Przekraczanie granic


Jesienna trasa Mobilnego Centrum Edukacyjnego nie była przypadkowa. Ciężarówka odwiedziła laureatów konkursu European Language Label (ELL), w którym staja w szranki szkoły i instytucje prowadzące projekty językowe

Jury ELL wyróżnia te placówki, które postarały się, by udział w organizowanym przez nie przedsięwzięciu zmienił edukacyjne losy uczniów, by otworzył im oczy na nieznane sposoby uczenia się jeżyków obcych. Europejska oznakę jakości w nauczaniu jeżyków obcych otrzymują zatem projekty innowacyjne – choć nieraz sięgające po tradycyjne metody i techniki.

Pierwsza stacja: Gdynia, 3 X

Zamachy terrorystyczne i kryzys migracyjny wywołują skrajne reakcje młodzieży. Potrzeba autoekspresji wobec trudnych tematów skłoniła nastolatków z Zespołu Szkół nr 1 im. Marynarki Wojennej RP w Gdyni do zaangażowania się w wielojęzyczna inicjatywę obejmująca 13 krajów z trzech kontynentów. Osia projektu D.I.A.L.O.G. był Teatr Forum, tj. budowanie multimedialnych spektakli podejmujących temat kryzysu uchodźczego tak, jak widza go uczniowie. Przedstawieniom towarzyszy Manifest głoszący idee united in diversity. Podkreśla znaczenie wzajemnego szacunku i życzliwości i pozwala młodym uwierzyć, ze dialog jest możliwy.

Druga stacja: Szamotuły, 12 X

„Living together – Multiculturalism in the Polish-Lithuanian Commonwealth” to projekt, którego organizatorzy postanowili „ugryźć” popularne pojęcie wielokulturowości oraz zwiększyć świadomość kulturowo – historyczna młodzieży z Zespołu Szkół nr 1 im. Piotra Skargi. Uczniowie, sięgając do historii swojego regionu, debatowali nad poprawnością polityczna i narosłym przez dekady stereotypem Żydów, Niemców, oledrów czy Czechów. Ślad w pamięci uczniów pozostawiła wizyta rówieśników z USA. Pozwoliła polskiej młodzieży „zanurzyć się” nie tylko w jeżyku, ale tez w na nowo odkrywanej historii Polaków i Żydów.

Trzecia stacja: Zgłobień, 16 X

Jeśli innowacyjność kojarzymy z nowymi technologiami, to „Pen Pal Project” burzy ten schemat – dotyczy bowiem… pisania listów. Ponad setka uczniów ze Szkoły Podstawowej im. Kardynała Wyszyńskiego w Zgłobniu i Friedriech-Ruckert-Gymnasium w Düsseldorfie przez pół roku korespondowała ze sobą, szlifując jeżyk angielski. Pod okiem Karoliny Majdzinskiej-Nowak uczniowie poznawali nawzajem swoja kulturę oraz uczyli się tolerancji. Więcej na: jows.pl/wydania/201803.

Czwarta stacja: Turek, 23 X

Projekt „Innowacje Nowoczesne Technologie Języki Obce w kontekście strategii rozwoju Powiatu Tureckiego” to przede wszystkim wspólnie wypracowane metody nauczania języków. Jedna z nich – uczenie przez nauczanie – pozwoliła młodzieży szkół średnich przyjąć role liderów grup uczniów z podstawówek i, podczas przekazywania im wiedzy z różnych przedmiotów w językach obcych (!), zdobywać miękkie kompetencje potrzebne na rynku pracy. Młodszym zaś – na zajęciach Akademii Młodego Inżyniera w szkołach średnich – zapewniła nie lada atrakcje: naukę z prawdziwymi robotami. Więcej o projekcie na: jows.pl/wydania/201803.

Piata stacja: Udanin, 8 XI

Czy zafascynowana programowaniem nauczycielka angielskiego może sprawić, by dzieci pokochały naukę jeżyka? Może, jeśli wykorzysta największe pokusy współczesnych uczniów: smartfony, media społecznością i kanał YouTube. Jolanta Gradowska, koordynatorka projektu „IT dla mnie – technologia i nauka języka angielskiego” z Zespołu Szkolno-Przedszkolnego w Udaninie, postanowiła przy okazji sięgnąć po postcrossing, czyli t tradycyjna wymianę odręcznie wypisywanych pocztówek. Okazało się to strzałem w dziesiątkę! Więcej na: jows.pl/wydania/201803.

