Wyjazdy zagraniczne mają moc!


Z atrakcyjnej oferty wyjazdów za granicę korzystają prawie wszyscy realizatorzy projektów Erasmus+. I słusznie, bo dają one uczniom i kadrze ogromne możliwości. Czy umiemy jednak w pełni czerpać z nich profity? Niekoniecznie. Oto kilka rad, które pomogą bardziej efektywnie wykorzystać potencjał tkwiący w mobilnościach!

Projekty współpracy szkół Erasmus+ pozwalają na przyjmowanie uczniów i nauczycieli spoza Polski w naszych szkołach, ale dają też możliwość wyjazdów zagranicznych. W ich trakcie uczniowie goszczą u rodzin, podróżują, nawiązują kontakty z rówieśnikami z innych krajów – zarówno podczas spędzania czasu wolnego, jak i realizowania zadań projektowych. W przeważającej mierze są zatem zaangażowani w uczenie się przez działanie. Nauczyciele nie zawsze to jednak dostrzegają i potrafią wykorzystać. Podpowiadamy, jak w pełni spożytkować tę nietypową dla realiów szkolnych szansę
na uczenie się.

Co możemy zrobić, by wyjazdy przynosiły lepsze efekty?

1. Zdać sobie sprawę, że podczas wyjazdu mamy do czynienia z uczeniem się przez działanie, i świadomie wykorzystywać
tę sytuację. Uczenie się przez działanie sprzyja nabywaniu na przykład kluczowych kompetencji osobistych, społecznych i obywatelskich,
które chcemy rozwijać u uczniów.

2. Zadbać o odpowiednie narzędzia, które mają być wykorzystane w projekcie. Jeśli chcemy kształtować kompetencje kluczowe, np. obywatelskie, osobiste i społeczne, obszary uczenia się mogą dotyczyć kwestii angażowania się na rzecz wspólnego dobra, gotowości do udziału w demokratycznym procesie decyzyjnym, krytycznego myślenia i rozwiązywania problemów, rozumienia zasad postępowania i porozumiewania się w różnych społecznościach, zdolności
do pracy zespołowej i negocjowania, okazywania tolerancji, wyrażania i rozumienia odmiennych punktów widzenia czy zdolności odczuwania empatii.

3. Aby uczniowie mogli rozwijać nowe umiejętności, należy zaplanować celowe działania, a nie liczyć na to, że podopieczni sami zdobędą kompetencje, pracując w sposób podobny jak podczas lekcji. Standardowy tryb pracy nie przyczynia się do rozwoju umiejętności miękkich!

4. Za punkt wyjścia warto przyjąć model uczenia się przez doświadczenie (tzw. cykl Kolba), który składa się z czterech faz: doświadczenie (działanie), refleksja (co się wydarzyło, jak przebiegało), konceptualizacja (wyciągnięcie wniosków), zastosowanie (co można zrobić/zmienić). Tę metodę można wykorzystać, np. prosząc uczniów o opracowanie zasad rekrutacji na wyjazd zagraniczny. Po zakończeniu przez nich pracy analizie mogą podlegać różne aspekty, takie jak komunikacja, rozwiązywanie problemów, argumentowanie, planowanie i koordynowanie pracy, respektowanie zasad wprowadzonych do regulaminu – wszystkie one są obszarami uczenia się!

5. Rola nauczyciela przy wyżej opisanym procesie uczenia się powinna być zmienna. Raz może być kreatorem sytuacji, innym razem przyglądać się z boku, kiedy uczniowie działają. Może stawać się przewodnikiem zachęcającym do autorefleksji, wreszcie – pomagać uczniom w podsumowaniu doświadczeń. Nowoczesne działania projektowe dają ogromną przestrzeń do pracy pedagogicznej i wychowawczej! Nauczyciel wchodzi z uczniami w inny rodzaj relacji, może ich obserwować w niestandardowych sytuacjach, być wsparciem w samodzielnym zdobywaniu umiejętności lub angażować się na równi z nimi w rozwiązanie problemu.

6. Warto zadbać o aktywną rolę uczniów także przy planowaniu wyjazdów zagranicznych. Niech będą nie tylko wykonawcami powierzonych przez nauczyciela zadań, ale poczują swoją sprawczość – działając samodzielnie oraz we współpracy z rówieśnikami. Zaangażowanie podopiecznych
na każdym etapie projektu (również planowania i ewaluacji) jest znakomitą okazją do uczenia się m.in. odpowiedzialności, planowania, argumentowania i nabywania innych umiejętności.

Chcecie wiedzieć więcej o zapewnianiu jakości uczenia się nieformalnego? Zapraszamy do zapoznania się z publikacją Rady Europy Handbook on Quality in Learning Mobility.

Detektywi na tropie


Badają ślady w prawdziwym laboratorium kryminalistycznym, zdejmują odciski palców i rozwiązują zagadki. Oto, jak zajęcia z kryminalistyki pomagają uczniom w nauce przedmiotów ścisłych

Emocje, zagadki, sprawy otoczone mgiełką tajemnicy przyciągają uwagę młodzieży. Chcemy zająć uczniów tym, z czym nie mają styczności
na co dzień. A przy okazji zainteresować ich nauką matematyki, chemii, fizyki i biologii – wyjaśnia Wioletta Skowyra, dyrektor  i nauczycielka matematyki w Szkole Podstawowej nr 9 w kołobrzeskim Podczelu, w której jest realizowany niecodzienny projekt.

Przedsięwzięcie jest skierowane do uczniów klas IV–VIII. Uczestnicy skupiają się m.in. na daktyloskopii, czyli zdejmowaniu i porównywaniu odcisków palców. Mają też szansę sprawdzić w praktyce, czym jest DNA i jak wykorzystuje się je w kryminalistyce. Badanie śladów odbywa się w profesjonalnym laboratorium dzięki wsparciu policji.

Śledztwo międzynarodowe

Atrakcyjności projektowi, realizowanemu w ramach programu Erasmus+, dodaje możliwość wyjazdu zagranicznego. Wymiana międzynarodowa będzie odbywać się we współpracy ze szkołami w Portugalii, Włoszech, w Macedonii i Hiszpanii. Składają się na nią kilkudniowe zjazdy rówieśników z wymienionych krajów. – Jesteśmy po spotkaniu na Gran Canarii, jednej z Wysp Kanaryjskich, gdzie ustalono działania międzynarodowe w ramach projektu. Stronie polskiej przydzielono przygotowanie modułu chemicznego. Kolejne zjazdy odbędą się m.in. w Macedonii – mówi dyrektor Skowyra.

Wszystkie spotkania łączy wspólna historia kryminalna, zagadka, którą trzeba rozwiązać. Sprawców jakiej „zbrodni” szukają uczestnicy? – Podam przykład. Przy szkole, na terenie budowy, została znaleziona kość. Podczas badania laboratoryjnego okazało się, że jest to kość psa. Uczniowie zajęli się oddzielaniem struktury DNA oraz jej analizą – mówi dyrektor. – Obecnie młodzież prowadzi badania, by sprawdzić, ile pies miał lat i jakiej był rasy – dodaje.

Przygoda, nie nauka

Chętnych do wzięcia udziału „w śledztwie” nie brakowało. –  Podoba nam się możliwość wyjazdu, zawarcia nowych znajomości, przeżycia przygody. Lubimy rozwiązywać zagadki. Fajnie, że mamy okazję wziąć udział w zajęciach w profesjonalnym laboratorium – cieszą się Hanna i Jagoda z ósmej klasy.

Niemal wszyscy zainteresowani mówią o projekcie jako przygodzie, a nie nauce. Już teraz można zaryzykować stwierdzenie, że główny cel zostanie osiągnięty. Uczniowie będą się dobrze bawić, emocjonować niecodziennymi zadaniami, rozwiązywać zagadki, a przy okazji, zupełnie niepostrzeżenie, zdobywać wiedzę. I oswajać przedmioty, które być może przestaną kojarzyć się ze żmudnymi zadaniami z podręczników. – Widać, że zupełnie nie mają poczucia, że jest to przedsięwzięcie, w którym będą rozwijać swoje kompetencje matematyczne i chemiczne – mówi Wioletta Skowyra.

