produkcja w zgodzie z natura. Czescy czy słoweńscy winiarze nie myślą o winnicach jak o ekosystemie, w Polsce jest inaczej – np. opryski chemiczne stosuje się rzadko lub wcale (także z przyczyn finansowych – środki używane w przemysłowych winnicach są po prostu drogie). – W 2018 r. mieliśmy w winnicy trzy opryski, dla porównania duże winnice w „starej” Europie maja ich nawet 60 w ciągu roku – zdradza Rafał Stec. – Polscy winiarze przekonali się, ze bez stosowania pestycydów winorośl się obroni – dodaje.

Postawienie na permakulture przynosi także skutki marketingowe. – Można mieć dobre plony i dobre wino. Prozdrowotnym charakterem polskie wino może się wyróżnić na tle win morawskich czy węgierskich. Kluczowe jest, żeby odwieść winiarzy od drogi na skróty i stosowania inwazyjnej chemii – podkreśla koordynatorka projektu Blanka Byrska.

Dron wie, co się dzieje w polu

Dzięki Erasmusowi+ z pomocą polskim winiarzom przyszły nowe technologie. Uczestnicy uczyli się m.in. wykorzystywać drony wyposażone w kamery spektralne. Pozwalają one sprawdzić, jak rozwija się winorośl, wskazać obszary, w których wilgotność gleby jest nieodpowiednia albo gdzie roślina walczy ze szkodnikami. Efektem takiej fotodokumentacji, wykonanej w różnych pasmach światła odbitego, którego oko ludzkie nie dostrzega, jest precyzyjna mapa, przetwarzana następnie za pomocą algorytmów. Winogrodnik może dzięki temu odpowiednio zareagować, oszczędzając czas, poświęcany wcześniej na objeżdżanie winnic.

Projekt umożliwił tez polskim winiarzom skorzystanie z nowoczesnej stacji pogodowej z aplikacja mobilna. Tego typu sprzęt stosuje się w dużych winiarniach za granica, ale jego koszt sięga kilkunastu tysięcy złotych. W ramach współpracy powstanie jego rodzimy odpowiednik. – Polska maszyna będzie kosztować około 2 tys. zł, w dodatku zbudujemy ja na polskich podzespołach, tańszych i dostosowanych do naszych warunków pogodowych, np. ujemnych temperatur – objaśnia Blanka Byrska.

W ramach przedsięwzięcia powstaną tez modele chorobowe winorośli, dzięki którym winiarze dowiedzą się, co zagraża roślinom, i rozpoznają oznaki inkubacji. Modele z innych krajów w Polsce by się nie sprawdziły – nasi sąsiedzi uprawiają inne odmiany winorośli, a klimat różni się od polskiego. Modele zostaną nałożone na dane ze stacji pogodowych, mierzących temperaturę czy wilgotność powietrza, w efekcie czego hodowcy dowiedzą się, czy ryzyko chorób wzrasta, czy maleje. – W przeciwieństwie do polskich sadowników nie mamy jeszcze takich systemów ostrzegawczych. Utrzymanie winorośli w zdrowiu, w sytuacji, gdy nie stosuje zapobiegawczych oprysków, wymaga ode mnie ciągłej obecności w winnicy i obserwowania roślin na bieżąco. Modele i stacja Beda dużym wsparciem, szczególnie dla winiarzy stawiających na ekologiczna uprawę – zaznacza Rafał Stec.

„Butikowe” winnice

Małopolski winiarz przyznaje, ze projekt bardzo pomaga mu w rozwoju. – Brałem w nim udział jako ekspert, a moi synowie jako poczatkujący adepci. Dla nas uprawa winorośli to już sposób na życie – śmieje się. – Żyjemy z winnicy, w zbiorach nie mamy wina starszego niż rok, bo wszystko sprzedajemy na bieżąco. Odbiorcami są restauracje, hotele, indywidualni klienci. Dziś turysta chce próbować lokalnej kuchni, miejscowych trunków – opowiada.

Sprzyja mu fakt, ze w ostatnich latach popularność zyskuje nie tylko sam trunek, ale także związana z produkcja wina turystyka.– Na wyjazdach enoturystycznych ludzie chcą dziś zwiedzać kameralne winnice, w których winiarz może podpisać się pod swoim winem od początku do końca – wskazuje Rafał Stec.

Małopolska inicjatywa pomoże jednak nie tylko samym jej uczestnikom. Wszystko wskazuje tez na to, ze winiarz jako zawód nierolniczy w końcu zostanie wpisany do rejestru zawodów w Polsce, a środowisko winiarskie już wie, jak to wykorzystać.

W planach ma m.in. powołanie izby winiarskiej, która będzie przygotowywać do zawodu winiarza. – Mamy już opracowane kryteria, jakie musi spełniać osoba, która chce uprawiać te profesje. Szyte na miarę erasmusowe szkolenia bardzo nam w tym pomogły – mówi Blanka Byrska.