Szósta stacja: Wrocław, 30 XI

Projekt Zespołu Szkół nr 19, „Beyond the Borders” – jak sama nazwa wskazuje – powstał po to, by przekraczać granice zbudowane na odmienności – np. rasy czy narodowości. 75 nastolatków z Polski, Francji i Włoch mierzyło się z takimi wyzwaniami jak wdrażanie polityki włączającej w ich własnych szkołach. Posługując się jeżykiem angielskim, młodzież wymieniała się opiniami i przeprowadzała wywiady z dyrektorami i uczniami z grup defaworyzowanych. – Zachęcałam uczniów do wytężonej pracy, starając się dać im jednak jak największa swobodę – mówi Iwona Jodłowska, koordynatorka polskiej odsłony projektu.

Case study na czasie


Pasywna znajomość języka obcego nie wystarczy kandydatom, by zachwycić przyszłych pracodawców. Liczy się też to, czy młodzi potrafią w obcym języku zaprezentować swoje kompetencje miękkie

W programach studiów biznesowych bardzo często brakuje osobnych przedmiotów poświęconych analizie strategii skutecznego negocjowania, sztuce prezentowania czy właściwej argumentacji. Tymczasem w międzynarodowych korporacjach, w których coraz więcej studentów i absolwentów szuka pracy, wymagana jest nie tylko pasywna znajomość języka obcego, ale jej aktywne zastosowanie – na przykład przy prowadzeniu negocjacji. Szkolenie umiejętności miękkich powinno być więc realizowane także na zajęciach z języka obcego. Dzięki temu przyszły absolwent nie będzie miał trudności z zastosowaniem określonych struktur i wyrażeń językowych w połączeniu ze strategiami negocjacyjnymi czy umiejętnością prezentacji określonych treści.

Jedną z najbardziej efektywnych metod kształtowania umiejętności miękkich na zajęciach językowych jest zastosowanie studium przypadku (case study). Jest ono swoistą opowieścią: relacją zawierającą w sobie opis szczególnego wydarzenia, wyjątkowej sytuacji lub po prostu interesującego splotu wydarzeń; relacją, której głównymi bohaterami mogą być jednostki, organizacje, procesy, instytucje lub po prostu same opisywane w danym studium wydarzenia (Dańda, Lubecka 2010:4).

Case study pozwala na prześledzenie zachowania osób zaangażowanych w dane wydarzenie oraz skomentowanie podjętych przez nich decyzji. Analizując autentyczny materiał, osoba biorąca udział w ćwiczeniu przestaje być tylko biernym obserwatorem – staje się uczestnikiem relacji. Przyglądając się historii danej firmy, ocenia, czy podjęte decyzje były słuszne i jaki miały wpływ na jej losy. Może też zastanowić się nad alternatywnymi rozwiązaniami, niejako negocjując w ich imieniu przy użyciu adekwatnych argumentów. Początkowo dla osoby nauczającej samodzielne przygotowanie zadań będzie pewnym wyzwaniem. Warto jednak pamiętać, że sporo inspirujących materiałów – m.in. autentycznych opisów sytuacji – można dziś znaleźć w internecie, np. na stronie www.studiumprzypadku.edu.pl.

Metoda case study świetnie nadaje się, aby zastosować ją na zajęciach z lektoratu języka specjalistycznego – może być to język gospodarczy, prawniczy lub techniczny. Najistotniejsze, aby uczestnicy ćwiczenia mogli w nim odnaleźć sytuacje znane z innych zajęć specjalistycznych, związane np. z wyborem kontrahenta na podstawie danych o sprzedaży czy profilu działalności firmy lub podejmowaniem decyzji nt. strategii rozwoju firmy. Zajęcia z wykorzystaniem case study powinny być poprzedzone prezentacją strategii negocjacyjnych oraz wskazaniem środków językowych, które na etapie realizacji zadania uczestnicy będą mogli wykorzystać.

Z badań przeprowadzonych przez K.M. Bonney wynika, że zastosowanie case study zwiększa efektywność działań studentów i ich postrzeganie korzyści z opanowanego materiału. Wykorzystanie tej metody pozwala na wykształcenie w uczestnikach przede wszystkim umiejętności: pozyskiwania informacji, formułowania argumentów, łączenia faktów i wyciągania na ich podstawie wniosków. Case study rozwiązywane są w zespołach dwu- lub kilkuosobowych, co istotnie wspiera też – tak cenioną przez pracodawców – umiejętność współpracy. •

Uwaga na język!


Po raz szesnasty jury konkursu European Language Label przyznało europejski znak innowacyjności w dziedzinie nauczania i uczenia się języków obcych. Poznajmy cztery zwycięskie projekty!