Potrzebna stymulacja

Wyniki egzaminów z ostatnich lat jasno pokazują, że uczniowie mają problemy z nauką przedmiotów ścisłych. Zwłaszcza rezultaty punktowe z matematyki są dużo słabsze niż z przedmiotów humanistycznych. Dzieci i młodzież uważają naukę przedmiotów ścisłych po prostu za nudną i trudną. – Mają problem zwłaszcza z matematycznymi zadaniami tekstowymi – zauważa dyrektor Skowyra. – Kiedy zadanie jest nieco dłuższe, szybko się poddają, często nawet nie czytając treści do końca. Należy to zmienić. Wykształcić u nich umiejętność logicznego myślenia, stymulować zainteresowanie – dodaje.

Egzamin końcowy

Udział w projekcie ma docelowo zaowocować lepszymi wynikami egzaminów. Dyrektor szkoły w Podczelu nie ma wątpliwości, że taki rodzaj zachęty do nauki ostatecznie przełoży się na lepsze wyniki egzaminów. Zwłaszcza że ma już doświadczenie z realizacją podobnych programów, związanych z wymianą młodzieży. – Grupa uczniów z naszej szkoły, która w ramach innego programu Erasmusa szlifowała język angielski, uzyskała później najlepszy wynik w całym Kołobrzegu. To dowód, że takie działania dają wymierne efekty – tłumaczy.

Projekt „Schools Challenge for Forensic Science” jest realizowany od 1 października 2019 r. do 1 października 2021 r. w ramach Partnerstwa Współpracy Szkół w sektorze Edukacja szkolna programu Erasmus+. Szkoła Podstawowa nr 9 w Kołobrzegu otrzymała na wykonanie wszystkich planowanych działań dofinansowanie w wysokości 28 tys. euro.

 

Na styku kultur: Polska, Białoruś, Litwa


– Jesteśmy spadkobiercami Wielkiego Księstwa Litewskiego i to nas łączy – mówi Anna Chomczuk, koordynatorka projektu edukacyjnego w II Liceum Ogólnokształcącym z Dodatkową Nauką Języka Białoruskiego w Hajnówce.

Hajnowskie liceum w województwie podlaskim uczestniczy w dwuletnim projekcie „Mniejszości narodowe bogactwem Europy”, w ramach którego uczniowie należący do białoruskiej mniejszości narodowej pogłębiają wiedzę o języku białoruskim i kształtują świadomość narodową. Partnerami szkoły są: Liceum Ogólnokształcące z Litewskim Językiem Nauczania im. 11 Marca w Puńsku (woj. podlaskie, na granicy z Litwą; mała ojczyzna ludności litewskiej) oraz Gimnazjum im. Franciszka Skaryny w Wilnie.

Dzięki licznym warsztatom uczniowie ćwiczą nie tylko komunikowanie się w różnych językach, ale też poznają historię oraz bogactwo kulturowe Polski, Białorusi i Litwy.

Podróż w stronę tradycji, czyli Kaziuki i Maslenica

Młodzież z Puńska, Hajnówki i Wilna w ramach projektu wzięła między innymi udział w Wileńskim Jarmarku Kaziukowym. Zwyczaj ten pochodzi z XVII wieku, a związany jest z kanonizacją patrona Litwy, Świętego Kazimierza (właśc. Kazimierz Jagiellończyk). Tak zwane Kaziuki były okazją do spróbowania tradycyjnych wileńskich przysmaków, poznania folkowej muzyki, granej na ulicach Wilna. Przechadzając się między straganami, uczniowie mogli podziwiać rzemieślnicze wyroby i kupować ludowe pamiątki. Uczestnicy wymiany z Hajnówki i Puńska zostali także zaproszeni do udziału w kiermaszu smakołyków, który, przy okazji Jarmarku Kaziukowego, wileńskie gimnazjum organizuje co roku w swoich murach. Całkowity dochód z niego jest przeznaczony na cele charytatywne.

W ciągu kilku dni uczniowie odwiedzili też Pałac Wielkich Książąt Litewskich i Zamek w Trokach. Zwiedzanie uzupełnił konkurs wiedzy na temat zamków Wielkiego Księstwa Litewskiego, przygotowany przez Gimnazjum im. Franciszka Skaryny w Wilnie. Nie obyło się również bez uczestnictwa w obchodach Maslenicy, wschodniosłowiańskich ostatków i pochodu z Marzanną. Pierwotnie pogańskie święto związane było z równonocą wiosenną, pożegnaniem zimy i przywitaniem wiosny. Podczas obchodów Maslenicy jada się naleśniki i bliny, które według dawnej tradycji kojarzone są ze słońcem i bóstwem Jaryłą. Kiedy święto zostało zaadaptowane przez religię prawosławną, zyskało miano Serowego Tygodnia, ponieważ spożywanie mięsa w tym czasie było zabronione. Idea Maslenicy związana jest z wybaczaniem krzywd i pojednaniem. Współcześnie obchodzi się ją m.in. na Ukrainie, w Rosji i na Białorusi. Świętowanie trwa tydzień, a zaczyna się na siedem tygodni przed Wielkanocą.

– Przez kilka dni mieszkałam w domu litewskiej koleżanki. Nie czułam bariery językowej, bo część jej rodziny pochodziła z Polski. Na pewno poprawiłam też znajomość języka białoruskiego. Kiedy wróciłam do domu, zauważyłam, że mówiąc coś po polsku, mam białoruski akcent  – wspomina Marta Niesteruk, uczestniczka projektu.

Piszemy słownik

Uczniowie spędzali czas także w Puńsku, gdzie oprócz zwiedzania, nauki ludowych tańców i poznawania  tradycji, tworzyli minisłownik. Głównym założeniem było odnalezienie słów wspólnych lub podobnych w językach białoruskim, polskim i litewskim. Poniżej kilka przykładów po polsku, białorusku, litewsku i angielsku: ryż – рыс – ryžai – rice; kapusta – капуста – kapustai – cabbage; herbata – гарбата – arbata – tea; ogórek – агурэц – agurkas – cucumber; krew – кроў – kraujas – blood; ręka – рука – ranka – hand; stół – стол -stalas – table; ściana – cцяна – scena – wall; rodzina – сям’я – šeima – family; syn – сын – sūnus –son; wilk – воўк – vilkas – wolf; książka – кніга – knyga – book.

Każda szkoła wyda słowniczek w wersji papierowej z właściwą dla siebie szatą graficzną. Planowana jest też wersja cyfrowa, która zostanie udostępniona na platformie eTwinning.

– Zostaliśmy podzieleni na kilka grup tematycznych. Każdy starał się porozumieć: kiedy na przykład Litwini nie byli w stanie powiedzieć czegoś po białorusku, pojawiła się współpraca między ludźmi z Puńska i Wilna – mówi Patryk Janczuk, uczestnik warsztatów.

Chodzi mi o to, aby język giętki…

W ramach projektu w Puńsku odbyło się również szkolenie dla nauczycieli, podczas którego mieli okazję porozmawiać o metodach nauczania języka mniejszości narodowej. – Szkoły zaprezentowały swoje osiągnięcia i metody pracy z uczniami, również pozalekcyjne – mówi Jan Karczewski, białorutenista w II LO z DNJB w Hajnówce. – Myślę, że zajęcia dodatkowe w dużym stopniu przyczyniają się nie tylko do poznania języka, ale też historii i kultury, bo na tym również polega nauka języka mniejszości narodowej. Od 20 lat organizujemy Konkurs Gawędy Białoruskiej. Nauczycielki z Litwy zainteresowały się tym i wyraziły chęć wzięcia udziału tamtejszych uczniów w konkursie – podkreśla.