Projekt zakończy się w 2019 r. Zainteresowani mogą dowiedzieć się więcej na stronie projektu: wszystkoowinie.pl

Wiedza rodziców siłą dzieci


W Polsce co ósme dziecko jest wykorzystywane seksualnie. Większości z nich nie potrafią pomóc ani rodzice, ani opiekunowie, brak im bowiem podstawowych kompetencji

Badania wśród polskich dzieci w wieku od 11 do 17 lat wykazały, ze 12 proc. z nich było w różny sposób wykorzystywanych seksualnie. Co więcej, 75–80 proc. sprawców to osoby z najbliższego otoczenia ofiary. Przekonanie większości rodziców, ze ich pociech zagrożenie nie dotyczy, jest wiec irracjonalne. Sytuacje pogarsza fakt, ze wyrządzić krzywdę jest łatwo – większość dzieci bezgranicznie ufa dorosłym. Najmłodsi nie potrafią tez odróżnić sytuacji niebezpiecznej od neutralnej, a nawet jeśli poczują, ze stało się cos nieodpowiedniego – boja się opowiedzieć o swoim problemie. Czy dorośli im uwierzą, czy przypadkiem nie oskarża o sprowokowanie sytuacji?

W zapewnianiu dzieciom bezpieczeństwa kluczowa jest rola rodziców. Niestety, bywa, ze brakuje im kompetencji do przeprowadzania „trudnych rozmów” – często usprawiedliwiają sprawce albo wmawiają dzieciom wybujała fantazje. Szybka i trafna diagnozę sytuacji uniemożliwia tez czasem zwykły niepokój dorosłych o to, ze zostaną uznani za złych rodziców czy opiekunów.

Problemem tym zajęła się warszawska Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę, której celem jest zapewnianie najmłodszym nie tylko bezpieczeństwa, ale także godnego traktowania. We współpracy z organizacjami pozarządowymi Nodibinajums Centrs Dardedze (Łotwa) i Paramos Vaikams Centras (Litwa), fundacja realizowała projekt „Chronimy dzieci przed wykorzystywaniem seksualnym”, w ramach którego powstały dwa e-learningowe kursy szkoleniowe.

Pierwszy z nich ma pomóc rodzicom zdobyć wiedze niezbędna do przeciwdziałania wykorzystywaniu dzieci. Składa się z pięciu przystępnych modułów: od poznania faktów na temat wykorzystania seksualnego, przez naukę identyfikacji zachowana seksualnych oraz informacje na temat bezpieczeństwa w internecie, po naukę rozmowy z dzieckiem na temat unikania zagrożeń związanych z tym procederem. Kurs pomaga rodzicom nauczyć się, jak reagować w sytuacji, kiedy dziecko ujawni informacje o takim zdarzeniu.

Drugi materiał e-learningowy skierowany został do profesjonalistów: psychologów, pedagogów czy edukatorów. W podobny, modułowy sposób pozwala im zdobyć kompetencje niezbędne do pracy z dziećmi i ich rodzicami. Kładzie nacisk na umiejętność identyfikacji zachowana seksualnych i zdobycie wiedzy na temat bezpieczeństwa dzieci online. Oba kursy zaprezentowano podczas konferencji upowszechniającej rezultaty projektu, zorganizowanej 19 września 2018 r. w Gdańsku przez Fundacje Dajemy Dzieciom Siłę.

Wykorzystywanie seksualne to przestępstwo. Niestety, z uwagi na silne, utrwalone kulturowo bariery wiele przypadków takich zachowań nigdy nie ujrzy światła dziennego. Tymczasem taka nieujawniona, bolesna tajemnica to często bagaż, z którym dziecko, a później dorosły człowiek, boryka się przez całe zżycie.

Uzależnieni


Dla jednych to największa przygoda życia, dla innych okazja na rozwój, której nie można przegapić. Wśród osób, które jeżdżą na Erasmusa, jest jednak również grupa takich, którzy bez wyjazdów po prostu nie potrafi a żyć

Z programu Erasmus (lub Erasmus+) skorzystali co najmniej cztery razy. W domu są raczej gośćmi – choć teoretycznie mieszkają w Warszawie, ich zżycie toczy się w różnych miejscach Europy. Jak żartobliwie mówią, uzależnili się od Erasmusa. Co sprawia, ze Natalia, Kasia i Adam nie mogą usiedzieć w Polsce? I co dają im wyjazdy zagraniczne?

