Deutsch hat Klasse


Niemiecki ma klasę to projekt mający na celu zmianę przestrzeni do nauki języka niemieckiego w szkołach. W tym roku nagrodzono go prestiżowym certyfikatem European Language Label.

O idei i realizacji projektu z Ulrike Würz (UW), dyrektorem działu językowego Instytutu Goethego, oraz Ewą Dorotą Ostaszewską (EDO), koordynatorką projektu, rozmawia Małgorzata Janaszek.

Jak traktujecie Panie tytuł projektu: metaforycznie, czy raczej dosłownie?

EDO: W obu znaczeniach. Chcieliśmy, aby nazwa projektu mówiła, że to, czego on dotyczy, dzieje się w klasie, a jednocześnie nawiązywała do jakości. Niemiecki ma klasę to nowa aranżacja klasy, nowy sposób nauki języka i nowy sposób współpracy, związany z ideami partycypacji.

Powiedzmy zatem coś więcej o tych trzech elementach. Zacznijmy od przestrzeni – dlaczego jest tak ważna w uczeniu się?

EDO: Wychodzimy z założenia, że wygląd sali lekcyjnej ma wpływ na to, jak zorganizowane jest uczenie się i jak wyglądają relacje między uczniami i nauczycielem. Dlatego z naszego punktu widzenia niezwykle istotna jest przestrzeń prospołeczna, czyli taka, która umożliwia komunikację. To nie może być miejsce, w którym wszyscy siedzą do siebie plecami! Potrzebna jest przestrzeń, w której stres i zahamowania związane z mówieniem są minimalizowane.

Druga rzecz to wystrój sal. Klasy często wyglądają tak samo latami: wciąż wiszą te same plakaty i tabele gramatyczne, których nikt nie czyta. W przypadku młodych ludzi, którzy zaczynają patrzeć krytycznie na swoje otoczenie, to się nie sprawdza. Dlatego oprócz zmiany ustawienia sali, ważne jest, aby w klasach pojawiły się prace uczniów, a nie gotowe materiały przyniesione przez nauczyciela. Powoduje to personalizację przestrzeni – uczeń, wchodząc do klasy, wie, że to on coś tutaj zrobił, tu są jego prace, jego zdjęcia.

Jak dobrze zorganizowana przestrzeń wpływa na uczenie się języka?

UW: W projekcie chodzi nam nie tylko o zmianę wystroju sali, ale też o zupełnie inne podejście do używania języka obcego. Klasa to często jedyne miejsce, gdzie możliwe jest zanurzenie się w języku i kulturze danego kraju, dlatego tak ważne jest stworzenie środowiska wspomagającego jej poznanie. Klasa ma stanowić rodzaj symulacji pozwalający wczuć się w życie mieszkańców innej kultury.

EDO: Młodzi ludzie chcą się uczyć czegoś, co ma sens, czegoś, co im się przyda. W projekcie stawiamy na naukę języka, która wynika z potrzeb uczących się: chcę coś powiedzieć i szukam struktury, jak to wyrazić po niemiecku, bez wyjaśniania reguł gramatycznych. Chcemy, aby już na wstępnym etapie uczenia się języka uczniowie nie bali się używać struktur gramatycznych, których nie ma w programie ich klasy. I to się udaje. Używam języka do moich potrzeb, a nie odwrotnie. To całkowicie zmienia stosunek do nauki.

Trzeci element to współpraca. Na czym ona polega?

EDO: Zwracamy uwagę, że to uczniowie są użytkownikami szkoły, a tak naprawdę rzadko kto ich pyta, jak by chcieli, żeby wyglądała szkoła. W projekcie Niemiecki ma klasę to uczniowie wychodzą z inicjatywą aranżacji przestrzeni i zorganizowania całego przedsięwzięcia. Muszą wypracować wspólne stanowisko, przez co uczą się współdziałać i dążyć do kompromisu. Jeśli pomysły są kosztowne, to młodzi mobilizują się do zebrania potrzebnych pieniędzy. Np. organizują kiermasze, na których sprzedają własnoręcznie zrobione produkty – ozdoby choinkowe, wieńce adwentowe. To przynosi bardzo dobre efekty – uczniowie są dumni ze swojej pracy. Po zakończonym projekcie zapraszają do swojej nowej sali innych uczniów, dyrekcję, a nawet władze lokalne i media.