– Na forum rozmawialiśmy o tym, jak wplatać elementy naszej kultury, tradycji, architektury w tematy, które realizujemy na lekcjach. Wymieniliśmy się scenariuszami zajęć – dodaje Śnieżyna Plis, nauczycielka języków angielskiego i niemieckiego.

– Nasza biblioteka szkolna wspomaga naukę języka białoruskiego w ogromnym zakresie. Mamy duży księgozbiór w języku białoruskim, zaczynając od gramatyki, poprzez poezję, literaturę, a kończąc na dramacie. Warto podkreślić, że młodzież chętnie korzysta z tych zasobów. W czytelni organizujemy też spotkania z ludźmi związanymi z kulturą, językiem, nauką białoruską. Zazwyczaj są one prowadzone po białorusku, a uczniowie uczestniczą w „żywej lekcji” języka  – opowiada Halina Iwaniuk, nauczycielka i bibliotekarka w hajnowskim liceum. – Sam proces dydaktyczny prezentowany w Puńsku nie różni się od naszego. Jednak zwiedzając bibliotekę szkolną, zauważyłam, że tamtejsi uczniowie mają dostęp do większej ilości prasy w języku litewskim. Naszą podstawową gazetą jest „Niwa”. Z każdym jej nowym wydaniem młodzież pracuje na zajęciach – dodaje Iwaniuk.

Nauczyciele i uczniowie podkreślają, że projekt to świetna okazja do poznania nowych ludzi, wymiany wiedzy. Każdy wyjazd i warsztaty utrwalane są też w formie nagrań, zdjęć lub tekstów, które można przeczytać na stronie internetowej hajnowskiego liceum. W szkole niebawem powstanie izba regionalna, tworzona przez uczniów, ich rodziców i nauczycieli. Owocem projektu jest też podjęcie współpracy z Muzeum Małej Ojczyzny w Studziwodach, dzielnicy Bielska Podlaskiego. Muzeum-skansen podejmuje się wielu działań edukacyjno-warsztatowych. Znajduje się tam studio i zespół folkloru tradycyjnego podlaskich Białorusinów „Żemerwa” (jego instruktorka Anna Fionik przeprowadziła w liceum cykl warsztatów ze śpiewu białego). W Hajnówce planowana jest rewizyta uczestników szkół partnerskich z Wilna i Puńska.

W rejs z Torunia do Dubaju


Uczniowie trenują starty i lądowania na symulatorze lotu, gotują obiady w termomiksach z dostępem do internetu, korzystają ze specjalistycznych pracowni: robotyki, językowej, krawieckiej, muzycznej i stolarskiej. Tak rozwija się Szkoła Podstawowa nr 8 w Toruniu

– Nie każdy ma talent do wyczynowego uprawiania sportu albo dokonywania wielkich odkryć w nauce – mówi Grzegorz Bortnowski, dyrektor SP nr 8. – Wielu młodych ludzi może odnaleźć swoje miejsce dzięki kształceniu zawodowemu. Ale nie liczmy, że wybiorą technikum albo branżówkę, jeśli atrakcyjnie nie przedstawimy im tej drogi już na wcześniejszym etapie edukacji. I temu służą specjalistyczne pracownie, które kolejno otwieramy w naszej szkole, przede wszystkim, dzięki projektom z programu Erasmus +.

Zaczęło się od dyrektorskich podróży. – Podczas wizyt studyjnych w różnych szkołach Europy podpatrywałem, jak pracownie warsztatowe działają już na poziomie podstawówek. W Niemczech zobaczyłem kuchenną, w Hiszpanii muzyczną – wylicza Grzegorz Bortnowski. Ale pomysł na stolarską dyrektor wziął ze wspomnień o dawnej szkole w Polsce. Bo jeszcze w latach 90. uczniowie przychodzili do podobnych miejsc majsterkować podczas zajęć praktyczno-technicznych (zwanych „zetpetami”).

By złapać kulinarnego bakcyla 

Najpierw w SP nr 8 pojawiły się trzy pracownie: wyposażona w słuchawki do nauki języków, robotyki oraz krawiecka. Jednak o zawodowym zapleczu podstawówki z osiedla Rubinkowo zrobiło się głośno nie tylko w Toruniu, odkąd szkoła zaczęła rozbudowywać bazę warsztatów dzięki programowi Erasmus+. Szkoła przyjęła model, w którym część środków z kolejnych projektów przeznacza na finansowanie uczniowskich wymian, ale wystarcza ich także na urządzanie pracowni związanych z tematem danego projektu.

I tak od maja 2018 r. w toruńskiej podstawówce działają warsztaty kuchenne. – Dzieci korzystają m.in. z dwóch termomiksów. To wielofunkcyjne roboty kuchenne wysokiej klasy. Używane raczej w masowej gastronomii, w domu mają je tylko fascynaci. Termomiks łączy się z internetem, w którym pobiera setki przepisów, prowadząc krok po kroku, za sprawą komunikatów na wbudowanym ekranie, przez procedurę przygotowywania np. ciasta na naleśniki albo pizzę, świątecznych babeczek czy wybranej zupy. Z taką pomocą każdy może odnieść sukces w kuchni i złapać bakcyla do gotowania – przekonuje Grzegorz Bortnowski (podczas gdy jego uczniowie częstują akurat tajską pomidorową z grzankami). W tej pracowni dzieci korzystają także (pod opieką nauczycieli) z gofrownic, tosterów, sokowirówek, grillów, płyt grzewczych i zmywarek.

Po sukcesie pracowni kuchennej (projekt „Uwolnij ciało i umysł”), przyszła kolej na trzy nowe: stolarską, muzyczną (ta powstała także przy wkładzie środków rady rodziców) i z symulatorem lotu (w ramach projektu „Zawody i rzemiosła” ). To też czas na projekt „Cukier? Nie, dziękuję”, dzięki  któremu w szkole powstanie laboratorium z wysokiej klasy mikroskopami. Uczniowie będą mogli wrzucać obraz z tych urządzeń na ogromny ekran o dużej rozdzielczości, aby badać substancje, które spożywają. – Z taką wiedzą łatwiej przekonamy ich, że w pracowni kuchennej najzdrowiej brać się za potrawy z warzywami czy owocowe koktajle – uśmiecha się Grzegorz Bortnowski.

Sztuka niejedno ma imię

Tymczasem pracownia stolarska już rozwija umiejętności manualne uczniów. Wykonują w niej m.in. drewniane pajacyki albo obrazki tworzone po wbiciu w kawałek drewna gwoździków, wokół których owija się kolorowe nici. – Ja to dumnie nazywam małymi dziełami sztuki, ale liczy się to, że młody człowiek zyskuje zanikającą w społeczeństwie umiejętność prawidłowego trzymania narzędzi. Rodzice bywają tym zaskoczeni. Cieszą się też, że ich dziecko potrafi zrobić w domu obiad albo przynajmniej, po zajęciach w pracowni kuchennej, zapamiętało jego składniki – mówi Grzegorz Bortnowski.

Wyposażenie pracowni muzycznej to 16 organów elektronicznych (i jeszcze jeden egzemplarz na stanowisku nauczycielskim), tyle samo ukuleli (instrument muzyczny z grupy strunowych szarpanych, podobny do niewielkiej gitary), a do tego perkusja i gitara elektryczna. Zadaniem prowadzącego zajęcia jest zgranie zespołu uczniów na tyle, aby mógł on wykonać wybrany utwór. Do tej pracowni przychodzi młodzież od szóstej klasy. Dyrektor zapewnia, że dzięki wcześniejszej edukacji artystycznej w szkole zna ona już nuty, a zatem wspólne muzykowanie idzie sprawnie.

Jak wznieść Boeinga w szkolnej pracowni

Jednak prawdziwy odlot w SP nr 8 to symulator, składający się z 35-calowego monitora, wolanta (czyli odpowiednika kierownicy, którą poruszamy pojazd także w górę i w dół) oraz dźwigni przepustnicy (lotniczego pedału gazu). Te urządzenia podłączone są do komputera z silną kartą graficzną, obsługującą zaawansowany program X-Plane, dzięki któremu uczniowie z Torunia startują w rejs do Dubaju.