Natalia: Chciałam zabić poerasmusowa depresje

Jest prawdopodobnie rekordzistka, jeśli chodzi o wyjazdy na Erasmusa. Na pytanie, czy czuje się od niego uzależniona, odpowiada krótko: „Zdecydowanie tak!”. Była już na pięciu wyjazdach i niedługo jedzie na szósty. Natalia (25 lat) po raz pierwszy wyjechała na trzecim roku międzykierunkowych studiów ekonomiczno-menedzerskich. Trafiła do Frankfurtu nad Odra. Pojechała na jeden semestr, ale przedłużyła wyjazd o kolejny. W Niemczech dowiedziała się o praktykach w ramach programu Erasmus+, wiec pojechała na dwa miesiące na Fuerteventure do Hiszpanii. Po rozpoczęciu studiów II stopnia w wakacje wybrała się na dwa miesiące praktyk w ogrodzie botanicznym do Grecji. Pół roku po powrocie znów spakowała walizki – semestr letni spędziła w Porto. Wróciła do Polski w lipcu 2018 r. – ale tylko na trzy dni, by zrobić niespodziankę rodzicom i przepakować ubrania. Chwile później jechała już na trzymiesięczne praktyki w Pradze. Teraz stara się o wyjazd absolwencki do Włoch, bo w ramach limitu, który obowiązuje na studiach magisterskich, zostały jej jeszcze dwa miesiące Erasmusa. Jak mówi, najwięcej dał jej pierwszy roczny wyjazd. – Wyjazd do Frankfurtu oznaczał dla mnie wyprowadzenie się z domu. Pranie, gotowanie, pilnowanie budżetu – do wszystkiego musiałam się przyzwyczaić – opowiada Natalia. – Poznałam mnóstwo ludzi, i to nie tylko z Europy. Dzięki temu, ze przebywałam głównie z Latynosami, nauczyłam się tez hiszpańskiego – dodaje. Jak mówi Natalia, każdy kolejny wyjazd był po to, by zabić poerasmusowa depresje. – W trakcie studiów za granica ciągle zdarza się cos nowego, pojawiają się kolejne atrakcje, wyzwania, poznaje się nowych ludzi. Tam nikt nie ma swojego osobnego życia. Wszyscy jesteśmy w podobnej sytuacji, wiec tworzymy jakby jedna wielka rodzinę – przekonuje. – A tutaj, w Polsce, ludzie są bardzo zajęci: maja studia, prace. Po powrocie masz wrażenie, ze w twoim życiu nie ma niczego poza studiami i obowiązkami domowymi – tłumaczy. Erasmus+ według Natalii to przede wszystkim przygoda. – Chodzi o rzucanie się na głęboką wodę, nauczenie się, jak żyć i załatwić wszystko samemu – mówi. – Trzeba jednak zdać sobie sprawę, ze nie możesz trzymać się ze wszystkimi, bo wtedy tak naprawdę nikogo nie poznasz. Po pierwszym Erasmusie zrozumiałam, ze najlepiej wybrać sobie grupę osób, z którymi złapało się najlepszy kontakt, i z nimi budować relacje – wspomina. – Dlatego tez według mnie dużo ciekawsze od wyjazdów semestralnych są praktyki Erasmusa. Możesz lepiej poznać osoby, z którymi się stykasz. Ja mam lepszych przyjaciół z zagranicy niż z Polski – dodaje.

Adam: Chodzi o to, żeby mieć co wspominać

Adam (23 lata) studiuje finanse, rachunkowość i ubezpieczenia na UW. Żartuje, że jego kierunek jest na tyle nudny, ze musiał go jakoś urozmaicić. Na II roku studiów, w 2016 r., wyjechał wiec na swoja pierwsza wymianę. Wybrał Budapeszt, gdzie spędził letni semestr. Niedługo później w ramach praktyk zawodowych pojechał na Maltę – tam przez dwa miesiące pracował w firmie finansowo audytowej. Ta forma wyjazdu podbiła jego serce – w kolejnym roku, znów w ramach staży Erasmusa+, wybrał się do Holandii. Trafił do prowincji Zeeland – w jednym miast tuz przy granicy z Belgia był asystentem właściciela restauracji. W to samo miejsce wybrał się ponownie w ostatnie wakacje.

Adam angażuje się w program również w Polsce. Koordynuje przedsięwzięcia prowadzone w ramach Erasmus+ Sport, które maja na celu promowanie pozytywnych postaw społecznych i sportowych. Dzięki temu Adam często wyjeżdża na zagraniczne konferencje. Ostatni projekt – dotyczący mowy nienawiści – zaprowadził go do Frosinone we Włoszech. Musiał tam podsumować jego realizacje w Polsce przed 150 osobami, w tym przed przedstawicielem FIFA. Początki Adama na Erasmusie+ nie były jednak proste. Kiedy przyjechał do Budapesztu, zmuszony był szukać mieszkania, bo akademik był w remoncie. Musiał tez znaleźć prace, aby się utrzymać, a przede wszystkim: musiał odnaleźć się w całkowicie nowym, zagranicznym środowisku.