 

ELF – ENGLISH LANGUAGE FRIENDS – nagrodzony w kategorii specjalnej z okazji 30-lecia programu Erasmus

 Majstersztyk! – tak projekt ten podsumowała jedna z jurorek konkursu. Wszystko zaczęło się w 2015 r. od pomysłu Barbary Głuszcz, nauczycielki w Szkole Podstawowej nr 4 im. W. Broniewskiego w Zambrowie, i przyznanego jej erasmusowego grantu. Jak mówią szkolni realizatorzy projektu, ELF powstał po to, by uczniowie w małym miasteczku, gdzie trudno o obcokrajowców mogli nawiązać kontakt z rówieśnikami z innych krajów i doskonalić znajomość języka. Przedsięwzięcie z udziałem młodych ludzi z Chorwacji, Czech, Finlandii, Grecji, Turcji i Włoch nie tylko otworzyło zambrowianom drzwi do innych kultur, ale przede wszystkim podniosło ich samoocenę, uzmysławiając im, że w niczym nie są gorsi.

Główny bohater inicjatywy, tytułowy Elf, towarzyszył uczniom w konkursach szkolnych (realizowanych przy użyciu VoiceThread), przy tworzeniu trójwymiarowych książeczek (w serwisie Zooburst), pisaniu opowiadań (z pomocą narzędzia BoomWriter) czy redagowaniu czasopisma (15 wydanych numerów!).

Blog projektu: http://elfzambrow.blogspot.com

 

WARSZTATY JĘZYKOWE W NIEMCZECH

Autorzy projektu z Zespołu Szkół Ogólnokształcących i Technicznych w Jeleniej Górze chcieli wyjść poza klasę szkolną, która, jak sami twierdzą, uczniom kojarzy się zawsze z obowiązkiem nauki. Od 1998 r. (!) serwują więc młodym spotkania z rodowitymi Niemcami w autentycznych sytuacjach na ulicach Görlitz. Uczniowie w wieku od 16 do 19 lat sami robią zakupy, wypożyczają książki i pytają mieszkańców miasta o ich pasje. Efekt? Przełamywanie barier, zaszczepianie otwartości na inną kulturę, rozwijanie umiejętności pracy w grupie. – Nauka języka w tej formie jest dla uczniów przygodą – zauważają koordynatorzy projektu.

Strona www: zsoit.jgora.pl/warsztaty-jezykowe-w-niemczech

 

PROGRAM ENGLISH TEACHING

Językowcom uczącym języka angielskiego nie trzeba przedstawiać ani fundacji NIDA z Nidzicy, ani prowadzonego przez nią programu English Teaching. Inicjatywa ta, powołana przez Polsko-Amerykańską Fundację Wolności, wspiera nauczycieli-anglistów z małych miast i wsi, aby wyrównywać szanse dzieci i młodzieży w zakresie kompetencji językowych. W szkołach, świetlicach, domach dziecka i ośrodkach socjoterapii uczniowie uczestniczą w bezpłatnych zajęciach prowadzonych metodą nauki poprzez zabawę: bez podręczników, testów i ocen, za to z udziałem native speakerów. Nauczyciele natomiast mogą przebierać w szkoleniach, z English Teaching Market – Ogólnopolskim Spotkaniem Nauczycieli Języka Angielskiego na czele. Co im to daje? – Ich codzienna praca przynosi im więcej satysfakcji, czują się zainspirowani i doceniani – oceniają koordynatorzy inicjatywy.

Strona www: englishteaching.org.pl

 

FIT FOR WORK IN EUROPE

Aby młodzi nie bali się podejmować wyzwań na europejskim rynku pracy, nauczyciele z II Liceum Ogólnokształcącego z Oddziałami Dwujęzycznymi im. św. Królowej Jadwigi w Siedlcach zaproponowali im rozpoznanie wymagań tego rynku już na etapie edukacji. A wszystko to po angielsku… a nawet w kilku innych językach. W projekcie brali bowiem udział uczniowie z Niemiec, Hiszpanii, Węgier i Francji, wspólnie poszukując podobieństw i różnic w funkcjonowaniu rynków pracy w krajach partnerskich. Młodzi ludzie odwiedzali instytucje doradztwa zawodowego, dopytywali pracowników branży HR o oczekiwania pracodawców, pisali listy motywacyjne… Efekty przedstawiali sobie nawzajem, spotykając się i kontaktując drogą elektroniczną.

Strona www: erasmus-fitforwork.com

Angielski? Jakoś przemykał…


„Języki Obce w Szkole” skończyły 60 lat. O historii i roli kwartalnika rozmawiamy z prof. Hanną Komorowską, przewodniczącą Rady Programowej JOwS.

Trafiła Pani do „Języków Obcych w Szkole” pod koniec lat 60. i poświęciła im pół wieku. Jak to się wszystko zaczęło?

Połączył mnie z pismem ciąg przypadków. Jeszcze w czasie studiów trafiłam do Pracowni Języków Obcych w kierowanym przez prof. Wincentego Okonia Instytucie Pedagogiki i, nie mając jeszcze magisterium, rozpoczęłam na jego polecenie szukanie materiałów do pracy doktorskiej. Już na początku poszukiwań trafiłam na „Języki Obce w Szkole”. Zainteresowałam się nimi, ale nie miałam zielonego pojęcia, że nie minie kilka miesięcy i będę musiała się tymi „Językami…” zajmować. A to dlatego, że dydaktycy z IP musieli uczestniczyć w pracach komisji do spraw programów i podręczników.