Dla oddania klimatu na ścianach sali z symulatorem jest kilka zegarów pokazujących godzinę w głównych węzłach komunikacyjnych świata,  m.in. w Nowym Jorku. W tej pracowni nauczycielem jest sam dyrektor, który od 14 lat interesuje się lotnictwem. – Tutaj, z uwagi na skomplikowanie zagadnienia, każdorazowo pracuję tylko z jednym uczniem. Jestem jego drugim pilotem – mówi Grzegorz Bortnowski. – Jeśli mój „kapitan” lata po raz pierwszy, najpierw wyjaśniam mu reguły aerodynamiki, żeby wiedział, dlaczego maszyny mogą wzbijać się w powietrze. Potem przedstawiam zasady działania poszczególnych urządzeń w naszej „kabinie”. Jako typowy lot szkoleniowy wybieram w X-Plane „oblatanie” w pobliżu Dubaju. Uczeń startuje z portu w tym mieście, chowa podwozie i osiąga tzw. wysokość przelotową. Wspólnie pilnujemy wyznaczonej trasy naszego Boeinga 737-800 Next Generation, przygotowując się do ponownego przywitania z Dubajem. Cały rejs trwa  mniej więcej pół godziny. A jeśli mój kapitan wróci na drugie zajęcia, zapoznam go z lataniem na autopilocie – opowiada.

Zdecydowana większość uczniów wraca. Gdy dyrektor opowiada o oblatywaniu Dubaju, grafik zajęć ma wypełniony na długie miesiące…

Zdjęcie: Szymon Łaszewski

 

 

Zjednoczeni w liczbach


Mimo setek rozwiązanych zadań dla wielu uczniów ułamki nadal są tajemnicze, geometria jest skomplikowana,
a rachunek prawdopodobieństwa to abstrakcja. Aby matematyka przestała być zmorą, w ramach międzynarodowego projektu powstaje bezpłatna aplikacja E-Maths. Już do pobrania!

Aplikacja nie jest jeszcze ukończona, bo uczniowie i nauczyciele ze szkół w Niemczech, we Francji, w Hiszpanii, na Słowacji i w Turcji oraz z niewielkiej szkoły podstawowej w podkieleckim Łosieniu ciągle ją ulepszają i uzupełniają. Niemniej jednak dzięki już dostępnym zadaniom można się przekonać, że „matma” przydaje się w codziennym życiu: przy smażeniu naleśników, robieniu zakupów, osuszaniu basenu czy chodzeniu. Apkę E-Maths można już bezpłatnie pobrać ze sklepu Google Play.

Poprawki w aplikacji możliwe są dzięki spotkaniom. Każdy z partnerów organizuje tygodniowe warsztaty dla ekip projektowych. Na międzynarodowym zjeździe uczniowie, którzy mają – w zależności od kraju – od 12 do 16 lat, ćwiczą określone umiejętności z dziedziny matematyki oraz język programowania, zwiedzają, poznają się nawzajem. W ubiegłym roku szkolnym byli już we Francji, w szkole w Saint-Étienne, która jest koordynatorem projektu, ale także w Turcji i w słowackiej Trnawie. Wreszcie przyszedł czas na Polskę.

– Nie możemy tylko pracować, dlatego wizyta w Polsce to także czas wycieczek – zwiedziliśmy Kraków, Wieliczkę, Kielce, byliśmy na meczu piłki ręcznej i w skansenie w Tokarni (Muzeum Wsi Kieleckiej). Wszędzie znajdujemy czas na zadania matematyczne i ćwiczenia. Tutaj przybliżamy im patrona naszej szkoły, Henryka Sienkiewicza – wyjaśnia Anna Oleś, wicedyrektor szkoły w Łosieniu. Rozmawiamy w Oblęgorku, gdzie uczestnicy projektu biorą udział w grze terenowej „Śladami Stasia i Nel”. Muszą budować szałasy, chronić się przed afrykańskim czarownikiem, zagrać na afrykańskich bębnach, ale i rozwiązywać zadania z rachunku prawdopodobieństwa. Ekipy są międzynarodowe, więc słychać angielskie komendy, widać, jak dzieci i młodzież próbują się dogadać i współpracować. Są śmiechy, piski i ostra rywalizacja. Wygrywają ci, którzy pierwsi znajdą skrzynię ze skarbem.

W rozwiązywaniu zadań wspiera ich nauczycielka matematyki ze szkoły w Łosieniu – Anna Ludwicka. – Polsce przypadł rachunek prawdopodobieństwa, który w naszym kraju według programu przerabiają uczniowie ósmej klasy. Ci są młodsi, ale nieźle sobie radzą – ocenia matematyczka. I dodaje: –  Dla nich to nie tylko matma, ale świetnie spędzony czas, przyjaźnie, które nawiązują. Razem pracują na swój sukces, uczą się współpracować na każdej płaszczyźnie, szlifują język, przestają się wstydzić. – Nie ma nic gorszego dla ucznia w tym wieku niż siedzenie w ławce – wchodzi jej w słowo Anna Oleś. – Dzięki tym zajęciom nie tylko opanowują trudny materiał, ale także… nie siedzą z nosem w telefonach, poznają się, bawią na świeżym powietrzu – dodaje.

Dzieciaki z zagranicy goszczą w domach uczniów z łosieńskiej szkoły, więc nawet czas wolny spędzają w międzynarodowym gronie. – Na początku czuliśmy stres, ale teraz nie chce mi się z nimi rozstawać – opowiada Julia, jedna z uczestniczek. Polscy uczniowie nie spodziewali się, że dzieciaki z innych krajów będą tak sympatyczne i otwarte. Wśród członków ekipy hiszpańskiej jest  Julka, która ma mamę Polkę, ale od urodzenia mieszka na Majorce. Wszystkich swoich łosieńskich kolegów zaprosiła do siebie na wakacje, choć przyznaje, że najchętniej to ona zostałaby w Polsce. Turcy, Francuzi i Hiszpanie zachwycają się złotą polską jesienią: wielokolorowymi liśćmi, lasami, naturą. Wspominają o polskich zupach: barszczu i świętokrzyskiej zalewajce oraz pierogach. Nie wszyscy do tej pory świetnie radzili sobie z liczeniem. – Matematyka jest uniwersalna i trudna – podsumowuje Anna Oleś.  Czy widać już postęp wśród uczestników projektu? – Odpowiem pani na to pytanie, gdy skończymy aplikację i projekt – odpowiada z uśmiechem.

Z trudniejszymi łatwiej


Trzeba dać im wędkę, by mogli tę rybę łowić. Kiedyś przecież będą musieli się usamodzielnić – mówi Zyta Czechowska, zdobywczyni tytułu Nauczyciel Roku 2019, nauczycielka w Zespole Szkół Specjalnych w Kowanówku (wielkopolskie) 

Uczy pani dzieci i młodzież z niepełnosprawnością intelektualną. Tacy uczniowie to według wielu problem. Łoży się na nich sporo środków, a pożytki i sukcesy ograniczone…

Nigdy nie nazwałabym ucznia problemem. Poza tym wszystko zależy od tego, co uznamy za sukces. Dla jednego osiągnięciem będzie wygrana w ogólnopolskim konkursie, dla innego – udana praca plastyczna. Ale to prawda, my, nauczyciele szkół specjalnych, nigdy nie będziemy mieli magistrów czy laureatów olimpiad. Tym samym nie mieścimy się w ramy konkurencji, w których miarą wygranej są osiągnięcia uczniów. Wyjątkiem jest konkurs na Nauczyciela Roku, bo pozwala się wykazać nauczycielom, których sukcesy są niemierzalne.