To wszystko nauczyło go odpowiedzialności i zaradności. – Zawsze starałem się być samodzielny, ale taki wyjazd to duże wyzwanie. Erasmus+ uczy, jak zarządzać własnym czasem, pieniędzmi, samym sobą i jak dobrze spędzać czas – mówi Adam. Ale podkreśla tez inne zalety Erasmusa. – Praca, znajomi, podróże. To trzy najważniejsze elementy. W Budapeszcie pracowałem w dwóch miejscach: jako kelner oraz jako marketingowiec w bootcampie fitnessowym. To pozwoliło mi nie tylko zdobyć doświadczenie zawodowe, ale tez trochę zaoszczędzić, bo nie chciałem się zapożyczać u rodziców – opowiada. Dzięki temu, po zaliczeniu wszystkich przedmiotów na koniec semestru, Adam mógł zainwestować w podróże. – Wybrałem się na stopa z przyjaciółmi. Zwiedziłem Węgry, Słowenie, Chorwacje i część Włoch. Za drugim razem z przyjacielem z Belgii pojechaliśmy autobusem do Warszawy. Zwiedziliśmy tez Rygę i Wilno, a potem przez Polskę wróciliśmy do Budapesztu – mówi Adam. Nieco mniej udało mu się zwiedzić, kiedy był na Malcie. Do podróżowania wrócił jednak podczas pobytu w Holandii. Oprócz niej zwiedził Belgie i Paryż. – Można by po ośmiu godzinach pracy wrócić do domu i włączyć serial. Ale nie taki jest cel tego wyjazdu. Chodzi o to, żeby jak najwięcej zobaczyć, jak najwięcej poznać i mieć potem co wspominać – twierdzi.

Kasia: komfort życia

Swoja przygodę z Erasmusem+ zaczęła późno, bo na ostatnim roku studiów magisterskich. Mimo to była na wyjeździe zagranicznym już piec razy i każdy z nich wykorzystała w stu procentach. Kiedy Kasia (27 lat) była na V roku filologii hiszpańskiej, wyjechała na cały rok do Madrytu. Od tamtego czasu minęły cztery lata, a ona była na kolejnych czterech wyjazdach. Po przyjeździe z Madrytu wybrała się na praktyki do Porto, gdzie pracowała w niewielkiej firmie eventowej. Gdy po powrocie rozpoczęła studia doktoranckie, postanowiła skorzystać z Erasmusa+ przeznaczonego dla doktorantów – i wyjechała do Sewilli. Na kolejny erasmusowy wyjazd wybrała Lizbonę. Obecnie ponownie jest w Madrycie, tym razem na rok i w ramach drugiego kierunku, filozofii. W przypadku Kasi Erasmus to nie podróże czy życie towarzyskie. – U mnie przeradza się to w emigracje naukowa. To jest w pewnym sensie uzależniające. Czujesz, ze jak wrócisz do kraju, to cos dobrego się skończy, a tego nie chcesz. A skoro nadal mam możliwość wyjechać, to dlaczego miałabym nie skorzystać z szansy, która ustawia mi kolejny rok życia? – pyta retorycznie. Jak mówi, program zapewnia jej komfort życia. Dzięki stypendium Erasmusa i stypendium doktoranckiemu jest w stanie utrzymać się, nie pracując. – Mogę poświecić się całkowicie badaniom naukowym – mówi. Dla Natalii, Kasi i Adama wyjazdy na Erasmusa są ogromna szansa, przygoda i szkoła życia. I choć czasem wiążą się z wyrzeczeniami, pozostawieniem w Polsce przyjaciół, rodziny, ukochanego psa i całej stabilności, która się miało, żadne z nich nie żałuje, ze wyjechało po raz pierwszy. Bo, jak mówi Kasia, „w zżyciu trzeba wyjść ze strefy komfortu”. – Trzeba się odważyć. I wtedy nigdy nie wiadomo, co się zdarzy – podsumowuje.

Autorka jest uczestniczka projektu

Mobilni dziennikarze programu Erasmus+”

Szczyt podium w debiucie


Powrót Polski do międzynarodowego konkursu EuroSkills wypadł znakomicie. Młody kucharz Maciej Pisarek, absolwent Zespołu Szkół Gastronomicznych w Gorzowie Wielkopolskim, zdobył na Węgrzech medal doskonałości

Budapeszteńskie Hungexpo prawdopodobnie nigdy nie było świadkiem tylu emocji, ilu doświadczyło pod koniec września. W ciągu zaledwie trzech dni przez hale przewinęło się ponad 80 tysięcy zwiedzających.

Szkolne wycieczki, rodziny, media, sponsorzy i przedstawiciele czołowych firm z wielu branż, nauczyciele kształcenia praktycznego oraz wykładowcy i oficjele z całego świata… Wszyscy przybyli do Budapesztu, żeby zobaczyć na własne oczy największy w Europie konkurs umiejętności zawodowych EuroSkills, w którym o tytuł najlepszego walczyli reprezentanci krajów z całego Starego Kontynentu.

EuroSkills to europejska wersja World-Skills – zawodów z prawie siedemdziesięcioletnia tradycja. Gdy je inaugurowano, nikt pewnie nie planował, ze inicjatywa rozrośnie się do takich rozmiarów – w światowej edycji konkursu startują przedstawiciele 80 państw, a w europejskiej, która w tym roku obchodziła 10-lecie istnienia, dokładnie 28. Dobra praktyka, jaka z cała pewnością jest organizacja tego wydarzenia, przeniosła się tez na grunt lokalny. Krajowe wersje konkursu organizują od lat m.in. Finlandia, Portugalia i Francja. Cel wszędzie jest podobny: chodzi o to, aby stworzyć młodym ludziom szanse pokazania ich nieprzeciętnych umiejętnościowa promować szkolnictwo zawodowe.