Kim byli ci, którzy tworzyli wówczas pismo?

Znalazłam się w kręgu takich osób, jak Smólska, Zawadzka, Prejbisz, Rosiński, Sabiłło – oni wtedy mieli po 50, 60 lat. To byli ludzie, którzy uzyskali wykształcenie uniwersyteckie jeszcze przed wojną, i, co tu dużo mówić, pochodzili z tego jednego procenta ocalałej inteligencji. W związku z tym osoby te miały przedwojenny sznyt. W sposobie mówienia narzucały pewną logikę i systematyczność wywodu, ponieważ uważały, że jest to element starannego wykształcenia.

Jak to środowisko językowe było traktowane przez władzę? Przecież to byli ludzie, którzy zajmowali się językami zza żelaznej kurtyny.

JOwS miały w sobie jeszcze rosyjski, który był przecież – z punktu widzenia władzy – bardzo w porządku. Dużo było łaciny. Proszę pamiętać, że niemiecki nie był zachodni, tylko enerdowski. Francuski był też w porządku, bo wielcy Francuzi byli wtedy w większości komunistami, niestety. „L’Humanité” było gazetą, której wolno było leżeć w ówczesnych klubach MPiK, bo to był organ Francuskiej Partii Komunistycznej. No i angielski w tym wszystkim jakoś się przemykał.

Na początku pismo musiało zawalczyć w ogóle o istnienie języków w edukacji, a także o scalenie środowiska.

Tak, to prawda. Gdy JOwS powstały, służyły upewnieniu się, że my, filolodzy, w ogóle jesteśmy. I że jest nas więcej niż jeden. W pierwszym okresie ważne było również przekazywanie tych wartości, o których jeszcze pamiętano sprzed wojny. Stąd w piśmie było sporo literatury i kultury, i stąd taka kolosalna rola łaciny. Mogła ona bezpiecznie tę kulturę, wartości, moralność i etykę krzewić.

Z czasem jednak rola czasopisma się zmieniała…

W końcówce lat 60. to było przede wszystkim chłonięcie wszystkiego, co można było dostać z Zachodu. Pamiętam, że kupowałam na Nowym Świecie albumy z ikonami rosyjskimi i posyłałam je do Stanów, a w zamian dostawałam książki. Później, w latach 80. kładziono duży nacisk na naturalną komunikację. Skoro dotyczyła sytuacji codziennych, nikomu nie zagrażała.

I przyszły lata 90., kiedy JOwS zaczęły drukować niemal wyłącznie scenariusze zajęć. Ale nie trwało to długo, bo pojawił się m.in. internet. Czy dzisiaj jeszcze jest potrzebne takie czasopismo?

Myślę, że ono teraz jest bardzo potrzebne, tylko rola jego powinna być zupełnie inna niż była w przeszłości. Ludzie, którzy piszą artykuły teoretyczne nie publikują w „Językach…”. Z kolei rzeczy praktyczne są w internecie. Natomiast artykuły teoretyczne, które jednocześnie niosą coś, co przyda się w klasie – nie mają dla siebie platformy. I tu widzę rolę dla „Języków…”.

Czyli popularyzacja wiedzy naukowej?

To jest popularyzacja, ale bardzo specjalistycznej wiedzy i na wysokim poziomie. To się już dzieje – i to jest na pewno dobry kierunek.

Rozmawiała Małgorzata Janaszek-Bazanek

Na zdjęciu: Prof. dr hab. Hanna Komorowska, kierownik Zakładu Językoznawstwa Stosowanego Uniwersytetu SWPS, wybitny naukowiec, autorka licznych publikacji z zakresu dydaktyki języków obcych, fot. K. Pacholak

Dobry nauczyciel, czyli kto?


Rozmowa z prof. Małgorzatą Pamułą-Behrens, przewodniczącą Rady Programowej Europejskiego Dnia Języków.

Sztuka uczenia przez sztukę


Aby sprostać wyzwaniom dzisiejszego świata, powinniśmy oferować uczniom więcej niż nawet bardzo atrakcyjną i urozmaiconą naukę samego języka – pisze laureatka European Language Label.

Usłyszeć Afrykę


Ten projekt pomógł nie tylko w nauce języka. Nasi uczniowie zrozumieli też, czym jest zjawisko dzieci ulicy – mówi Łukasz Rumiński, koordynator inicjatywy Międzykulturowe Tabletorium Językowe, nagrodzonej w konkursie European Language Label 2016.