Jury konkursu swoich laureatów wyróżnia m.in. za „promowanie pozytywnych wzorców zachowań”. Pani wie, co to znaczy i jak to robić?

To uświadamianie i pokazywanie moim uczniom odmienności – kultur, religii, orientacji – i budowania w nich tolerancyjnej postawy.

Lekcje tolerancji dla inności wśród dzieci z niepełnosprawnością intelektualną?

Ktoś może zapytać, jaki to ma sens. A czy nie wymagamy od innych tego, by nie wykluczali naszych, niepełnosprawnych uczniów? By ich nie etykietowali? Tego samego możemy wymagać od nich samych, bo oswajając z innością wokół, oswajamy ich z własną odmiennością.

Pani umie odczarować ich obraz? Dostrzec potencjał?

Dobry nauczyciel widzi zalety, a nie wady. W każdym uczniu znajduję jedną mocną cechę, którą mogę rozwijać, by zminimalizować jego dysfunkcje i ten progres przekuć w jego późniejszy sukces. Moi uczniowie łakną różnych aktywności, bo zazwyczaj na co dzień ich nie mają. Świetnie sprawdza się tu angażowanie ich w projekty np. w ramach eTwinning, bo wtedy każdy uczestnik zyskuje poczucie sprawstwa. Gotujemy więc wspólnie, szyjemy, pielęgnujemy rośliny, współpracujemy i łączymy się z innymi szkołami przez wideokonferencje, jeździmy na wycieczki. Zupełnie jak uczniowie ze szkół ogólnodostępnych. Trzeba to tylko odpowiednio zaplanować oraz starannie dobrać metody i formy pracy.

Są na to w szkole czas i pieniądze?

Czas jest, bo podstawa programowa dla dzieci z umiarkowaną i znaczną niepełnosprawnością jest na szczęście bardzo ogólna i kompatybilna z naszymi realiami. Trudniej jest z uczniami z lekką niepełnosprawnością, których obowiązuje ta sama podstawa, co dzieci w normie intelektualnej, ale z tym też sobie świetnie radzimy. Dokładamy wielu starań, żeby ją dostosować do możliwości i potrzeb naszych uczniów, ponieważ typowe lekcje w ławce są nieefektywne – często uczeń nie potrafi pisać lub czytać.

Czyli paradoksalnie łatwiej jest z trudniejszymi uczniami?

Usprawnianie zaburzonych funkcji nie jest łatwe i wymaga czasu. Odpowiednie podejście i doświadczenie pomaga w ustaleniu właściwej terapii i zaplanowaniu takich edukacyjnych oddziaływań, które dla konkretnego ucznia będą najbardziej skuteczne. Nie odczuwamy silnej presji, by zdążyć z programem, stąd indywidualizacja zawsze jest możliwa. Klasy w szkole specjalnej są mniej liczne, co też ułatwia pracę – moja grupa liczy czworo. W takim gronie można sobie pozwolić na kreatywne aktywności.

Nauczyciel Roku 2018, Przemysław Staroń, twierdzi, że szkole potrzeba magii. By być kreatywnym, trzeba uciekać się do magicznych sztuczek?

Trochę tak, choć dla każdego ta magia będzie wynikać z czegoś innego. W przypadku Przemka to jego sposób bycia, dzięki któremu zaraża uczniów pasją do filozofii, w moim – to chyba podejście do dzieci pozbawione udawania. Moi uczniowie w lot wyczuwają fałsz, więc podstawa to bycie szczerym, empatycznym, choć nie „cukierkowym” – chodzi o to, by wspierać, kiedy jest potrzeba, chwalić, kiedy na to zasługują. Tym bardziej że często mają bardzo niską samoocenę lub – odwrotnie – nieadekwatnie wysokie poczucie własnej wartości w stosunku do tego, co faktycznie potrafią.  Staram się znaleźć złoty środek i maksymalnie angażować uczniów w zadania. Kiedy oni to widzą, są w stanie zrobić dla mnie wszystko!

Nie trzeba więc im dawać ryby? Dadzą sobie bez niej radę po skończeniu szkoły?

Trzeba dać im wędkę, by mogli tę rybę złowić  – kiedyś przecież będą musieli się usamodzielnić. Wiem, że niektórzy moi absolwenci z lekką niepełnosprawnością intelektualną pracują, np. jako mechanicy czy kasjerzy w supermarkecie. Niestety, życie wielu dorosłych z niepełnosprawnością sprowadza się do siedzenia w domu i oglądania telewizji. Dlatego pękam z dumy, kiedy np. podczas Dni Obornik spotykam na kiermaszu moich dawnych uczniów sprzedających własnoręcznie wykonane stroiki. To, jak toczą się ich losy, w dużym stopniu zależy od ich rodziców i nauczycieli, których spotkali na swojej drodze.

Inne szkoły uczą inaczej? Ma Pani porównanie ze szkołą ogólnodostępną?

Tak, bo w takiej kilka lat uczyłam matematyki. Miałam dużą satysfakcję z piątek i czwórek moich uczniów, ale jednak zrezygnowałam na rzecz pracy w szkole specjalnej. Te dzieci zdecydowanie bardziej mnie potrzebują, a ja z przyjemnością się temu poświęcam. I chyba zarażam tym innych, bo sukcesy naszej placówki to efekt pracy wielu wyjątkowo zaangażowanych osób.

Czy zatem nauczyciele szkół specjalnych mają większe poczucie misji?

Nie umniejszając pracy kolegów ze szkół ogólnodostępnych, którzy obecnie borykają się z wieloma trudnościami, sądzę, że pedagodzy specjalni muszą być uzbrojeni w dodatkowe umiejętności związane z terapią i specyficznymi metodami pracy. Niektórzy rezygnują, nie mogąc uporać się z trudnymi zachowaniami dzieci, z ich niestandardową fizjonomią, z roszczeniami rodziców, którzy wiedzą wiele o zaburzeniach swoich pociech i oczekują dla nich indywidualnej opieki. Potrzeba tu wiele determinacji i pokory, a czasem nawet utożsamienia się z uczniem, wchodzenia w rolę, by móc zacząć z nim jakąkolwiek pracę.

Czy zdarzają się bariery nie do przejścia?

Często są to dodatkowe schorzenia uczniów, np. trudności w poruszaniu się, które powodują, że z każdym z nich należy pracować oddzielnie. Dlatego podstawowym wyzwaniem jest diagnoza potrzeb uczniów i maksymalne ich zaspokojenie. Czasem chodzi o podstawowe rzeczy, takie jak winda, której brakuje w szkole.

W placówce, w której uczniowie nie mogą samodzielnie wejść po schodach?

Takie są realia szkół specjalnych. Nauczyciele i dyrektorzy bardzo się starają, sami tworzą materiały edukacyjne i doposażają klasy szkolne, wnioskują o granty, pozyskują sponsorów, byle tylko zdobyć więcej środków na pomoce dydaktyczne dla dzieci. Ale taka walka ma swoje granice, bo każdy zaczyna się w końcu buntować.

I wtedy stawia opór?

Tak, wtedy przystępuje do strajku. Żeby pokazać, że np. nadmierna biurokracja odciąga nauczyciela od jego właściwego zadania – pracy z uczniem. Że oczekiwanie, byśmy wdrażali nowe technologie, będzie możliwe do spełnienia, jeśli  w szkole pojawi się nowoczesny, interaktywny i mobilny sprzęt.

Czy to się będzie zmieniać?

Już się zmienia. Nauczyciele więcej wymagają od organu prowadzącego, szkoły i rodziców. Ale też od siebie nawzajem, bo strajk pokazał, że obraz nauczyciela w Polsce to przede wszystkim dwa miesiące wakacji. Naszym zadaniem na najbliższy czas jest więc – z pomocą mediów – pokazanie opinii publicznej, ile świetnej roboty wykonujemy i jakie sukcesy odnosimy my, a przede wszystkim nasi uczniowie!