EuroSkills to ogromne przedsięwzięcie, za którym stoją ciężko pracujący ludzie. Prawie 600 doskonale wyszkolonych zawodników, ponad 500 profesjonalnych ekspertów pracujących do późnych godzin nocnych… Ogromny był tez wkład pracy delegatów odpowiedzialnych za przygotowanie swoich kadr wanie oraz liderów drużyn, półmaratońskie dystanse po halach, aby zapewnić komfort podopiecznym. Wszędzie wyczuwalne były pasja i zapał, nie zabrakło również łez – na początku wywołanych stresem i strachem, później – radością i satysfakcją z wykonanej pracy. Taki właśnie był EuroSkills.

Kiedy w 2017 r., w trakcie WorldSkills w Abu Zabi, Polska wstąpiła do organizacji WorldSkills Europe, a Ministerstwo Edukacji Narodowej powierzyło Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji role koordynatora polskiej drużyny, nikt nie wiedział, z czym przyjdzie nam się zmierzyć. Dzisiaj, po pierwszej edycji konkursu, jesteśmy bogatsi o doświadczenie, przyjaźnie, wiedze, która z cała pewnością zaowocuje. A plany mamy ambitne. W Budapeszcie Polskę reprezentowali cieśla, florystka, fryzjer, kucharz, mechatronicy, murarz i tynkarz. Szlak został przetarty, ale warto pamiętać, że na EuroSkills mamy 37 konkurencji, a w Polsce tysiące młodych, utalentowanych uczniów, którzy z cała pewnością są gotowi sprostać temu trudnemu wyzwaniu. Nasz apetyt z roku na rok będzie wiec rósł. Już w tym poza wspomniana ósemka do Budapesztu pojechali młodzi polscy eksperci od technologii mody, technologii samochodowej, obrabiarek CNC, architektury krajobrazu, obsługi gości hotelowych. Ich zadaniem była obserwacja, sędziowanie, poznanie specyfiki konkurencji.

Wszystko po to, aby w kolejnych odsłonach konkursu również w tych branżach udział wzięli nasi zawodnicy.

Medal doskonałości zdobyty na Węgrzech przez polskiego kucharza Macieja Pisarka, absolwenta Zespołu Szkół Gastronomicznych w Gorzowie Wielkopolskim, to dopiero początek naszej przygody. W Mobilnym Centrum Edukacyjnym, które towarzyszyło polskiej drużynie na Euro- Skills zawiesiliśmy osiem plakatów zawodników

z 2018 r. Wierzymy, ze w 2020 r. w austriackim Grazu będzie nas więcej. Wspólnie ze szkołami i z pracodawcami jesteśmy w stanie przygotować szersza reprezentacje, bo przyświeca nam ten sam cel i pasja. Wszystkich, którzy chcieliby w tym pomóc, serdecznie zapraszamy do współpracy.

Quo vadis, platformo?


Platforma EPALE powinna w jeszcze większym stopniu stanowić przestrzeń do nauki dla osób zajmujących się edukacja dorosłych – uznali uczestnicy konferencji EPALE zorganizowanej w Budapeszcie

W programie spotkania odbywającego się pod hasłem „Wspólny rozwój: wspieranie społeczności edukacji dorosłych” było m.in. dziesięć sesji warsztatowych. Ich tematem były kierunki rozwoju edukacji dorosłych oraz Europejskiej Platformy na rzecz uczenia się dorosłych w Europie. Uczestnicy rozmów dzielili się doświadczeniem w zakresie współpracy z interesariuszami w swoich krajach, omawiali skuteczność działań promocyjnych, a także podkreślali potrzebę współdziałania z innymi programami, np. PO WER.

Najistotniejszym elementem tej części programu była wspólna prezentacja polskiego i maltańskiego biura EPALE, w trakcie której Małgorzata Dybała i Mahira Spiteri pochwaliły się osiągnieciami swoich zespołów w 2018 r. Wystąpienie zaowocowało tym, ze polskie biuro EPALE będzie prowadzić szkolenia online dla innych krajów. – Duet polsko-maltański na długo pozostanie w mojej pamięci. Myślę, ze w przyszłości podczas takich spotkań wspaniale byłoby usłyszeć nieco więcej od reprezentantów z innych państw – mówi Monika Sulik, ambasadorka EPALE.