UW: Projekt rzeczywiście uczy współpracy. Bardzo nam zależy, aby poprzez naukę języka młodzi ludzie uczyli się postaw obywatelskich i brali odpowiedzialność za siebie nawzajem i swoje otoczenie. To szczególnie istotne w zmieniającym się świecie, w zmieniającej się Europie.

W pierwszej edycji projektu Niemiecki ma klasę mogły wziąć udział szkoły gimnazjalne. Kolejna edycja, która ruszy jesienią, skierowana będzie do uczniów wszystkich typów szkół: podstawowych, gimnazjów, liceów, techników, szkół zawodowych. Udział w projekcie możliwy jest na zasadach konkursu. Zgłoszenia szkół przyjmowane są do 15 października br. Wszelkie informacje dostępne są na stronie internetowej: www.goethe.de/polska/nmk

Malin buszuje w internecie


Recenzje nowych witryn dotyczących edukacji i młodzieży

 

DROP’PIN@EURES | https://ec.europa.eu/eures/droppin/pl

Mimo pretensjonalnej nazwy Drop’pin@EURES to w gruncie rzeczy całkiem przydatny serwis internetowy. Wszystko, co pozwala ludziom, szczególnie młodym, znaleźć ciekawe zajęcie – staż, praktyki czy wolontariat – jest obecnie bardzo cenne. A tym właśnie zajmuje się drop’pin. Wiadomo, że chciałoby się od razu dobrze płatną pracę, jednak dobre na początek jest i to. Sam, gdybym miał dziesięć lub dwanaście lat mniej, zainteresowałbym się szczególnie ciekawie wyglądającymi stażami w branży IT. Niewielkim zgrzytem jest tylko fakt, że strona jest przetłumaczona na język polski tylko w części. Ale nie można mieć wszystkiego.

OPIN | https://opin.me

OPIN jego twórcy opisują jako: all-in-one digital and mobile participation toolbox. Typowa mowa-trawa, do której przyzwyczaiłem się, przez lata opisując różne inicjatywy unijne i okołounijne. Jak widać, ciągle wyrastają nowe. Oglądałem ten OPIN z każdej strony. Wiem, że są tam jakieś narzędzia, tylko nie wiem, jakie. Wiem, że można uzyskać wsparcie, tylko nie wiem, kto ma mnie wspierać i w czym. Wiem, że można „rozpocząć swój własny projekt”, tylko najwyraźniej w tym serwisie polega to na napisaniu tematu na forum.

Choć ma to wyglądać poważniej – serwis, działający obecnie w wersji testowej, czeka w 2017 r. second launch, a w 2018 nawet third launch (sic!)… Chyba nigdy nie zrozumiem, dlaczego tyle pracy wkłada się w takie przedsięwzięcia.

TRANZIT | www.coe.int/en/web/tranzit

Departament Młodzieży Rady Europy zrobił serwis Tranzit. Serwis ten jest ponoć platformą online przeznaczoną głównie dla pracowników młodzieżowych. Na pewno jedną pozytywną rzecz mogę o tym serwisie napisać: jest lepszy niż OPIN… Może jednak nie jestem grupą docelową takich stron i ktoś faktycznie zainteresowany tematyką ciekawe rzeczy tu znajdzie.

Dla mnie jedynym wartym uwagi elementem serwisu były dobre praktyki – faktycznie niektóre są bardzo ciekawe. Niestety, na innych podstronach jest już gorzej: w sekcji z newsami znalazłem raptem dwie informacje. Rozumiem, że serwis jest nowy, ale warto byłoby na początek dać nieco więcej, nieprawdaż?

Marcin Malinowski
Przez pięć lat pracował w placówce wychowania pozaszkolnego i prowadził Regionalny Punkt Informacyjny Eurodesk Polska. Potem przeszedł na ciemną stronę mocy, czyli do pracy w korporacji. Ale wciąż stara się trzymać rękę na pulsie i tematy informacji europejskiej i informacji młodzieżowej są mu bliskie.