Odnośnik 1:
Konkurs na Nauczyciela Roku organizowany jest przez Głos Nauczycielski i Ministerstwo Edukacji Narodowej.  Więcej  na: https://glos.pl/tag/nauczyciel-roku-2019

Odnośnik 2:
Zyta Czechowska, wraz z nauczycielką Jolantą Majkowską, prowadzi blog edukacyjny Specjalni.pl

Rozmawiała: Beata Maluchnik – ekspertka FRSE
Zdjęcia: Szymon Łaszewski

Otwartość i odwaga


Nie chodziło nam o stygmatyzację sprawców, o wskazanie ich palcem. Bardziej zależało nam na wypracowaniu metod, które pomogą rozwiązać problem – mówią nauczyciele koordynatorzy wyjątkowego projektu eTwinning „Be a buddy, not a bully”, poświęconego przemocy rówieśniczej. Przedsięwzięcie nagrodzono certyfikatem European Language Label 2019

Rozmowa z Moniką Mojsiejonek, nauczycielką języka angielskiego, i Kamilem Matrasem, nauczycielem matematyki, ze Szkoły Podstawowej im. Jana Pawła II w Zaborze (województwo lubuskie).

Pomysły na wcześniejsze państwa projekty eTwinning wychodziły często od samych uczniów. Jak było tym razem?

Kamil Matras: Gdy zaczynaliśmy to przedsięwzięcie, pracowałem jeszcze jako pedagog szkolny. Pewnego dnia przyszli do mnie rodzice z wydrukami z facebookowych profili swoich dzieci i pokazali, że w szkole istnieje problem cyberprzemocy. Nie chcieliśmy udawać, że wszystko jest dobrze i naszej szkoły to nie dotyczy. Zdecydowaliśmy, że naszą odpowiedzią będzie projekt o przemocy rówieśniczej. Zależało nam, by w przedsięwzięcie zaangażować zarówno ofi ary, jak i sprawców. Chcieliśmy, żeby mogli oni wejść w buty ofiar i zobaczyć, jak to jest być po drugiej stronie.

Monika Mojsiejonek: Cyberprzemoc objawiała się dręczeniem uczniów przez ich kolegów i koleżanki. Chodziło o zamieszczanie obraźliwych treści w internecie, przede wszystkim w mediach społecznościowych. Były więc obraźliwe zdjęcia, komentarze lub insynuacje. Stwierdziliśmy, że należy rozwiązać sprawę, zanim stanie się ona problemem całej szkoły.

KM: Chcieliśmy też uświadomić dzieci, że nie wszystkie zachowania można uważać za przemoc. Ankiety przeprowadzone w szkole w ramach programu profilaktyczno-wychowawczego pokazały, że dzieci nie odróżniają przemocy od np. żartu lub innych, dość typowych dla wieku naszych uczniów zachowań.

Jak wyglądał proces otwierania się dzieci na to, żeby mówić o przemocy?

MM: Rozpoczynając projekty, zawsze czekamy na chętnych. Nigdy nie wskazujemy, kto ma wziąć udział w działaniach. Wszystko działo się więc stopniowo. Były oczywiście dzieci bardziej otwarte, dla których ważne było to, że ktoś zainteresował się ich problemem. Mówiły nam o sprawach, o których nie wiedzieli nawet ich bliscy. Reszta zaczęła się otwierać dopiero, gdy zobaczyła, że ich koledzy też o tym mówią.
KM: Ostatecznie w starszych klasach większość uczniów wyraziła chęć wzięcia udziału w projekcie. Były też dzieci, które nie chciały otworzyć się na forum, ale widząc, co się dzieje, przychodziły do nas i rozmawiały w cztery oczy. Później otrzymaliśmy też informacje od rodziców, że odważyli się pójść z dziećmi do psychologa. Dzięki temu mogły one przepracować problemy i teraz funkcjonują już inaczej.

Jak skłoniliście dzieci do mówienia?

MM: Najpierw zachęciliśmy uczniów z naszej szkoły i ze szkół partnerskich z Francji i Czech do tego, żeby stworzyli własne definicje przemocy.
KM: Dzieci odkrywały więc to, co przemocą jest, a co nie. Wymieniały się pomysłami i konsultowały je z dziećmi z zagranicy np. przez wideoczat. Uczniowie sprawdzali też, jak z problemem przemocy radzili sobie sławni ludzie.
MM: Łączyliśmy to wszystko z pracą językową. Z dziećmi z innych krajów słuchaliśmy piosenek i oglądaliśmy filmy na temat przemocy. Stworzyliśmy też internetowe forum wymiany opinii i rozmawialiśmy o tym, jak reagować na przemoc, gdy doświadcza jej ktoś inny. Pod koniec projektu zauważyliśmy, że świadomość tego, jak reagować i jak sobie z przemocą radzić, bardzo wzrosła.
KM: Dzieci nie wiedziały, gdzie szukać pomocy, a dzięki projektowi poznały wiele osób i instytucji, które mogą tej pomocy udzielić. Co ważne, rodzice dzieci biorących udział w projekcie mieli dostęp do wszystkiego, co działo się w jego trakcie.

Jak wyglądała sprawa przemocy w szkołach partnerskich?

MM: Wszędzie są podobne problemy. We Francji dodatkowo pojawiła się jeszcze przemoc na tle nietolerancji wyznaniowej czy rasowej.
KM: To też zaskoczyło naszych uczniów, kiedy zaczęli poznawać np. muzułmańskie dzieci z Francji. Ostatecznie przekonali się, że niezależnie od wyznania czy kultury to są takie same dzieci, z tymi samymi zainteresowaniami i problemami.

Co było najważniejszym efektem przedsięwzięcia?

KM: Myślę, że dzieci dużo zrozumiały. Ich świadomość w kwestii radzenia sobie z przemocą się zwiększyła. Nauczyły się, że mogą o tym mówić i że nie należy się tego wstydzić.

Projekt doceniono także w szerszej skali. Został laureatem konkursu europejskiego 2019 i laureatem konkursu Nasz projekt eTwinning 2019 oraz otrzymał certyfikat European Language Label. Co stoi za tak dużym sukcesem?

MM: Myślę, że to głównie efekt wytrwałości naszej i naszych uczniów oraz ogromnego wsparcia naszej pani dyrektor. Projekty są dowodem na to, że placówka się rozwija, że – choć jest mała – może działać na europejskim poziomie.
KM: Spotykamy się też z opiniami, że chyba w małej szkole jest nieco łatwiej realizować projekty. I zapewne coś w tym jest. Wyjazd na galę do Warszawy dla dzieci z naszej wsi był wspaniałą wyprawą i dużym przeżyciem.
MM: Ważne jest również to, że my sami bardzo chcemy się uczyć. Ostatnio usłyszałam od jednego ucznia, że ze mną nie można się nudzić, i myślę, że jest to dobre podsumowanie naszych działań.

Rozmawiał Jacek Łosak
mobilny korespondent Erasmus+

Odkrywają świat z Erasmusem+


– To, że jesteśmy położeni daleko na Wschodzie Polski, nie przeszkadza nam być europejską szkołą – mówi z dumą Alicja Dorosz, dyrektorka szkoły podstawowej w Rejowcu Fabrycznym na Chełmszczyźnie. Przez 17 lat w ramach programów międzynarodowych i wymian młodzieży z tej niewielkiej, liczącej ok. 300 uczniów szkoły w pięciotysięcznym miasteczku, za granicę wyjechało ponad 200 uczniów.

– Zaczęło się w 2003 r. od wymiany młodzieży z Polski i Niemiec. Rok później realizowaliśmy projekt z programu Comenius „Eko-bracia”, który miał rozbudzić świadomość ekologiczną i wzrost poczucia odpowiedzialności za środowisko naturalne. Potem uczniowie i nauczyciele tak się „rozsmakowali” we współpracy ze szkołami z całej Europy, że wciąż realizujemy nowe projekty – dodaje Alicja Dorosz.