Podczas licznych dyskusji, zarówno oficjalnych, jak i nieoficjalnych, jak i kuluarowych, przedstawiciele sektora edukacji dorosłych postulowali, by w przyszłości na platformie prezentowano większa liczbę przykładów dobrych projektów czy inspirujących historii. Zdaniem uczestników konferencji, z EPALE należy uczynić przestrzeń do nauki – narzędzie współpracy dla międzynarodowej społeczności edukatorów. Pracownicy krajowych biur EPALE, interesariusze, ambasadorzy platformy, przedstawiciele Komisji Europejskiej dyskutowali również o rozwoju europejskiej agendy na rzecz uczenia się dorosłych po 2020 r.

Konferencje w Budapeszcie zwieńczyła sesja przeznaczona dla przedstawicieli krajowych biur EPALE, na której główne biuro z Wielkiej Brytanii przedstawiło pakiet usprawnień technicznych i wizualnych. Rozmawiano o przyszłości społeczności, współpracy z interesariuszami i miedzy poszczególnymi NSS-ami.

– Twórcy EPALE maja bardzo trudne zadanie: pogodzić interesy i potrzeby kilkudziesięciu krajów w Europie. Platformę tworzy przecież nie Bruksela, ale wszyscy jej zarejestrowani użytkownicy – podkreśla Piotr Maczuga, ambasador EPALE. – Zebranie w jednym miejscu kilkuset interesariuszy na dyskusje o przyszłości EPALE jest wiec pomysłem co najmniej niebezpiecznym – dodaje. W przypadku tej konferencji wszystko zostało ubrane w odpowiednia strukturę wyznaczana przez prezentacje, debaty i warsztaty, dlatego póki co trudno jest oceniać wydarzenie pod katem efektów, jakie przyniesie. Jestem jednak dobrej myśli, bo prawie trzysta mózgów w jednym miejscu nie może się mylić.

Zgromadzenie wszystkich uczestników formalnej i nieformalnej części programu było okazja do nawiązywania kontaktów z innymi biurami EPALE oraz europejskimi interesariuszami edukacji dorosłych w celu przyszłej współpracy i projektów, oraz do podniesienia świadomości na temat możliwości oferowanych przez EPALE. – To było naprawdę bardzo interesujące wydarzenie – mówi ambasadorka EPALE Monika Gromadzka. – Zarówno sesje plenarne, podczas których prelegenci ukazywali obecny dorobek EPALE, jak i sesje warsztatowe, na których skupialiśmy się na wypracowywaniu nowych, jeszcze lepszych rozwiązań, które można by było zaimplementować na platformie, były niezwykle inspirujące – dodaje.

 

Przekraczanie granic


Jesienna trasa Mobilnego Centrum Edukacyjnego nie była przypadkowa. Ciężarówka odwiedziła laureatów konkursu European Language Label (ELL), w którym staja w szranki szkoły i instytucje prowadzące projekty językowe

Jury ELL wyróżnia te placówki, które postarały się, by udział w organizowanym przez nie przedsięwzięciu zmienił edukacyjne losy uczniów, by otworzył im oczy na nieznane sposoby uczenia się jeżyków obcych. Europejska oznakę jakości w nauczaniu jeżyków obcych otrzymują zatem projekty innowacyjne – choć nieraz sięgające po tradycyjne metody i techniki.

Pierwsza stacja: Gdynia, 3 X

Zamachy terrorystyczne i kryzys migracyjny wywołują skrajne reakcje młodzieży. Potrzeba autoekspresji wobec trudnych tematów skłoniła nastolatków z Zespołu Szkół nr 1 im. Marynarki Wojennej RP w Gdyni do zaangażowania się w wielojęzyczna inicjatywę obejmująca 13 krajów z trzech kontynentów. Osia projektu D.I.A.L.O.G. był Teatr Forum, tj. budowanie multimedialnych spektakli podejmujących temat kryzysu uchodźczego tak, jak widza go uczniowie. Przedstawieniom towarzyszy Manifest głoszący idee united in diversity. Podkreśla znaczenie wzajemnego szacunku i życzliwości i pozwala młodym uwierzyć, ze dialog jest możliwy.

Druga stacja: Szamotuły, 12 X

„Living together – Multiculturalism in the Polish-Lithuanian Commonwealth” to projekt, którego organizatorzy postanowili „ugryźć” popularne pojęcie wielokulturowości oraz zwiększyć świadomość kulturowo – historyczna młodzieży z Zespołu Szkół nr 1 im. Piotra Skargi. Uczniowie, sięgając do historii swojego regionu, debatowali nad poprawnością polityczna i narosłym przez dekady stereotypem Żydów, Niemców, oledrów czy Czechów. Ślad w pamięci uczniów pozostawiła wizyta rówieśników z USA. Pozwoliła polskiej młodzieży „zanurzyć się” nie tylko w jeżyku, ale tez w na nowo odkrywanej historii Polaków i Żydów.

Trzecia stacja: Zgłobień, 16 X

Jeśli innowacyjność kojarzymy z nowymi technologiami, to „Pen Pal Project” burzy ten schemat – dotyczy bowiem… pisania listów. Ponad setka uczniów ze Szkoły Podstawowej im. Kardynała Wyszyńskiego w Zgłobniu i Friedriech-Ruckert-Gymnasium w Düsseldorfie przez pół roku korespondowała ze sobą, szlifując jeżyk angielski. Pod okiem Karoliny Majdzinskiej-Nowak uczniowie poznawali nawzajem swoja kulturę oraz uczyli się tolerancji. Więcej na: jows.pl/wydania/201803.