Zapełnić niszę


Eksperci Komisji Europejskiej uznali projekt DysTEFL – Dysleksja dla nauczycieli języka angielskiego jako obcego za przykład success story*. Z koordynatorami przedsięwzięcia – Joanną Nijakowską i Marcinem Podogrockim – rozmawiała Małgorzata Janaszek

Celem projektu DysTEFL było przygotowanie kursu szkoleniowego i materiałów do pracy własnej dla obecnych i przyszłych nauczycieli języka angielskiego, którzy chcieliby skuteczniej pracować z uczniami z dysleksją. Przedsięwzięcie okazało się dużym sukcesem.

Joanna Nijakowska: To prawda. Otrzymaliśmy wiele nagród: European Language Label i nagrodę ELTon 2014 w kategorii Excellence in Course Innovation…

Jaki jest przepis na osiągnięcie takiego sukcesu w projekcie międzynarodowym?

JN: Przepis na sukces… [śmiech] Na to składa się na pewno wiele elementów. Wydaje mi się, że chodzi przede wszystkim o niesamowity entuzjazm i samozaparcie ludzi, którzy nad tym projektem pracowali i dążenie do wysokiego standardu przygotowywanych materiałów. Druga rzecz to śledzenie najnowszych trendów w szkoleniu nauczycieli i skonstruowanie tego kursu tak, żeby on tym trendom odpowiadał. I mówię nie tylko o kwestiach technicznych – takich, jak wykorzystanie nowych mediów – ale też o filozofii kursu, sprawie chyba ważniejszej. Opiera się ona na wizji nauczyciela jako refleksyjnego praktyka, który nie dostaje gotowych rozwiązań i recept, natomiast otrzymuje dużo informacji, które musi przetrawić, a następnie wyciągnąć z nich wnioski, by zastosować je we własnym kontekście edukacyjnym. Na samym początku może się to wydawać trudne, ale później nauczyciele są zachwyceni, dlatego że nie ma tu rozwiązań na zasadzie one size fits all. Żeby materiały były odpowiednie dla wszystkich, trzeba by ich stworzyć całą masę. A tu chodzi o to, żeby nauczyciel mógł sobie sam plastycznie poradzić i dostosować proponowane przez nas narzędzia i wzorce. Myślę, że w tym kryje się ten sukces. A najważniejsze jest to, że do tematu zawsze podchodziliśmy bardzo poważnie – uznaliśmy, że chcemy wprowadzić zmianę i myślę, że ta zmiana powoli się realizuje.

Teraz pracujecie nad DysTEFL2. Czym różnią się oba przedsięwzięcia?

JN: Doświadczenie z pierwszego projektu sprawiło, że grant na drugi dostaliśmy już w pierwszym podejściu. Umieliśmy napisać dokładnie to, co chcieliśmy zrobić. W pierwszym projekcie celem było stworzenie materiałów zarówno na poziomie kształcenia studentów, jak i doskonalenia zawodowego nauczycieli. Stworzyliśmy materiały do zajęć stacjonarnych – książkę dla trenera i dla studenta. Każdy z siedmiu partnerów organizował kursy, aby je przetestować. Sprawdzaliśmy także materiały do nauczania na odległość, do nauczania hybrydowego oraz do nauki indywidualnej. W fazie testowania uczestniczyło około 400 osób, zebraliśmy opinie i poprawiliśmy to, co było konieczne.

Drugi projekt skupia się na tworzeniu kursów i upowszechnianiu wypracowanych w pierwszym przedsięwzięciu materiałów, zarówno w szkołach, jak i wirtualnie. Cały czas współpracujemy z Lancaster University, tworząc kursy typu MOOC (Massive Open Online Course). Odbywają się one na profesjonalnej platformie Future Learn. Zeszłoroczna edycja zgromadziła ok. 18 tys. uczestników z całego świata. Wiemy już, że w tym roku będzie to podobna liczba.