Różnorodność projektów
Dzięki projektowi Comenius „Międzykulturowe podróże po połączonych szlakach Europy” uczniowie odwiedzili siedem europejskich krajów. – To było otwieranie nowych horyzontów, lekcja poczucia przynależności do Europy i tolerancji – wspomina szkolny koordynator projektu, nauczyciel języka angielskiego i niemieckiego Marek Krzywicki. Z kolei projekt „Europa jako tęcza kultur” był dla uczniów i nauczycieli nie tylko okazją do wizyty w Hiszpanii, Belgii, Turcji, Włoch i Grecji, ale przede wszystkim do poznania problemów uchodźców i migrantów we współczesnej Europie. – Podróże te były dla nich wielkim przeżyciem i wspaniałą przygodą – podkreśla koordynatorka Maria Stachnik.

– Uczymy się nawzajem od siebie i potrafimy zaskakiwać – dodaje Beata Parada, koordynatorka projektu „Tysiące powodów do komunikacji” – Podczas wizyty w danym kraju wyzwaniem dla gospodarza jest przygotowanie apelu na powitanie i prezentacja krajów partnerskich. Udało się nam zaskoczyć naszych gości, ponieważ usłyszeli oni melodie ze swoich krajów przygotowane przez nasz chór i zespół muzyczny – wspomina nauczycielka. Z kolei projekt „Możemy to zrobić razem” polegał na zorganizowanej pomocy rówieśniczej uczniom zagrożonym przedwczesnym zakończeniem edukacji.

Obecnie szkoła koncentruje się na dbaniu o naturę. Projekt „To bee or not to bee” poświęcony jest ochronie pszczół i będzie realizowany we współpracy z lokalną społecznością. Projekt z Programu Operacyjnego Wiedza Edukacja Rozwój „Północ – Południe” ma podnosić kompetencje uczniów w znajomości nauk przyrodniczych, w połączeniu z humanistycznymi. Zajęcia odbyły się np. w lasach podbiegunowych w Finlandii i w Roztoczańskim Parku Narodowym, a na wiosnę 2020 r. uczniowie chcą odwiedzić Muzeum Narodowe w Krakowie i udać się do Hiszpanii, aby zwiedzać ją śladami Antonio Gaudiego i Salvadora Dali.

Językowe korzyści
– W czasie takich wyjazdów uczniowie porozumiewają się w obcych językach, przede wszystkim po angielsku. Po powrocie od razu widać znacznie większą swobodę w mówieniu. A jak uda się przełamać tę barierę, to potem idzie „z górki” – dodaje Marek Krzywicki. Jedną z uczestniczek wymiany międzynarodowej była Aleksandra Kamińska. Uczennica klasy VIII za granicą była po raz pierwszy. – Warto jest pojechać do innego kraju. Tylko tak można zobaczyć, jak żyją mieszkańcy, wzbogacić swój język, bo przecież praktycznie cały czas trzeba używać obcego języka – wspomina swój pobyt w Finlandii. Dla Agnieszki Wiewióry, również uczennicy klasy VIII, największą wartością jest to, że może teraz swobodnie używać języka angielskiego.

– Znajomość języków obcych to dziś kompetencje kluczowe – podkreśla Alicja Dorosz. – Mieszkańcy takich miejscowości jak Rejowiec Fabryczny nie mają na co dzień kontaktu z obcokrajowcami. Kontakt z zagranicą ma często związek z migracją zarobkową, a ta nie daje takich możliwości. Trzeba też pamiętać, że Chełmszczyzna to region dość ubogi, a wielu rodziców nie byłoby stać na zagraniczne wyjazdy dla dzieci lub dokształcanie językowe – dodaje dyrektorka szkoły.

– Będąc w Finlandii poznawałam w naturalny sposób nowy dla mnie świat i przekonałam się, że znajomość języka obcego jest rzeczywiście przydatna. Wcześniej nie lubiłam angielskiego – wspomina Patrycja Kamińska. Uczestnicy wymiany międzynarodowej poznają język, ale także kulturę i codzienne życie mieszkańców krajów, w których goszczą, w tym ich zwyczaje kulinarne. Dla Nikoli Wnętrzak, uczennicy klasy VIII, która w październiku była w Finlandii, zaskoczeń było wiele. – Mieli tam zupełnie inne jedzenie. U nas są pierogi czy gołąbki, a tam ryż często jedli z dżemem i mięsem, a niemal do wszystkich posiłków pili mleko – wspomina z uśmiechem Nikola.

Szkoła bez granic
– Rozpędzamy się – cieszy się koordynator Marek Krzywicki. W 2019 roku szkołą rozpoczęła projekt skierowany do nauczycieli. Przez dwa lata 25 proc. nauczycieli szkoły w Rejowcu Fabrycznym weźmie udział w zajęciach językowych, zakończonych tygodniowym wyjazdem na kurs językowy na Malcie. Na zakończenie każdy z nich przygotuje przynajmniej jeden projekt z programu eTwinning.

Szkoła jest też dumna z innego sukcesu, który jest pochodną międzynarodowych kontaktów Agnieszki Gepner. Nauczycielka geografii włączyła się w Environment Online (ENO). To globalna sieć szkół i społeczności zajmujących się zrównoważonym rozwojem. Ponad 10 tys. szkół ze 150 krajów podejmuje konkretne działania na rzecz środowiska, np. zasadzenie 30 milionów drzew. Działania ENO są kierowane i zgodne z celami ONZ. – W listopadzie 2019 r. uczniowie klasy VII posadzili trzy modrzewie i dwie lipy, a list do Ziemi pisali ich młodsi koledzy. Teksty z całego świata zostały opublikowane na stronie organizatorów, potem dowiedzieliśmy się, że wśród najciekawszych jest ten autorstwa Patryka Lewczuka z klasy IV. Niebawem zostanie on odczytany podczas koncertu w Finlandii, następnie na forum ONZ, która patronuje akcji – opowiada Agnieszka Gepner.

– Udział w projektach realizowanych w ramach programu Erasmus+ to dla naszej szkoły także korzyści materialne, ponieważ pozyskujemy środki z zewnątrz – podkreśla Alicja Dorosz. Z trzech ostatnich projektów szkoła uzyskała ponad 320 tys. złotych. Większość zostanie przeznaczona na wyjazdy uczniów i opiekunów. Szkołę udało się już doposażyć w tablicę interaktywną, laptopy, rzutniki, nowoczesne pomoce naukowe i routery, zamieniając kilka pracowni lekcyjnych w centra multimedialne. W czasie współpracy między szkołami wykorzystywane były media społecznościowe, czaty internetowe, listy mailingowe, programy multimedialne, e-learning. – Nie mamy kompleksów i śmiem twierdzić, że tu we wschodniej części Polski wśród szkół z małych miejscowości nie mamy sobie równych – podsumowuje Alicja Dorosz.

Czy głuchy może zostać poetą?