Przedsięwzięcie zrealizowały Zespół Szkół im. Jana Pawła II w Jamielniku oraz placówka dla tzw. dzieci ulicy w Zambii – ośrodek Home of Hope w Lusace. Projekt był prowadzony w języku angielskim – uczniowie z Jamielnika kontaktowali się z młodymi Zambijczykami, pisali ćwiczenia językowe i quizy, tworzyli prezentacje i filmy, konstruowali gry edukacyjne, fiszki, mapy myśli. Koordynatorem Międzykulturowego Tabletorium Językowego był Łukasz Rumiński.

Skąd się wziął pomysł na to przedsięwzięcie?

Projekt powstał w wyniku zainteresowania młodzieży zjawiskiem tzw. dzieci ulicy w Afryce. Uczniowie pragnęli nawiązać kontakt z takimi osobami, poznać ich życie i problemy od podszewki, a przy tym spróbować nauczyć się czegoś od siebie nawzajem.

Jak zaczęła się współpraca?

Na realizację projektu otrzymaliśmy grant z programu English Teaching Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności, którego krajowym operatorem jest Nidzicka Fundacja Rozwoju NIDA. Pomogła nam również Fundacja Usłyszeć Afrykę, która skontaktowała nas z ośrodkiem Dom Nadziei Św. Wawrzyńca z Lusaki w Zambii oraz dostarczyła Afrykańczykom kupione przez nas tablety i fundusze na opłaty za internet. Mieliśmy wszystko, czego nam trzeba było.

Nie baliście się, że projekt się nie uda?

Początkowo obawialiśmy się, że Zambijczycy mogą mieć problemy z obsługą tabletów i posługiwaniem się internetem. Nigdy wcześniej nie mieli przecież styczności z tego typu technologią. Problem ten rozwiązał się po około dwóch tygodniach. Uczniowie praktycznie sami nauczyli się korzystać z urządzeń, co jest niesamowite i wydaje mi się, że mogłoby być dobrym materiałem do badań. Osoby niemające wcześniej styczności z nowymi technologiami potrafiły po dwóch tygodniach samodzielnie pracować z nami przez internet.

Jak wyglądała praktyczna strona projektu?

Kontaktowaliśmy się głównie poprzez platformę Edmodo, raz w tygodniu mieliśmy też umówione rozmowy poprzez Skype’a, na które przychodziły również osoby niebiorące czynnego udziału w projekcie. Formalnie uczestniczyło w nim pięcioro polskich i pięcioro zambijskich uczniów, ale w praktyce było ich więcej. Wiele osób przychodziło z czystej ciekawości, zobaczyć, jak wygląda życie i otoczenie Zambijczyków.

Pomiędzy rozmowami na Skypie obie grupy pracowały nad tworzeniem różnych aplikacji, filmów, prezentacji nawiązujących do ich krajów, które były później umieszczane na blogu projektu. W pamięci pozostanie nam rozmowa z Zambijczykami, w której wziął udział pochodzący z Zambii poseł na Sejm RP Killion Munyama. Spotkanie z nim było wielką uroczystością, w której uczestniczyła cała szkolna społeczność.

Jak Pan ocenia tę roczną współpracę, co ona dała młodym ludziom?

Z pewnością projekt pomógł uczniom zrozumieć, czym jest zjawisko dzieci ulicy i zobaczyć od podszewki, z jakimi problemami zambijscy uczniowie muszą sobie radzić. Jest to bardzo cenny bagaż doświadczeń, który pomoże uczestnikom inaczej spojrzeć na problemy dzisiejszego świata.

Opracowała MJB

Nagrody w tegorocznej edycji Konkursu European Language Label rozdano 19 września br. w Ministerstwie Edukacji Narodowej.
Więcej informacji na www.ell.org.pl

 

Deutsch hat Klasse


Niemiecki ma klasę to projekt mający na celu zmianę przestrzeni do nauki języka niemieckiego w szkołach. W tym roku nagrodzono go prestiżowym certyfikatem European Language Label.

O idei i realizacji projektu z Ulrike Würz (UW), dyrektorem działu językowego Instytutu Goethego, oraz Ewą Dorotą Ostaszewską (EDO), koordynatorką projektu, rozmawia Małgorzata Janaszek.

Jak traktujecie Panie tytuł projektu: metaforycznie, czy raczej dosłownie?

EDO: W obu znaczeniach. Chcieliśmy, aby nazwa projektu mówiła, że to, czego on dotyczy, dzieje się w klasie, a jednocześnie nawiązywała do jakości. Niemiecki ma klasę to nowa aranżacja klasy, nowy sposób nauki języka i nowy sposób współpracy, związany z ideami partycypacji.

Powiedzmy zatem coś więcej o tych trzech elementach. Zacznijmy od przestrzeni – dlaczego jest tak ważna w uczeniu się?