Ogromne zainteresowanie kursem potwierdza, że wśród nauczycieli wiedza na temat uczenia dzieci z dysleksją nie jest duża…

JN: Nie jest, to prawda. Podczas działań projektowych prowadziliśmy badania naukowe dotyczące przekonań, postaw i wiedzy nauczycieli. Wynikało z nich, że nie byli oni szkoleni w tym zakresie w czasie studiów, mają niedostateczną wiedzę, czują się bezradni. Rozporządzenia ministra obligują ich do dostosowania metod pracy i wymagań w stosunku do osób ze specyficznymi trudnościami w uczeniu się, ale niestety nie bardzo wiedzą, jak sobie z tym poradzić. To się potwierdzało właściwie we wszystkich krajach, w których to badanie robiliśmy. W związku z tym kurs był odpowiedzią na bardzo określone potrzeby nauczycieli i został bardzo entuzjastycznie przyjęty. Nawet w najśmielszych marzeniach nie byliśmy w stanie przewidzieć, że projekt będzie miał takie oddziaływanie.

Projekty DysTEFL są realizowane w ramach konsorcjów międzynarodowych. Koordynatorem nagrodzonej inicjatywy był Uniwersytet Łódzki. Proszę powiedzieć, jak zarządza się takim dużym projektem?

Marcin Podogrocki: W 2008 r. na Uniwersytecie Łódzkim powołano specjalną jednostkę, która wspiera ciekawe pomysły na inicjatywy międzynarodowe. Pracownicy tego działu mają kompetencje związane z zarządzaniem projektami, ich ewaluacją, promocją, zapewnianiem jakości, czyli zestaw umiejętności niezbędnych do realizacji każdego projektu. Staramy się, aby w każdym przedsięwzięciu byli kierownik merytoryczny oraz kierownik projektu, którzy odpowiadają za dobry przebieg współpracy między partnerami w sferze prawnej i finansowej. Wydaje mi się, że taki model doskonale się sprawdza. W przypadku projektu DysTEFL na razie działa to bardzo dobrze.

Czy będzie DysTEFL3?

JN: To pytanie pada tak często, w tak różnych kontekstach, że będziemy musieli podjąć się tego zadania. Myślimy cały czas o kontynuacji, ale w tym momencie jeszcze nie wiemy, co to będzie. Trzeba znowu wejść w coś ciekawego i wypełnić jakąś lukę, niszę, robić coś, czego nikt inny nie robił i coś, co będzie miało dużą wartość dodaną.

*Tytuł success story jest nadawany przez KE zakończonym projektom – zrealizowanym w ramach programów: „Uczenie się przez całe życie”, Tempus, Erasmus Mundus lub Erasmus+ – które znacząco przyczyniły się do osiągniętego rozwoju danej dziedziny, wyróżniły się dużą innowacyjnością i mogą stanowić inspirację dla innych. Obecnie w bazie Erasmus+ Project Results Platform znajduje się 23 597 zakończonych projektów, z których tylko 118 uzyskało status success story.

 

Uczysz? Skorzystaj!
Osoby zainteresowane pogłębieniem wiedzy na temat projektów DysTEFL1 i DysTEFL2 zachęcamy do odwiedzenia strony www.dystefl.eu. Znajdują się tam podręczniki dla trenera i studenta oraz kurs online opracowany podczas projektu. Wszystkie materiały udostępniane są bezpłatnie na licencji Creative Commons.

Mamy czasopismo punktowane!


„Języki Obce w Szkole” – kwartalnik wydawany przez FRSE – został wpisany na listę czasopism punktowanych Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego

Języki Obce w Szkole” (JOwS) po raz pierwszy w swojej prawie sześćdziesięcioletniej historii trafiły do ministerialnego wykazu czasopism naukowych, uzyskując osiem punktów. Jest to duże wyróżnienie dla redakcji, ale przede wszystkim dla autorów publikujących na łamach czasopisma.

Proces oceny parametrycznej czasopism w roku 2015 był regulowany przez Komunikat Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego z dnia 2 czerwca 2015 r. w sprawie kryteriów i trybu oceny czasopism naukowych. Dokument ten określał zasady, którym podlegają redakcje starające się o przyznanie punktacji czasopismom. Redakcje musiały stosować m.in. następujące kryteria: udostępnić listę recenzentów, powołać do oceny każdej publikacji co najmniej dwóch niezależnych recenzentów, ustalić kryteria kwalifikowania lub odrzucenia tekstów, a także utrzymać stabilność wydawniczą.