Czwarta stacja: Turek, 23 X

Projekt „Innowacje Nowoczesne Technologie Języki Obce w kontekście strategii rozwoju Powiatu Tureckiego” to przede wszystkim wspólnie wypracowane metody nauczania języków. Jedna z nich – uczenie przez nauczanie – pozwoliła młodzieży szkół średnich przyjąć role liderów grup uczniów z podstawówek i, podczas przekazywania im wiedzy z różnych przedmiotów w językach obcych (!), zdobywać miękkie kompetencje potrzebne na rynku pracy. Młodszym zaś – na zajęciach Akademii Młodego Inżyniera w szkołach średnich – zapewniła nie lada atrakcje: naukę z prawdziwymi robotami. Więcej o projekcie na: jows.pl/wydania/201803.

Piata stacja: Udanin, 8 XI

Czy zafascynowana programowaniem nauczycielka angielskiego może sprawić, by dzieci pokochały naukę jeżyka? Może, jeśli wykorzysta największe pokusy współczesnych uczniów: smartfony, media społecznością i kanał YouTube. Jolanta Gradowska, koordynatorka projektu „IT dla mnie – technologia i nauka języka angielskiego” z Zespołu Szkolno-Przedszkolnego w Udaninie, postanowiła przy okazji sięgnąć po postcrossing, czyli t tradycyjna wymianę odręcznie wypisywanych pocztówek. Okazało się to strzałem w dziesiątkę! Więcej na: jows.pl/wydania/201803.

Szósta stacja: Wrocław, 30 XI

Projekt Zespołu Szkół nr 19, „Beyond the Borders” – jak sama nazwa wskazuje – powstał po to, by przekraczać granice zbudowane na odmienności – np. rasy czy narodowości. 75 nastolatków z Polski, Francji i Włoch mierzyło się z takimi wyzwaniami jak wdrażanie polityki włączającej w ich własnych szkołach. Posługując się jeżykiem angielskim, młodzież wymieniała się opiniami i przeprowadzała wywiady z dyrektorami i uczniami z grup defaworyzowanych. – Zachęcałam uczniów do wytężonej pracy, starając się dać im jednak jak największa swobodę – mówi Iwona Jodłowska, koordynatorka polskiej odsłony projektu.

Podróżnicy bez zobowiązań


Rzecznik Komisji Europejskiej wspominał swego czasu, że w czasie jego kadencji największe zainteresowanie mediów wzbudziła decyzja Komisji o złagodzeniu regulacji dotyczących krzywizny ogórków. A jakie unijne działania dla młodzieży najbardziej ostatnio zainteresowały dziennikarzy? Dobiegające końca prace nad nową strategią dla młodzieży? Inauguracja Europejskiego Korpusu Solidarności? Nic z tych rzeczy. Największym echem odbiła się skromna (pod względem budżetowym) i niezbyt wyrafinowana (jeśli chodzi o zasady) inicjatywa niemieckiego europosła Manfreda Webera Discover EU, w ramach której każdy 18-latek z UE mógł ubiegać się o darmowy bilet kolejowy na podróż po Starym Kontynencie.

Pierwsza edycja Discover EU rozpoczęła się w czerwcu. 15 tys. biletów rozeszło się bez problemów w dużej mierze właśnie dzięki mediom, które wyręczyły organizatorów w działaniach promocyjnych. O inicjatywie pisały największe europejskie dzienniki. I choć przekaz nie wszędzie był pozytywny (niemieckim mediom nie podobało się rozdawanie biletów bez żadnych zobowiązań dla laureatów), efektem rozgłosu była lawina zgłoszeń i… pytań – do Komisji Europejskiej, biur Eurodesku i operatora odpowiedzialnego za zakup i dystrybucję biletów. Konsultanci Eurodesku odpowiedzieli na blisko 5,5 tys. pytań, dystrybutorowi biletów zdarzało się prowadzić jednocześnie ponad 5 tys. czatów. W ciągu miesiąca strona Discover EU zanotowała ponad milion odwiedzin, a w dwa tygodnie zarejestrowało się na niej ponad 100 tys. ludzi, z których prawie co piąty był Niemcem, a co szesnasty Polakiem.