EDO: Wychodzimy z założenia, że wygląd sali lekcyjnej ma wpływ na to, jak zorganizowane jest uczenie się i jak wyglądają relacje między uczniami i nauczycielem. Dlatego z naszego punktu widzenia niezwykle istotna jest przestrzeń prospołeczna, czyli taka, która umożliwia komunikację. To nie może być miejsce, w którym wszyscy siedzą do siebie plecami! Potrzebna jest przestrzeń, w której stres i zahamowania związane z mówieniem są minimalizowane.

Druga rzecz to wystrój sal. Klasy często wyglądają tak samo latami: wciąż wiszą te same plakaty i tabele gramatyczne, których nikt nie czyta. W przypadku młodych ludzi, którzy zaczynają patrzeć krytycznie na swoje otoczenie, to się nie sprawdza. Dlatego oprócz zmiany ustawienia sali, ważne jest, aby w klasach pojawiły się prace uczniów, a nie gotowe materiały przyniesione przez nauczyciela. Powoduje to personalizację przestrzeni – uczeń, wchodząc do klasy, wie, że to on coś tutaj zrobił, tu są jego prace, jego zdjęcia.

Jak dobrze zorganizowana przestrzeń wpływa na uczenie się języka?

UW: W projekcie chodzi nam nie tylko o zmianę wystroju sali, ale też o zupełnie inne podejście do używania języka obcego. Klasa to często jedyne miejsce, gdzie możliwe jest zanurzenie się w języku i kulturze danego kraju, dlatego tak ważne jest stworzenie środowiska wspomagającego jej poznanie. Klasa ma stanowić rodzaj symulacji pozwalający wczuć się w życie mieszkańców innej kultury.

EDO: Młodzi ludzie chcą się uczyć czegoś, co ma sens, czegoś, co im się przyda. W projekcie stawiamy na naukę języka, która wynika z potrzeb uczących się: chcę coś powiedzieć i szukam struktury, jak to wyrazić po niemiecku, bez wyjaśniania reguł gramatycznych. Chcemy, aby już na wstępnym etapie uczenia się języka uczniowie nie bali się używać struktur gramatycznych, których nie ma w programie ich klasy. I to się udaje. Używam języka do moich potrzeb, a nie odwrotnie. To całkowicie zmienia stosunek do nauki.

Trzeci element to współpraca. Na czym ona polega?

EDO: Zwracamy uwagę, że to uczniowie są użytkownikami szkoły, a tak naprawdę rzadko kto ich pyta, jak by chcieli, żeby wyglądała szkoła. W projekcie Niemiecki ma klasę to uczniowie wychodzą z inicjatywą aranżacji przestrzeni i zorganizowania całego przedsięwzięcia. Muszą wypracować wspólne stanowisko, przez co uczą się współdziałać i dążyć do kompromisu. Jeśli pomysły są kosztowne, to młodzi mobilizują się do zebrania potrzebnych pieniędzy. Np. organizują kiermasze, na których sprzedają własnoręcznie zrobione produkty – ozdoby choinkowe, wieńce adwentowe. To przynosi bardzo dobre efekty – uczniowie są dumni ze swojej pracy. Po zakończonym projekcie zapraszają do swojej nowej sali innych uczniów, dyrekcję, a nawet władze lokalne i media.

UW: Projekt rzeczywiście uczy współpracy. Bardzo nam zależy, aby poprzez naukę języka młodzi ludzie uczyli się postaw obywatelskich i brali odpowiedzialność za siebie nawzajem i swoje otoczenie. To szczególnie istotne w zmieniającym się świecie, w zmieniającej się Europie.

W pierwszej edycji projektu Niemiecki ma klasę mogły wziąć udział szkoły gimnazjalne. Kolejna edycja, która ruszy jesienią, skierowana będzie do uczniów wszystkich typów szkół: podstawowych, gimnazjów, liceów, techników, szkół zawodowych. Udział w projekcie możliwy jest na zasadach konkursu. Zgłoszenia szkół przyjmowane są do 15 października br. Wszelkie informacje dostępne są na stronie internetowej: www.goethe.de/polska/nmk

Malin buszuje w internecie


Recenzje nowych witryn dotyczących edukacji i młodzieży

 

DROP’PIN@EURES | https://ec.europa.eu/eures/droppin/pl

Mimo pretensjonalnej nazwy Drop’pin@EURES to w gruncie rzeczy całkiem przydatny serwis internetowy. Wszystko, co pozwala ludziom, szczególnie młodym, znaleźć ciekawe zajęcie – staż, praktyki czy wolontariat – jest obecnie bardzo cenne. A tym właśnie zajmuje się drop’pin. Wiadomo, że chciałoby się od razu dobrze płatną pracę, jednak dobre na początek jest i to. Sam, gdybym miał dziesięć lub dwanaście lat mniej, zainteresowałbym się szczególnie ciekawie wyglądającymi stażami w branży IT. Niewielkim zgrzytem jest tylko fakt, że strona jest przetłumaczona na język polski tylko w części. Ale nie można mieć wszystkiego.