W Niemczech niesłyszący maja swoje kluby sportowe, teatry, swoja poezje. W Polsce nastolatkowie dopiero zyskują świadomość, ze głusi tez mogą zajmować się sztuka. Pomaga w tym projekt „Breaking the silence”

Julia w czerwcu skończyła szóstą klasę w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym nr 4 w Łodzi (SOSW nr 4). Za dwa lata najpewniej przejdzie do jedynej w mieście szkoły ponadpodstawowej, która przyjmuje głuchą młodzież. Dziewczyna dołączyła też niedawno do szkolnego koła pantomimy. Po tym, gdy w styczniu pierwszy raz zetknęła się z nią na warsztatach w Rumunii. – Pantomima pozwala lepiej wyrażać mi smutek i radość opowiada Julia. Jej słowa z języka migowego przekłada Maja Glapińska, koordynatorka programu „Breaking the silence” (z ang. przełamywanie ciszy), który wymyślili nauczyciele z SOSW nr 4. Przed wakacjami łodzianie zakończyli jego realizację razem ze szkołami dla niesłyszących z Niemiec, ze Słowenii, z Grecji i Rumunii. – W każdym z naszych pięciu krajów zajęcia dla młodzieży prowadził niepełnosprawny artysta. Na przykład w niemieckim Bambergu był to Marcus Willam, tworzący poezję głuchych – tłumaczy Glapińska.
Jak wyglądają wiersze niesłyszących? Nanoszenie znaków z języka migowego na utwór z książki nie jest prostym zadaniem. Młodzi łodzianie, którzy poety, dostawali od niego temat: np. „burzę na morzu”, a później przygotowywali swój wiersz, korzystając głównie z gestów i mimiki. Autor imituje ruchami rąk pędzące fale, przykładając dłonie do ust pokazuje, jak te fale napędza dmący wiatr. Zatem głucha poezja to rodzaj krótkiego spektaklu jednego aktora.
– U nas głusi mają swoje kluby sportowe, mają też swoje teatry i swoją poezję – wylicza Barbara Ellner-Lehmann, nauczycielka z bawarskiego Bambergu. W Polsce, niestety, jest z tym gorzej. Ale dzięki „Breaking the silence” większość z uczestniczących w tym projekcie nastolatków z Polski zyskała świadomość, że osoby niesłyszące w dorosłym życiu także mogą zajmować się sztuką. Zajęcia z pantomimy w Rumunii prowadził głuchy aktor Stefan Alexa, zaś po ateńskim Akropolu uczniów oprowadzała niesłysząca archeolog Dimitra Kokkevi, m.in. uczestniczka wykopalisk, które odkrywały tajemnice antycznej cywilizacji na wyspie Santorini.
Pokazywanie takich wzorów działa na głuchą młodzież ze zdwojoną siłą, ponieważ w świecie niesłyszących w znacznej mierze zanika hierarchia dorosły – dziecko, także za sprawą ogromnego poczucia wspólnoty w tej grupie.
Oprócz pokazywania głuchym niezwyczajnych – przynajmniej w Polsce – perspektyw na przyszłość, łódzki projekt ma także inną zaletę. Na świecie od kilku lat dynamicznie rozszerza się liczba użytkowników International Sign (IS), czyli międzynarodowego języka migowego (podobnie jak w przypadku słyszących głusi w różnych krajach także wykształcili odmienne systemy porozumiewania się).
– Niestety, w szkołach dla niesłyszących w Polsce nie ma nauczycieli IS – przyznaje Katarzyna Pęczek, nauczycielka z SOSW nr 4. – Ambitniejsi uczniowie mogą poznawać ten język przez internet: za pośrednictwem kanałów wideo w serwisie YouTube. Jednak „Breaking the silence” był dla naszych uczniów pierwszą okazją do używania IS w praktyce.
Julia w Rumunii, z nowymi koleżankami z projektu, próbowała „migać” również po grecku. W wypadku prostych dyskusji bariery są do przejścia: zwłaszcza gdy doda się doświadczenia z zajęć pantomimy. Systemy porozumiewania się głuchych w różnych krajach mają bowiem często te same albo podobne znaki, które określają rzeczy materialne, jak „stół”. Różnice pojawiają się, gdy trzeba np. wyrazić „nadzieję”. Po zakończeniu „Breaking the silence” w SOSW nr 4 na pewno jest jej więcej.

Programują się na przyszłość


Gdzie można spotkać przyszłych liderów cyfrowej rewolucji? W historycznej części Warszawy, pomiędzy Ogrodem Saskim, Teatrem Narodowym i Placem Bankowym. Tam znajduje się Szkoła Podstawowa nr 75. Pasją jej uczniów jest kodowanie.

– Programowanie i język angielski – te dwie umiejętności będą decydujące w przyszłości. Ja chciałbym być kiedyś programistą, ale myślę, że każdemu przyda się podstawowa wiedza z tego zakresu – mówi Michał, uczeń siódmej klasy Szkoły Podstawowej im. Marii Konopnickiej nr 75 w Warszawie. To właśnie w tej szkole realizowany jest międzynarodowy projekt Erasmus+ pod nazwą E-m@ti-on. W trwającym 2,5 roku projekcie uczestniczą uczniowie ze szkoły Michała, a także młodzież z Hiszpanii, Portugalii, Grecji, Niemiec i Szwecji. Michał jest jednym z czwórki uczniów, którzy pojadą do Madrytu prezentować jeden z najciekawszych efektów projektu – uczniowie z warszawskiej podstawówki zbudowali z klocków LEGO własnego robota i zaprogramowali go: automat ma tańczyć w rytm muzyki.

Początki projektu jednak nie były takie wesołe. Agnieszka Danuta Pawlikowska, koordynatorka projektu w warszawskiej podstawówce wspomina, że gdyby nie ogromna pasja nauczycieli z kilku europejskich szkół, nie byłoby dziś tańczącego robota i radości dzieciaków. – Przy okazji programu eTwinning poznałam kilka fascynujących osób z zagranicznych placówek, później razem stworzyliśmy blog komunikacyjny Daily News, na którym uczniowie i nauczyciele pisali, co słychać w ich szkole – opowiada Pawlikowska. – Te działania zainspirowały mnie do stworzenia czegoś nowego, własnego projektu. Tak się złożyło, że w tym samym czasie od znajomego ze Stanów Zjednoczonych, który prowadzi klub robotyczny dostałam zestaw edukacyjnych klocków Lego Mindstroms, zaś od nauczyciela z Hiszpanii propozycję współpracy w projekcie Erasmus+. Pomyślałam, że warto to wykorzystać i poprzez zabawę zainteresować dzieciaki podstawą programowania.

I taką drogą grupa nauczycieli z sześciu krajów rozpoczęła pisanie projektu w ramach programu Erasmus+. Pierwszy wniosek został odrzucony, ale drugi został już zaakceptowany i sześć szkół otrzymało dotację w wysokości ok. 22 tys. euro. Projekt podzielono na trzy etapy: pierwszy miał skupiać się na nauce programowania w Scratchu (popularny program edukacyjny dla najmłodszych), w drugim narzędziem edukacji miało być Lego WeDo, w trzecim – też klocki duńskiej firmy, tyle że z bardziej zaawansowanej serii Mindstorms.

Po blisko trzech latach programu E-m@ti-on zadowolenia z jego efektów nie ukrywają uczniowie, nauczyciele, a także rodzice. – Bardzo dobrze, że dzieci uczą się programowania w tak wczesnym wieku. To nie tylko zdobywanie cennych praktycznych umiejętności, ale również rozwijanie wyobraźni – podsumowuje Magdalena Kocewiak, mama Oskara, który działa w programie.

W końcu w E-m@ti-on nie tylko o samo pisanie kodu chodzi. W założeniu pomysłodawców chodzi także o poprawienie wyników z matematyki, aktywację kreatywnego i logicznego myślenia, rozwijanie zdolności językowych w stopniu komunikatywnym oraz budowanie pozytywnych mechanizmów rozwiązywania konfliktów.

– Stawiamy na komunikację. W ramach tzw. lekcji odwróconych uczniowie uczą dorosłych programowania i kodowania min w aplikacji Scratch, kompetencji miękkich poprzez np. współpracę w grupie, wspólne wykonanie projektów zarówno w Polsce jak i podczas wyjazdów zagranicznych uczniów – wyjaśnia Pawlikowska. Jej koleżanka z projektu, Karolina Sokołowska podkreśla, że koniec projektu nie ma być końcem robotycznych i programistycznych działań w szkole. – Chcemy być pierwszą w Polsce podstawówką, gdzie programowanie będzie wiodącym przedmiotem. Dlatego chętnie włączamy się do wszelkich działań promujących zastosowanie nowoczesnych technologii w edukacji. Cel na najbliższą przyszłość: profesjonalne szkolne koło robotyczne, technologia informatyczna na różnych szkolnych lekcjach, udział w zawodach i współpraca z zespołami robotycznymi może np. w Stanach Zjednoczonych.