Czasopisma naukowe były oceniane na podstawie informacji zawartych w ankietach złożonych przez redakcje. Następnie specjalny zespół powołany przez ministra nauki i szkolnictwa wyższego dokonał szczegółowej analizy zgłoszonych periodyków. Oceniano je w trzech obszarach wiedzy: nauk humanistycznych, nauk społecznych oraz nauk ścisłych. W rezultacie prac na liście czasopism MNiSW znalazło się prawie 18 tys. tytułów, z tego w części A (potocznie nazywanej listą filadelfijską) 11 114 czasopism, w części B – 2212 (czasopisma polskie, w tym JOwS), a w części C – 4111. Około 2500 pozycji na wszystkich listach stanowiły tytuły polskie.

Celem przeprowadzania tej skomplikowanej procedury klasyfikacji jest wyłonienie periodyków, które dbają o wysoką jakość prezentowanych treści oraz dążą do promowania tych zagadnień naukowych, które mają istotny wpływ na rozwój nauki. Wszystkiemu przyświeca prosta zasada: Im częściej cytowana jest publikacja, tym mocniej oddziałuje ona na postęp naukowy, a czasopisma drukujące poczytne artykuły są lepsze od tych, których artykuły cytowane nie są. Zasadę tę opisał J. Wilkin w artykule Ocena parametryczna czasopism naukowych w Polsce – podstawy metodologiczne, znaczenie praktyczne, trudności realizacji i perspektywy, zamieszczonym w 2013 r. w „Forum Akademickim”.

Aby proces oceny czasopism uczynić jeszcze bardziej wiarygodnym, podczas tegorocznej oceny parametrycznej wprowadzono dodatkowe narzędzie – system POL-index umożliwiający obliczenie tzw. Polskiego Współczynnika Wpływu (PWW), który w roku 2017 zostanie uwzględniony w ocenie czasopism i jednocześnie będzie pierwszym polskim indeksem cytowań, pozwalającym mierzyć siłę oddziaływania poszczególnych tytułów. Jednakże „mierzenie” wiedzy ciągle wywołuje wiele negatywnych komentarzy, szczególnie w przypadku nauk humanistycznych, których dorobek trudno jest przeliczyć na punkty.

Na ile zatem istotne jest przyznanie punktów JOwS i jakie znaczenie będzie to miało dla czytelników oraz autorów? Kwartalnik JOwS skierowany jest do zróżnicowanego grona odbiorców. Z jednej strony są to nauczyciele języków obcych oczekujący artykułów o charakterze praktycznym, odpowiadających na ich problemy z codziennej praktyki szkolnej. Z drugiej strony czasopismo czytają pracownicy naukowi, zajmujący się glottodydaktyką oraz studenci kierunków filologicznych o specjalizacji nauczycielskiej. Przyznanie punktów czasopismu sprawi, że naukowcy chętniej będą chcieli dzielić się na łamach JOwS rezultatami swoich badań ze względu na dodatkową korzyść dla jednostek naukowych, w których pracują.

Co więcej, obie grupy mogą mieć pewność, że artykuły publikowane w JOwS zostały poddane rzetelnej recenzji, a treści zawarte w kolejnych numerach będą dotyczyć zagadnień istotnych dla dzisiejszej glottodydaktyki. Ważny jest także fakt, że przyznanie czasopismu punktów nie pociąga za sobą decyzji o rezygnacji z tekstów tworzonych przez nauczycieli i traktujących o zagadnieniach praktycznych. Redakcja podpisuje się pod słowami autorki wielu artykułów publikowanych w JOwS – dr hab. Anny Jaroszewskiej, że glottodydaktyka nie może stać się bytem wyłącznie abstrakcyjnym, funkcjonującym na zasadach nauki formalnej, odizolowanym od kontekstu edukacyjnego. (…) Nie może to być zatem nauka wyłącznie pielęgnująca teorię, bo takie ujęcie nie wyczerpuje rzeczywistego znaczenia glottodydaktyki, jej ról czy pełni przypisywanych funkcji. (A. Jaroszewska, O glottodydaktyce słowami glottodydaktyków. W: „Języki Obce w Szkole”, nr 4/2014, s. 5).