OPIN | https://opin.me

OPIN jego twórcy opisują jako: all-in-one digital and mobile participation toolbox. Typowa mowa-trawa, do której przyzwyczaiłem się, przez lata opisując różne inicjatywy unijne i okołounijne. Jak widać, ciągle wyrastają nowe. Oglądałem ten OPIN z każdej strony. Wiem, że są tam jakieś narzędzia, tylko nie wiem, jakie. Wiem, że można uzyskać wsparcie, tylko nie wiem, kto ma mnie wspierać i w czym. Wiem, że można „rozpocząć swój własny projekt”, tylko najwyraźniej w tym serwisie polega to na napisaniu tematu na forum.

Choć ma to wyglądać poważniej – serwis, działający obecnie w wersji testowej, czeka w 2017 r. second launch, a w 2018 nawet third launch (sic!)… Chyba nigdy nie zrozumiem, dlaczego tyle pracy wkłada się w takie przedsięwzięcia.

TRANZIT | www.coe.int/en/web/tranzit

Departament Młodzieży Rady Europy zrobił serwis Tranzit. Serwis ten jest ponoć platformą online przeznaczoną głównie dla pracowników młodzieżowych. Na pewno jedną pozytywną rzecz mogę o tym serwisie napisać: jest lepszy niż OPIN… Może jednak nie jestem grupą docelową takich stron i ktoś faktycznie zainteresowany tematyką ciekawe rzeczy tu znajdzie.

Dla mnie jedynym wartym uwagi elementem serwisu były dobre praktyki – faktycznie niektóre są bardzo ciekawe. Niestety, na innych podstronach jest już gorzej: w sekcji z newsami znalazłem raptem dwie informacje. Rozumiem, że serwis jest nowy, ale warto byłoby na początek dać nieco więcej, nieprawdaż?

Marcin Malinowski
Przez pięć lat pracował w placówce wychowania pozaszkolnego i prowadził Regionalny Punkt Informacyjny Eurodesk Polska. Potem przeszedł na ciemną stronę mocy, czyli do pracy w korporacji. Ale wciąż stara się trzymać rękę na pulsie i tematy informacji europejskiej i informacji młodzieżowej są mu bliskie.

Zapełnić niszę


Eksperci Komisji Europejskiej uznali projekt DysTEFL – Dysleksja dla nauczycieli języka angielskiego jako obcego za przykład success story*. Z koordynatorami przedsięwzięcia – Joanną Nijakowską i Marcinem Podogrockim – rozmawiała Małgorzata Janaszek

Celem projektu DysTEFL było przygotowanie kursu szkoleniowego i materiałów do pracy własnej dla obecnych i przyszłych nauczycieli języka angielskiego, którzy chcieliby skuteczniej pracować z uczniami z dysleksją. Przedsięwzięcie okazało się dużym sukcesem.

Joanna Nijakowska: To prawda. Otrzymaliśmy wiele nagród: European Language Label i nagrodę ELTon 2014 w kategorii Excellence in Course Innovation…

Jaki jest przepis na osiągnięcie takiego sukcesu w projekcie międzynarodowym?

JN: Przepis na sukces… [śmiech] Na to składa się na pewno wiele elementów. Wydaje mi się, że chodzi przede wszystkim o niesamowity entuzjazm i samozaparcie ludzi, którzy nad tym projektem pracowali i dążenie do wysokiego standardu przygotowywanych materiałów. Druga rzecz to śledzenie najnowszych trendów w szkoleniu nauczycieli i skonstruowanie tego kursu tak, żeby on tym trendom odpowiadał. I mówię nie tylko o kwestiach technicznych – takich, jak wykorzystanie nowych mediów – ale też o filozofii kursu, sprawie chyba ważniejszej. Opiera się ona na wizji nauczyciela jako refleksyjnego praktyka, który nie dostaje gotowych rozwiązań i recept, natomiast otrzymuje dużo informacji, które musi przetrawić, a następnie wyciągnąć z nich wnioski, by zastosować je we własnym kontekście edukacyjnym. Na samym początku może się to wydawać trudne, ale później nauczyciele są zachwyceni, dlatego że nie ma tu rozwiązań na zasadzie one size fits all. Żeby materiały były odpowiednie dla wszystkich, trzeba by ich stworzyć całą masę. A tu chodzi o to, żeby nauczyciel mógł sobie sam plastycznie poradzić i dostosować proponowane przez nas narzędzia i wzorce. Myślę, że w tym kryje się ten sukces. A najważniejsze jest to, że do tematu zawsze podchodziliśmy bardzo poważnie – uznaliśmy, że chcemy wprowadzić zmianę i myślę, że ta zmiana powoli się realizuje.