Projekt szybko zaczął żyć własnym życiem – na jego facebookowym fanpage’u podróżujący 18-latkowie łączyli się w grupy, umawiali na spotkania, oferowali oprowadzenie po mieście, a nawet zakwaterowanie. Przy okazji okazało się, że pracownicy Komisji to niekoniecznie sztywni krawaciarze patrzący na świat przez pryzmat regulaminów. Gdy jeden z biletów wylosował niemal całkowicie sparaliżowany Hiszpan, urzędnicy poświęcili prawie dwa miesiące, by zorganizować mu bezpieczną podróż do Amsterdamu. Pracownicy Komisji pomogli też ubogiemu Brytyjczykowi – jeden zapewnił mu w Brukseli wyżywienie, inny przenocował. By porozmawiać z podróżującymi osiemnastolatkami, pracownica działu PR Komisji zaprosiła ich na spotkanie na Grand Place w Brukseli. W kilkugodzinnej rozmowie na trotuarze uczestniczyło kilkanaście osób, m.in. Brytyjczyk, który z zażenowaniem przyznał się, że głosował za brexitem (zdanie oczywiście zmienił).

Jeszcze w trakcie pierwszej edycji projektu Komisja zapowiedziała jego kontynuację. Słowa dotrzymała. Druga edycja Discover EU ruszyła pod koniec listopada. Zasady nieco zmodyfikowano – wyjeżdżać można będzie przez ponad sześć miesięcy (od 15 kwietnia do 31 października 2019 r.). Rozstrzygnięcie konkursu nastąpi 10 stycznia. •

Nowy rok, nowe priorytety


Wiemy już, jak wygląda Przewodnik po programie Erasmus+ na 2019 r. Zmiany te są szczególnie istotne dla szkół

W Przewodniku… Komisja Europejska na nowo sformułowała siedem priorytetów horyzontalnych i wyszczególniła priorytety edukacji szkolnej. Wśród nich na uwagę zasługuje ten dotyczący wspierania edukatorów. W 2019 r. promowane będą działania związane m.in. z ich rozwojem zawodowym w zakresie nawiązywania współpracy, organizacji wymian oraz łączenia edukacji z badaniami i innowacjami. Mocniej wspierane będą też działania na rzecz popularyzacji innowacyjnych metod nauczania i oceniania uczniów. Innym nowym priorytetem jest przejrzystość i uznawanie umiejętności i kwalifikacji. Zainteresuje to szczególnie osoby, które podnoszą swoje kompetencje w ramach uczenia się pozaformalnego i nieformalnego. Szkoły przygotowujące wniosek o dofinansowanie, powinny wskazać, w który z priorytetów programu Erasmus+ wpisuje się tematyka planowanej inicjatywy. Maksymalnie można wybrać trzy priorytety, a swój wybór należy uzasadnić.

Projekty Partnerstw strategicznych powinny służyć: opracowaniu, przekazaniu lub wdrożeniu innowacyjnych praktyk, a także realizacji wspólnych inicjatyw promujących współprace, partnerskie uczenie się i wymianę doświadczeń na szczeblu europejskim. Celem partnerstw może być także akcentowanie wspólnych wartości (takich jak wolność, włączenie społeczne, tolerancja i niedyskryminacja) oraz wspieranie różnorodności i budowa poczucia odpowiedzialności za wspólne wartości. W przyszłym roku doceniane będą również projekty służące rozwojowi kompetencji społecznych, obywatelskich i międzykulturowych. Zgodnie z Przewodnikiem… mobilności uczniów maja się przyczyniać do wzmocnienia europejskiego wymiaru pracy szkoły, rozwijać zdolności do współpracy transgranicznej oraz zachęcać do podejmowania wyzwań.

Jeśli chodzi o priorytety sektorowe, ważne zmiany dotyczą platformy eTwinning. Komisja Europejska zachęca, by łączyć wyjazdy ze współpraca w ramach tego programu – tak, by pogłębić, wzbogacić i zwiększyć częstotliwość kontaktów miedzy uczniami i nauczycielami z różnych krajów. Dotychczas platforma eTwinning służyła do przygotowania koncepcji projektów oraz ich opisywania – wnioskodawcy deklarowali to we wniosku o dofinansowanie. W konkursie 2019 r. poza deklaracja wymagany będzie szczegółowy opis pracy – na platformie eTwinning trzeba będzie m.in. precyzyjnie pracy, a także wskazać stopień zaangażowania uczniów w działania.

Wśród priorytetów sektorowych edukacji szkolnej wskazano również naukę jeżyków obcych. Promowane będzie kompleksowe podejście zarówno do nauczania, jak i do uczenia się jeżyków przy zwróceniu uwagi na wczesne rozpoczęcie nauki. Ważne będzie wykorzystanie nowych technologii oraz włączanie elementów jeżyka do różnych programów nauczania.

Podobnie jak w ubiegłych latach, w nowym Przewodniku… szczególna wagę przywiązuje się do długoterminowych mobilności nauczycielskich i uczniowskich jako doskonałego narzędzia wszechstronnego rozwoju, tzw. zanurzenia kulturowego oraz praktycznej nauki jeżyka. Dlatego tez promowane Beda rozwiązania uwzgledniające uznawalność okresu nauki za granica. W 2019 r. projekty obejmujące długoterminowe mobilności w Akcji 2. Będą mogły trwać nawet trzy lata. Czas realizacji pozostałych inicjatyw wynosić będzie od 12 do 24 miesięcy.