Teraz pracujecie nad DysTEFL2. Czym różnią się oba przedsięwzięcia?

JN: Doświadczenie z pierwszego projektu sprawiło, że grant na drugi dostaliśmy już w pierwszym podejściu. Umieliśmy napisać dokładnie to, co chcieliśmy zrobić. W pierwszym projekcie celem było stworzenie materiałów zarówno na poziomie kształcenia studentów, jak i doskonalenia zawodowego nauczycieli. Stworzyliśmy materiały do zajęć stacjonarnych – książkę dla trenera i dla studenta. Każdy z siedmiu partnerów organizował kursy, aby je przetestować. Sprawdzaliśmy także materiały do nauczania na odległość, do nauczania hybrydowego oraz do nauki indywidualnej. W fazie testowania uczestniczyło około 400 osób, zebraliśmy opinie i poprawiliśmy to, co było konieczne.

Drugi projekt skupia się na tworzeniu kursów i upowszechnianiu wypracowanych w pierwszym przedsięwzięciu materiałów, zarówno w szkołach, jak i wirtualnie. Cały czas współpracujemy z Lancaster University, tworząc kursy typu MOOC (Massive Open Online Course). Odbywają się one na profesjonalnej platformie Future Learn. Zeszłoroczna edycja zgromadziła ok. 18 tys. uczestników z całego świata. Wiemy już, że w tym roku będzie to podobna liczba.

Ogromne zainteresowanie kursem potwierdza, że wśród nauczycieli wiedza na temat uczenia dzieci z dysleksją nie jest duża…

JN: Nie jest, to prawda. Podczas działań projektowych prowadziliśmy badania naukowe dotyczące przekonań, postaw i wiedzy nauczycieli. Wynikało z nich, że nie byli oni szkoleni w tym zakresie w czasie studiów, mają niedostateczną wiedzę, czują się bezradni. Rozporządzenia ministra obligują ich do dostosowania metod pracy i wymagań w stosunku do osób ze specyficznymi trudnościami w uczeniu się, ale niestety nie bardzo wiedzą, jak sobie z tym poradzić. To się potwierdzało właściwie we wszystkich krajach, w których to badanie robiliśmy. W związku z tym kurs był odpowiedzią na bardzo określone potrzeby nauczycieli i został bardzo entuzjastycznie przyjęty. Nawet w najśmielszych marzeniach nie byliśmy w stanie przewidzieć, że projekt będzie miał takie oddziaływanie.

Projekty DysTEFL są realizowane w ramach konsorcjów międzynarodowych. Koordynatorem nagrodzonej inicjatywy był Uniwersytet Łódzki. Proszę powiedzieć, jak zarządza się takim dużym projektem?

Marcin Podogrocki: W 2008 r. na Uniwersytecie Łódzkim powołano specjalną jednostkę, która wspiera ciekawe pomysły na inicjatywy międzynarodowe. Pracownicy tego działu mają kompetencje związane z zarządzaniem projektami, ich ewaluacją, promocją, zapewnianiem jakości, czyli zestaw umiejętności niezbędnych do realizacji każdego projektu. Staramy się, aby w każdym przedsięwzięciu byli kierownik merytoryczny oraz kierownik projektu, którzy odpowiadają za dobry przebieg współpracy między partnerami w sferze prawnej i finansowej. Wydaje mi się, że taki model doskonale się sprawdza. W przypadku projektu DysTEFL na razie działa to bardzo dobrze.

Czy będzie DysTEFL3?

JN: To pytanie pada tak często, w tak różnych kontekstach, że będziemy musieli podjąć się tego zadania. Myślimy cały czas o kontynuacji, ale w tym momencie jeszcze nie wiemy, co to będzie. Trzeba znowu wejść w coś ciekawego i wypełnić jakąś lukę, niszę, robić coś, czego nikt inny nie robił i coś, co będzie miało dużą wartość dodaną.

*Tytuł success story jest nadawany przez KE zakończonym projektom – zrealizowanym w ramach programów: „Uczenie się przez całe życie”, Tempus, Erasmus Mundus lub Erasmus+ – które znacząco przyczyniły się do osiągniętego rozwoju danej dziedziny, wyróżniły się dużą innowacyjnością i mogą stanowić inspirację dla innych. Obecnie w bazie Erasmus+ Project Results Platform znajduje się 23 597 zakończonych projektów, z których tylko 118 uzyskało status success story.

 

Uczysz? Skorzystaj!
Osoby zainteresowane pogłębieniem wiedzy na temat projektów DysTEFL1 i DysTEFL2 zachęcamy do odwiedzenia strony www.dystefl.eu. Znajdują się tam podręczniki dla trenera i studenta oraz kurs online opracowany podczas projektu. Wszystkie materiały udostępniane są bezpłatnie na licencji Creative Commons.